Browsing Tag

Babskie sprawy

Babskie sprawy

Dlaczego nie jestem włosomaniaczką…

30 January 2017

Długie włosy miałam odkąd pamiętam. Były one oczywiście wielką chlubą i wszystkie koleżanki mojej mamy zawsze dotykały moich włosów, żeby zobaczyć jak grube są. “Och, jakie ona ma grube włosy. A jakie piękne. Och i ach!” – nie ukrywam, że dotykanie moich włosów przez każdą napotkaną osobę wkurzało mnie niesamowicie i w zasadzie od dziecka marzyłam, żeby włosy obciąć, chociaż troszkę.

Z jednej strony nie mam co narzekać. Lepsze grube i mocne, niż słabe i przerzedzone, ale mimo wszystko, jest to ogromny ciężar. Latem jest bardzo gorąco z takimi włosami, ciężko jest je dokładnie umyć i opłukać, dokładne suszenie trwa minimum 30 minut, robią się kołtuny (mój koszmar z dzieciństwa) i grube włosy niestety nie chcą się układać w żaden sensowny sposób.

Ale żeby nie było, że tylko jęczę, że te moje włosy są takie okropne, to poza tym, że w dzieciństwie było mi z nimi ciężko, to później w nastoletnich latach czułam się już o wiele lepiej. To wszystko za sprawą eksperymentów – samodzielnego obcinania grzywki, farbowania na różne kolory (szczególnie upodobałam sobie odcienie czerwieni) i prostowania, dzięki któremu przestałam wyglądać jak król lew. Nie bałam się robić z moimi włosami różnych cudów, bo wiedziałam, że zawsze szybko mi odrastają, a poza tym są mocne i na pewno się nie zniszczą.

Z wiekiem poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że “balejaż” to ja już sobie odpuszczę, tak samo jak samodzielne obcinanie grzywki, które i tak za każdym razem kończyło się wizytą u fryzjera. Przez długi, długi czas moje włosy były po prostu brązowe. Mój naturalny kolor to taki ciemno-mysi brąz, więc zazwyczaj dopieszczałam go trochę farbą – mokka, kasztan albo coś w tym stylu. W końcu jednak przyszedł moment, gdy stwierdziłam, że skoro mam tak długie, mocne, grube włosy, to wręcz powinnam zrobić z nich pożytek. I tak oddałam ponad 30 cm moich włosów dla fundacji Rak’n’Roll. Tym sposobem po raz pierwszy w życiu miałam włosy takiej długości, że nie mogłam ich nawet związać, ale na głowie czułam cudowną lekkość.

Ciężko było przywyknąć do tak krótkich włosów, gdy moja ulubiona i najwygodniejsza fryzura to było związanie ich w kok na czubku głowy. Mimo wszystko, wiedziałam, że za rok moje włosy będą już idealnej długości, a myśl, że mogę nimi sprawić komuś radość rekompensowała wszystko. Włosy przekazywane w ramach akcji Daj Włos powinny mieć przynajmniej 25 cm długości. Nie mogą być zniszczone, ani rozjaśniane. Farbowanie włosów na ciemniejsze kolory nie jest przeszkodą.

Po tym, jak straciłam taką ilość włosów, na nowo przekonywałam się jak to fajnie jest mieć długie włosy. I teraz, dokładnie 1,5 roku po ich ścięciu znowu są w miarę długie. Bez problemu mogę związać je w kucyk, upleść warkocz, czy zakręcić loki.

Nie stosuję żadnej wyszukanej pielęgnacji. Często miałam problemy ze skórą głowy, więc przetestowałam już chyba wszystkie możliwe szampony przeciwłupieżowe (najdłużej stosowałam Nizoral, Pirolam i Pharmaceris), po czym zaczęłam jeść więcej zdrowych rzeczy, pić więcej wody i brać witaminy, a problem zmalał. Od czasu do czasu posmaruję skórę głowy i włosy olejem kokosowym, raczej nie męczę ich suszarką i prostowaniem, a czeszczę tangle teezerem.

Niestety nie jestem włosomaniaczką (zazdroszę K. z MDCB <3 ), ani nie znalazłam jeszcze kanału na YT z tutorialami, które byłabym w stanie wykonać sama na swoich grubych włosach. Muszę dodać, że jestem takim przypadkiem, że nawet opaska z warkocza mi się nie udaje. Te wszystkie włosowe porażki trochę mnie zniechęciły, dlatego ciągle czuję, że nie wykorzystuję potencjału moich włosów, ale z drugiej strony trochę nie mam do tego cierpliwości. Z awokado wolę zrobić guacamole, a nie maseczkę, a poza tym chyba szkoda mi czasu na te wszystkie domowe zabiegi. Za to bardzo chcialabym umieć zrobić z włosami coś więcej, niż zwykłego warkocza 😉

Dlatego chętnie przyjmę wszystkie rady i sposoby na grube włosy, które zupełnie nie chcą współgrać z ich właścicielką 😀

 
Babskie sprawy

Twoja doba naprawdę ma tyle samo godzin, co doba Beyonce

27 April 2016

Wkleiłam dziś na swój fanpejdż powyższą grafikę. Tekst o tym, że dzień Beyonce ma tyle samo godzin, co dzień każdego z nas trochę mnie śmieszy, a trochę daje do myślenia.   Czy w ciągu mojego dnia mam do wykorzystania tyle samo godzin co Beyonce? Tak. Czy uważam, że mój dzień faktycznie można porównać do dnia Beyonce? Nie. Czy odbieram ten tekst dosłownie? Nie.

beyonce

Do czego zmierzam… W komentarzach pod tym postem, ku mojemu zdziwieniu pojawiło się kilka opinii, że cooo, przecież Beyonce ma sztab ludzi do pomocy, że to inni robią wiele rzeczy za nią i ogólnie nastąpiło jakieś niezrozumiałe dla mnie spięcie pośladków 😀

Sama Beyonce nie jest dla mnie wielkim wzorem, nie śledzę jej kariery bardzo namiętnie, a piosenek znam kilka. Ale uwielbiam ją, tak po prostu. Jak na nią patrzę, to wygląda mi na fajną, silną babkę. I nie da się ukryć, że Bijons jest mega kozakiem w tym co robi i osiągnęła naprawdę wiele. Czy to wszystko przyszło jej za pstryknięciem palca, a ten pakiet pomocników dostała w wyprawce tuż po urodzeniu? No raczej, że NIE.

tumblr_mxrm40yrYx1qejlczo1_500

Nie mogę tłumaczyć się za Beyonce, nie wiem jak dokładnie spędza dzień, ale sądzę, że raczej się nie opieprza. Bycie muzykiem, to nie jest lekki kawałek chleba. Bycie topową, światową wokalistką tym bardziej nie należy do lekkich zajęć. Kilka razy miałam okazje nagrywać coś do telewizji i mówię Wam – to nie jest bułka z masłem. Co z tego, że Cię pomalują i uczeszą. Ba! Nawet ubiorą jak trzeba i podadzą wody. Całą pracę musisz wykonać Ty. Tak samo Bijons – nikt za nią nie śpiewa, nie uczy się choreografii, ani nikt za nią nie zrobi tras koncertowych. No ale przecież ona nie robi tego sama. Wiadomo, że nie. Ma ludzi do pomocy, którym płaci za to, żeby jej pomagali. Stać ją, bo osiągnęła coś dużym nakładem pracy. Jej doba też ma 24 godziny, tak jak Twoja. I moja.

Oczywiście to czym zajmuje się Beyonce, ma inną skalę, niż to co robię ja, Ty, czy Pani Krysia ze spożywczaka, ale każdy powinien robić to co lubi i w miarę możliwości dawać z siebie wszystko. Sukces może być różny, mniejszy czy większy. Ambicje i możliwości również. Jednak mam wrażenie, że bez inspiracji nie da rady. Bierz przykład od większych i dawaj przykład mniejszym. I nie narzekaj, że nie stoi za Tobą sztab pomocników. Bądź dumna, że potrafisz ogarnąć wszystko sama 🙂

giphy (1)

Przykładu super babek, które świetnie ogarniają sobie życie i pracę nie trzeba daleko szukać. Na pewno masz takie w swoim otoczeniu. Ja mam koło siebie mnóstwo takich kobiet – Kasia Depa, założycielka I COAL YOU (samodzielnie projektuje i tworzy unikatową biżuterię z węgla), Monika Kamińska (wymarzyła sobie idealną sukienkę i stworzyła ją, a teraz tworzy też dla innych kobiet), Kasia Pihan i Jola Gertner (twórczynie PLUS ME PROJECT, organizatorki największych targów dla branży plus size) Patrycja Bronk (zawsze chciała projektować ubrania dla dzieci, i co? Stworzyła markę Pralines i zrobiła to), Monika Pryśko i Basia Szmydt (założycieli Zrób to, no – organizują warsztaty, szkolenia, piszą bloga i MOTYWUJĄ). To tylko kilka przykładów. Takich kobiet jest więcej. I one wszystkie robią mega robotę. Te wymienione znam osobiście i wiem jak wiele poświęcają swoim pasjom i pracy. Nie wszystko przychodzi lekko, ale ich doba też nie jest z gumy. Czasami trzeba spiąć pośladki i po prostu ruszyć. Wiem, że 24 godziny, to czasami bardzo niewiele. Kiedyś trzeba spać, jeść, odpocząć, zrobić coś dla siebie. Ja nie jestem dobra w organizowaniu swojego czasu. Pewnie, gdybym go tak nie marnowała, to może byłabym już zapraszana na rozdanie Oscarów jako specjalistka od filmowego jedzenia 😀 Ale zawsze jak mi się nie chce, to patrzę na tych, którym się chce. I wtedy spinam pośladki i biorę się do roboty. Czasami opadam z sił, a czasami ogarniam dalej. Ale zawsze, tak jak Bijons, mam koło siebie sztab. Sztab przyjaciół 🙂

Jeśli znasz kogoś, kto jest taką Bijons, badassem i wymiataczem w swojej dziedzinie, to napisz albo zadzwoń do niej. Pochwal ją. Powiedz jej, że jest super. A najlepiej też napisz o niej w komentarzu, niech inni się dowiedzą 🙂 Nie ważne czy to ta Pani Krysia ze spożywczego, która zawsze odkłada dla Ciebie najładniejszą drożdżówkę, czy może Twoja babcia, która robi najlepsze ogórki kiszone, a może Twoja przyjaciółka, która robi Ci super makeup. Napisz o niej!

 
Babskie sprawy

Z okazji Dnia Kobiet…

8 March 2016

Kobiety nieustannie kojarzyły mi się z brakiem porozumienia, toksycznością i zazdrością. Gdziekolwiek nie pracowałam, zawsze lepiej pracowało mi się z mężczyznami i wydawało mi się, że wszędzie tam, gdzie są kobiety, prędzej czy później pojawią się plotki, fochy czy inne problemy.

Cała ta “solidarność jajników”, do pewnego czasu, była dla mnie tylko pustym frazesem. Kiepsko dogadywałam się z kobietami. Owszem, bywały wyjątki, ale nigdy nie udało mi się utrzymać żadnej wieloletniej przyjaźni. Miałam wrażenie, że z facetami jest po prostu łatwiej, a u kobiet rzadko pojawia się taka autentyczna sympatia. Poza tym, co się dzieje, gdy kobiety się posprzeczają? Wojna na lata. A faceci? Pokłócą się, dadzą sobie w mordę, a potem podadzą sobie rękę. Bez najmniejszego żalu.

enhanced-buzz-16404-1382077503-1 (1)

Przez pewien czas byłam bardzo anty babska, aż w końcu zrozumiałam, w czym tkwi problem. On nie leżał w tych innych kobietach, on leżał we mnie. W dzieciństwie ciągle byłam porównywana do innych dzieci. Stale słyszałam – “dlaczego nie możesz być taka jak Kasia/Stasia/Grażynka?” Brak pewności siebie spowodował, że w dorosłym życiu zawsze czułam się jak na wyścigach, wciąż porównywałam się do innych kobiet. Zazdrościłam im urody, inteligencji, figury, talentów – dosłownie wszystkiego. Myślałam, że nigdy nie będę dostatecznie dobra, zwłaszcza, że raczej nie jestem perfekcjonistką. Uświadomienie sobie istoty mojego problemu bardzo pomogło mi się uporać z tym ciągłym uczuciem zazdrości.

387ca35e7dcc2a34d37e2a9ac4abd7ed

I jakoś tak się składało, że na swojej drodze stale spotykałam jakieś wspaniałe kobiety. Wiele z nich wpadało do mojego życia na chwilę, a niektóre zostawały na dłużej. I to właśnie wszystkie te kobiety, które kiedykolwiek spotkałam, wszystkie, które podały mi szczery uścisk dłoni czy obdarowały mnie uśmiechem, wszystkie, które powiedziały mi, że jestem dostatecznie dobra taka jaka jestem, wszystkie, które pokazały mi, że kobieca przyjaźń nie musi być rywalizacją, wszystkie, które przyszły do mnie po radę albo same próbowały mi pomagać, to właśnie one sprawiły, że teraz mogę szczerze powiedzieć – uwielbiam Was, nie zazdroszczę Wam, jestem super i Wy jesteście super. Każda na swój sposób.

tumblr_n61vqjthBp1rcowe4o1_500

Kto inny, jak nie Spice Girls będzie symbolem GIRL POWER?

W końcu zrozumiałam, jak wielka siła tkwi w kobietach i że na świecie jest miejsce dla każdej z nas. Każda z nas ma jakąś super moc. Jedna robi piękną biżuterię, inna fantastyczne zdjęcia, a jeszcze kolejna potrafi najlepiej na świecie wyregulować brwi.  Uświadomiłam sobie, że nie muszę być idealna i że okazywanie słabości nie jest złe. Ważne jest wsparcie, troska i pomoc, którą potrafimy okazywać sobie nawzajem.

Życzę sobie i Wam, moje ukochane kobiety, żebyśmy mimo słabości potrafiły odnaleźć w sobie siłę, żebyśmy na swojej drodze trafiały na same fajne babki, żebyśmy potrafiły zdusić w sobie uczucie zazdrości i nie bały się prosić innych o pomoc. Życzę nam również, żebyśmy częściej mówiły sobie komplementy, żebyśmy potrafiły tak na serio docenić siebie nawzajem. I żebyśmy były silne, znały swoją wartość i nigdy nie stały w cieniu.

tumblr_mdnfgjozkn1qma0wn

nadchodzę!

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Osobiste, Życie

Ideał da­ny jest człowieko­wi po to, aby wy­raźnie widział swą niedoskonałość.

19 November 2015

Zarzucę teraz banałem, że wiecie, ludzie są różni. Fizycznie i mentalnie. Nie zawsze to co ładne z zewnątrz, w środku również emanuje pięknem. Jak w tym powiedzonku: ‘gówno zawinęło się  w papierek i udaje, że cukierek’. To nie zasada, broń borze. I nawet ciężko mi to w jakąś jedną ramę włożyć, bo staram się przenigdy nie wyłączać mojej tarczy anty-stereotypowej, a jak słyszę takie pierdoły typu “wszystkie grubaski, to sympatyczne laski” (przykład nie ma znaczenia, możesz tam wkleić stereotyp blondynki-idiotki), to wtedy mam ochotę zrobić fatality z Mortal Kombat i wyrwać takiemu osobnikowi serce.

fatality

Nie o stereotypach, a przynajmniej nie dosłownie, chciałam dziś napisać. Czasami mam wrażenie, że są we mnie dwie osobowości. Z jednej strony czuję, jak wychodzi taki mały szyderca. Paskudny gremlin, który lubi kogoś obgadać, poplotkować na brzydkie tematy, powiedzieć coś niemiłego o tym i o tamtym, a z drugiej strony mam później kaca moralnego i wielką ochotę przywalić sobie z liścia. Bo nie jestem zła, a przynajmniej lubię myśleć o sobie jak o dobrym człowieku, ale takim, który popełnia błędy i potrafi w odpowiednim momencie dać sobie kopa.

Mój stan emocjonalny i to wszystko co ostatnio się ze mną dzieje psychicznie kazało mi mocno przewartościować wszystko co jest wokół mnie. Widzę tysiące moich błędów, zachowania, które nie są moje i widzę też “siebie”, chociaż to tak naprawdę nie jestem ja. Nie ta “ja”, którą chcę być.

W każdym razie, dotknął mnie ostatnio, i to nawet dwukrotnie, taki stereotyp “szczęśliwej osoby”. Z jednej strony to ja oceniłam kogoś błędnie, a z drugiej strony to ktoś błędnie ocenił mnie.

Pierwsza sytuacja: Jakiś czas temu napisała do mnie koleżanka. Taka koleżanka, z którą nigdy nie miałam jakiegoś głębszego kontaktu. Jednak z tego co widziałam “na fejsie”, to żyła dobrze. I ABSOLUTNIE nie ma dla mnie żadnego znaczenia jej sytuacja materialna czy życiowa. Po prostu, to co widziałam z zewnątrz, sprawiło, że myślałam o niej, jak o kobiecie spełnionej na każdym poziomie. Co się okazało? Że ma wiele problemów i że z wieloma sobie nie radzi,a przynajmniej jeszcze nie wie jak sobie poradzić. Przez moją głowę nie przebiegł nawet cień myśli, że gdzieś tam jej świat się zawalił. Sądziłam, że jej życie jest idealnie zaprojektowane. Myliłam się jak cholera.

Druga sytuacja: To do mnie napisała jedna z czytelniczek. To była krótka wiadomość, ale bardzo dała mi do myślenia. Napisała, a właściwie to zapytała skąd we mnie tyle radości i szczęścia. Widzi to na moich zdjęciach i chce wiedzieć skąd. Nie mogłam jej odpisać “Spoko, odetchnij, u mnie chujowo”, ale jej pytanie spowodowało, że zaczęłam myśleć o tym, dlaczego tak ochoczo pokazujemy szczęśliwe chwile ze swojego życia, a nie potrafimy równie łatwo napisać czy powiedzieć:  jest mi źle/jestem nieszczęśliwa/mam problemy/mój świat się wali.

Na pewno słyszeliście o młodej modelce z Australii, która postanowiła usunąć prawie wszystkie zdjęcia ze swojego instagramowego konta. Jak sama stwierdziła, miała dosyć kolorowania rzeczywistości. Essena O’Neil pokazywała zdjęcia swojego ciała, kosmetyków, ubrań. Patrząc na nią i na jej zdjęcia można by pomyśleć, że to chodzący ideał, ale jednak okazało się, że granica między prawdziwym życiem, a życiem w internecie zatarła się, a ona w duchu była po prostu bardzo nieszczęśliwą dziewczyną pragnącą społecznej akceptacji.

Obejrzyjcie film, w którym Essena opowiada o tym jak wyglądało jej życie i dlaczego chce opuścić świat social media.

Problem jest taki, że widząc te wszystkie ślicznie wyglądające owsianki, mieszkania a’la Pinterest, smukłe sylwetki i zawsze idealne loki, wiele ludzi po prostu ulega tym złudzeniom i porównuje siebie do zdjęć, do tych nierealnych widoków. Myślimy – wtf, gdzie popełniłam błąd? Patrzysz na swoją stertę naczyń w zlewie, na nieuprasowane ubrania, na męża co siedzi w dresach przed komputerem i na dziecko, które znowu wylało kakao na dywan. Zaraz, zaraz. Jeszcze pozostałaś Ty. Piłaś dziś kawę z fusami, nie latte ze starbucksa. Twój makijaż pozostawia wiele do życzenia i wcale nie masz ochoty przebiec dziś 5 km i przeczytać inteligentną książkę.

Zapewniam Was, że nie wszyscy ludzie są idealni i szczęśliwi. Ja nie jestem. I wcale się tego nie wstydzę. Są dni, gdy nie mam ochoty sprzątać i nawet nie spoglądam w stronę zlewu, żeby sobie nie podnosić ciśnienia. Czasami nie maluję się wcale, a moim komfortowym strojem są wyciągnięte dresy i stara koszulka. Czasami też nie mam ochoty się uśmiechać i po prostu dużo płaczę. Czasami nie mogę zasnąć, bo myślę o wszystkich swoich problemach i o tym co mogłam w życiu zrobić inaczej. Czasami czuję się ze sobą tak źle, że jedynym wyjściem jest przykrycie się kołdrą i niewychodzenie z łóżka przez tydzień.

A czasami czuję, że muszę wziąć się w garść, bo życie to coś więcej, niż ładne obrazki na instagramie. Życie to więcej, niż smukłe uda i jędrne piersi. Życie to więcej, niż idealnie ułożone włosy i duża zawartość portfela. Spróbuj spojrzeć w lustro i powiedzieć: “Popełniam błędy, nie jestem idealna/y, ale pracuję nad sobą”. Nie warto gonić za byciem NAJLEPSZYM. We wszystkim trzeba odnaleźć balans. I w byciu najlepszym i w byciu najgorszym.

Nie bójcie się być nieidealni.  Bądźcie tacy, jacy chcecie być, w zgodzie ze sobą.