Browsing Tag

Odchudzanie

Babskie sprawy, Zdrowie

Jak wytrzymać na diecie?

27 February 2017

Zacznijmy od tego, że dieta to nie tortury. Nie trzeba jeść liścia sałaty na obiad i pół pomidora na śniadanie. Nie trzeba nawet liczyć kalorii i zmuszać się do jedzenia owsianki na wodzie. Znalezienie informacji odnośnie tego jak schudnąć, co i ile jeść, a także co ćwiczyć nie jest teraz trudne. Często jednak można trafić też na takie, które mogą być szkodliwe. Dieta Dukana, Kopenhaska i inne, które polegają na wykluczeniu wielu składników albo na bardzo drastycznym obcięciu kalorii nigdy nie przyniosą dobrego skutku. Osobnym tematem są posty zdrowotne (np. post dr Dąbrowskiej), ale o nich nie tym razem. Najlepszym sposobem, jest traktowanie diety jako nowego stylu odżywiania, który będzie nam towarzyszył przez resztę życia.

Powoli, małymi krokami można wprowadzać zmiany, wykluczać produkty, które nam szkodzą albo takie, które po prostu nic do naszego żywienia nie wnoszą. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy może od czasu do czasu zjeść coś mniej zdrowego, niż zakłada dieta, ale umówmy się – umiar to słowo klucz. Jeśli czipsy, to raz na jakiś czas, a nie co drugi dzień do serialu.

Na diecie jestem już od dłuższego czasu, z sukcesami i porażkami, ale z wszystkiego wyciągam wnioski. Mam już też kilka sprawdzonych patentów na to jak sobie pomóc ułatwić bycie na diecie.


1.  Wyrób sobie nowe, zdrowe nawyki. 

Kiedyś, moje pierwsze kroki po przebudzeniu kierowałam w stronę czajnika. Kawa to była podstawa. Teraz dzień zaczynam ciepłą wodą z cytryną i imbirem. Jeśli macie rowerek stacjonarny albo orbitreka, a do tego lubicie oglądać seriale, to możecie połączyć jedno i drugie i jeżdżąc na rowerku oglądać. Netflix + rowerek to ostatnio moje ulubione połączenie i staram się oglądać seriale tylko wtedy gdy coś robię i tym sposobem wyszłam z serialami z łóżka, a oglądam jeżdżąc, gotując i myjąc naczynia. Innym zdrowym nawykiem może być też pójście do pracy na piechotę, a jeśli jeździcie komunikacją miejską, to możecie wyjść przystanek wcześniej i przejść się.

2. Pozbądź się wszystkiego, czego nie chcesz jeść na diecie`

Opróżnij szafki z czipsów, czekolad, przekąsek i wszystkich innych produktów, których nie chcesz jeść. Ja funkcjonuję tak, że jak mam, to zjem, a jak nie mam, to jest mi dużo łatwiej przezwyciężyć pragnienie zjedzenia czegoś czego raczej nie powinnam i co mi nie służy. Jest małe prawdopodobieństwo, że jeśli zachce mi się czipsów, to pójdę do sklepu je kupić.

3. Plan posiłków

To jest w zasadzie podstawa. Dobry plan pozwala wytrwać i jest bardzo dużym ułatwieniem. Dzięki temu, że mam plan, to wiem co zjem jutro, pojutrze i za kilka dni. Teoretycznie nic nie powinno mnie zaskoczyć, bo wszystko można sobie przygotować wcześniej. Jak jest plan, to nie ma miejsca na jakieś przypadkowe posiłki. Po dobry plan, najlepiej zgłosić się do dietetyka. Zwłaszcza, jeśli nie mamy wiedzy odnośnie odżywiania i do tej pory było ono bardzo przypadkowe.

4. Lista zakupów

Ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim. Robienie zakupów “na pałę” nigdy się nie opłaca. Zawsze do sklepowego koszyka wpadają rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć. A tu dodatkowa paczka kiełbasy, czekolada w promocji, dwie cukinie więcej, a bo może w końcu zrobię te ciasto z cukinii, które zawsze chciałam zrobić itp itd. Lista zakupów może nie jest jakimś magicznym łańcuchem, który zatrzymuje nas, gdy chcemy sięgnąć po coś co nie znajduje się na liście, ale naprawdę bardzo pomaga ograniczyć nieplanowane zakupy. A co za tym idzie – pomaga ograniczyć dodatkowe produkty, których na diecie chcemy uniknąć.

5. Pij wodę

Na diecie, a przynajmniej na początku zmiany nawyków trzeba się troszkę oszukiwać. Woda, oprócz tego, że jest niezbędna przy wszystkich procesach naszego organizmu, to pozwala też trochę zmylić nasz mózg i żołądek. Nie jest to sposób idealny, ale w przypadku dużej chęci zjedzenia czegoś (nie mylić z głodem) szklanka wody z cytryną robi dużą robotę. Jeśli macie problem z pamiętaniem o piciu wody, to mogą w tym pomóc aplikacje na telefon. Kiedyś sama takiej używałam, ale z czasem już po prostu przestałam jej potrzebować. Najbardziej lubię pić wodę ze szklanki. Gdy pracuję, to stawiam sobie przy komputerze 1,5 l dzbanek z wodą (np. z imbirem i cytryną) i napełniam szklankę. A jak już ją opróżniam, to napełniam znowu. I tak w ciągu dnia, wypijam przynajmniej 2 litry wody, a w przypadku dnia treningowego, to ponad 3 litry, bo cały jeden litr wypijam w trakcie ćwiczeń. Woda jest ważna i nie można o niej zapominać.

6. Prowadź szczery dziennik żywienia

Dziennik, to nie tylko pamiętniczek, któremu możesz się zwierzyć, że zjadłaś nadprogramowy kawałek sernika. To coś, co może Cię uświadomić gdzie i jakie błędy w żywieniu popełniasz. Kiedyś, gdy nie zwracałam uwagi na to co i ile jem, wydawało mi się, że w sumie to jem całkiem niewiele. Mój mózg jakoś usuwał wszystkie drobiazgi, które zjadłam takie jak garść czipsów, kawałek kiełbasy z lodówki, niedokończony obiad mojego syna, cukierek i inne tego typu rzeczy. Ale jak to się mówi – ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Jeśli nie pilnujesz tego co zjadasz w ciągu dnia, to spróbuj przez najbliższe 3 dni zapisywać wszystko co wkładasz do ust. Każdego cukierka, ziemniaczka, kanapkę, jabłko, dwie kostki czekolady – dosłownie wszystko (w takich podsumowaniach szczególnie szokujące bywają weekendy). Po tych trzech dniach zrób podsumowanie, oszacuj kaloryczność, zastanów się czy jesz zdrowo czy raczej śmieciowo. Takie podsumowanie może otworzyć oczy i być dobrym startem.

7. Motywuj się wraz z innymi. 

Kilka lat temu byłam dość aktywna na forum jednego z dietetycznych portali. Miałam tam moje odchudzające się koleżanki i sama prowadziłam dziennik odchudzania. Teraz najbardziej aktywna jestem na grupie I wish I was Beyonce, którą założyłam 1,5 roku temu. Zebrało się tam całkiem niezłe grono świetnych babek. Motywujemy się, gadamy o babskich sprawach, dzielimy pomysłami na zdrowe posiłki i robimy wszystko to, co robią koleżanki. Jeśli potrzebujesz motywacji – zajrzyj! Bijonski przyjmują wszystkich z otwartymi ramionami!

8. Zrób sobie cheat meal

Czasami trzeba dać sobie na luz. Dziś wyrwiesz sobie wszystkie włosy z głowy, ale nie zjesz kawałka sernika, a jutro ta chęć będzie tak silna, że zjesz pięć kawałków. I po co? Masz ochotę na ten sernik, to go zjedz. Od kawałka ciasta jeszcze nikt nie przytył. Za to od kawałka ciasta codziennie już raczej tak.

9. Czy o niczym nie zapomniałaś?

Pamiętaj, że sukces diety, to nie tylko zrzucone kilogramy. To także dobre nawyki, które mogą zostać z Tobą na dłużej, to więcej energii, lepsze samopoczucie, ładniejsza cera i wiele innych pozytywów. Nie traktuj diety, jak wojny przeciwko sobie. Z doświadczenia wiem, że z nienawiści do siebie nie może przyjść nic dobrego. Najważniejsze, to uświadomić sobie swoje potrzeby, a jedną z tych potrzeb może być po prostu chęć zdrowszego życia. Zadbaj o siebie na wszystkich płaszczyznach – przebadaj się, sprawdź czy za Twoją wagą nie stoi jakaś choroba albo inny zdrowotny problem. A może to nie kwestia funkcjonowania organizmu, a głowy? Psycholog to też dobry pomysł na wsparcie na drodze odchudzania.


Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone patenty na przetrwanie na diecie, to chętnie je poznam, piszcie śmiało!

 
Kuchnia, Lifestyle, Zdrowie

Detoks Cukrowy 2017

4 January 2017

Przyszedł styczeń, a wraz z nim Noworoczny Detoks Cukrowy organizowany przez Kasię z Cook It Lean. Po ostatniej, zeszłorocznej próbie, którą przeszłam w całości bez większych problemów i z sukcesem, postanowiłam w tym roku również spróbować swoich sił i ograniczyć węgle do końca tego miesiąca, aby jeszcze bardziej poprawić swoje nawyki.

Podsumowanie zeszłorocznego Detoksu możecie znaleźć pod tym wpisem, ale przypomnę jeszcze raz co nie co. Detoks służy po to, aby spróbować odzwyczaić się od słodyczy, dlatego przez ten czas odrzucamy nie tylko cukier, którym słodzimy herbatę, ale również nie zastępujemy go żadnymi innymi słodzikami, ksylitolem, miodem itd. Nie jadamy też zdrowych słodyczy, ani innych nadmiernie węglowodanowych przekąsek po prostu staramy się odciągnąć nasze myśli od słodkiego, a także uczymy się odróżniać prawdziwy głód od zwykłej chęci na zjedzenie czegokolwiek.

Ubiegły detoks bardzo postawił mnie na nogi, bo gdy w grudniu 2015 ważyłam już prawie 110 kg, to stwierdziłam, że to jest jakaś koszmarna farsa. Czułam się opuchnięta, zmęczona, moja skóra była bardzo przesuszona, brzuch ciągle wzdęty, a w dodatku wyglądałam na kilka lat więcej.

Co się zmieniło przez ostatni rok od Detoksu?

1. Kiedyś nie wyobrażałam sobie śniadania bez chleba, teraz praktycznie go nie jem. Są miesiące, gdy nie jem chleba wcale, a gdy już zjadam, to raczej tylko wtedy, gdy są u nas chlebożerni znajomi lub gdy jestem u rodziny. Tylko czasami nachodzi mnie ochota na chleb z pasztetem 😉 Moje śniadania to głównie dużo warzyw i jajka albo mięso i warzywa, czasami jakieś węgle. Najczęściej jem jajecznicę, omlety, jajka z duszonymi warzywami (np. szakszuka). Lubię też śniadania, które nazywam roboczo “japońskimi”, bo jest to zazwyczaj ryż + jajko/łosoś + rzodkiewka/kiełki/awokado/marchewka/szpinak lub inne warzywa. Do tego czarna kawa i przed śniadaniem szklanka wody z sokiem z cytryny. Uwielbiam ten śniadaniowy styl.

2. Nauczyłam się zwracać większą uwagę na składy produktów. Nie jestem w tym idealna i nie robię tego zawsze, ale w większości zastanawiam się nad tym co kupuję i bardzo ograniczyłam zjadanie śmieciowych produktów. Dzięki detoksowi zauważyłam, że nie służy mi gluten i niestety za każdym razem jak sobie poluzuję, to potem cierpi moja skóra. Niestety nie umiem całkowicie z niego zrezygnować, ale staram się go mocno ograniczać. Czasami daję na luz i ze smakiem zjadam pizzę czy kanapkę Drwala z Maka.

3. Pokochałam domowe mleko kokosowe i robię je regularnie, a gdy potrzebuję na “już”, to po prostu podgrzewam wiórki, mielę i od razu odciskam. Nauczyłam się też jadać takie zdrowsze wersje deserów (to już po detoksie). Przez cały ostatni detoks chodziło za mną brownie z batatów z wiśniami. O dziwo, to właśnie na taki zdrowszy wypiek miałam najbardziej ochotę, a nie na sklepowe słodycze, ciastka, czy wafelki.

jestem paleo, elo.

Czy teraz już jestem paleo i jem mięso mamutów? No nie, nie jem paleo w 100%, ale ten styl żywienia jest mi bardzo bliski i jak do tej pory najbardziej podoba mi się ze wszystkich diet, z którymi miałam w życiu styczność. Detoks mnie wiele nauczył, w tym roku jestem już bogatsza o wolnowar, więc mam zamiar trochę poszaleć z mięsiwami i jakimiś fajnymi gulaszami. No i mam nadzieję, że wytrzymam cały ten czas, który sobie założyłam, bo pełną parą zaczęłam już wczoraj, a skończyć chcę ostatniego dnia miesiąca, więc to trochę ponad 3 tygodnie.

Tak jak w zeszłym roku zachęcam was do wzięcia udziału, o ile czujecie, że to coś dla was, bo wiem, że nie każdy jest w stanie zrezygnować ze wszystkich produktów. Ale jeśli tylko dokładnie przeczytacie zasady, zapoznacie się z listą produktów, które można jeść, przejrzycie blogi, poczytacie wpisy, to na serio okaże się, że to nie jest takie straszne i trudne jak się wydaje. Bo tak naprawdę w detoksie chodzi o to, żeby po prostu jeść zdrowo, dobrze i nie zapychać się węglami. Odsyłam was do bloga Cook It Lean – tam znajdziecie wszystkie ważne informacje i odpowiedzi na pytania.

WYDARZENIE NA FB:

 

 
Kuchnia

Zupa krem z resztek z sokowirówki

13 December 2016

Lubię ciekawe i sprawdzone patenty na niemarnowane jedzenia, zwłaszcza że samej zdarza mi się kupować za dużo i czasami wyrzucać. Od jakiegoś czasu staram się to mocno ograniczać na kilka sposobów – planując menu na cały tydzień, robiąc zakupy z dokładną listą i wykorzystując produkty, które zalegają w szafkach czy w zamrażalniku. Od kilku dni codziennie rano wypijam sok warzywny, który robię sobie w sokowirówce i stwierdziłam, że przecież te wiórki, które zostają mogę jeszcze jakoś przerobić.

Na pierwszy rzut poszła zupa. Taki zwykły, prosty krem z warzyw, nic wielkiego. Do wiórków, które mi zostały z robienia soku dodałam przypraw, wody, kalafiora i kilka koktajlowych pomidorów.

Taka zupa to również dobry pomysł dla osób na diecie warzywno-owocowej czyli inaczej poście dr. Dąbrowskiej. Na tej “diecie” jada się jedynie warzywa i owoce z listy dozwolonych, często w postaci soków, więc żeby nie tracić tych resztek warzyw, to można zrobić sobie właśnie taką zupę

Składniki:

  • 1-2 szklanki wiórków po soku z sokowirówki (marchew, pietruszka, szpinak, seler naciowy)
  • 2-3 szklanki wody
  • 300-400 g kalafiora (zamiast kalafiora możesz dodać cukinię lub brokuł)
  • garść pomidorów koktajlowych lub 1 zwykły pomidor
  • przyprawy wedle uznania (ja dodałam czosnek, pieprz, bazylię, tymianek, oregano, chili)

Przygotowanie:

  1. Wiórki wrzuć do garnka, dodaj kalafior oraz pomidory, zalej wodą.
  2. Gdy woda w garnku zacznie się gotować dopraw wybranymi przyprawami i gotuj dalej, aż do momentu w którym warzywa będą miękkie.
  3. Po ugotowaniu zmiksuj zupę na gładki krem.
  4. Możesz podać ją z makaronem, grzankami, groszkiem ptysiowym. Ja podałam z pokrojonym ogórkiem kiszonym.

 
Kuchnia, Kulinaria, Zdrowie

Jak skomponować zdrowy obiad?

30 October 2016

Częstym problemem i pytaniem, które pojawia się w głowach gotujących osób jest – co zrobić na obiad? Szczególnie na diecie, która zazwyczaj kojarzy się tylko z jednym daniem – piersią z kurczaka z ryżem. Oczywiście rzeczywistość jest nieco inna, nie samym kurczakiem na diecie się żyje. Tak samo jak ryż, to nie jedyne węglowodany, które można jeść. Nie wspominając już o warzywnych dodatkach.

Aby ułatwić sobie wymyślanie codziennych obiadów z produktów, które jadam na co dzień (a przypominam tylko, że jestem na redukcji) postanowiłam zrobić coś w rodzaju prostego kompozytora posiłków. Często nie wiemy co zrobić na obiad, bo:

A) nie wiemy jakie produkty połączyć ze sobą

B) nie planujemy posiłków wcześniej

C) a w związku z punktem B – nie robimy przemyślanych zakupów

Gdy nie planowałam posiłków, to robiąc zakupy w sklepie myślałam na bieżąco co mogłabym ugotować i według tego co akurat wpadło mi do głowy pakowałam produkty do wózka. Ten sposób generował nie tylko większy koszt zakupów, gdyż często brałam produkty, które nie były mi potrzebne, ale również większe marnowanie jedzenia, bo kupowałam rzeczy, których nie zdążyłam ugotować – np. mięso traciło termin ważności, warzywa gniły itd.

Odkąd jestem na diecie, wiem z wyprzedzeniem co będę jadła jutro, pojutrze, za 3 dni, a nawet za tydzień. Od Przemka, mojego trenera dostałam tylko jeden tygodniowy jadłospis, który stosuję już prawie 7 tygodni. Mimo tego, moje obiady prawie zawsze wyglądają inaczej (poza tymi, które z wygody robię na większą ilość dni). Bo tak naprawdę na diecie nie potrzeba konkretnych przepisów na skomplikowane dania, wystarczą komponenty, które można wymieniać i dowolnie dobierać między sobą.  Te 7 tygodni, to jest mój dietetyczy rekord – jeszcze tak długo na diecie nie byłam nigdy. Nigdy też nie czułam się tak świetnie jak teraz, w stosunku do mojego jadłospisu, który jest prosty i rozsądny zarazem, a do tego budzący we mnie kreatywność.

The most successful diet plan is the one you’ll actually follow.

To jedno powyższe zdanie doskonale opisuje mój obecny sposób odżywiania. Sukces odchudzania, to nie tylko chęci i motywacja, ale także podejście, wiedza i doświadczenie dietetyka, do którego trafiacie. A zatem chciałabym się z Wami podzielić uniwersalnym sposobem na tworzenie obiadów. Dzięki niemu możecie sami stworzyć sobie idealny dla siebie plan na cały tydzień – sprawdzi się on nie tylko na diecie, ale także dla każdego, komu brakuje pomysłów na posiłki, a także regularności i planowania jadłospisu.

Po pierwsze: wybierz mięso i metodę przygotowania go.

meat

Mięso dzielimy na 3 kategorie: chude, średnio tłuste i tłuste. W zależności od tego, czego potrzebujecie czy na co macie akurat ochotę. W niektórych rodzajach mięsa, ilość tłuszczu można ocenić od razu przy zakupie – widać, czy szynka jest bardzo obrośnięta w tłuszcz czy nie. Przed przygotowaniem go, można również niektóre tłuste kawałki po prostu wyciąć, ale to już zależy od potrzeb i preferencji.

Pierwszy krok przy przygotowywaniu obiadu, to wybór mięsa, a do wyboru mamy m.in:

  1. Mięsa chude: pierś z kurczaka, pierś z indyka, polędwica wieprzowa, polędwica wołowa, szynka wieprzowa (jeśli nie ma dużo tłuszczu), ale także ryby takie jak pstrąg, dorsz, morszczuk, sandacz. Odnośnie ryb polecam przeczytać poradnik, które ryby i w jakim okresie powinno się kupować.
  2. Mięsa średnio tłuste: udka i nóżki z kurczaka, mniej tłusta wieprzowina: np. schab
  3. Mięsa tłuste: boczek, karkówka wieprzowa, łopatka wieprzowa, antrykot wołowy, a także mięso kaczki i gęsi. Z ryb tłusty będzie łosoś, makrela, halibut, karp.

Gdy już wybierzesz mięso, to dopasuj do niego metodę przygotowania. Praktycznie każdy rodzaj mięsa można przygotować na wiele różnych sposobów. Najzdrowsze metody to pieczenie, gotowanie zwykłe oraz na parze. Smażenie również będzie dobrym wyborem, o ile ograniczymy panierki i nie będziemy smażyć na ogromnej ilości tłuszczu. Ja zazwyczaj gotuję w garnku albo w wolnowarze, piekę lub smażę na suchej patelni.

Po drugie: dobierz warzywa

vegetables

Po wybraniu mięsa na obiad, czas na dobranie warzyw, bo wiadomo, że rozsądnie skomponowany obiad, to ten, w którym znajdują się wszystkie potrzebne nam składniki odżywcze, a warzywa mają ich dość sporo. Dobierając warzywa warto pamiętać o sezonowości, czyli o tych warzywach, które pojawiają się w konkretnych porach roku. Jesienią najsmaczniejsze będą warzywa kapustne i korzeniowe, zimą kiszonki, latem będą to np. pomidory i świeże ogórki, a późną wiosną nowalijki. Znam takich, co w ogóle nie chcą jeść warzyw, dlatego też najlepiej jeść po prostu te, które się lubi, choćby był z mrożonki – ale jeśli już mrożone, to niech to będzie jakaś dobra firma, albo warzywa, które sami zamroziliśmy.

Gdy przygotowuję obiad, to staram się dobierać nie więcej jak 2-3 rodzaje warzyw. Najwięcej w moich obiadach jest warzyw surowych i kiszonych, a później pojawiają się warzywa gotowane, duszone oraz pieczone. Prawie każde warzywo można zamienić w surówkę lub ugotować. Niektóre warzywa świetnie sprawdzą się w potrawach jednogarnkowych np. gulaszach, tak samo mięsa pieczone na jednej blaszce razem z warzywami. A jeśli wolisz warzywa surowe, to zrób surówkę lub sałatkę, albo podaj warzywa kiszone w całości np. ogórki.

Po trzecie: dodatki do warzyw

sos

Każdej surówce, surowym warzywom, czy gotowanym możemy dodać smaku poprzez dodanie jakiegoś sosu albo dressingu. Jeśli nie chcemy dodawać do dania zbędnych kalorii, to proponuję omijać tłuste majonezy czy mączne zagęszczacze. Do surówek polecam dressing musztardowo-cytrynowy, do sałatek sos na bazie jogurtu, a aby zagęścić gulasz wystarczy dodać trochę zmiksowanych ugotowanych lub upieczonych warzyw i trochę przecieru pomidorowego. Jeśli chodzi o jogurty, to nigdy nie wybieram tych “fit”, każdy odtłuszczony produkt będzie zawsze bardziej przetworzony, niż pełnotłusty.

Moje ulubione sosy:

  • do surówek: musztarda + sok z cytryny+ oliwa lub woda + świeży czosnek, sól i pieprz
  • do sałatek: jogurt naturalny + świeży koperek + sól i pieprz
  • do gulaszów: pomidor, papryka, cebula, czosnek + zioła i przyprawy – upieczone i zmiksowane

Po czwarte: “zjedz chociaż mięsko, ziemniaczki zostaw”, czyli węglowodany

carbs

Na koniec procedury obiadowej dobieramy węglowodany. Ja zazwyczaj jem ziemniaki (zwykłe lub słodkie), ryż lub makaron ryżowy. Ostatnio rzadziej jem kaszę, a z pszenicy zrezygnowałam w ogóle. Dobrze jest pamiętać o tym, że np. ziemniaki lub makaron im bardziej są rozgotowane, tym większy mają indeks glikemiczny, a wysoki IG wiąże się z gwałtownym skokiem glikemii (poziomu cukru) oraz dużym wyrzutem insuliny. To powoduje, że cukier obniża się równie gwałtownie, a my znowu stajemy się głodni – to jest często powodem podjadania między posiłkami, albo takiego uczucia ponownego głodu niedługo po zjedzeniu solidnego obiadu.

Dlatego z węglami tak jak ze wszystkim – z umiarem i bez przesady. Lepiej będzie zjeść upieczone ziemniaki, niż puree, makaron al dente, niż rozgotowany itd.

Rodzaj węgli można dobierać do reszty intencjonalnie, czyli według gustu i upodobań. Są takie połączenia, które zawsze świetnie się sprawdzają np.

gulasz + kasza

kurczak na ostro + ryż

mielone w sosie pomidorowym + makaron

pieczone udka + pieczone ziemniaki

Możliwości jest wiele i warto próbować różnych połączeń. Tak samo jeśli chodzi o mięso czy warzywne dodatki.

PODSUMOWUJĄC – TL;DR

  1. Zrób listę ulubionych mięs, układając plan obiadów na tydzień wybierz 2-4 z nich i metody, w jaki przygotujesz wybrane mięso.
  2. Dobierz do nich warzywa, bez kombinowania. Obiad nie musi być trudny, wykwintny i zajmujący dużo czasu – zwłaszcza jeśli na co dzień dużo pracujesz albo po prostu nie masz ochoty spędzać całego dnia w kuchni.
  3. Do tego co powstanie dodaj ziemniaki, kaszę albo makaron – co tylko lubisz.

Przykład:

Mięso + metoda:

  • Pieczone udka – 2 dni
  • Smażona pierś – 2 dni
  • Duszona łopatka – 3 dni

Dodatki:

  • Do udek: surówka ze świeżej kapusty
  • Do piersi: gotowany brokuł z marchewką i porem
  • Do łopatki: kiszona kapusta

Węgle:

  • Do udek: pieczone ziemniaki
  • Do piersi: makaron ryżowy
  • Do łopatki: kasza gryczana

I tyle – plan obiadów gotowy. Wystarczy zamienić to na listę zakupów, wprowadzić w życie i skończyć z przypadkowymi posiłkami.

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Sport, Zdrowie

Halo świecie, jestem na diecie! (od miesiąca)

19 October 2016

Od zawsze powtarzam, że to mój wewnętrzny pech, czarny kot przebiegający mi drogę i te lusterko zbite kilka lat temu. Może jeszcze fatum i przekleństwo jakieś – to wszystko powoduje moje nieszczęścia. Wszystko co powiem na głos, każdy największy plan upada, gdy tylko podzielę się nim ze światem. I zawsze tak sobie tłumaczyłam moje dietetyczne porażki, to że na diecie potrafiłam wytrzymać tydzień, no góra dwa i kończyłam niepowodzeniem. Z łyżką w słoiku nutelli i ręką w paczce czipsów…

…na kilka miesięcy, po których miałam kolejny zryw, że oto ja, Paulina Wnuk, uroczyście oświadczam, że teraz będę odchudzać się tak na serio. SERIO, SERIO. Biorę się w garść, dietka, wszystko fit, hasztagi #healthyeating na Instagramie, nowe dresy, nastawienie, wizualizacja, że już zaraz będę mogła pokazać przed i po i wszystkim opadną szczęki.

0b1c5813d4443332a34fde2aa17c14dc_original

No ale nie. Góra dwa tygodnie i przychodzi kryzys. Czipsy, pizza, dwa drinki. A nie, dwa to za mało, jeszcze dwa. Czekolada w promocji? Żal nie skorzystać. Ptasie mleczko? Dawno nie jadłam, zjem rządek, albo pięterko. Dieta? Jaka dieta? Po co mi dieta? Przecież jestem fajna, ładna, lubię siebie, inni mnie lubią, na co mi ta dieta?

pizza

fdfsdf

Nie tędy droga

Ostatni zryw miałam ponad rok temu. Wtedy napisałam na blogu, że będę się odchudzać, zrobiłam podsumowanie dwóch tygodni, założyłam grupę motywacyjną (pozdrawiam moje Duperki z grupy! :* ). Naprawdę myślałam, że może mi się udać, ale poddałam się. Nie walczyłam. Po prostu wzruszyłam ramionami i stwierdziłam – no trudno, już nigdy nie schudnę i do końca życia będę smutną grubaską z buzią brudną od nutelli.

W grudniu zachorował Tymek, a to przeorganizowało nam trochę życie i jedzenie, choć też nie całkiem. Już pod koniec grudnia wiedziałam, że w styczniu chcę zrobić Detoks Cukrowy. Od dłuższego czasu byłam na grupie Czystożerców i nawet nie chodziło mi wtedy o schudnięcie, a o uregulowanie się, o odstawienie śmieciowego jedzenia i wywalenia cukru. Wtedy udało mi się przez 21 dni utrzymać założenia detoksu. Poczułam się super. Potem to zawaliłam, bo znowu rzuciłam się na pizze, słodycze i inne, ale jednak trochę zostało mi w głowie i wiedziałam już więcej na temat tego co mi szkodzi i bez czego czuję się lepiej.

Zaczęłam też trochę biegać, w sumie to maszerować i biegać. Nie traktowałam tego poważnie, raczej chciałam dzięki temu poprawić trochę kondycję, nabrać więcej energii, poczuć się lepiej. Dalej bez żadnej diety i ciśnienia.

W czerwcu przebadałam się od A do Z, zaczęłam nową dietę, która niestety zupełnie mi nie podpasowała, a że był wakacje, to już odpuściłam do końca sierpnia, a we wrześniu stwierdziłam, że teraz to ja już mam dosyć eksperymentów i pójdę do specjalisty.

tumblr_inline_mi162nuqzx1qz4rgp

I tak trafiłam do Przemysława Kozaka (którego większość zna z ksywki Koniu151) już od dawna obserwowałam na FB, a od mojego chłopaka, Karola,  dowiedziałam się, że to kozak nie tylko z nazwiska, więc stwierdziłam – spróbujmy.

Karol wie, jaka jestem marudna. Byłam już na wielu dietach i nigdy nie było tak, żeby wszystko mi pasowało. W zasadzie to każda z diet zawsze nie pasowała mi tak w około 60-70%. Dietą od Konia byłam zachwycona, bo była naprawdę DOPASOWANA. Nie wciskał mi owsianek, omletów z wheyem, obrzydliwych shake’ów i stosu suplementów. Poprosiłam o takie przepisy, które nie zajmą mi dużo czasu, które będę mogła powtarzać dwa dni pod rząd no i z tych produktów, które lubię. I żeby to były normalne posiłki, nie żadne cuda na kiju. I wszystko, zgodnie z moją prośbą, było takie normalne, jakbym wcale nie była na diecie, a niektórych posiłków to wręcz nie możemy się z Karolem doczekać (bo oboje jesteśmy na tej samej diecie, z innymi ilościami). Pierwszy dietetyk-trener, który naprawdę ogarnia, jest na bieżąco, nie wciska kitów, nie jest szalonym fitnesiakiem i ma normalne podejście.

giphy

Zawsze mi się wydawało, że dieta to musi być taka super wypasiona, co tydzień inny zestaw posiłków, zupki, owsianki, budynie jaglane i inne super hipsterskie rzeczy, ale podświadomie miałam już dosyć komplikacji, trudnych przepisów, przez które spędzałam przy garach cały dzień. I to tylko po to, żeby zjeść tego fikuśnego liścia sałaty z grillowaną piersią indyka w glazurze z powietrza. I tak 5 razy dziennie.

Teraz jem 3 razy dziennie i mam wszystko w nosie. Zdarzają mi się słabsze dni, gdy nie chce mi się pójść na trening, czy gdy mam ochotę zjeść coś czego nie powinnam. Ale mówię sobie, no trudno, zdarzyło się. Nie padam na kolana, nie płaczę, że to już koniec. Zawaliłam, ale lecę dalej.  Jestem zaangażowana, bo chcę schudnąć, czuć się lepiej. A przede wszystkim, nie chcę za 20 lat trafić na oddział diabetologii, albo skończyć z zawałem. Bo otyłość to choroba, a choroby się leczy.

A więc leczę się już od miesiąca. Jest nieźle.


 Zobacz też:


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Zdrowie

Before and after – szybka droga do bycia wielorybem

30 September 2016

Codziennie, no dobra, może nie codziennie przed snem przeglądam Instagram i oglądam co kryje się pod hasztagami #beforeandafter #weightlosstransformation i kilka innych tego typu. Oglądam, przecieram oczy, uśmiecham się i… nie widzę siebie takiej. Nie umiem zwizualizować sobie jak mogłabym wyglądać, gdybym była szczuplejsza. A przecież ja nie zawsze byłam tak gruba, serio.

Dlatego chciałam Wam dziś pokazać moje własne #BeforeAndAfter i #WeightGainTransformation. Jak to zrobiłam? Jak zamieniłam się w małej wielkości słonika?

c_z5er

 

Żarłam oczywiście, no bo jak inaczej? Jak widać na powyższym gifie, który powstał ze zdjęć z 2010 roku, radośnie zjadam bułeczkę, otwierając sobie tym samym drogę do królestwa zagłady, zwanym inaczej nadwagą i otyłością. Nigdy nie byłam chuda czy szczupła, ale miałam przynajmniej bardziej ludzki kształt, niż teraz. A wtedy mi się wydawało, że jestem taka gruba i o matko bosko, gorzej już być nie może. Nie może? Tak sądzisz? No to ja Ci pokażę – tak zdaje się pomyślał mój organizm i postanowił sprawdzić moje możliwości. Przysięgam, nawet nie wiem kiedy to się stało.

Chciałabym być tak gruba jak wtedy, gdy pierwszy raz pomyślałam, że jestem gruba.

 

gif_hate_rmonings

I teraz, gdy tak sobie siedzę nad sałatką i marzę, aby okazało się, że smakuje jak masło orzechowe, kurczak w panierce i czekolada, to myślę, że decyzja o diecie była jedną z lepszych życiowych wyborów. Oczywiście, helou, to dopiero trzeci tydzień i jeszcze wszystko może się zdarzyć. Może rzucę wszystko i postanowię otworzyć fabrykę czekolady, a potem do końca życia pozostanę smutną grubaską kąpiącą się w nutelli, ale jednak mam szczerą nadzieję, że nie.

Znalazłam nawet dziś w internecie, w sklepie o bardzo psychologicznej nazwie – GuiltFree, masło orzechowe zero kalorii. ZERO. I już wyobrażałam sobie jak otwieram je, a w moje nozdrza wpada piękny zapach soczystych i tłustych orzechów. I jak zjadam cały słoik, zgodnie z nazwą sklepu, bez grama poczucia winy, a potem… przeczytałam skład tego masła i mi się odechciało. Czaicie, że coś co ktoś nazwał MASŁEM ORZECHOWYM nie ma w sobie nawet grama orzechów, a jedynie ich aromat?

supplements-for-weight-loss-gif-5

Wydałam sobie diagnozę – jestem uzależniona. Od cukru, od tłuszczu, od smaków i zapachów. Miewam chwile obsesyjnego myślenia o jedzeniu i odliczam czas do momentów, gdy będę mogła zjeść coś poza dietą. Coś zakazanego, tłustego, słodkiego. Moment, w którym czekolada rozpuszcza się w ustach, jest momentem wytchnienia, relaksu, odpoczynku, który zaraz potem zamienia się w wyrzuty sumienia i każe obwiniać się w głowie – nie mogłaś się powstrzymać? I po co Ci to było? Warto było dla kawałka czekolady złamać swoje przyrzeczenia? Potajemne wpieprzanie słodyczy nie jest dobrym sposobem na stres. Jedzenie powinno być czystą przyjemnością, a nie czynnością, która powoduje dyskomfort psychiczny i fizyczny. Nie ważne, czy jest to fit sałatka czy kawałek sernika – trzeba jeść to co się lubi. Słowo klucz, to UMIAR. Dwie godziny na siłowni nie dają mi przepustki na zeżarcie całego opakowania ptasiego mleczka. Od dwóch tygodni staram się o tym pamiętać i być dla siebie surowa i dobra jednocześnie. Jutro z okazji rodzinnej uroczystości robię cheat day. Przez moją głowę przebiegła już myśl, że będę jak Kopciuszek – nie opuszczę koryta do północy. Ale nie, nie chcę i nie mogę przegiąć.

collage

Kiedyś byłam trochę smuklejsza i nosiłam na rękach mojego syna, potem jak widzicie przerzuciłam się na noszenie na rękach ciast i wyszło jak wyszło. Tymczasem, mówię Wam dobranoc i idę obejrzeć Jamiego Dornana w nowym sezonie The Fall – ciastko bez kalorii.


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Sport, Zdrowie

Odchudzanie w wersji beta (testy trwają)

29 September 2016

Od dwóch tygodni jestem testerką siebie i swojej wytrzymałości. Tak, jestem na diecie. Znowu. Nie jest to żadną rewelacją, a kto jest na mojej fejsbukowej grupie, ten wie, że ja przecież odchudzam się cały czas (z przerwami na jedzenie). Pomyślałam sobie jednak, że idzie jesień i już coraz trudniej ruszyć tyłek, lato minęło, a ja znowu nie w formie, więc lepiej się do aktualnego odchudzania przyłożyć.

tumblr_monfp0b76p1su7sauo1_500

Wiem, wiem, że to już kolejny raz, a z każdym kolejnym razem jest coraz trudniej, ale powiedzmy, że postanowiłam podejść do siebie na luzie, dzięki temu przeżyłam ostatnie dwa tygodnie całkiem bezboleśnie i choć nie obyło się bez kilku maleńkich czitów, to cały ten czas oceniam na plus dla siebie.

Postanowiłam pocisnąć, bo o ile kocham siebie miłością absolutną, to mam też w sobie dużo krytyki. Wiem, kiedy muszę powiedzieć stop, zamknąć lodówkę na cztery spusty i wywiesić swoją podobiznę w okolicznych sklepach z podpisem – tej pani słodyczy nie sprzedajemy.

Od jakiegoś czasu usilnie próbuję znaleźć swoje dawne rysy twarzy, bezskutecznie, gdyż moja twarz bardziej przypomina purchawkę, aniżeli lico. Nie wspominając o dupie, która mieści się jedynie w ciuchy uszyte z plandeki na samochód. Mogę sobie pogratulować tego osiągnięcia, ale jak to mówią: widziały gały co brały (a raczej co żarły).

2006-09-07_1157631230kkk

Pan Jan Tomczak z Kijewa prezentuje purchawkę-giganta nazwaną moim imieniem. Jestem wzruszona. / fot. Konrad Wojtyła

Nie ma niczego, na co mogłabym zrzucić winę za swoją wagę.

  • zbadałam swoją tarczycę od A do Z
  • zbadałam siebie całą od A do Z
  • już nie mogę mówić: przytyłam po ciąży! (to był mój ulubiony argument, ale minęło od niej ponad 7 lat)
  • nie mam żadnych hormonalnych problemów
  • nie mam też grubych kości

Niestety, jestem po prostu gruba. W zasadzie to otyła, a otyłość jak wiemy nie jest czymś naturalnym i prowadzi do wielu chorób m.in. cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, niektórych nowotworów i innych cholerstw. Przede wszystkim jednak, otyłość prowadzi do wieczornych płaczów w poduszkę, wyrzutów sumienia po jedzeniu, złego samopoczucia i ogólnego rozbicia. Czy chwilowa przyjemność z żarcia jest tego warta? Fuck no. Czy chudnięcie jest prostym procesem? Nie.

no

Po przetestowaniu chyba wszystkich możliwych sposobów na odchudzanie, od natur house zaczynając, na magicznych chińskich tabletkach kończąc, stwierdziłam, że muszę oddać się w ręce niekwestionowanego specjalisty (kim jest owy specjalista i co to właściwie oznacza napiszę później). Mam za sobą tyle diet i odchudzającego doświadczenia, że już oczywiście nie dam sobie wcisnąć kitu w stylu: nie jedz po 18, kupuj tylko produkty light itd, a nawet mam wrażenie, że mogłabym założyć swój fanpejdż Paulina Wnuk Personal Trainer and Diet Coach, bo doradzanie innym szło mi lepiej, niż stosowanie się do własnych wszystkich porad.

Co ma być (mam schudnąć), to będzie. Tak czuję! Tak więc spodziewajcie się tony motywacyjno-żalących wpisów. Będzie o czitach, słabościach, mocy, treningach, grubej dupie, jedzeniu zajebistym i mniej dobrym. Będę przelewać tu hektolitry potu i tłuszczu.

No to heja!

go


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
Babskie sprawy, Zdrowie

Podsumowanie tygodnia diety #2

3 August 2015

To już drugi tydzień? A mam wrażenie jakby dopiero drugi dzień. Dłużyło mi się w tym tygodniu strasznie. Mam PMS i ogólnie cały świat mnie wkurza. A do tego mam ochotę pochłonąć wszystko, tylko nie słodycze. To mnie akurat zdziwiło, bo zazwyczaj ciągnęło mnie do wszystkiego, a w szczególności do słodyczy, no ale… Zobaczmy jak poszły moje zeszłotygodniowe założenia.

Czytaj więcej…

 
Babskie sprawy, Zdrowie

Podsumowanie tygodnia diety #1

27 July 2015

Tydzień zmian w odżywianiu za mną! Choć mówię, że to “dieta” i że się “odchudzam”, to tak naprawdę moje główne założenia dotyczą czegoś innego. Jak pisałam, mój największy problem to nieregularne jedzenie. Okazuje się, że ten problem ma bardzo wiele kobiet i nie jest to jakaś moja fanaberia, że sobie rano wstaję i nie jem śniadań. Bo tak. Bo mogę. Bo mam taki kaprys. Nie, to nie tak. Mi się po prostu tych śniadań nie chciało jadać. I robić mi się też nie chciało. Swój głód zapychałam kawą i siadałam do kompa. Popołudniami i wieczorami nadrabiałam. Niby to też jakaś regularność, ale chyba nie o to chodzi w zdrowym podejściu do odżywania.

Czytaj więcej…