Dziecko, Zdrowie, Życie, Życie z cukrzycą

Życie Cukierka #3 – Czym jest hipoglikemia i jak postępować w jej przypadku

4 January 2016
 

Cykl „Życie Cukierka” jest serią moich subiektywnych tekstów dotyczących cukrzycy typu 1, na którą zachorował mój syn Tymek. Nie jestem lekarzem, więc informacje, które tu przeczytasz nie należy traktować jak profesjonalnej porady lekarskiej. 


 Wyobraźcie sobie, że z jakiegoś powodu nie jedliście od dłuższego czasu. Wasz organizm nie otrzymał odpowiedniej ilości węglowodanów, z których mógłby wytworzyć energię. Czujecie ogromny głód, niepokój i jesteście poddenerwowani. Zdarza się, że trzęsą Wam się dłonie i zaczyna boleć Was głowa. Tak samo czują się diabetycy, w przypadku gdy zbliża się hipoglikemia.

Przyczyn niedocukrzenia jest kilka. Może to być zbyt wysoka dawka insuliny, błąd dietetyczny, zbyt duży wysiłek fizyczny, spożycie alkoholu, spożycie jakiegoś leku, który może wywoływać hipoglikemię lub infekcja.

Budowanie świadomości dotyczącej hipoglikemii (jak i samej cukrzycy) jest niezwykle ważne, ponieważ wiele osób “zdrowych” nie ma pojęcia, że coś takiego może spotkać diabetyka albo jeszcze gorzej – objawy hipoglikemii mylone są z czymś zupełnie innym.

Objawy niedocukrzenia to m.in. bełkotliwa mowa, osłabienie, drżenie rąk, nadmierna potliwość, dziwne zachowanie (agresja lub euforia). Osoba w stanie ciężkiej hipoglikemii zachowuje się bardzo podobnie jak osoba pod wpływem sporej ilości alkoholu. Dlatego bardzo często bywa tak, że diabetyk w hipoglikemii mylony jest z pijakiem, a przez to ludzie widzący na ulicy taką osobę omijają ją i zostawiają nie udzielając pomocy.

Trafiłam na świetny fragment reportażu Filipa Chazera, który idealnie pokazuje jak bardzo można pomylić się widząc osobę w stanie hipoglikemii. Obejrzycie ten film tutaj.

Hipoglikemia to naprawdę bardzo duże zagrożenie dla zdrowia i życia osoby chorej na cukrzycę, bo poziom cukru może obniżyć się mocno i to w krótkim czasie. W wielu przypadkach, chory czuje, że hipoglikemia nadchodzi i pojawiają się objawy ALE bywa też tak, że chory w ogóle nie ma żadnych objawów i po prostu traci przytomność.

Niestety stan niedocukrzenia jest bardzo częsty wśród dzieci, u których dopiero zdiagnozowano cukrzycę. Dzieje się tak przez zjawisko nazwane remisją. W skrócie, remisją nazywamy okres, w którym trzustka chorego ma jeszcze trochę swoich zdrowych komórek, które co jakiś czas robią niespodziewany wyrzut insuliny. Jest to o tyle niebezpieczne, że gdy podamy dziecku zastrzyk z insuliną, a organizm również dodatkowo wytworzy swoją własną z zapasów, to nagle poziom cukru może spaść drastycznie nisko. Dlaczego spada? Ponieważ chory na cukrzycę ZAWSZE podaje sobie ilość insuliny odpowiednią na posiłek, który zjada. Wszystko jest dokładnie wyliczone, tak aby poziom cukru po posiłku pozostał w normie. Jeśli insuliny jest zbyt dużo, a cukru zbyt mało (choć został obliczony prawidłowo, ale do insuliny z zastrzyku), to zwyczajnie zaczyna go brakować, co powoduje ten groźny stan, którego nazwę już pewnie znacie na pamięć, czyli hipoglikemię.


 JAK REAGOWAĆ NA HIPOGLIKEMIĘ

Jeśli dziecko/dorosły ma niski poziom cukru, objawy lekkiej glikemii i JEST PRZYTOMNY:

  • podać 10-20 g cukru prostego np. pół szklanki soku, pół puszki coli, 2 cukierki (landrynki), wodę z 1-2 łyżkami cukru
  • po 15 minutach sprawdzić czy cukier wzrósł, a jeśli tak, to podać węglowodany złożone np. kanapkę, bułkę, drożdżówkę

Jeśli dziecko/dorosły ma niski poziom cukru, objawy lekkiej glikemii i JEST NIEPRZYTOMNY:

  • wezwać pogotowie
  • ułożyć chorego w pozycji bocznej z odchyloną głową
  • jeśli jest to nieznana nam osoba, można sprawdzić czy ma przy sobie glukagon. Jest to pomarańczowe pudełeczko wielkości pudełka na szczoteczkę do zębów. Zawiera strzykawkę z wodą i ampułkę z glukagonem. Znajduje się w niej instrukcja i zapewniam, że taki zastrzyk naprawdę nie jest trudny w wykonaniu, a może uratować komuś życie.

info_o_cuk_glucagen_2


Mały dodatek – zagadka

Bez korzystania z pomocy wujka Google, zastanówcie się – co ma więcej cukru: snickers czy kawałek pizzy?

czy

Niestety, wiele osób nie rozumie, że CUKIER to nie tylko ten sypki proszek, który znajduje się w cukierniczce. Cukier nie znajduje się tylko w cukierkach, czekoladzie i słodkich sokach. Cukier to także chleb, ziemniaki, kasza, ryż, mąka i wszystko to co zawiera WĘGLOWODANY, bo uwaga, węglowodany to cukier.

Dlatego kończąc już, jeszcze raz przypominam, że cukrzyca typu 1 nie powstaje od grania w Candy Crash, ani od jedzenia słodyczy.

is-butter-a-carb


Pozostałe wpisy z cyklu Życie Cukierka:

Życie Cukierka #1 – Początek

Życie Cukierka #2 – A co było przedtem? Objawy cukrzycy

Dziecko, Życie z cukrzycą

Życie Cukierka #2 – A co było przedtem? Objawy cukrzycy.

28 December 2015
 

Cykl “Życie Cukierka” jest serią moich subiektywnych tekstów dotyczących cukrzycy typu 1, na którą zachorował mój syn Tymek. Nie jestem lekarzem, więc informacje, które tu przeczytasz nie należy traktować jak profesjonalnej porady lekarskiej. 


Utrata wagi

Tymek zawsze był dość drobny. Niski i szczupły. Biega, skacze, jeździ na rowerze. Sądziłam, że to całkiem naturalne, że jest taki nieduży. Ja też w jego wieku byłam mała, a niska jestem do tej pory. Nie widziałam w tym nic dziwnego, chociaż od czasu do czasu ważyłam Tymka, żeby sprawdzić czy przytył choć trochę, czy nie. Waga stała w miejscu, albo wahała się. Trochę w górę, trochę w dół. Trochę bardziej w dół. I bardziej.


Senność, zmęczenie, osłabienie, brak ochoty na naukę lub/i zabawę

Tymek we wrześniu zaczął naukę w pierwszej klasie “podstawówki”. Ile mi to przyniosło stresu. Pierwszy miesiąc nie był łatwy. Nowi koledzy, nowe koleżanki, nauczyciele nowi, wszystko nowe. Szkoła, to nie przedszkole. Szkoła to poważne przedsięwzięcie. Lekcje, prace domowe, ustawienie się do nowego trybu po wakacjach. Dla mnie to wszystko nie było proste, a co dopiero dla Tymka – tak sądziłam. Choć teraz widzę, że dzieci rozumieją inaczej, szybciej się dostosowują. To my, dorośli wyolbrzymiamy problemy i namnażamy stres. Jeszcze miesiąc temu, gdy Tymek wracał ze szkoły i mówił, że jest zmęczony, to myślałam, że to przez emocje. Po wejściu do domu zjadał obiad, kładł się na kanapę i oglądał bajki. Nie sądziłam wtedy, że zmęczenie może być objawem. Przecież jak ja wracałam z pracy to też marzyłam tylko o tym, żeby położyć się na kanapie i nie robić zupełnie nic. A co może czuć taki mały człowiek?


Rozdrażenienie, a nawet ataki agresji

Bunt sześciolatka? Znajomy termin, prawda? Na upartego, to w każdym roku życia dziecka znajdzie się jakiś bunt. Nic dziwnego. Skoki rozwojowe, zmiany, dorastanie, ząbkowanie, szkoła, przedszkole, kłótnia na podwórku. Każdy może w końcu stracić cierpliwość. Nie zdziwiło mnie więc zbytnio, gdy Tymkowi zdarzało się pokrzyczeć trochę. Czasami z całkiem błahych powodów. Bo na obiad jest ryba, A ON PRZECIEŻ MA JUŻ SZEŚĆ LAT I JAK KAŻDY SZANUJĄCY SIĘ SZEŚCIOLATEK NIE BĘDZIE JADŁ RYB. Albo, gdy połaskotałam go A ON SOBIE WCALE W TYM MOMENCIE ŁASKOTANIA TERAZ NIE ŻYCZYŁ. Krzyki i nerwy stał się naszym częstym towarzyszem.


Wzmożone pragnienie, częste oddawanie moczu

Kładę się spać bardzo późno. Około 2-3 w nocy. Za pierwszym razem, gdy zauważyłam Tymka wstającego do toalety w nocy, to pomyślałam, że opił się wody przed snem, to teraz wstaje. Drugiej nocy stwierdziłam, że może w jego pokoju jest za ciepło i to potęguje pragnienie. Trzeciej nocy zaczęłam się poważnie denerwować, a czwartej nocy pojawiła się infekcja. Gorączka, kaszel, katar. W poniedziałek prowadziłam pierniczkowe warsztaty z dziećmi z klasy Tymka, nie wiedząc jeszcze, że w czasie, gdy on sobie radośnie zjada te pierniczki pełne węglowodanów, to jego trzustka już nie może pomóc mu zredukować tej ilości cukru.


Inne objawy

Cukrzyca w łagodnym stanie objawiać się może symptomami, które opisałam powyżej. Dodatkowo może też pojawić się specyficzny zapach z ust. Zapach acetonu lub jak niektórzy go określają – zapach sfermentowanych jabłek. Jednak ten zapach zwiastować może, że stan przeradza się w ciężki, a tu pojawiają się również bóle brzucha, wymioty, przyspieszenie pracy serca, odwodnienie, spadek ciśnienia tętniczego krwi. Może również dochodzić do utraty świadomości. To wszystko przez rozwijającą się śpiączkę cukrzycową – bardzo niebezpieczny stan. 


Najważniejsze pytanie, które zadawałam sobie wielokrotnie od postawienia diagnozy – czy mogłam zauważyć wcześniej? Czy mogłam temu zapobiec?

Nie mogłam. Niczemu nie mogłam zapobiec. Może mogłam zauważyć odrobinę wcześniej. Może wtedy, gdy Tymek wściekał się na mnie z byle powodu, albo wtedy, gdy wracał ze szkoły i mówił, że jest zmęczony. Czy to uratowałoby go przed cukrzycą? Nie. Ta choroba była w nim już od dawna. Od jak dawna? Nie wiadomo. Mogła rozwijać się i niszczyć komórki trzustki od lat. A mogły to być miesiące albo nawet jeden miesiąc. Próbuję pogodzić się z tym co jest obecnie. I częściowo zaczyna mnie cieszyć obecny stan. Biorąc pod uwagę, że nie mam wpływu na to czy choroba jest z nami, czy nie, to cieszę się, że mogę ją kontrolować. Teraz, gdy stan zdrowia Tymka powoli się normuje, cukry już nie skaczą, widzę jak wraca “mój” Tymek. Jest pogodny i radosny, a dawno już taki nie był. W ciągu dnia tańczy, skacze, bawi się, robi wszystko z ogromną pogodą ducha. Mimo choroby, to widzę jak bardzo stabilizacja cukru na niego wpłynęła. Przybiera na wadze, aż miło patrzeć, a o apetycie już nie wspomnę. Wciąga wszystko (prawie wszystko) jak odkurzacz. A co dalej? Życie. Dalsze życie z cukrzycą.

Obserwujcie swoje dzieci. To co może wydawać nam się naturalne ze względu na okoliczności, wiek, czy jakiekolwiek inne czynniki, może okazać się objawem choroby. Nie musi tak być, nie ma co panikować, ale warto być uważnym, bo w całym trudzie i radości rodzicielstwa, może się okazać, że coś nam umknęło.


 Przeczytaj też: Życie Cukierka #1 – Początek


Dziecko, Geek Girl, Gotowanie dla geeków, Kuchnia

Tort urodzinowy Minecraft (Minecraft Cake)

22 December 2015
 

Przeglądając dziś zaległe i zapomniane zdjęcia, znalazłam ten wspaniały tort, który przygotowałam Tymkowi na ubiegłe urodziny (razem z “komnatą Minecrafta”). Nie wiem jak mogłam o nim zapomnieć, przecież już dawno chciałam go Wam pokazać. Gapa ze mnie.

No ale… Tort sobie grzecznie poczekał w czeluściach komputera, aby teraz ujrzeć światło dzienne i zadowolić oczy i podniebienia Wasze, Waszych dzieci, dzieci Waszych sąsiadów, oraz dzieci, które dopiero planujecie (jestem pewna, że Minecraft nie prędko wyjdzie z mody).

Tymek, jak już wiecie, jest wielkim fanem Minecrafta. Obejrzał już chyba cały internet i jeśli na Youtubie jest jakiś filmik dotyczący Minecrafta, to jest ogromne prawdopodobieństwo, że Tymek go zna. Swego czasu, jego ulubionym youtuberem był SKKF, ale ten już chyba dawno nie nagrywał nic minecraftowego, więc niestety ostatnio spadł z piedestału.

cake

Podczas ostatniej, tygodniowej wizyty w szpitalu, salę współdzieliliśmy z Maćkiem i jego mamą. Maciek ma 11 lat i chodzi do 5 klasy podstawówki, mimo różnicy wieku chłopcy doskonale się ze sobą dogadywali, a połączyło ich przede wszystkim uwielbienie do Minecrafta.

Wracając do tortu. Aby w środku też się jakoś wyróżniał, postanowiłam, że zrobię go nietypowy, kratkowany sposób. Tę “kratkę przełożyłam kremem, z zewnątrz również posmarowałam kremem, a wierzch ulepiłam z masy cukrowej. Efekt wyszedł super, choć mistrzem cukiernictwa to ja nie jestem.

Składniki:

Ciasto jasne:

  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 100 ml oleju
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Ciasto ciemne:

  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 3 łyżki kakao
  • 100 ml oleju
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Krem:

  • 300 ml śmietany kremówki 30% lub 36%
  • 200 g serka mascarpone
  • 100 g cukru pudru
  • 2 łyżki gorzkiego kakao

Masa cukrowa:

  • 800 g cukru pudru
  • 100 g glukozy w proszku
  • 4 łyżeczki żelatyny
  • 70 ml ciepłej wody

Przygotowanie ciasta:

  1. W przypadku obu ciast postępujemy tak samo, tylko do ciemnego dodajemy kakao. Najlepiej piec w kwadratowej formie, ale może być też zwykła prostokątna, i tak ostatecznie paski ciasta trzeba pociąć.
  2. W jednej misce umieść przesianą mąkę oraz proszek do pieczenia. Do drugiej miski wbić jajka i zmiksować lub utrzeć je z cukrem.  Zawartości obu misek wymieszać dokładnie. Ciasto wylać do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i piec około 30-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

IMG_6237

Przygotowanie kremu:

  1. Zimną śmietanę ubić na sztywno. Dodać cukier puder, kakao oraz serek mascarpone. Schłodzić przez około 20-30 minut.
  2. Gdy ciasto będzie upieczone i wystudzone, należy przekroić je na pół wzdłuż, tak jak kroi się biszkopt. Potem pokroić w paski około 2-3 cm. I zrobić symulację, czyli poustawiać paski tak jak powinno wyglądać ciasto. W niektórych miejscach trzeba będzie dociąć, aby było równe. Tak przygotowane paski należy “skleić” kremem.
  3. Gotowe ciasto wysmarować dokładnie kremem z zewnątrz.

IMG_6250

IMG_6254

Przygotowanie masy cukrowej:

  1. Żelatynę zalać wodą i poczekać aż namoknie.
  2. Cukier przesiać na stolnicę, aby uniknąć zbitych grudek cukru. Podzielić go na dwie części.
  3. Do namokniętej żelatyny dodać glukozę. Wymieszać dokładnie, a w razie potrzeby lekko podgrzać. Nie gotować.
  4. Ciepłą żelatynę dodać do jednej części cukru pudru i mieszać. Można to robić łyżką albo dłonią, ale będzie się kleić. Trzeba cały czas wyrabiać masę i dosypywać pozostałą część cukru, aż masa wchłonie tyle cukru, że stanie się elastyczna.
  5. Od gotowej białej masy odkroić kawałek i dodać 2-3 krople czerwonego barwnika. Czerwoną masę rozwałkować i pokroić na kwadraty.
  6. Białą masę rozwałkować, ukroić brzegi tak, żeby wyglądały na piksele i położyć płat lukru plastycznego na gotowe ciasto. Może się rozpadać, więc trzeba to robić dość delikatnie, ale stanowczo.
  7. Na wierzchu ułożyć czerwone kwadraty.

IMG_6242

IMG_6320

IMG_6325

IMG_6327

IMG_6316


Zapraszam też po przepis na ciasto dyniowe z Minecrafta.

8244745_f520

Dziecko, Wyróżnione, Życie z cukrzycą

Życie Cukierka #1 – Początek

21 December 2015
 

Trafiliśmy do szpitala jakieś dwie godziny temu. Siedzę nad szpitalnym łóżkiem, w którym leży mój syn. Taki mały i bezbronny. Godzinę temu Pani Doktor powiedziała do nas: “Na 99% Państwa syn ma cukrzycę typu 1. Jest to choroba autoimmunologiczna, wymagająca stałego podawania insuliny. Na ten moment jest nieuleczalna”. 


Pięć godzin wcześniej siedziałam z Tymkiem w przychodni. Zadzwonili do mnie i kazali pilnie przyjechać, bo wyniki badań były kiepskie. Wiedziałam, że od kilku dni było z nim coś nie tak, ale sądziłam, że to przez przez przeziębienie, które nas złapało. *Lekarz, do której trafiliśmy siedziała za biurkiem i tylko kręciła głową ze smutną miną.

– A on jadł dużo tych monte i danonków? Pił te wody smakowe? Słodyczy dużo? – zapytała mnie wypisując skierowanie.

– Nie dużo, tak normalnie, jak każde dziecko w tym wieku. Sporadycznie. Wodę piję tylko zwykłą – odpowiedziałam doskonale rozumiejąc co sugeruje tym pytaniem. /To Twoja wina, dawałaś mu słodycze, przez Ciebie zachorował/

– Niedobrze, oj niedobrze. Musicie jechać do szpitala od razu, szybko. I powodzenia. – powiedziała wciskając mi do ręki skierowanie i wzdychając głęboko.


Jedno wkłucie. Tymek krzyczy i płacze, jest bardzo przestraszony. Jego twarz jest cała czerwona, a oczy opuchnięte od płaczu. Nie wiem co robić. Próbuję go uspokajać, żeby pielęgniarka mogła założyć wenflon, ale ostatecznie nie udaje się go uspokoić, trzeba po prostu przytrzymać rękę. Za trzy sekundy wezmę go w ramiona, ale wiem, że to uspokoi go tylko trochę.

Untitled design (55)

Tymek dostaje w końcu kroplówkę. Dostaje też pierwszą dawkę insuliny. Teraz co 30 minut trzeba sprawdzać mu poziom cukru. Co 30 minut ukłucie w palec. Wiem, że to tak naprawdę jest prawie bezbolesne, ale mimo wszystko, gdy widzę jak pielęgniarka go kłuję, a on zaczyna ze strachu płakać, to ja też płaczę, a moje serce pęka. On zasypia, a ja siedzę przy jego łóżku i trzymając go za rękę z tymi pokłutymi paluszkami, zaczynam zadawać sobie pytania.

/Co zrobiłam nie tak?/

/Dlaczego nie zauważyłam wcześniej?/

/Może mogłam temu zapobiec?/

/Może trzeba było zrobić wcześniej jakieś badania?/

/Może mogłam to jakoś przewidzieć?/

Te same pytania zadaję lekarzom. Wszyscy mówią mi, że to nie moja wina. To właściwie niczyja wina, bo medycyna do końca nie wie skąd dokładnie bierze się cukrzyca typu 1. Czynników jest kilka. Mogą być to geny, infekcje wirusowe, nadmierny przyrost masy ciała, niedobór witaminy D3, zbyt wysoki stopień higieny, nieodpowiednie żywienie (mleko, gluten, substancje toksyczne). Niestety nie można określić co dokładnie i w jakim stopniu wpłynęło na to, że ludzie chorują na cukrzycę.

Untitled design (57)


 “Cukrzyca typu 1 jest chorobą występującą głównie u dzieci i młodych dorosłych, ale może się ujawnić w każdym wieku. Chorzy na ten typ cukrzycy stanowią około 9 proc. ogólnej liczby pacjentów w cukrzycą. Chorobę powoduje nieprawidłowa aktywność układu immunologicznego (czyli układu odpornościowego), który własne prawidłowe komórki beta wydzielające insulinę uznaje za komórki obce. U każdego z nas funkcje obronne układu immunologicznego są niezbędne do niszczenia bakterii i wirusów, a także nieprawidłowo zbudowanych komórek, z których może się np. rozwinąć nowotwór. Jednak u niektórych osób dochodzi do nieprawidłowej reakcji, w wyniku której organizm wytwarza przeciwciała skierowane przeciwko własnym komórkom produkującym insulinę i niszczy je. W momencie rozpoznania choroby zwykle około 80 proc. komórek beta jest już nieaktywnych, a niedobór insuliny jest tak duży, że należy ją dostarczać z zewnątrz. Cukrzyca typu 1 należy do chorób z autoagresji, podobnie jak choroby tarczycy (Hashimoto, Gravesa-Basedowa), reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane, niedokrwistość złośliwa czy Celiaklia. Wciąż nie wiemy dlaczego organizm zaczyna atakować własne komórki.”


 Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Bezradność i świadomość, że już nigdy nie będzie tak jak przedtem. Myślę o tym, jak do tej pory było nam beztrosko. Dostałam od Was bardzo wiele wiadomości. Od rodziców dzieci z cukrzycą, od osób chorych od wielu lat. One bardzo podbudowują, cieszę, że potraficie z “tym” żyć. Być może ja jeszcze nie umiem z tym żyć. Nie czuję się pogodzona z obecnym stanem. Robię wszystko automatycznie. W ciągu dnia mam nastawionych 10 budzików. 6 w ciągu dnia przypominających o pomiarze, godzinie posiłku i podaniu insuliny, a 4 nocne po to, aby sprawdzić glikemię. Wszystko zapisuję w trzech miejscach – dzienniczek samokontroli, zeszyt i aplikacja w telefonie. Dawka insuliny, zjedzone wymienniki węglowodanowe, wynik pomiaru glikemii, rodzaj posiłku, ruch lub jego brak. Zapisuję wszystko, bo nie chcę niczego przegapić. Ja, osoba totalnie niezorganizowana teraz muszę pamiętać o wielu rzeczach, bo wiem, że każdy mój błąd będzie później kosztował Tymka zbyt niskim lub zbyt wysokim poziomem cukru. Boję się tego, bo wiem jakie to może mieć konsekwencje. W nocy wstaję jak z automatu. Dzwoni budzik, podnoszę się, idę do pokoju Tymka. Siadam na brzegu łóżka i patrzę na niego jak spokojnie śpi. Wyciągam glukometr, nakłuwam palec, czekam aż kropla krwi wypłynie, sprawdzam cukier. On śpi spokojnie dalej. Jest dobrze? Idę dalej spać na kolejne 2-3 godziny. Jest źle? Robię się przytomna w jednym momencie i myślę co zrobić. Czy dać mu soczek na niski cukier, czy zrobić korektę na wysoki. Analizuje poprzednie godziny i myślę, gdzie pojawił się błąd, co powinnam naprawić kolejnego dnia, żeby tego nie powtórzyć.

Czuję, że nie mogę się poddać ani na chwilę. Pozwalam sobie na płacz i poczucie strachu. Wiem, że to wszystko z czasem się zmieni, choć tydzień temu byłam przerażona i sądziłam, że sobie z tym nie poradzę. Jak we wszystkim, okazuje się, że potrzebny jest czas. Choć czas nie da mi spokoju ducha, to na pewno z czasem przywyknę do tego, że cukrzyca jest teraz częścią naszego życia.

Untitled design (58)

Pierwszego dnia w szpitalu leżał z nami na sali chłopak, na oko 13-15 lat. Był z nim jego tata, a z rozmów z lekarzami wywnioskowałam, że jest na oddziale częstym gościem albo przynajmniej wszyscy dobrze go znają, więc pewnie choruje od dawna. Nie mogłam zrozumieć jak on, pielęgniarki, lekarze i nawet jego tata mogą sobie żartować. Wiecie, rzucać takie hermetyczne żarciki, które zrozumieją tylko osoby, które mają wokół siebie chorujących lub sami chorują. Byłam wewnętrznie oburzona, bo jak oni mogą sobie żartować z czegoś co właśnie bez pytania spadło na moje życie? Nie rozumiałam tego dystansu, a potem zrozumiałam, że czasami tak trzeba. Kilka dni później sama śmiałam się z tej choroby. Choć to nie jest tak, że teraz już podchodzę do tego na całkowitym luzie. Boję się tej choroby i jak nigdy nic, wywołuje ona we mnie ogromny smutek. Bo co mam odpowiedzieć mojemu dziecku, gdy w czasie obiadu pyta nagle:

Mamo, a czy ja już zawsze będę chory na cukrzycę? Nawet, gdy będę duży?


Ten wpis jest pierwszym z cyklu “Życie Cukierka”. Postanowiłam, że skoro mam środek przekazu w formie bloga, to będę pisać o tym i próbować edukować, żeby chociaż częściowo ludzie zrozumieli czym jest ct1. Być może uda mi się uchronić rodziców “cukierków” przed pytaniami typu: “a ta cukrzyca to od jedzenia słodyczy, tak?
*okazuje się, że bardzo często rodzice dzieci chorych na cukrzycę lub sami chorzy wiedzą o wiele więcej na temat tej choroby, niż lekarze pediatrzy, którzy pracują w przychodniach. Dlatego pamiętajcie, że z wszystkimi cukrzycowymi problemami trzeba zgłaszać się do lekarza diabetologa. 
Babskie sprawy

21 sukienek “na święta” dla kobiet PLUS SIZE

9 December 2015
 

Wiem, że wiele z Was (tych w większych rozmiarach) ma problem ze znalezieniem kreacji na nadchodzące okazje jakimi są Święta i Sylwester. Sama poszukiwałam ostatnio nowej sukienki, kupiłam dwie, z czego jedna okazała się klapą, a druga sukcesem. Ta pierwsza od razu wpadła mi w oko – kolor, krój, była taka urocza, ale jednak okazało się, że zupełnie nie nadaje się do mojej sylwetki (nie mam na myśli rozmiaru) i wzrostu. Za to ta druga pasowała idealnie.

Trochę poszperałam i znalazłam dla Was aż 21 sukienek w rozmiarach od 42 do 62. Wybierałam tylko takie, które sama chętnie bym ubrała, choć do niektórych po prostu nie mam predyspozycji np. wzrostu (chlip, chlip).

Sukienki BEZPIECZNE – to takie, które wydają mi się dość proste, bez udziwnień i są takie niezobowiązujące. Moim zdaniem idealne na Święta. 

1

  1. By Lola – ołówkowa z dzianiny z wstawkami z eko skóry | rozmiary: 42-50
  2. Evans – lekko błyszcząca sukienka z dżerseju | rozmiary: 46-56
  3. Dorothy Perkins Curve – z metalicznym połyskiem | rozmiary: 46-56
  4. Dorothy Perkins Curve – dzianinowa o złotym kolorze | rozmiary: 46-56
  5. Junarose – koktajlowa z koronką | rozmiary: 42-54
  6. Eloquii – biała z dżerseju | rozmiary: 44-54
  7. New Look Inspire – zwiewna z prześwitującymi rękawami | rozmiary: 46-56

Sukienki Z BLASKIEM – takie dobre na imprezę, na przykład sylwestrową. Błysk, cekiny i splendor.

2

  1. Frock and Frill Curve – widziałabym taką w mojej szafie 😉 | rozmiary: 44-54
  2. Dorothy Perkins Curve – podobna do powyższej, ale z innymi rękawami | rozmiary: 46-56
  3. By Lola – cekinowa z baskinką, z nowej kolekcji SHINE | rozmiary: 40-62
  4. Glamorous – mój hit, niestety największy rozmiar to 42 | rozmiary: 34-42
  5. Junarose – koktajlowa z połyskującym dołem | rozmiary: 42-54
  6. Junarose – koktajlowa z ładną koronkową wstawką u góry | rozmiary:42-54
  7. Dorothy Perkins Curve – złoto z koronką | rozmiary: 46-56

Sukienki balowe + kilka różnych. Nie miałam pomysłu jak je zakwalifikować, a wpadły mi w oko. 

3

  1. Junarose – coś innego, niż czerń i granat 😉 | rozmiary: 42-54
  2. Mascara – śliczna koktajlowa z lejącymi rękawami | rozmiary: 34-46
  3. CHC Fashion – klasyczna mała czarna | rozmiary: 42-54
  4. Junarose – dżersejowa z pięknymi rękawami | rozmiary: 42-54
  5. Frock and Frill Curve – beżowa balowa z pięknie zdobioną górą | rozmiary: 44-54
  6. Evans – prosta czarna suknia balowa | rozmiary: 44-56
  7. Little Mistress Curvy – balowa szara, mój hit | rozmiary: 46-52

Któraś z sukienek spodobała się Wam szczególnie?

Lajf i stajl

Oszustwo w dobrej sprawie

2 December 2015
 

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Podejrzewam, że część z Was wie o co chodzi, ale muszę to powiedzieć otwarcie. Oszukałam Was. Nie było to złe kłamstwo. To było oszustwo w dobrej sprawie.

Untitled design (39)

Kilka dni temu napisałam Was o filmie “Jutro było wczoraj”. Ten film nie istnieje. Nigdy nie powstał, nigdy nie pojawi się na ekranach kin. Jednak historia, której dotyczył film jest prawdziwa. Tak jak cztery pozostałe scenariusze filmów, które powstały specjalnie w związku z akcją Szlachetnej Paczki.

12295312_10153663146078614_7374154672858605740_n

Wolałabym, żeby była to tylko fikcja, żeby taki scenariusz nigdy się nie wydarzył, ale to właśnie historie tysięcy ludzi mogłyby być scenariuszami dramatycznych filmów. Przeczytaj raport o biedzie, który powstał z relacji wolontariuszy Szlachetnej Paczki. Znajdziecie tam setki takich historii, ale przede wszystkim powodów, aby wziąć udział w Szlachetnej Paczce i pomóc najbardziej potrzebującym.

WPŁAĆ PIENIĄDZE (2)

Untitled design (42)

Jak można pomóc?

WPŁAĆ PIENIĄDZE (1)

Wybierz rodzinę, której zdecydujesz się pomóc i zorganizuj zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy. Nie musisz tego robić samodzielnie. Możesz zaangażować przyjaciół, rodzinę, kolegów z pracy czy sąsiadów. Razem macie duże szanse na pomoc potrzebującym rodzinom, których potrzeby naprawdę nie są wygórowane. Często chodzi o podstawowe rzeczy takie jak odzież, obuwie, żywność.

WPŁAĆ PIENIĄDZE

Jeśli nie możesz lub nie chcesz angażować się w tak aktywny sposób jak zbiórka rzeczy, możesz po prostu wpłacić dowolną kwotę. Pieniądze są równie potrzebne jak wszystkie materialne rzeczy. I naprawdę nie muszą być to ogromne kwoty. Liczy się gest i chęć pomocy.

Pamiętaj, że nawet najmniejszy gest ma bardzo duże znaczenie dla potrzebującego człowieka. Jeśli zastanawiasz się, masz wątpliwości lub myślisz sobie “przecież ja niewiele mogę”, to porzuć takie myślenie. Małe kroki, małe gesty – wszystko się liczy. Nieważne czy to jedna złotówka, jedna para butów, czy jedna tabliczka czekolady.

Inspiracje, Lajf i stajl

Prezentownik #1 – dla fanów Harry’ego Pottera

1 December 2015
 

Idą święta, a jak wiadomo święta to karp, choinka i PREZENTY. Przygotowałam dla Was kilka prezentowników, a w pierwszym z nich znajdziecie propozycje prezentów, które mogłyby ucieszyć fana Harry’ego Pottera. Moim osobistym hitem jest m.in. kolorowanka i bransoletka ze złotym zniczem. Prezenty podzieliłam na 3 kategorie: książki i filmy, odzież i dodatki oraz biżuteria. Mam nadzieję, że coś z tych rzeczy wpadnie Wam w oko.

Książki i filmy

Untitled design (49)

  1. Pełna kolekcja Harry’ego na DVD
  2. Książka do kolorowania
  3. Trójwymiarowa makieta Hogwartu
  4. Sześć najważniejszych scen z Kamienia Filozoficznego, przedstawione w trójwymiarze
  5. Przewodnik po Hogwarcie dla mugoli
  6. Zbiór listów czytelników Harry’ego Pottera

Odzież i dodatki

Untitled design (50)

  1. Koszulka Always
  2. Torebka kopertówka
  3. Torba na zakupy
  4. Bluza Potterhead
  5. Czapka Ravenclaw

Biżuteria

Untitled design (51)

  1. Breloczek Insygnia Śmierci
  2. Bransoletka (złoty znicz)
  3. Bransoletka (insygnia śmierci)
  4. Medalion z łańcuszkiem
  5. Bransoletka 

Przepisy inspirowane HP:

Paszteciki dyniowe (wersja wytrawna)

Paszteciki dyniowe (wersja słodka)

Piwo kremowe

Muffiny w eliksirem słodkiego snu

Sok dyniowy

Filmy, Klasyki kulinarne, Kulinaria, Kultura

“Jutro było wczoraj” – film, który jest ostrzeżeniem

25 November 2015
 

Życie składa się z momentów. Kolekcjonujemy je, trzymamy głęboko w sobie. Czasami wracamy do nich świadomie, chcąc pogłębiać pamięć o wszystkich jak najdrobniejszych szczegółach. Czasami jednak te momenty wracają do nas niechciane i przypominają o sobie powodując, że boli każda komórka naszego ciała.

To właśnie czuje Jan. Każdego dnia, jego myśli w bardzo dotkliwy sposób przypominają mu o tym jednym momencie, jednej krótkiej chwili, w której stracił to co najbardziej kochał – żonę i córkę.

JUTRO BYŁO WCZORAJ - BB

Tak zaczyna się film “Jutro było wczoraj”. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że jest to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Jan, główny bohater filmu, nie może pozbierać się po śmierci swoich ukochanych. Jest to o tyle trudne, że to właśnie przez Jana jego żona i córka straciły życie. Cała trójka wracała do domu samochodem, Jan prowadził. Niestety spieszył się, a pogoda nie sprzyjała szybkiej jeździe. Jeden moment, mocniejszy nacisk nogi na pedał gazu spowodował, że Jan stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo.

To, co działo się dalej, to równia pochyła. Jan załamał się, nieustannie odrzucał pomoc swoich przyjaciół, a żal i złość topił w butelce wódki. Jan czuje się bezradny. W ciągu jednej chwili stracił całe swoje życie. Już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś i wydawać by się mogło, że dla Jana nie będzie nadziei. Nawet to, że staje się bezdomnym nie ma dla niego żadnego znaczenia. Liczy się tylko alkohol i chęć zapomnienia. Czy alkohol może pomóc zapomnieć? Nie, alkohol nigdy nie pomaga. Alkohol potrafi zniszczyć wszystko, całe życie. Wiem coś o tym.

Pewnego dnia, w życiu Jana pojawia się mały promyk nadziei. Spotyka kolegę z dawnych lat, a jego słowa sprawiają, że Jan zaczyna myśleć o tym co właśnie zrobił ze swoim życiem. W czasie apogeum swojego stanu trafia do piekarni. Nie jest to zwykły sklep z pieczywem. To piekarnia, do której kiedyś chodził razem ze swoją żoną. To co dzieje się w dalszej części filmu zadziwia. Nie chcę rzucać spoilerami, dlatego zatrzymam się w tym momencie.


 Ta historia może się wydawać Wam oklepana, ale zapewniam, że to naprawdę mocny i niestety trochę przerażający film. Oglądając pokaz przedpremierowy nie mogłam powstrzymać łez. Ten film daje do myślenia, pokazuje jednocześnie to co najlepsze i najgorsze w człowieku. Gdy otrzymałam zaproszenie do obejrzenia “Jutro było wczoraj” nie byłam przekonana czy będzie to dobry film, ale już w pierwszych minutach filmu zrozumiałam, że ta historia wywróci coś w mojej głowie. Film wyreżyserowała Magdalena Augustyniak – absolwentka Royal Danish Academy of Fine Arts w Kopenhadze. Nie słyszałam o niej wcześniej, ale okazuje się, że jest to debiut tej reżyserki na dużym ekranie. Tym bardziej jestem zdziwiona, bo film jest fenomenalny. Główną rolę gra Jarosław Boberek, chyba wszystkim znany najbardziej z roli posterunkowego w “Rodzinie Zastępczej”.

Film pod względem kulinarnym jest nieco ubogi. Główny bohater raczej nie pojawia się na ekranie z ciekawymi potrawami. Jednak dużą rolę odgrywa piekarnia i chleb. Ten świeży, chrupiący chleb, który Jan codziennie rano kupował wraz ze swoją żoną. Ponieważ ja zazwyczaj nie jadam białego pieczywa, to postanowiłam, że podzielę się z Wami przepisem na zakwas i mój ulubiony razowy chleb z chrzanem i czosnkiem.

Untitled design (40)

Chleb jest symbolem, kojarzy się z domem, rodziną. Mój pierwszy “prawdziwy” chleb upiekłam 3 lata temu. Nie wyglądał idealnie, ale pachniał i smakował jak najlepszy chleb na świecie. Jeśli jeszcze nigdy nie próbowaliście upiec swojego własnego chleba, to nie zwlekajcie. To daje naprawdę dużo przyjemności. A zakwas stanie się dla Was jak członek rodziny, zapewniam 🙂

IMG_0265

Przepis na zakwas:

Składniki:

  • mąka żytnia razowa (typ 2000)
  • lekko ciepła woda
  • cierpliwość

Przygotowanie:

  1. Do dużego słoika, kubka lub innego naczynia (nie plastikowego) wsyp małą szklankę mąki.
  2. Dodaj do mąki taką samą szklankę ciepłej wody. Wymieszaj. Powinno mieć konsystencję gęstej śmietany.
  3. Przykry słoik gazą i odstaw w ciepłe miejsce.
  4. Przez kolejnych 5 dni postępuj tak samo – codziennie dosypuj mąkę i wodę.
  5. Po 5 dniach Twój zakwas jest gotowy, aby upiec z niego chleb.

Składniki na chleb:

  • 500g mąki  orkiszowej
  • 300ml wody gazowanej
  • 150 g zakwasu żytniego aktywnego
  • 1 łyżeczka drożdży suszonych (młody zakwas potrzebuje pomocy drożdży)
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 garście słonecznika 
  • 1/2 łyżeczki kminku mielonego (pominęłam)
  • 2 ząbki świeżego czosnku
  • 2 łyżeczki chrzanu
 IMG_0272
  1. Zakwas połącz z wodą, chrzanem i czosnkiem wyciśniętym przez praskę.
  2. Drożdże połącz z mąką oraz wodą, wymieszaj. Dodaj zakwas i wyrób ciasto mikserem lub łyżką.
  3. Miskę przykryj ściereczką i odstaw na 2 godziny w ciepłe miejsce. Po pierwszej godzinie wymieszaj ciasto i odstaw na kolejną godzinę do wyrośnięcia.
  4. Po tym czasie dodaj sól, słonecznik i ewentualnie inne przyprawy, które lubisz ( do kombinacji czosnku i chrzanu pasuje kminek).
  5. Formę do pieczenia wysmaruj tłuszczem i obsyp otrębami lub mąką. Wylej ciasto do foremki, górę wyrównaj łyżką zwilżoną wodą, posmaruj oliwą i obsyp mąką.
  6. Formę przykryj ściereczką lub folią spożywczą i odstaw w ciepłe miejsce, aż ciasto wyrośnie do brzegu formy.
  7. Wyrośnięte ciasto włóż do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piecz przez około 40 minut. Upieczony chleb wystudź na kratce.

“Jutro było wczoraj” już niebawem pojawi się w kinach. Premiera filmu będzie znana w piątek. Jak tylko ją poznam, to od razu dam Wam znać. To jest film, który MUSICIE obejrzeć.

Babskie sprawy, Lifestyle, Osobiste, Życie

Ideał da­ny jest człowieko­wi po to, aby wy­raźnie widział swą niedoskonałość.

19 November 2015
 

Zarzucę teraz banałem, że wiecie, ludzie są różni. Fizycznie i mentalnie. Nie zawsze to co ładne z zewnątrz, w środku również emanuje pięknem. Jak w tym powiedzonku: ‘gówno zawinęło się  w papierek i udaje, że cukierek’. To nie zasada, broń borze. I nawet ciężko mi to w jakąś jedną ramę włożyć, bo staram się przenigdy nie wyłączać mojej tarczy anty-stereotypowej, a jak słyszę takie pierdoły typu “wszystkie grubaski, to sympatyczne laski” (przykład nie ma znaczenia, możesz tam wkleić stereotyp blondynki-idiotki), to wtedy mam ochotę zrobić fatality z Mortal Kombat i wyrwać takiemu osobnikowi serce.

fatality

Nie o stereotypach, a przynajmniej nie dosłownie, chciałam dziś napisać. Czasami mam wrażenie, że są we mnie dwie osobowości. Z jednej strony czuję, jak wychodzi taki mały szyderca. Paskudny gremlin, który lubi kogoś obgadać, poplotkować na brzydkie tematy, powiedzieć coś niemiłego o tym i o tamtym, a z drugiej strony mam później kaca moralnego i wielką ochotę przywalić sobie z liścia. Bo nie jestem zła, a przynajmniej lubię myśleć o sobie jak o dobrym człowieku, ale takim, który popełnia błędy i potrafi w odpowiednim momencie dać sobie kopa.

Mój stan emocjonalny i to wszystko co ostatnio się ze mną dzieje psychicznie kazało mi mocno przewartościować wszystko co jest wokół mnie. Widzę tysiące moich błędów, zachowania, które nie są moje i widzę też “siebie”, chociaż to tak naprawdę nie jestem ja. Nie ta “ja”, którą chcę być.

W każdym razie, dotknął mnie ostatnio, i to nawet dwukrotnie, taki stereotyp “szczęśliwej osoby”. Z jednej strony to ja oceniłam kogoś błędnie, a z drugiej strony to ktoś błędnie ocenił mnie.

Pierwsza sytuacja: Jakiś czas temu napisała do mnie koleżanka. Taka koleżanka, z którą nigdy nie miałam jakiegoś głębszego kontaktu. Jednak z tego co widziałam “na fejsie”, to żyła dobrze. I ABSOLUTNIE nie ma dla mnie żadnego znaczenia jej sytuacja materialna czy życiowa. Po prostu, to co widziałam z zewnątrz, sprawiło, że myślałam o niej, jak o kobiecie spełnionej na każdym poziomie. Co się okazało? Że ma wiele problemów i że z wieloma sobie nie radzi,a przynajmniej jeszcze nie wie jak sobie poradzić. Przez moją głowę nie przebiegł nawet cień myśli, że gdzieś tam jej świat się zawalił. Sądziłam, że jej życie jest idealnie zaprojektowane. Myliłam się jak cholera.

Druga sytuacja: To do mnie napisała jedna z czytelniczek. To była krótka wiadomość, ale bardzo dała mi do myślenia. Napisała, a właściwie to zapytała skąd we mnie tyle radości i szczęścia. Widzi to na moich zdjęciach i chce wiedzieć skąd. Nie mogłam jej odpisać “Spoko, odetchnij, u mnie chujowo”, ale jej pytanie spowodowało, że zaczęłam myśleć o tym, dlaczego tak ochoczo pokazujemy szczęśliwe chwile ze swojego życia, a nie potrafimy równie łatwo napisać czy powiedzieć:  jest mi źle/jestem nieszczęśliwa/mam problemy/mój świat się wali.

Na pewno słyszeliście o młodej modelce z Australii, która postanowiła usunąć prawie wszystkie zdjęcia ze swojego instagramowego konta. Jak sama stwierdziła, miała dosyć kolorowania rzeczywistości. Essena O’Neil pokazywała zdjęcia swojego ciała, kosmetyków, ubrań. Patrząc na nią i na jej zdjęcia można by pomyśleć, że to chodzący ideał, ale jednak okazało się, że granica między prawdziwym życiem, a życiem w internecie zatarła się, a ona w duchu była po prostu bardzo nieszczęśliwą dziewczyną pragnącą społecznej akceptacji.

Obejrzyjcie film, w którym Essena opowiada o tym jak wyglądało jej życie i dlaczego chce opuścić świat social media.

Problem jest taki, że widząc te wszystkie ślicznie wyglądające owsianki, mieszkania a’la Pinterest, smukłe sylwetki i zawsze idealne loki, wiele ludzi po prostu ulega tym złudzeniom i porównuje siebie do zdjęć, do tych nierealnych widoków. Myślimy – wtf, gdzie popełniłam błąd? Patrzysz na swoją stertę naczyń w zlewie, na nieuprasowane ubrania, na męża co siedzi w dresach przed komputerem i na dziecko, które znowu wylało kakao na dywan. Zaraz, zaraz. Jeszcze pozostałaś Ty. Piłaś dziś kawę z fusami, nie latte ze starbucksa. Twój makijaż pozostawia wiele do życzenia i wcale nie masz ochoty przebiec dziś 5 km i przeczytać inteligentną książkę.

Zapewniam Was, że nie wszyscy ludzie są idealni i szczęśliwi. Ja nie jestem. I wcale się tego nie wstydzę. Są dni, gdy nie mam ochoty sprzątać i nawet nie spoglądam w stronę zlewu, żeby sobie nie podnosić ciśnienia. Czasami nie maluję się wcale, a moim komfortowym strojem są wyciągnięte dresy i stara koszulka. Czasami też nie mam ochoty się uśmiechać i po prostu dużo płaczę. Czasami nie mogę zasnąć, bo myślę o wszystkich swoich problemach i o tym co mogłam w życiu zrobić inaczej. Czasami czuję się ze sobą tak źle, że jedynym wyjściem jest przykrycie się kołdrą i niewychodzenie z łóżka przez tydzień.

A czasami czuję, że muszę wziąć się w garść, bo życie to coś więcej, niż ładne obrazki na instagramie. Życie to więcej, niż smukłe uda i jędrne piersi. Życie to więcej, niż idealnie ułożone włosy i duża zawartość portfela. Spróbuj spojrzeć w lustro i powiedzieć: “Popełniam błędy, nie jestem idealna/y, ale pracuję nad sobą”. Nie warto gonić za byciem NAJLEPSZYM. We wszystkim trzeba odnaleźć balans. I w byciu najlepszym i w byciu najgorszym.

Nie bójcie się być nieidealni.  Bądźcie tacy, jacy chcecie być, w zgodzie ze sobą.

Kuchnia filmowa, Kulinaria

Powrót do przyszłości: dehydratyzowana pizza

21 October 2015
 

Nadszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy od prawie 30 lat. Przyszłość – latające deski, samozawiązujące się buty, dehydratyzowana pizza. Czy właśnie tak wygląda przyszłość, do której w końcu dotarliśmy? Częściowo tak. Nie mamy latających samochodów, ani tym bardziej latających desek, za to od premiery filmu zmieniło się wiele pod względem technologicznym. Za to kulinarnie zmieniło się niewiele. Dalej na obiad robimy schabowe, po imprezie jemy burgery (no dobra, częściej kebaby), a na kaca jemy zupki chińskie (krewetkowe najlepsze).

07ce1201-a1cf-48ad-92e8-ffc19c5bd242

kadr z filmu “Powrót do przyszłości”

Przede wszystkim, to dobrze, że żywność dehydratyzowana nie zdominowała kulinarnego świata. Jeśli przypomnimy sobie filmową pizzę, to mega cieszę się, że takie wynalazki do nas nie dotarły. Aby przygotować pizzę nadal trzeba zrobić drożdżowe ciasto, poczekać aż urośnie, pokroić składniki i upiec ją.

Na czym w ogóle polega dehydratyzacja? Mówiąc bardzo prostym językiem, jest to po prostu wysuszenie, pozbawienie produktu wody. Taką metodę stosuje się przy produkcji karmy dla zwierząt, ale nie tylko. W ten sposób można wysuszyć m.in. owoce, warzywa albo mięso. Nowoczesna technologia dehydratyzacji pozwala w bardzo krótkim czasie wysuszyć produkty, zachowując przy tym wszystkie enzymy, witaminy i minerały. Podobnie jest z liofilizacją. Żywność liofilizowaną robiono już w latach 50 tych poprzedniego wieku. Korzystali z niej astronauci podczas podróży kosmicznych. Ponieważ żywność musiała być przede wszystkim lekka i bogata we wszystkie składniki odżywcze.

Vlcsnap-2009-10-13-16h17m07s232

kadr z filmu “Powrót do przyszłości”

Czy takiego “wysuszonego” jedzenia należy się bać? Czy niedługo zdominuje naszą przyszłość? Choć zapewne zupki chińskie z suchym makaronem są głównym pożywieniem studentów, to wydaje mi się, że nie mamy się czego obawiać. Ludzie uwielbiają gotować, kulinaria to dziedzina, w której rozwijamy się coraz bardziej. Uczymy się gotować, próbujemy nowych rzeczy i raczej nikt nie dąży do tego, żeby wysuszyć całe jedzenie świata. Uspokajam – pizzy dehydratyzowanej prędko nie będzie. Nie po to się uczyłam robić pyszną drożdżowe ciasto, żeby kupować sobie jakieś wysuszone krążki. Poza tym – DEHYDRYBLABLABLA – co to w ogóle jest za słowo?

str2_cn_1505_mctfuture_food

kadr z filmu “Powrót do przyszłości”

Tymczasem, z okazji tego wyjątkowego dnia, zalecam upiec pizzę z przyszłości, a w zasadzie teraźniejszości.

Składniki:

  • 2 i 1/2 szklanki mąki
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/4 kostki świeżych drożdży
  • 1 szklanka letniej wody
  • szczypta kurkumy (dla koloru)

Dodatkowo:

  • 100 g salami pepperoni
  • 1 duża zielona papryka pokrojona w cienkie paski
  • 100 g sera cheedar
  • 1/2 cebuli
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki 30% lub 36%
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  1. Do dużej miski wsypać mąkę, dodać ciepłą wodę oraz pokruszone drożdże. Wymieszać delikatnie. Następnie dodać sól, cukier, oliwę i kurkumę. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Przełożyć do miski i przykryć ściereczką. Odstawić na czas przygotowywania sosu.
  2. Na patelni rozgrzać łyżkę oleju. Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć ją przez chwilę. Dodaj śmietanę kremówkę, sól oraz pieprz. Podgrzewać, aż sos odrobinę odparuje i zgęstnieje.
  3. Ser zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Jedną połowę odłożyć, a drugą dodać do sosu na patelni. Wymieszać sos z serem i odstawić do ostygnięcia.
  4. Ciasto rozwałkować, przygotować brzegi. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć biały sos. Posypać jeszcze drugą częścią sera i ułożyć składniki. Na jednej połowie pokrojoną w paski paprykę, a na drugiej pepperoni.
  5. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 20 minut

Przygotowanie alternatywne:

  1. Wyciągnąć z szafki opakowanie z dehydratyzowaną pizzą.
  2. Otworzyć ją i położyć na tacy.
  3. Włożyć pizzę do hydrazatora (polecam markę BLACK&DECKER – to nie jest polecenie sponsorowane)
  4. Włączyć dehydrytazor, a następnie po chwili wyciągnąć gotową pizzę.

IMG_1308

IMG_1309

 

Kuchnia, Kulinaria

Konkurs – wygraj garnki Tefal ze stali nierdzewnej!

21 October 2015
 

Ostatnio pisałam Wam o garnkach ze stali nierdzewnej Tefal. Jak mogliście przeczytać w mojej recenzji, naprawdę bardzo dobrze sprawdziły się w mojej kuchni. Używam ich od około dwóch miesięcy i mogę stwierdzić, że są to chyba najlepsze do tej pory garnki, jakich używałam.

IMG_0792

Przekonało mnie do nich przede wszystkim grube dno, które nie odkształca się podczas gotowania, dzióbki i otwory do odlewania wody nawet z przykrywką na garnku oraz te nienagrzewające się rączki. 

Dziś jednak nie będę pisać już o samych garnkach, ale o konkursie, w którym Wy możecie wygrać zestaw podobnych garnków (również ze stali nierdzewnej). 

Co należy zrobić, aby wziąć udział w konkursie?

Zostaw komentarz pod tym postem i odpowiedz w nim na pytanie – Co ugotowałabyś/ugotowałbyś w tych garnkach, gdyby trafiły właśnie do Ciebie?

Zasady:

  • Na odpowiedzi czekam do 25 października (do końca dnia). Wyniki umieszczę w tym poście w poniedziałek, a zwycięzcę wybiorę według mojego gustu kulinarnego 😉
  • Zwycięzca ma 48 godzin na wysłanie mi danych do wysyłki. Należy to zrobić mailem, w tytule wpisując “Konkurs Tefal”. Adres: hello@paulinawnuk.com
  • Sponsorem nagrody jest marka Tefal. Wysyłkę nagrody organizuję ja. 

Wyniki:

Garnki Tefal trafiają do Babary za komentarz:

“Gdy myślę o tym, co mogłabym ugotować (w tych garnkach albo ogólnie), to pierwsze co przychodzi mi do głowy to zupa. Gęsta i warzywna. Jesienią zawsze zbiera mi się na wspomnienia, a wraz ze wspomnieniami przychodzi chęć na powrót do smaków dzieciństwa. Jesienią moja mama zawsze gotowała ogromny garnek zup (różnych w zasadzie), ale właśnie najwięcej jadaliśmy ich, gdy na dworze robiło się już coraz zimniej. Siadaliśmy wtedy wszyscy przy stole, a było nas w sumie sześcioro – ja, trójka braci i rodzice. Mama nalewała każdemu do miski zupy i jedliśmy wspólnie, rozmawiając jednocześnie o tym jak każdemu z nas minął dzień. Tak mi jakoś utkwiło to wspomnienie w pamięci, bo obiady to chyba był taki jedyny czas, gdy mogliśmy spokojnie wszyscy ze sobą porozmawiać. Od mojego dzieciństwa minęły lata, bracia rozjechali się każdy w inną stronę, a rodziców już nie ma. A wspomnienie jesiennej zupy ciągle we mnie jest…”

Kuchnia, Kuchnia filmowa, Kulinaria

Mr. Robot i Raspberry Pi(e)

10 October 2015
 

Mr. Robot to jedna z serialowych nowości. Miał premierę pod koniec czerwca i od razu wywołał lawinę zachwytów. Przyciągnął bardzo wielu widzów przede wszystkim dzięki temu, że okazał się bardzo autentyczny pod względem przedstawianej treści. Główny bohater, Elliot Alderson, pracuje jako specjalista do spraw bezpieczeństwa w dużej amerykańskiej firmie AllSafe. “Po godzinach” zajmuje się namierzaniem ludzi, “hakowaniem” i wymierzaniem sprawiedliwości. Sądzę, że nie tylko ja, od samego początku oglądania Mr. Robota zauważyłam tu wiele podobieństw do serialu Dexter (a w późniejszych odcinkach również do Fight Clubu), m.in. kolekcjonowanie pamiątek po swoich “ofiarach”. Dexter zbierał próbki krwi, a Elliot wszystkie dane zapisywał na płytach, które opisywał tytułami zespołów i ich albumów.

Untitled design (31)

Z tego co doczytałam, to serial bardzo dzieli widzów. Jedni uważają, że Mr. Robot bardzo autentycznie przedstawia pracę Elliota, a drudzy twierdzą, że serial jest bardzo stereotypowy, przewidywalny i opiera się na starych schematach, a jarają się serialem tylko osoby, które na nowych technologiach nie znają się aż tak bardzo. Nie znam się na tyle, aby stwierdzić, czy pod względem informatycznym wszystko było dobrze dopracowane, ale widzę, że nie ma tu taniej ściemy i kodowania w excelu, a do tego sama fabuła i główny bohater byli dla mnie na tyle fascynujący, że umieszczam Mr.Robota w mojej osobistej czołówce najciekawszych seriali tego roku.

Co ma wspólnego komputer z ciastem?

W serialu pojawia się wiele sprzętów, programów i narzędzi, które doskonale zna prawie każdy działający w branży IT. Znalazłam artykuł, w którym autor wyjaśnia nieco więcej na ten temat i tam Was odsyłam, ale zatrzymam się na dłużej przy jednym urządzeniu, a dokładniej mini-komputerze, który znany jest pod smaczną nazwą – Raspberry Pi. Czym jest? Tak jak napisałam, jest to po prostu mały komputer. Jego wielkość odpowiada mniej więcej wielkości karty płatniczej, a dedykowany jest Linuksowi (choć najnowsza wersja może działać również pod kontrolą Windows 10). Nie jest to oczywiście dosłownie “komputer” taki jak ten, na którym właśnie piszę ten post. Goła wersja Raspberry Pi nie ma obudowy, klawiatury, ani monitora, ale obecnie można dokupić dotykowy ekran, kolorowe obudowy i inne dodatki. Zastosowanie tego sprzętu na pewno jest znane wszystkim informatykom, więc to pominę. Dochodząc do sedna. Aby nie zdradzać zbytnio fabuły napiszę tylko, że Raspberry Pi miało posłużyć Elliotowi do przejęcia kontroli nad bazami danych Steel Mountain (firmy zajmującej się przechowywaniem danych i ich kopii), a dokładniej do systemu klimatyzacji, aby pod wpływem zwiększenia temperatury zniszczyć wszystkie kopie zapasowe.

333

Będąc na jednym z narkotykowych zjazdów, Elliot śni o kilku rzeczach, a jedną z nich jest kolacja w siedzibie E-Corp. On i jego przyjaciółka z dzieciństwa, Angela, siedzą w swoich firmowych “boxach” i jedzą wykwintną kolację. Do Elliota podchodzi kelner i podaje mu talerzyk z kawałkiem malinowego ciasta.

1

22

 

Składniki na kruche ciasto:

  • 2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 170 g masła
  • 3 łyżki zimnej wody
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru pudru

Składniki na nadzienie:

  • 600 g świeżych lub mrożonych malin
  • 2 łyżki masła
  • Sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
  • 1 laska wanilii
  • 5 łyżek cukru
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej

Dodatkowo:

  • 1 jajko do posmarowania ciasta

Przygotowanie:

  1. Mąkę umieść w misce, dodaj masło pokrojone na małe kawałki, wodę, sól, cukier puder, oraz jajko. Zagnieć szybko i energicznie gładkie ciasto. Możesz to zrobić np. w Thermomixie (20 s obr. 4) lub malakserze.
  2. Ciasto włóż do lodówki na około godzinę.
  3. Na rozgrzanej patelni roztop masło, dodaj maliny, sok z cytryny, nasiona z laski wanilii oraz cukier.
  4. Gdy maliny się podgrzeją, to puszczą dużo soku i najprawdopodobniej po prostu się rozpadną. Wtedy dodaj mąkę ziemniaczana, która zagęści je tak, że masa nie będzie wylewała się z ciasta.
  5. Schłodzone ciasto podziel na dwie części – większą i mniejszą. Większą rozwałkuj i wyłóż nią blachę wyłożoną papierem do pieczenia, na to połóż masę malinową, a na wierzch resztę ciasta pokrojonego w paski.
  6. Posmaruj z wierzchu roztrzepanym jakiem i ewentualnie posyp odrobiną cukru.
  7. Piecz przez około 40 minut w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni.

nablog1

nablog2

 

 

 

Geek Girl, Kuchnia filmowa, Wyróżnione

Pora na przygodę: Naleśniki z bekonem

7 October 2015
 

Naleśniki z bekonem? Co to za fanaberia – pomyślałam kiedyś, gdy pierwszy raz zobaczyłam takie połączenie. Na szczęście było to dawno, gdy sama ledwie umiałam zrobić naleśniki. I to wcale nie te amerykańskie pancakes’y, a takie zwykłe polskie. Musicie wiedzieć, że ludzie z czasem mądrzeją, zmieniają się na lepsze i doceniają siłę bekonu. Tak też było ze mną. 

Breakfast_song

Poza tym, właśnie te naleśniki, to jedno z popisowych dań Jake’a z “Pory na przygodę”. Jake, przygotowując je zawsze śpiewa piosenkę o naleśnikach, która zatytułowana jest, uwaga, “Beacon Pancakes” – nie zgadlibyście, prawda? Poniżej wersja polska, ale na YT możecie znaleźć też wersję oryginalną i różne jej przeróbki. Odcinek, w którym się pojawiają ma tytuł “Żar miłości” i jest to 16 odcinek 4 sezonu. Nie wiem w jaki sposób wyświetlana jest “Pora na przygodę” na Cartoon Network, ale bardzo często można trafić tam właśnie na ten konkretny odcinek. Jak również na ten ze słynną kanapką Jake’a.

Składniki:

  • 1 jajko
  • 2 szklanki maślanki
  • 3 łyżki roztopionego masła
  • szczypta soli
  • łyżka cukru
  • 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 6-8 plastrów boczku

Przygotowanie:

  1. Na rozgrzanej patelni bez tłuszczu, ułóż plastry bekony i obsmaż je z obu stron. Nie przypal, a podsmażaj w miarę powoli, aż wytopi się tłuszcz.
  2. Przygotuj dwie miski: w jednej umieść suche składniki (jajko, maślankę, roztopione masło), a w drugiej mokre (mąkę, sól, cukier, proszek do pieczenia). Wymieszaj osobno zawartości obu misek, a następnie dosyp suche składniki do mokrych i wymieszaj ponownie, ale bardzo powoli i tylko do połączenia składników. Jeśli będzie zbyt rzadka, to dodaj odrobinę mąki. 
  3. Na rozgrzanej patelni jednorazowo ułóż 2-3 plastry boczku. Ja smażyłam po dwa placki, więc kładłam po dwa plastry. Na boczek wylej po około dwie łyżki masy naleśnikowej. Smaż z obu stron, aż będą zarumienione. 
  4. Gotowe naleśniki możesz polać syropem klonowym lub zjeść tak po prostu. 

IMG_1012

IMG_10157

Untitled design (30)

Kuchnia filmowa

5 najsłynniejszych scen kawowych w filmach

29 September 2015
 

Kawa jest nieodłącznym towarzyszem życia codziennego wielu osób. We Włoszech dzień zaczyna się od cappuccino, Polacy najczęściej wypijają “małą czarną”, a w USA trudno wyobrazić sobie ludzi idących do pracy bez papierowego kubka z Latte. Kawę pije się nie tylko po to, aby nabrać energii. Jest to również okazja do wspólnego spędzenia czasu, celebrowania chwil i spotkań z bliskimi. Również w filmach kawa pojawia się bardzo często. Przygotowałam dla Was 5 słynnych scen filmowych, w których kawa odgrywa główną rolę.

Czytaj więcej…

Sprzęt

3 sposoby na wykorzystanie tabletu w kuchni

25 September 2015
 

Widziałam kiedyś taki film, w którym ktoś używał tabletu jako deski do krojenia. Choć nie próbowałam tego sposobu, to raczej go nie polecam, mam za to kilka bardziej użytecznych rad, w których tablet sprawdzi się fantastycznie.

Sponsorem tego wpisu jest marka Samsung

Czytaj więcej…

Kulinaria, Sprzęt

Recenzja garnków Tefal Duetto ze stali nierdzewnej

23 September 2015
 

Tak jak malarzowi potrzebne są dobre pędzle, tak osobie, która dużo gotuje potrzebne są idealne noże i… garnki.

Wychodzę z założenia, że jeśli kupować sprzęt, to taki, który jest sprawdzony, dobrze dobrany do rodzaju kuchenki wykonany z odpowiedniego materiału. Wygląd ma dla mnie drugorzędne znaczenie, ale oczywiście też jest istotny. Najważniejsza jednak jest funkcjonalność, czyli to czy sprzęt spełnia moje określone potrzeby.

IMG_0792

Gotowanie jest moją pasją od kilku lat, w swojej kuchni przerobiłam już wiele garnków, ale nowością, którą otrzymałam ostatnio do przetestowania są garnki Tefal Duetto. Elegancki i bardzo praktyczny zestaw ze stali nierdzewnej.

Moim zdaniem ich największy plus to bardzo gruby spód, dzięki któremu ciepło dostarczane jest równomiernie, a dno po prostu się nie odkształca. Do tego potrawa ugotowana w takim garnku przez długi czas pozostaje ciepła. Kolejnym plusem są nienagrzewające się uchwyty. Biorąc te garnki do ręki nie muszę martwić się o poparzenie. Małego minusa daję, za uchwyty od przykrywek, które niestety nagrzewają się podczas gotowania, ale nie jest to bardzo uciążliwe.

Untitled design (22)

Tym czego najbardziej nie lubię w odlewaniu wody np. podczas gotowania ziemniaków albo makaronu jest to, że mam zawsze problem z pokrywką. Zazwyczaj trzeba ją podnieść do góry, przytrzymać przez ściereczkę i dopiero odlać gorącą wodę. W garnkach Tefal są specjalne “dziubki”, a w pokrywkach otwory, dzięki czemu wystarczy ją nałożyć i obrócić, a potem już tylko wylać wodę.

Rewelacją jest również to, że można tych garnków używać także do pieczenia. Same garnki mogą być bezpiecznie używane nawet do temperatury 260 stopni, a szklane pokrywki do 175 stopni. Niezwykłym ułatwieniem podczas gotowania jest także miarka znajdująca się na wewnętrznych ściankach.

Untitled design (21)

Po miesiącu testowania, nie mam do nich praktycznie żadnych zastrzeżeń. Malutki minut daję za te pokrywki, ale poza tym garnki sprawdzają się rewelacyjnie.

W skład zestawu Tefal Duetto wchodzi:

  • 5 szklanych pokrywek
  • garnek 18 cm
  • garnek 20 cm
  • garnek 22 cm
  • garnek 24 cm
  • rondel 16 cm

Cena garnków jest bardzo przystępna, w zależności od sklepu to ten zestaw można kupić już za około 300 zł, ale już niedługo będę miała dla Was jeden zestaw podobnych garnków. Tefal, ale seria Intuition – równie świetne garnki wykonane ze stali nierdzewnej. Szczegóły konkursu już niedługo!

 

Babskie sprawy, Blogowanie, Lajf i stajl

“Jestem gruba, mam dość życia”

15 September 2015
 

Spasiona, słoń, spuchnięta, nadmuchana, baleron, gruba berta, maciora, spaślak, wieloryb, waleń, morświn, świnia

Miesiąc temu poprosiłam, aby dziewczyny, które należą do mojej fejsbukowej grupy motywacyjnej wypełniły krótką ankietę. Do stworzenia tej ankiety “zainspirowały” mnie hasła poprzez które można trafić do mnie z Google. Oprócz standardowych typu “kremowe piwo” i “kuchnia filmowa”, których co miesiąc w statystykach jest pełno, od dawna widzę jak wiele osób trafia do mnie poprzez bardzo przykre zwroty.

dogrubej

To jest właściwie tylko niewielka część, ale najgorsze z nich typu “mam dość życia, jestem gruba” powtarzają się miesięcznie kilka, czasami kilkanaście razy. Ankieta miała określić czy kobiety kiedykolwiek spotkały się z niemiłym zachowaniem ze strony obcych, ale również bliskich osób. Ale także to w jaki sposób siebie postrzegają, czy mają wsparcie w swoich bliskich oraz jak wygląda ich samoakceptacja. Wiele z tych kobiet, napisało w ankiecie, że przez swoją sylwetkę czują się gorsze, myślą, że nic nie osiągną, że są słabe i nieatrakcyjne. Krytyka z jaką podchodzą do siebie jest ogromna. Co ma zrobić słaba psychicznie osoba, która tak źle o sobie myśli, a jeszcze do tego spotyka się z krytyką otoczenia? Zwroty, które znajdują się na samym początku tego postu, to również odpowiedzi ankiety. To określenia jakimi kiedykolwiek zostały nazwane. Grube osoby codziennie spotykają się z nienawiścią. Standardem jest nazwanie kogoś tłustą świnią czy obleśnym spaślakiem.

Dlaczego inność jest tak kontrowersyjna? 

Media stale pokazują, że ciało jest walutą. Ciało jest towarem, które musi być jak najlepszej jakości, aby mogło przynieść jak największy zysk. Od dziecka wbija się małym dziewczynkom do głowy, że muszą być szczupłe i zgrabne, bo jeśli tylko będą odstawać od większości, to automatycznie ich wartość się obniży.

Życiem kierują skrajności, nienawiść i zazdrość. Ja nienawidzę jednej rzeczy – tego, że zamiast wyciągnięcia ręki czasami wolimy podstawić komuś nogę. 

Widzicie u góry hasło “co zrobić, gdy jest się grubym i chce się, żeby ktoś Ci pomógł”? Dlaczego widząc swoją grubą koleżankę wolisz pomyśleć o niej “spaślak”, zamiast zaproponować jej wspólny trening? Przecież wzajemna pomoc jest taka prosta. To drobiazg, a dla kogoś może być zalążkiem motywacji. Małą iskrą, która spowoduje wzrost pewności siebie.

Moje ciało zawsze było dla mnie strasznym problemem. Nigdy nie wiedziałam jak mam z tym walczyć. W gimnazjum nienawidziłam siebie. Ciągle oglądałam się w lustrze, myślałam o swoim grubym brzuchu i ramionach. Nienawidziłam nosić bluzek z krótkim rękawkiem, bluzek na ramiączkach nie nosiłam nigdy. Zawsze marzyłam o tym, żeby ubrać sukienkę z odkrytymi ramionami. Wiele razy spotkałam się z przykrymi komentarzami dotyczącymi mojej wagi, wiele razy płakałam i myślałam o tym dlaczego ludzie potrafią być tacy podli. A teraz siedzę i myślę, jaki ze mnie badass i jak silna stałam się na przełomie kilku lat. Jak wiele kosztowało mnie to, żeby choć w małym procencie zacząć siebie akceptować i nie patrzeć na swoje odbicie z nienawiścią, a przede wszystkim jak zacząć odbijać nienawiść, z którą się spotykałam.  Teraz nikt nie jest w stanie zdołować mnie na tyle, żebym jeszcze kiedykolwiek pomyślała o sobie “faktycznie wyglądasz jak spasiona świnia”. To czego chcę w tym momencie, to dojść do tego etapu, w którym będę zadowolona ze swojego ciała. Bycie “zadowolonym” nie równa się dla mnie z “akceptowaniem”, a “akceptacja” nie równa się z “pogodzeniem się”.

Wiem, że liczy się to jaki człowiek jest, a nie to jak wygląda, skąd pochodzi, jakiej jest orientacji i jaki ma kolor skóry. Ludzie powinni być oceniani tylko i wyłącznie przez ich czyny i słowa. Cała reszta nie ma znaczenia.

Nie sądzę, aby mój wpis trafił do serca jakiegoś hejtera, ale wiem, że wśród Was jest wiele kobiet, które mają duży problem z akceptacją siebie.  Nie ma cudów, nic nie przychodzi samo. Trzeba nad sobą pracować, zarówno zewnętrznie i wewnętrznie. Akceptacja nie jest tym co możesz nabyć z dnia na dzień, ale nie pozwalajcie siebie obrażać. Reagujcie na hejt, podłe i obraźliwe komentarze. Po prostu nie dajcie się. Pokażcie, że nikt nie może i nie powinien Wami pomiatać.

CSTH

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie kampania #StopMowieNienawiści.

Lajf i stajl

Nowy wygląd bloga!

4 September 2015
 

Niecały rok temu postanowiłam, że odejdę od starej nazwy bloga, czyli “From movie to the kitchen”. Zmieniłam wygląd bloga, domenę i nazwę fanpejdża. Nie było łatwo przyzwyczaić Was do tego, bo jednak ciągle gdzieś musiałam tłumaczyć, że Paulina Wnuk, to nic innego jak From movie to the kitchen.

Już wtedy chciałam, aby mój blog był bardziej “MÓJ”. Chciałam, żeby wyglądał jak sobie wymarzyłam, chciałam mieć takie logo, które nie będzie wpasowywało się w obecne standardy – proste, zawierające litery, ogólnie nie takie jakie chciałam. Klimat prostoty i elegancji jest piękny, ale po prostu nie jest dla mnie. Ja chciałam żeby było kolorowo, dużo, ładnie i żeby widać było mnie.

1

Po kilku miesiącach poszukiwania odpowiedniej osoby, która mogłaby mi narysować to co chciałam i która w ogóle zrozumie mój klimat, udało mi się trafić i wyobraźcie sobie, że poczułam, jakbym znalazła garnek ze złotem na końcu tęczy.

Dixie Leota, to dziewczyna, która nie dość, że rysuje tak pięknie i tak kreatywnie, to do tego mieszka w Gdańsku. Dixie od początku podłapała mój klimat i jak sama mi zaproponowała, że w nagłówku będę siedziała w donucie to pomyślałam – my girl! Zajrzyjcie koniecznie na jej konto na Behance.  Czuję, że oprócz nagłówka, ilustracje Dixie jeszcze wielokrotnie pojawią się na blogu.

cf138a5e47fcc434a4b5b25e486b559c

Art Parody Project – https://www.behance.net/gallery/14880291/Art-Parody-Project

Nad pozostałą częścią techniczną oraz graficzną pracowały dwie osoby. Design strony w większości stworzył według mojego projektu Marek Lipiński, w blogerskim świecie znany jako Tatowy, oraz mój kolega Grzesiu C vel Greg C. Oboje przez ostatnie dwa miesiące musieli słuchać mojego marudzenia (ale chyba nie marudziłam tak bardzo, prawda?), narzekań, przeklinania i dzielnie znosili prośby o poprawki. W ostatnich dniach Greg siedział nad blogiem dosłownie do rana, więc im obu należy się medal i to nie taki z ziemniaka. Koniecznie zajrzyjcie na blog Tatowego! Niestety Greg nie posiada logo, które mogłabym tu wstawić, dlatego na wyraz mojego ogromnego zadowolenia wstawiam pieseła-kodeła.

logo_gotowe2 (1)

kodeł

Co do samego wyglądu strony, to taki układ był tym czego sama chciałam. Nie potrzebuję żadnych cudów, efektów, fajerwerków i spadających dolarów. Chciałam żeby było wyraźnie, dziewczęco, charakterystycznie, po prostu w moim klimacie. Odpuściłam sobie nawet poradę Magdy Gessler odnośnie tego, że na stronie powinna być muzyka.  Jeśli macie jakieś uwagi, to trudno, bo ja jestem mega mega zadowolona. Oczywiście żartuję, przyjmę wszystkie komentarze i słowa krytyki. Ale mam nadzieję, że słowa zachwytu też będą. I muszę szczerze przyznać, że w końcu lubię swój blog, bo na tamtą wersję ciężko było mi patrzeć.

No dobra, ale dosyć gadania – piszcie jak Wam się podoba.

Osobiste, Rozwój, Życie

Co mi w życiu nie wyszło i dlaczego mam to gdzieś?

18 August 2015
 

Mając sześć lat, Twoim największym problemem jest to, że mama nie chciała Ci rzucić przez okno 2 zł na loda. Gdy masz 10 lat, to wydaje Ci się, że koniec świata nastąpi po powrocie rodziców z wywiadówki, a jako 13 latka nie wiesz co gorsze – to, że chłopak, którego darzysz uczuciem Cię olewa czy to, że nie rosną Ci cycki. 

Czytaj więcej…

Babskie sprawy, Zdrowie

Podsumowanie tygodnia diety #2

3 August 2015
 

To już drugi tydzień? A mam wrażenie jakby dopiero drugi dzień. Dłużyło mi się w tym tygodniu strasznie. Mam PMS i ogólnie cały świat mnie wkurza. A do tego mam ochotę pochłonąć wszystko, tylko nie słodycze. To mnie akurat zdziwiło, bo zazwyczaj ciągnęło mnie do wszystkiego, a w szczególności do słodyczy, no ale… Zobaczmy jak poszły moje zeszłotygodniowe założenia.

Czytaj więcej…