Osobliwości

Smaki dzieciństwa – najlepsze słodycze z lat 90-tych

19 January 2017
 

Ciągnący się karmel, chrupiące kulki w czekoladzie, kruche wafelki… Mogłabym wymieniać do jutra, bo uwielbiam słodycze. Może już teraz nie jadam ich tak dużo jak kiedyś, ale nadal mam słabość do pewnych smaków. Nie każdy batonik smakuje teraz, jak smakował dawniej, ale to chyba dzieje się tak jak ze wszystkimi innymi smakami. Często potrawy z dzieciństwa w  dorosłym życiu bledną i wydaje się, że to już nie jest ten sam smak, że czegoś brakuje… Wspominając ostatnio pyszności z dzieciństwa, stworzyłam dziesiątkę moich ulubionych.


1.  No Name

Nie da się go porównać z żadnym innym batonem. Był czekoladowy i lekko chrupiący – miał w środku coś takiego niespotykanego. Smak nie do podrobienia. I niestety nie do kupienia obecnie.

2. Alibi

Powiedziałabym, że to taki Lion. Z batonów tego rodzaju był jeszcze kiedyś Picnic produkowany przez Cadbury, ale nie przepadałam za nim z jednego powodu – zawierał rodzynki 😀

3. Maltesers

Najlepsze i jedyne w swoim rodzaju chrupiące kulki w czekoladzie. Nie była to tania przyjemność, a niestety kończyła się w mgnieniu oka.

4. Cukierki lodowe

Czekoladki w kolorowych papierkach, zazwyczaj sprzedawane w takich foliowych rożkach. Lodowe, bo czekolada, z której były zrobione zostawiała w ustach taki śmiesznie chłodny smak. Sama nie wiem jak to opisać. Widuję je w sklepach, więc musicie spróbować sami 😉

5. Krem Snickers

Nie wiem kto wycofał go ze sklepów, ale mam nadzieję, że bardzo tego żałuje. To był najlepszy słodki krem do chleba jaki kiedykolwiek zobaczył świat. Próbowałam wielu kremów – toffi, czekoladowych, karmelowych i niestety żaden nie jest nawet odrobinę podobny w smaku. Wielka strata dla ludzkości [*]

6. Kocie języczki

Sama nie wiem, co było w nich takiego ciekawego. Ot, czekoladka. Jednak jak sobie o nich pomyślę, to mam w pamięci taki bardzo delikatny smak. Niby nic, ale jednak miło je wspominam.

7. Draże Korsarz

Ze wszystkich draży, to właśnie Korsarze były moimi ulubionymi. Jakieś inne waniliowe, pomarańczowe albo czekoladowe w ogóle mi nie smakowały. Za to te kokosowe były najlepsze. Są dostępne do tej pory.

8. Dove

To przez pewien czas był mój ukochany baton. Powiedziałabym, że lubiłam go na równi z No Name’m, a może nawet bardziej. Na jakiś czas zniknął z półek sklepowych, a później wrócił już jakiś inny. Dawno go nie jadłam, ale pamiętam, że około 4 lata temu smak Dove mnie rozczarował.

9. Ciepłe lody

Uwielbiam je do dziś, na równi z ptysiami. Zawsze gdy mam do wyboru ptysia albo eklera, to zawsze wybieram ptysia. I nigdy nie rozumiałam zachwytu nad bajaderkami. Jak byłam mała to dowiedziałam się, że są robione ze wszystkich resztek z ciast. Wyobraziłam sobie wtedy, że piekarz zbiera wielką miotłą zbiera wszystkie okruchy z podłogi i z tego powstają bajaderki. Dlatego nigdy nawet nie chciałam ich spróbować 😀

10. Za zwykłymi Delicjami jakoś nigdy nie szalałam, ale te biszkopty z musem uwielbiam – najlepsze były te o smaku toffi. 


Oczywiście mogę wspomnieć też o galaretce w cukrze, z mieszanki wedlowskiej najlepsze był bajeczne i pieroty, lody to rożki czekoladowe, Zappy i kredki, a z wafelków Grzesiek bez czekolady podbijał moje serce. Nie mówiąc już o Magic Starsach – chociaż te w dorosłości mnie rozczarowały. I dlatego pewne smaki najlepiej pozostawić tylko w pamięci 🙂

Uncategorized

Pasztet wieprzowy z wątróbką (paleo, bezglutenowy)

8 January 2017
 

Z pasztetami jest podobnie jak z wątróbką – albo się je kocha albo nienawidzi. Ja uwielbiam i choć sama nie robię ich zbyt często, to doceniam, gdy ktoś robi je samemu. Jest z tym trochę pracy, ale trzeba też mieć doświadczenie w znalezieniu odpowiednich proporcji między mięsem i jego rodzajem, a dodatkami.

Mój pasztet jest dość pikantny, ale dla mnie wyrazisty smak to podstawa. Możecie sami kombinować z przyprawami i ich ilością. Jeśli lubicie bardziej orientalny smak to polecam kmin rzymski i kolendrę, a jeśli coś łagodnego, to może po prostu zioła – tymianek, cząber, majeranek? Można też pasztet przyprawić samą solą i pieprzem. Dobre mięso nie powinno potrzebować niczego więcej.

SKŁADNIKI

  • 1 kg łopatki wieprzowej
  • 600 g wątróbki drobiowej
  • 8-10 plastrów boczku wędzonego lub parzonego
  • 100 g słoniny lub 2 łyżki smalcu
  • 3 cebule
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 2 łyżki masła klarowanego
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa, chili

PRZYGOTOWANIE

  1. Słoninę pokrój w drobną kostkę, umieść na rozgrzanej patelni i smaż do wytopienia tłuszczu.
  2. Cebulę pokrój w kostkę, a łopatkę pokrój na nieduże kawałki i dodaj do słoniny. Podsmaż przez około 10 minut na dużym ogniu bez przykrycia, następnie przykryj, zmniejsz trochę płomień/moc kuchenki i duś pod przykryciem przed 1-1,5 godziny, aż mięso zmięknie.
  3. Po usmażeniu mięsa zdejmij je z patelni, dodaj 2 łyżki masła i usmaż wątróbkę, uprzednio umytą i oczyszczoną. Smaż ją około 3-4 minuty z obu stron, a następnie dodaj do usmażonej łopatki.
  4. Zmiksuj wszystko dokładnie w malakserze lub blenderem. Ja zmiksowałam całe mięso w Thermomixie.
  5. Do zmiksowanej masy dodaj 2 jajka, posiekaną drobno natkę pietruszki, 1,5 płaskiej łyżeczki soli, sporo pieprzu, 0,5 łyżeczki chili oraz 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej. Spróbuj odrobinę masy i jeśli wyda Ci się mało doprawiona, to dodaj jeszcze trochę przypraw. Pasztet powinien mieć wyraźny, lekko pikantny smak.
  6. Plastrami boczki wyłóż boki i spód formy keksówki, a w środku umieść pasztetową masę.
  7. Piecz pasztet przez godzinę w temperaturze około 180 stopni. Najlepiej kroić go, gdy już całkiem wystygnie.

Przepis jest zgodny z zasadami Detoksu Cukrowego.

Uncategorized

Bulion z pieczonego mięsa i warzyw

7 January 2017
 

Bulion jest podstawą mojej diety i nie wyobrażam sobie tygodnia bez ugotowania wielkiego garnka intensywnego bulionu, bądź też rosołu. Właściwie wywar, rosół i bulion to dla mnie to samo, a różnią się jedynie intensywnością. Bulion jest tym najmocniejszym i najbardziej intensywnym wywarem, dlatego do przygotowania go używam różnego rodzaju mięs, warzyw oraz dodatków. Czasami też przed ugotowaniem opiekam wszystkie składniki w piekarniku, żeby wyciągnąć z nich jeszcze więcej smaku.

Ten bulion z pieczonymi warzywami i mięsem jest chyba moim ulubionym. Dzięki opiekaniu, warzywa i mięso oddają swój lekko spalony smak. Porównałabym go chyba do takiej delikatnej wędzonki. Taki bulion jest idealny do picia na co dzień. W czasie Detoksu Cukrowego piję taki bulion prawie codziennie.

SKŁADNIKI

  • 300 g pręgi wołowej
  • 5 skrzydełek drobiowych
  • 1 główka czosnku
  • 3 marchewki
  • 1/2 bulwy kopru włoskiego
  • 3 pietruszki
  • 1 por
  • 1 mały seler
  • 4 łodygi selera naciowego
  • 2 cebule
  • 3 liście laurowe
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • opcjonalnie: 1 papryczka chili
  • 3 grzybki shitake
  • sól

PRZYGOTOWANIE

  1. Mięso i warzywa umyj dokładnie. Jeśli chcesz, możesz je obrać, ja piekę i gotuję ze skórą. Obieram ewentualnie tylko seler.
  2. Wszystkie warzywa poukładaj na blasze. Możesz część z nich przekroić na pół, a jeśli nie mieszczą się w całości, to pokrój je na mniejsze kawałki.
  3. Całość oprósz lekko solą.
  4. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni, do momentu, w którym warzywa i mięso będą już mocno przypieczone.
  5. Po upieczeniu przełóż je do garnka, dodaj grzybki i zalej zimną wodą, tak aby przykryła wszystkie składniki, ale raczej nie więcej, niż 4-5 cm ponad.
  6. Gotuj pod przykryciem na niedużym ogniu przez około 4 godziny.

Jeśli lubicie ramen, to taki bulion będzie dla niego świetną podstawą. 

Lifestyle

Jesteś marudą? Nawet do mnie nie podchodź.

5 January 2017
 

Na nic nie mam tak ogromnego uczulenia, jak na narzekanie. Sfrustrowane i wiecznie niezadowolone osoby wywołują we mnie ogromny stres, a wręcz wściekłość. Sama nienawidzę narzekać i nie cierpię marudzić. I choć też miewam bardzo trudne momenty, smucę się, a nawet narzekam to zawsze staram się wewnętrznie doprowadzić do pionu i po prostu znaleźć rozwiązanie na to co mi przeszkadza. Ale marudzenie jest zaraźliwe. To działa jak wirus i gdy tylko znajduję się w towarzystwie marudzących, to czuję się, jakby coś mnie uwierało w tyłek i jakby ktoś po prostu coś ze mnie wysysał.

Gra w radość

Gdy miałam około 10 lat, dostałam od mojej babci książkę – Pollyanna. Przez wiele lat była to moja ulubiona lektura i zawsze chętnie do niej wracałam, bo była bardzo pozytywna, a podejście głównej bohaterki do życia było takim podejściem, które sama chciałam osiągnąć. Pollyanna była pogodną dziewczynką, która w każdej, najwet najbardziej smutnej sytuacji potrafiła odnaleźć coś pozytywnego. W dzieciństwie jej taka nauczył jej gry w radość. Polegała ona na znajdywaniu dobrej strony złych wydarzeń, a zaczęło się to wtedy, gdy Polly otrzymała w prezencie kule inwalidzkie, a bardzo chciała dostać lalkę. Wtedy tata Polly powiedział jej, że radosną stroną tego wydarzenia jest to, że nie musi z tych kul korzystać. Wiadomo, że na mnie, jako na 10-letnią dziewczynkę ta historia zadziałała inaczej, niż gdybym przeczytała tę książkę teraz, jednak przesłanie szukania pozytywów w trudnych chwilach mimo swojej banalności działa bardzo skutecznie.

A co jeśli powiem Ci, że wszyscy mamy problemy?

I czasami, jak widzę takiego malkontenta, który poświęca 3/4 swojej życiowej energii na marudzenie, to mam ochotę wrzasnąć i zapytać się go: SERIO, TAK CI DOBRZE Z TYM NARZEKANIEM? A może poszukasz w końcu czegoś pozytywnego w swoim życiu i przestaniesz truć?

Zauważyłam też, że wraz z marudzeniem w parze idzie też krytyka innych, wyśmiewanie, obrażanie lub porównywanie siebie do innych, co moim zdaniem jest już równią pochyłą do frustracji i jeszcze większej kuli śniegowej zbudowanej z marudzenia, złych emocji, zazdrości i smutku. Wiecie ile razy zazdrość doprowadzała mnie do skraju nerwów i złości? Ile razy miałam żal do siebie, że ktoś coś zrobił lepiej, że ktoś wpadł na jakiś pomysł lepszy od mojego albo że komuś wiedzie się lepiej? Piszę to szczerze, choć nie jest to łatwe – wiele razy zazdrościłam i byłam zła. Na innych i na siebie. Ale wyleczyłam się z tej złości, po prostu postawiłam sprawę jasno. Nie patrzę na innych, nie patrzę w przeszłość, nie rozpamiętuję tego co było, skupiam się na tym co jest tu i teraz oraz na tym co mogę poprawić w przyszłości.

Drogi Marudo, jeśli wydaje Ci się, że:

-> Tylko ty jeden na świecie masz ciężko, to walnij się w łeb. Myślisz, że twoi przyjaciele, rodzina, sąsiedzi nie mają problemów? A skąd ten wniosek? Bo nie widzisz problemów na ich uśmiechniętych twarzach? Nie wiesz wszystkiego o wszystkich i zapewne nigdy nie będziesz wiedział, ale to że twój sąsiad ma lepszy samochód od Ciebie, nie oznacza, że jego życie jest usłane różami.

-> Mało zarabiasz? To smutne. Ale pomyśl o Panu Zenku, który mieszka bez prądu. Ten to dopiero ma przejebane. Może wyłączysz sobie prąd na tydzień, a potem zastanowisz się czy lepiej mieć jeden zaległy rachunek, prąd i szansę na zapłacenie rachunku, czy nie mieć prądu wcale?

-> Nic ci w życiu nie wychodzi? A pomyślałeś kiedyś, że to ty sam odpowiadasz za siebie i swoje życie, a skoro jesteś już dorosły, masz rozum, mózg, sprawne ciało, to już możesz coś tam zdziałać w swoim życiu? Tak tylko mówię, gdybyś zapomniał, że poza rozważaniem nad swoim nieszczęśliwym losem i torpedowaniem każdego pomysłu są też inne sposoby na życie.

-> Nie musisz nikomu za nic dziękować, bo przecież ogólnie to jesteś fantastyczny i najlepszy, tylko inni dają ciała i to przez nich tobie się nie układa. Ogarnij się, serio. Jeśli nie poczujesz choć odrobiny pokory i wdzięczności wobec kogokolwiek, to nie wiem czy jest dla ciebie jakaś nadzieja. Zawsze warto szukać w swoim życiu rzeczy, za które możesz być wdzięczny.

-> Twoje życie to pasmo nieszczęść i nic już się nigdy nie zmieni, to odpowiem ci najprościej i najbardziej banalnie jak potrafię. Wyobraź sobie najprostsze zjawisko meteorologiczne jakim jest deszcz. Deszcz pada, a potem przestaje padać. Tak to już w życiu jest.

-> Wszyscy powinni słuchać twojego użalania, każdy powinien cię pocieszać, klepać po główce i przytakiwać na twoje smutne rozważania. Otóż powiem Ci, że nie. Nikomu nie chce się słuchać jak jęczysz w kółko o tym samym. Spróbuj lepiej wysilić się na jakiś komplement lub w ogóle coś miłego na jakikolwiek temat. Wiem, że to gorzej, niż miałbyś się przyznać do morderstwa, ale warto próbować.

-> Jesteś jeszcze dzieckiem, które może wszystko i nic nie musi, to muszę cię rozczarować. Czas wreszcie wyskoczyć z tych ogrodniczek z dziurą na kolanie i przestać być rozwydrzonym bachorem. Nikt nie zaspokoi twoich potrzeb, nikt nie przyjdzie i nie pocałuje cię w czółko, bo masz taki kaprys. Dorosłe życie, to nie rurki z kremem, owszem, ale poza piaskownicą też jest fajnie. Możesz zjeść tyle farszu do pierogów ruskich ile chcesz, możesz wracać późno do domu, możesz wychodzić zimną bez rajstop i nikt Ci nic nie zrobi. Jesteś dorosły, ciesz się tym!


Tak, wszyscy narzekamy. Wszyscy boimy się, smucimy, złościmy. Jeśli Ci ciężko, to postaraj się być obiektywny wobec siebie. Szukaj rozwiązań, rozłóż problem na czynniki pierwsze, spójrz na siebie z dystansu, poproś kogoś o pomoc, daj sobie chwilę, odetchnij, powstrzymaj złość, weź kąpiel, policz do dziesięciu. Z każdej sytuacji jest wyjście, a nawet jeśli wydaje się, że nie ma, to jest. Może nie być lekko, łatwo i przyjemnie, ale wszystko zawsze i wszędzie można zmienić. Samo narzekanie nic nie zmieni , ale spokój, dystans i plan może pomóc. I zadaj sobie jedno pytanie:

CO SIĘ STANIE, GDY PRZESTANĘ NARZEKAĆ?

 

Kuchnia, Lifestyle, Zdrowie

Detoks Cukrowy 2017

4 January 2017
 

Przyszedł styczeń, a wraz z nim Noworoczny Detoks Cukrowy organizowany przez Kasię z Cook It Lean. Po ostatniej, zeszłorocznej próbie, którą przeszłam w całości bez większych problemów i z sukcesem, postanowiłam w tym roku również spróbować swoich sił i ograniczyć węgle do końca tego miesiąca, aby jeszcze bardziej poprawić swoje nawyki.

Podsumowanie zeszłorocznego Detoksu możecie znaleźć pod tym wpisem, ale przypomnę jeszcze raz co nie co. Detoks służy po to, aby spróbować odzwyczaić się od słodyczy, dlatego przez ten czas odrzucamy nie tylko cukier, którym słodzimy herbatę, ale również nie zastępujemy go żadnymi innymi słodzikami, ksylitolem, miodem itd. Nie jadamy też zdrowych słodyczy, ani innych nadmiernie węglowodanowych przekąsek po prostu staramy się odciągnąć nasze myśli od słodkiego, a także uczymy się odróżniać prawdziwy głód od zwykłej chęci na zjedzenie czegokolwiek.

Ubiegły detoks bardzo postawił mnie na nogi, bo gdy w grudniu 2015 ważyłam już prawie 110 kg, to stwierdziłam, że to jest jakaś koszmarna farsa. Czułam się opuchnięta, zmęczona, moja skóra była bardzo przesuszona, brzuch ciągle wzdęty, a w dodatku wyglądałam na kilka lat więcej.

Co się zmieniło przez ostatni rok od Detoksu?

1. Kiedyś nie wyobrażałam sobie śniadania bez chleba, teraz praktycznie go nie jem. Są miesiące, gdy nie jem chleba wcale, a gdy już zjadam, to raczej tylko wtedy, gdy są u nas chlebożerni znajomi lub gdy jestem u rodziny. Tylko czasami nachodzi mnie ochota na chleb z pasztetem 😉 Moje śniadania to głównie dużo warzyw i jajka albo mięso i warzywa, czasami jakieś węgle. Najczęściej jem jajecznicę, omlety, jajka z duszonymi warzywami (np. szakszuka). Lubię też śniadania, które nazywam roboczo “japońskimi”, bo jest to zazwyczaj ryż + jajko/łosoś + rzodkiewka/kiełki/awokado/marchewka/szpinak lub inne warzywa. Do tego czarna kawa i przed śniadaniem szklanka wody z sokiem z cytryny. Uwielbiam ten śniadaniowy styl.

2. Nauczyłam się zwracać większą uwagę na składy produktów. Nie jestem w tym idealna i nie robię tego zawsze, ale w większości zastanawiam się nad tym co kupuję i bardzo ograniczyłam zjadanie śmieciowych produktów. Dzięki detoksowi zauważyłam, że nie służy mi gluten i niestety za każdym razem jak sobie poluzuję, to potem cierpi moja skóra. Niestety nie umiem całkowicie z niego zrezygnować, ale staram się go mocno ograniczać. Czasami daję na luz i ze smakiem zjadam pizzę czy kanapkę Drwala z Maka.

3. Pokochałam domowe mleko kokosowe i robię je regularnie, a gdy potrzebuję na “już”, to po prostu podgrzewam wiórki, mielę i od razu odciskam. Nauczyłam się też jadać takie zdrowsze wersje deserów (to już po detoksie). Przez cały ostatni detoks chodziło za mną brownie z batatów z wiśniami. O dziwo, to właśnie na taki zdrowszy wypiek miałam najbardziej ochotę, a nie na sklepowe słodycze, ciastka, czy wafelki.

jestem paleo, elo.

Czy teraz już jestem paleo i jem mięso mamutów? No nie, nie jem paleo w 100%, ale ten styl żywienia jest mi bardzo bliski i jak do tej pory najbardziej podoba mi się ze wszystkich diet, z którymi miałam w życiu styczność. Detoks mnie wiele nauczył, w tym roku jestem już bogatsza o wolnowar, więc mam zamiar trochę poszaleć z mięsiwami i jakimiś fajnymi gulaszami. No i mam nadzieję, że wytrzymam cały ten czas, który sobie założyłam, bo pełną parą zaczęłam już wczoraj, a skończyć chcę ostatniego dnia miesiąca, więc to trochę ponad 3 tygodnie.

Tak jak w zeszłym roku zachęcam was do wzięcia udziału, o ile czujecie, że to coś dla was, bo wiem, że nie każdy jest w stanie zrezygnować ze wszystkich produktów. Ale jeśli tylko dokładnie przeczytacie zasady, zapoznacie się z listą produktów, które można jeść, przejrzycie blogi, poczytacie wpisy, to na serio okaże się, że to nie jest takie straszne i trudne jak się wydaje. Bo tak naprawdę w detoksie chodzi o to, żeby po prostu jeść zdrowo, dobrze i nie zapychać się węglami. Odsyłam was do bloga Cook It Lean – tam znajdziecie wszystkie ważne informacje i odpowiedzi na pytania.

WYDARZENIE NA FB:

 

Kuchnia filmowa

Przepis na katsudon z anime Yuri!!! on Ice

3 January 2017
 

Yuri on ice jest drugim anime, które zaczęłam oglądać (jeśli liczyć Czarodziejkę z księżyca, to już trzecim). Pierwszym było Death Note i oglądałam je, bo czytelniczka Michalina poprosiła mnie o przygotowanie ciasta, które się tam pojawiało. Wciągnęłam się od pierwszego odcinka i obejrzałam całość, ale mimo to nie mogłam się zdecydować co obejrzeć jako kolejne. Chyba to dlatego, że po prostu wybór jest zbyt duży i jak kiedyś poprosiłam Was o polecenie czegoś, to zupełnie nie wiedziałam od czego zacząć.

Tym razem jednak wpadłam na YOI, gdzieś na fejsie mi mignęło, a potem na Insta Stories przypomniała mi o tym Weronika aka Przyczajony Hasacz. Weronika piszę o książkach, ale czasami na jej Instagramie możecie też np. zobaczyć jak kołyszę się w rytm muzyki albo robi pierogi – polecam tę instagramowiczkę!

W każdym razie, przeczytałam, że w Yuri on ice jest pełno jedzenia, a to dlatego, że rodzice tytułowego Yuri’ego prowadzą mały pensjonat w miasteczku o nazwie Hasetsu, a jednym ze słynnych dań, które tam serwują jest katsudon, bardzo popularne japońskie danie.

Katsudon składa się z ryżu i z wieprzowego kotleta w panierce panko, który nazywa się tonkatsu. Gdybym miała wytłumaczyć to prostymi słowami, to powiedziałabym, że jest to po prostu schabowy podany z ryżem, ale o bardzo ciekawym smaku i kompozycji. Przygotowując go, na pewno nie powinniście (możecie, ale jednak nie powinniście) pomijać bulionu Dashi ani panierki panko – zwykły bulion nie będzie miał tego słodkawo rybnego smaku, a bułka tarta nie będzie tak chrupiąca jak panko. Panierkę kupiłam w Piotrze i Pawle, a dashi w sklepie Kuchnie świata.

Yuri on ice serdecznie polecam, chociaż niewiele mogę o nim napisać, bo obejrzałam dopiero trzy odcinki, ale wciągnął mnie i czekam na weekend, aż będę miała więcej wolnego czasu na nadrabianie seriali. A tymczasem przepis. Jest bardzo prosty, nie zniechęcajcie się składnikami, naprawdę nie jest trudno je dostać. Wykonanie jest banalne, a smak rewelacyjny, katsudon robiłam już 3 razy 🙂

SKŁADNIKI

  • 300 g schabu wieprzowego bez kości
  • 3 łyżki mąki
  • 3/4 szklanki Panko
  • 1 szklanka bulionu Dashi (użyłam takiego instant, z proszku. Możecie go zastąpić zwykłym bulionem)
  • 1 duża cebula
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu Mirin
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1/2 pęczka szczypiorku
  • 4 jajka
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia (w takiej ilości, aby można było smażyć kotlety na głębokim tłuszczu)

PRZYGOTOWANIE

  1. Schab podziel na dwa kotlety o grubości około 2 cm, dopraw solą i pieprzem z obu stron.
  2. W 3 miskach umieść kolejno: mąkę, 2 rozbite i wymieszane jajka, oraz panierkę Panko. Obtocz kotlety w mące, jajku, a na końcu w Panko.
  3. Cebulę pokrój w piórka, bulion wylej na patelnię, dodaj sos sojowy, sos Mirin, wrzuć cebulę i posyp cukrem.
  4. Gotuj pod przykryciem, aż cebula zmięknie, a w między czasie w głębokim tłuszczu usmaż kotlety. Pokrój je w paski, a następnie przełóż na patelnie z cebulą i duś pod przykryciem kilka minut.
  5. Pod koniec duszenia, wbij do miseczki dwa jajka, rozmieszaj je, a potem wlej na kotlety na patelni. Przykryj, podsmaż do momentu, w którym jajka będą ścięte.
  6. Nałóż porcję ryżu do miseczki, na to nałóż kotlet oraz resztę zawartości patelni – cebulę i powstały sos.
  7. Wierzch możesz posypać szczypiorkiem lub groszkiem.

Kuchnia

Przepis z serialu: The OA i barszcz ukraiński

19 December 2016
 

Pytanie czy istnieje życie po śmierci zastanawia ludzi od wieków. Dla ludzi wierzących, ta odpowiedź może być prosta – wierzą oni, że w zależności od wyznania gdzieś trafią i żyją z tą pewnością, że po śmierci czeka ich kolejne życie w wybranym miejscu. Jeśli oglądaliście The Vikings, to na pewno wiecie jak często bohaterowie tego serialu mówią o tym, że nie boją się śmierci, bo po niej czeka ich Valhalla, gdzie będą ucztować i walczyć ze wszystkimi swoimi braćmi. Takie przeświadczenie daje chyba odrobinę psychicznego spokoju. Ale co, jeśli jest się tak niepewnym tego co czeka za granicą życia, że ta niepewność wręcz włada naszymi myślami?

The OA, to całkiem nowy serial Netflixa, który swoją premierę miał w poprzedni piątek. Od pierwszego odcinka trochę wodzi nas za nos i w zasadzie daje pole do własnej interpretacji wydarzeń. Główną bohaterką jest Prairie Johnson – dziewczyna, która pojawia się w rodzinnym mieście ponad 7 lat po swoim zaginięciu. Poznajemy ją w dziwnych okolicznościach – pierwsza scena serialu pokazuje jak Prairie skacze z wysokiego mostu wprost do wody. Następnie widzimy ją w szpitalu, a pierwsze pytanie, które pada z ust Prairie tuż po przebudzeniu brzmi: czy umarłam?

Nie umarła, za to dowiadujemy się, że odzyskała wzrok. W dniu swojego zniknięcia była niewidomą dziewczyną. Co jeszcze się zmieniło? Prairie nie chce z nikim rozmawiać, ani nikomu się tłumaczyć. Nie zdradza co działo się z nią przez te 7 lat, a w dodatku każe nazywać się “OA”. Moja pierwsza myśl – na bank była w jakiejś sekcie albo zaraz dowiemy się, że porwało ją UFO. Z tego co widać w pierwszych minutach serialu można wyciągnąć chyba tylko taki wniosek. Jednak jak już pisałam, ten serial nie jest taki oczywisty jak się wydaje i z odcinka na odcinek wyjaśnienie tej sytuacji zaskakuje coraz bardziej.

Jak dla mnie serial jest świetny. Totalnie mój klimat, bo lubię sci-fi, a The OA jest dość tajemnicze, a nawet w pewien sposób mistyczne co jeszcze dodaje mu uroku. Choć na początku myślałam, że jest odrobinę bez sensu, to jednak z każdym odcinkiem ten sens się ujawniał. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon.

Przeanalizowałam również kulinarne wątki w serialu i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to: kanapki i rosyjski barszcz, znany też jako barszcz ukraiński. Pierwsze, to kanapka z białym chlebem, pieczonym kurczakiem, musztardą, sałatą i czerwoną kapustą. Do tej kanapki wrócę przy innym wpisie, bo jeśli jeszcze nie wiecie – kanapka to chyba mój ulubiony rodzaj jedzenia, a tych filmowych uzbierało mi się już całkiem sporo, także chyba zrobię z tego jakieś zestawienie. A teraz, przed świętami najbardziej pasował mi temat barszczu.

Pojawia się on w trzecim odcinku serialu. Prairie wyjaśnia, że jest to potrawa z jej dzieciństwa, którą zawsze gotował jej tata. Nazywa ją “beet stew” i w jednej ze scen wymienia prawie wszystkie składniki, więc można się domyślić, że jest to dokładnie barszcz nazywany przez nas ukraińskim, tylko w wersji bez fasoli – nie widać jej w żadnej ze scen, ani nie jest wymieniana. Ta wersja z fasolą jest chyba najbardziej popularna w Polsce, ale nie jest ona warunkiem powstania barszczu, a nawet w pierwotnej, wschodniej wersji fasola w ogóle nie występuje.  W moim domu rodzinnym barszcz pojawiał się dość często i jako dziecko bardzo go lubiłam. Zresztą, moja sympatia do zup pozostała do teraz, a buraki bardzo lubię za ich smak, kolor i elastyczność.

Składniki na bulion:

(jeśli masz gotowy bulion/wywar, to możesz pominąć)

  • 2 marchewki
  • 1 por
  • kawałek selera
  • 1 pietruszka
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka ziaren czarnego pieprzu
  • 1 łyżka soli
  • 300 g kości wołowych
  • kawałek mięsa wołowego – jeśli wolisz lżejszy bulion, to możesz zrobić wywar drobiowy

Przygotowanie:

  1. Wszystkie warzywa umyj dokładnie, obierz i pokrój na większe kawałki. Następnie umieść w garnku razem z mięsem i przyprawami.
  2. Zalej zimną wodą, 2 litry powinny wystarczyć. Przykryj garnek przykrywką i gotuj bulion, aż nabierze smaku, a mięso i warzywa będą miękkie.
  3. Ja gotowałam swój “na szybko”, na większym ogniu. Zajęło mi to około 1,5 godziny.
  4. Gotowy wywar odcedź. Na takim bulionie możesz ugotować barszcz.

Składniki na barszcz:

  • 500 g buraków
  • 200 g marchewki
  • 500 g ziemniaków
  • nieduży kawałek białej kapusty
  • 1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • pęczek natki pietruszki
  • 1 łyżeczka soli
  • czarny mielony pieprz
  • 1 łyżeczka suszonego majeranku
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • kwaśna śmietana 18%
  • opcjonalnie: 500 ml zakwasu buraczanego – możesz zrobić własny

Przygotowanie:

  1. Buraki i marchew zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Ziemniaki pokrój w niedużą kostkę, cebulę i czosnek posiekaj drobno, a kapustę poszatkuj.
  2. Do wywaru dodaj najpierw buraki, marchewkę oraz kapustę. Gotuj je około 15 minut, następnie dodaj cebulę, czosnek oraz ziemniaki. Gotuj kolejne 15 minut.
  3. Po tym czasie dodaj sól, sok z cytryny i opcjonalnie zakwas buraczany. Jeśli nie dodajesz zakwasu, to dolej zamiast niego trochę wody.
  4. Dopraw barszcz pieprzem mielonym (ja daję go sporo) i majerankiem i gotuj jeszcze około 20 minut.
  5. Gotową zupę podawaj z kwaśną śmietaną i natką pietruszki.


Sprawdź też inne przepisy z seriali dostępnych na Netflixie:

Kuchnia

Przepis na domowy zakwas z buraków

18 December 2016
 

Mój pierwszy zakwas buraczany zrobiłam dwa lata temu będąc na poście dr. Dąbrowskiej. Wtedy byłam do niego średnio przekonana i nawet nie zrobiłam z niego barszczu. W tym roku ponieważ naczytałam się o prozdrowotnych właściwościach picia zakwasu z buraków, to postanowiłam zrobić go ponownie, wykorzystać na barszcz oraz zostawić trochę do picia.

 

Buraki kisiłam przez 7 dni i choć można krócej (wystarczą 4 dni), to jeśli lubicie mocno kwaśny smak, to polecam potrzymać buraki trochę dłużej. Zakwas wyszedł pyszny, intensywny w smaku, kwaśny i klarowny. Pół litra od razu wykorzystałam na barszcz ukraiński, resztę przelałam i trzymam w lodówce, żeby pić sobie codziennie szklankę takiego zakwasu.

Buraki, oprócz tego że są warzywem bardzo wytrwałym, odpornym na mróz, to wydają mi się właśnie takim źródłem mocy. Pamiętam, że zaraz po urodzeniu Tymka miałam anemię i lekarze wtedy bardzo polecali mi picie soku z buraków i samo jedzenie ich, dlatego że buraki są ogromnym źródłem kwasu foliowego i żelaza. Buraki dobrze działają również na nadciśnienie, wątrobę, a także kaca. Poza tym są bardzo smaczne i po prostu piękne, przede wszystkim przez intensywnie różowy kolor.

Składniki:

  • 7 średniej wielości buraków
  • 5 ząbków czosnku
  • 1 łyżka majeranku (można pominąć)
  • 1 łyżka soli
  • ok. 10 ziaren ziela angielskiego
  • 4 liście laurowe

Przygotowanie:

  1. Buraki umyj, obierz i pokrój na cienkie plasterki. Ja to zrobiłam na tarce (mandolinie). To samo zrób z ząbkami czosnku – obierz je i pokrój.
  2. Ułóż je w czystym (umytym i osuszonym) naczyniu glinianym lub szklanym. Ja robiłam zakwas w glinianym naczyniu do kiszenia ogórków.
  3. Dodaj majeranek, sól, ziele angielskie, liście laurowe oraz czosnek.
  4. Wszystko zalej zagotowaną wcześniej i ostudzoną wodą (około 2 litry). Woda musi dobrze przykrywać buraki.
  5. Przykryj słój lub gliniane naczynie talerzem lub czystą bawełnianą ściereczką. Przez kolejne dni, w zależności od tego ile będziesz kisić buraki, przemieszaj je w słoiki raz dziennie. Trzymaj go w kuchni, w temperaturze pokojowej. Mój zakwas stał koło kuchenki w kuchni. Po około 4 dniach zakwas jest już gotowy. Wtedy możesz go odcedzić, przelać do butelki i trzymać w lodówce.

 

Kuchnia

Zupa krem z resztek z sokowirówki

13 December 2016
 

Lubię ciekawe i sprawdzone patenty na niemarnowane jedzenia, zwłaszcza że samej zdarza mi się kupować za dużo i czasami wyrzucać. Od jakiegoś czasu staram się to mocno ograniczać na kilka sposobów – planując menu na cały tydzień, robiąc zakupy z dokładną listą i wykorzystując produkty, które zalegają w szafkach czy w zamrażalniku. Od kilku dni codziennie rano wypijam sok warzywny, który robię sobie w sokowirówce i stwierdziłam, że przecież te wiórki, które zostają mogę jeszcze jakoś przerobić.

Na pierwszy rzut poszła zupa. Taki zwykły, prosty krem z warzyw, nic wielkiego. Do wiórków, które mi zostały z robienia soku dodałam przypraw, wody, kalafiora i kilka koktajlowych pomidorów.

Taka zupa to również dobry pomysł dla osób na diecie warzywno-owocowej czyli inaczej poście dr. Dąbrowskiej. Na tej “diecie” jada się jedynie warzywa i owoce z listy dozwolonych, często w postaci soków, więc żeby nie tracić tych resztek warzyw, to można zrobić sobie właśnie taką zupę

Składniki:

  • 1-2 szklanki wiórków po soku z sokowirówki (marchew, pietruszka, szpinak, seler naciowy)
  • 2-3 szklanki wody
  • 300-400 g kalafiora (zamiast kalafiora możesz dodać cukinię lub brokuł)
  • garść pomidorów koktajlowych lub 1 zwykły pomidor
  • przyprawy wedle uznania (ja dodałam czosnek, pieprz, bazylię, tymianek, oregano, chili)

Przygotowanie:

  1. Wiórki wrzuć do garnka, dodaj kalafior oraz pomidory, zalej wodą.
  2. Gdy woda w garnku zacznie się gotować dopraw wybranymi przyprawami i gotuj dalej, aż do momentu w którym warzywa będą miękkie.
  3. Po ugotowaniu zmiksuj zupę na gładki krem.
  4. Możesz podać ją z makaronem, grzankami, groszkiem ptysiowym. Ja podałam z pokrojonym ogórkiem kiszonym.

Inspiracje

Prezentownik w stylu Gilmore Girls

25 November 2016
 

Koniec listopada, to prawie ostatni gwizdek, żeby zacząć planować zakup świątecznych prezentów. Przed nami Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia, a dziś jest wyjątkowa okazja do kupienia fantastycznych prezentów w bardzo atrakcyjnych cenach. BLACK FRIDAY, to zakupowe święto na całym świecie. Wyprzedaże, przeceny i promocje – wszystko co tylko możemy sobie wymarzyć. Ja już od kilku dni przeglądam sklepy i kluby zakupowe, żeby  upolować najlepsze kąski. A dziś razem z Limango, czyli jednym z moich ulubionych klubów zakupowych, przygotowałam dla Was wpis z prezentownikiem. Nie byle jakim, bo dzis przecież oprócz tego, że jest zakupowe święto, to mamy też drugą wielką okazję – premierę nowego sezonu Gilmore Girls. Jako, że jestem fanką Rory i Lorelai, to przygotowałam specjalny prezentownik poświęcony właśnie nim. Znajdziecie tu ubrania, obuwie, kosmetyki, dodatki wystroju wnętrz, a także naczynia inspirowane “gilmorkami”. Mam nadzieję, że prezentownik przypadnie Wam do gustu! Gorąco polecam też samemu poszperać na Limango, bo perełek tam jest co nie miara. Ach, i koniecznie obejrzyjcie wpis do końca, bo tam czeka dla Was niespodzianka! 🙂


Rory Gilmore

Styl Rory ewoluował z wiekiem, ale to raczej nic dziwnego, w pierwszym sezonie ma tylko 16 lat, a w tym wieku to wiadomo – ze stylem bywa różnie 😉 W pierwszych sezonach, strój w którym najczęściej widujemy Rory, to taki szkolny mundurek – biała koszula, spódniczka w kratę, sweter. Po szkole ubiera się raczej klasycznie, tak jak mama – jeansy, ładne koszule, swetry. Nie nosi mocnego makijażu i ogólnie jest raczej taka bardzo naturalna. Zawsze z nosem w książce.

untitled-design-85

  1. Bluzka Vero Moda
  2. Szal Hasgold
  3. Granatowe spodnie DreiMaster
  4. Trampki Converse
  5. Lakiery brokatowe Collistar | różowy | zielony | złoty
  6. Krem do rąk Dessandro
  7. Hugo Boss Femme 30 ml

Kuchnia Rory i Lorelai

Kuchnia ‘gilmorek’ przypomina mi trochę moją wymarzoną kuchnię, czyli taką w artystycznym nieładzie, ze wszystkim i z niczym 😉 Jako, że kulinarnie dzieje się w serialu wiele, to też widać, że kuchnia jest po prostu używana. Stoją w niej różne naczynia, pojemniki, puszki i inne bibeloty.

untitled-design-83

  1. Miska beżowa
  2. Kubki słoiki “Energy in a Jar” 6 szt
  3. Kamień do pieczenia pizzy
  4. Kubek 10 cm
  5. Stojak na książkę kucharską
  6. Patera
  7. Puszka na ciastka OSTATNIE SZTUKI i świetna cena
  8. Trzypoziomowa patera na muffiny

 

Lorelai Gilmore

Lorelai kojarzy mi się z takim bardzo prostym i klasycznym stylem. Zazwyczaj nie jest bardzo wystrojona, a najczęsciej można ją zobaczyć w jakimś swetrze czy żakiecie i po prostu w jeansach. Obowiązkowo z kubkiem kawy w dłoni.

untitled-design-82

  1. Koszula w kratę
  2. Modelujące dżinsy w kolorze niebieskim
  3. Botki w kolorze brązowym
  4. Skórzana torebka w kolorze koniaku
  5. Cinema Yves Saint Laurent
  6. Krem na dzień “Lift me” – 50 ml
  7. Kubek termiczny Luke’s (do kupienia na Amazonie)
  8. Szarobrązowy kardigan

Salon Rory i Lorelai

Tak jak kuchnia, salon i reszta domu są bardzo przytulne, ciepłe i… pełne różnych przedmiotów 😉 Kluczowym miejscem jest kanapa, na której Rory i Lorelai zajadają się pizzą, plotkują czy malują sobie paznokcie. Salon w tylu Gilmore Girls – narzuty, koce, podszki, ramki, obrazy i wiele innych ozdób, niekoniecznie skromnych.

untitled-design-84

  1. Koc
  2. Wazon oliwkowy
  3. Poszewka na poduszkę
  4. Złota półka ścienna – mój hit z tego zestawu!
  5. Świeca w ceramicznym opakowaniu 
  6. Poszewka kremowa
  7. Dekoracyjna butelka
  8. Ramka na zdjęcie

Tak jak obiecałam – mam coś dla Was! A dokładnie są to dwa bony o wartości 150 zł, do zrealizowania na Limango. Jeśli macie ochotę otrzymać taki bon, to przygotujcie proszę podobny kolaż inspirowany Waszym ulubionym filmem/serialem lub konkretną postacią. Mogą to być zgłoszenia w formie graficznej lub po prostu lista z linkami z uzasadnieniem. Odpowiedzi wklejajcie w komentarzu pod tym postem, a czekam na nie do końca poniedziałku 28.11.2016. Wybiorę dwie najciekawsze kombinacje, a zwycięzców podam w środę do południa.

Życzę udanych łowów zakupowych z okazji Black Friday! 🙂


WYNIKI KONKURSU

Dziękuję za wszystkie zgłoszenia i fantastyczne kolaże, najchętniej nagrodziłabym wszystkie, ale mogłam wyróżnić tylko dwa i wybrałam – Martę Sygulską oraz Karolina Głogowska. Dziewczyny, gratuluję i proszę o kontakt mailowy 🙂

Kuchnia filmowa

Przepisy z Gilmore Girls

24 November 2016
 

Tylko jeden dzień, a właściwie kilkanaście godzin dzieli nad od premiery nowego sezonu Gilmore Girls. Po tylu latach oczekiwań poznamy losy Rory, Lorelai i innych mieszkańców Stars Hollow. Specjalnie na tę okazję przygotowałam dla Was cztery przepisy na potrawy, które zapewne bardzo dobrze znacie z odcinków GG – mac and cheese, pop tart’s, deserowe sushi oraz kurczak po chińsku.

Jedzenie jest ważną częścią życia Rory i Lorelai, obie pokazują, że można w kółko jeść słodycze i fast-foody, być szczęśliwym i szczupłym. Ale to właśnie przez te wszystkie kulinarne momenty jestem zdania, że ten serial wpasowuje się również w kategorię fantastyki. Dajmy na to, że gdybym ja chciała sobie tak żyć i ochoczo wcinać pizzę posmarowaną nutellą i zagryzać ją ciastkami, to z pewnością dziś nie byłabym już w stanie przecisnąć się przez drzwi.

No ale jak to mówią – raz to nie cały czas! Zatem na ten wieczór można sobie dać luz od diety, zamówić pizzę i wraz z nią wciągnąć kilka odcinków nowych Gilmorek 🙂


KURCZAK PO CHIŃSKU

tumblrnbtp34928j1qcmptjo1500

img_9484

Składniki:

  • 2 piersi z kurczaka
  • 1 duża pomarańcza
  • 5 łyżek sosu sojowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczka imbiru
  • 1/3 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
  • 1/3 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego
  • skórka starta z pomarańczy
  • ugotowany ryż

Przygotowanie:

  1. Kurczaka pokrój w kostkę i włóż do miski. Dodaj imbir, paprykę, pieprz, sok wyciśnięty z pomarańczy, cukier oraz sos sojowy. Skórkę z pomarańczy zetrzyj i dodaj ją później do ugotowanego ryżu.
  2. Na patelni rozgrzej olej kokosowy, a gdy będzie już dobrze nagrzany to wrzuć kurczaka razem z marynatą. Smaż na dużym ogniu, żeby szybko się podsmażył, a sos zredukował. W połowie smażenia dodaj łyżeczkę cukru.
  3. Gdy sos zgęstnieje, a kurczak będzie podsmażony, zdejmij go z patelni  dodaj do ryżu wymieszanego ze skórką pomarańczową.
  4. Wierzch posyp szczypiorkiem i ziarnami sezamu.

 POP TART’S

Nigdy jakoś zbytnio nie zwróciłam uwagi na pop tartsy w GG, ale ostatnio przypomniał mi o Tymek, gdy po obejrzeniu filmu jakiegoś amerykańskiego Youtubera, powiedział że chciałby zjeść pop-tarty. No i któregoś dnia odwiedzając sklep “Kuchnie świata” dojrzałam te charakterystyczne niebieskie pudełko i pop tart’s o smaku truskawkowym. Muszę dodać, że takie pudełko u nas w Polsce kosztowało kilkanaście złotych (prawie 20) i za nic w świecie nie kupiłabym ich ponownie, bo po spróbowaniu okazało się, że są to zwykłe kruche ciastka z owocowym wypełnieniem. Domowe, choć nie wyszły mi tak uroczo jak gotowce, to smakują naprawdę wybornie, a ich przygotowanie to bułka z masłem.

poptart-gif-1470255667

img_9488

Składniki:

  • Kruche ciasto z tego przepisu
  • 1/2 słoika ulubionego dżemu (ja użyłam truskawkowego)
  • jakaś posypka
  • trochę lukru (cukier puder + woda)

Przygotowanie:

  1. Ciasto rozwałkuj cienko i pokrój na prostokąty. Na połowie z nich rozłóż po łyżeczce dżemu, a resztą przykryj wierzch ciastek.
  2. Brzegi przyciśnij widelcem, ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 20 minut.
  3. Po wystygnięciu polukruj i posyp posypką.

 MAC AND CHEESE

To jest taki amerykański klasyk, którego chyba nie muszę zbytnio opisywać – makaron z serem, czyli zaraz po hamburgerach najbardziej znane danie z zachodu 😉

happy_birthday_baby

tumblr_o0m41te48a1qj9z8jo3_500

img_9455

Składniki:

  • około 150 g suchego makaronu typu rurki
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 100 g sera żółtego
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka mąki
  • 3 łyżeczki masła
  • 4 łyżki bułki tartej

Przygotowanie:

  1. Makaron ugotuj al dente w osolonej wodzie, według instrukcji na opakowaniu.
  2. Ser zetrzyj na tarce, dodaj do niego śmietankę, gałkę muszkatołową, sól, pieprz oraz mąkę.
  3. W garnuszku rozpuść łyżeczkę masła, dodaj makaron i zalej go śmietaną z serem. Gotuj na niedużym ogniu mieszając co jakiś czas, aż masa zgęstnieje.
  4. W miseczce zmieszaj masło z bułką tartą, aż powstanie coś w rodzaju kruszonki.
  5. Makaron wyłóż do naczynia żaroodpornego wysmarowanego masłem, wierzch posyp kruszonką z bułki tartej.
  6. Zapiekaj przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

 SŁODKIE SUSHI

Moja próba zrobienia słodkiego sushi była wielkim niewypałem. Wymyśliłam sobie, że zamiast nori zrobię czekoladowe naleśniki, dodam serek śmietankowy, żelki i będzie super – NOPE. Lepiej zrobić po prostu zwykłe naleśniki, dodać serek i jakieś owoce. Nigdy więcej naleśników z żelkami 😀

dessertsushi

tumblr_of5xtrosza1u2vffeo1_1280

img_9485

Składniki na naleśniki:

  • 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 3 szklanki mleka (lub pół na pół z wodą)
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • łyżeczka cukru
  • 4 łyżki oleju
  • 3 łyżki kakao

Przygotowanie:

  1. Wszystkie składniki zmiksuj na gładką masę. I odstaw ją na około 20 minut, żeby “odpoczęła”
  2. Na patelni rozgrzej odrobinę tłuszczu (np. kawałek masła albo łyżeczkę oleju). Usmaż na tym tłuszczu pierwszego naleśnika (może się nie udać zgodnie z zasadą pierwszego naleśnika)/
  3. Kolejne naleśniki smaż bez wylewania dodatkowego tłuszczu na patelnie.
  4. Gotowe naleśniki zjedz jak lubisz – z serkiem, dżemem, owocami, nutellą, byle nie z żelkami 😉

Miłego oglądania i jedzenia!

Osobliwości

Czy Gilmore Girls to serial dla Ciebie?

21 November 2016
 

Premiera nowego sezonu Gilmore Girls tuż, tuż. Każda prawdziwa fanka, na pewno już teraz siedzi na Netflixie i co minutę wciska F5 w nadziei, że piątek pojawi się już za chwilę… Ale niestety, to dopiero poniedziałek, a przed nami jeszcze całe 4 dni, zanim ponownie ujrzymy Rory, Lorelai i Luke’a.

A jeśli nie znasz Gilmore Girls, to sprawdź czy ten serial jest dla Ciebie!


Czarny humor, to Twój ulubiony rodzaj humoru.

your-third-consecutive-saturday-night-home


Czytanie to całe Twoje życie. Listę książek, które pojawiły się w Gilmore Girls znasz na pamięć. Serio, jest taka lista, o TU.

tumblr_nbhpiisskj1tx9zcao1_500


Wymagasz od życia naprawdę niewiele.

gilmoregirlsgif


Masz priorytety.

1453868150-advice-bed-depression-gilmore-girls-favimcom-2434673


 Nie potrzebujesz szampana, żeby wznieść toast.

giphy


 Nie lubisz poniedziałków…

literally-every-sunday-night


 …i niewiele cieszy Cię przed południem.

when-your-boss-schedules-morning-meeting


 Chyba, że jest to piąta z kolei kawa. Uwielbiasz kawę. Właściwie to nie – ty ją kochasz!

tumblr_nep54utxlm1qijsm8o1_500


 A co najważniejsze – Twój ulubiony serial, to nie tylko serial – to styl życia!

tumblr_mr5y5xmuhk1r5jojqo1_500

 

Kuchnia filmowa, Uncategorized

Cinnamon rolls z serialu Better Call Saul

20 November 2016
 

Jeśli oglądaliście Breaking Bad, a Better Call Saul jest jeszcze przed Wami, to koniecznie po przeczytaniu tego wpisu włączcie Netflixa i nadrabiajcie, bo BCS to serial równie genialny co BB. A jeśli nie oglądaliście ani jednego ani drugiego, to możecie zacząć od, któregoś z nich – ja przed obejrzeniem BB obejrzałam BCS, bo po prostu nie wiedziałam, że ten drugi jest spin-offem BB.

51krolmhmml

Better Call Saul osadzone jest w tym samym miejscu co Breaking Bad, ale siedem lat przed tymi wydarzeniami. Saul Goodman, którego znamy z BB, w tym serialu nazywa się Jimmy McGill i można zauważyć, że jego prawnicza kariera dopiero nabiera tempa. Poznajemy tutaj Saula z jego wesołej strony, ale przede wszystkim z tej, która powoli schodzi na kryminalną ścieżkę. BCS wydaje mi się mniej dramatyczny, niż BB, ale klimat obu seriali jest zdecydowanie bardzo podobny. Breaking Bad, o którym też niedługo napiszę na blogu, na samym początku wydawał się być bardzo komediowy, jednak w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej dramatyczny, a ostatni sezon to już zdecydowanie do zabawnych nie należał.

kadr z serialu "Better Call Saul"

kadr z serialu “Better Call Saul”

W scenie otwierającej pierwszy sezon Better Call Saul, widzimy mężczyznę z plakietką informującą, że ma on na imię Gene i jest managerem piekarni Cinnabon specjalizującej się w pieczeniu cynamonowych bułeczek. Gene, to kolejna tożsamość Saula. Dzięki zabawnemu easter eggowi, już oglądając Breaking Bad (S05E15) można się było domyślić, że być może zobaczymy Saula w takiej roli, zwłaszcza że twórcy serialu już od dawna zapowiadali powstanie tego spin-offu o samej postaci Saula.

kadr z serialu "Better Call Saul"

kadr z serialu “Better Call Saul”

Sieć piekarni Cinnabon nawet odpowiedziało na tę scenę tweetując odpowiednią ripostę z linkiem do strony rekrutacyjnej. Podobnych easter eggów łączących Better Call Saul z Breaking Bad jest mnóstwo, zachęcam do poszperania w necie, znajdziecie wiele takich ciekawostek.

screen-shot-2013-10-01-at-3-04-27-am

Tymczasem mam dla Was przepis na klasyczne cynamonowe bułki. Niestety nie miałam okazji próbować tych z Cinnabon, ale sądzę, że nie różnią się wiele od tych, które można kupić w IKEA 🙂

g

kadr z serialu “Better Call Saul”

h

kadr z serialu “Better Call Saul”

SKŁADNIKI

Na ciasto:

  • 300-400 g mąki pszennej
  • 10 g świeżych drożdży
  • 100 ml ciepłego mleka
  • 1/3 kostki masła
  • szczypta soli
  • 1/2 szklanki cukru
  • + jedno jajko do wysmarowania

Do wypełnienia:

  • 1 opakowanie mielonego cynamonu
  • 1/3 kostki miękkiego masła
  • 1/2 szklanki cukru

Na polewę:

  • 3-4 łyżki cukru pudru
  • gęsta śmietana lub serek śmietankowy (około 100 g)

sss

PRZYGOTOWANIE

Ciasto:

  1. Do ciepłego mleka dodaj drożdże oraz łyżeczkę cukru, wymieszaj i odstaw na 15 minut, żeby drożdże zaczęły pracować. Masło rozpuść w garnuszku, przed dodaniem do reszty składników ostudź je przez moment. Gdy drożdże będą już gotowe, dodaj do nich mąkę, resztę cukru, sól oraz roztopione masło.
  2. Wszystkie te składniki wyrób na gładkie ciasto. Możesz to zrobić robotem kuchennym. Gotowe ciasto włóż do miski, przykryj ściereczką i odstaw na 40 minut, do godziny, aż podwoi swoją objętość.
  3. Gdy ciasto urośnie, to rozwałkuj je na duży prostokąt. Masło do wypełnienia bułek ponownie rozpuść, a następnie posmaruj nim rozwałkowane ciasto. W miseczce wymieszaj cukier i cynamon. Rozsyp go na całym cieście, a następnie zwiń ciasto w rulon. Potnij rulon w poprzek na 8-10 kawałków, potem ułóż je na blaszce i posmaruj z wierzchu roztrzepanym jajkiem.
  4. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20 minut. Lepiej nie przeciągać pieczenia, bo bułki moją wyjść za suche.
  5. Wierzch bułek posmaruj cukrem pudrem wymieszanym ze śmietaną lub serkiem.

img_9310

Kuchnia, Kulinaria, Zdrowie

Jak skomponować zdrowy obiad?

30 October 2016
 

Częstym problemem i pytaniem, które pojawia się w głowach gotujących osób jest – co zrobić na obiad? Szczególnie na diecie, która zazwyczaj kojarzy się tylko z jednym daniem – piersią z kurczaka z ryżem. Oczywiście rzeczywistość jest nieco inna, nie samym kurczakiem na diecie się żyje. Tak samo jak ryż, to nie jedyne węglowodany, które można jeść. Nie wspominając już o warzywnych dodatkach.

Aby ułatwić sobie wymyślanie codziennych obiadów z produktów, które jadam na co dzień (a przypominam tylko, że jestem na redukcji) postanowiłam zrobić coś w rodzaju prostego kompozytora posiłków. Często nie wiemy co zrobić na obiad, bo:

A) nie wiemy jakie produkty połączyć ze sobą

B) nie planujemy posiłków wcześniej

C) a w związku z punktem B – nie robimy przemyślanych zakupów

Gdy nie planowałam posiłków, to robiąc zakupy w sklepie myślałam na bieżąco co mogłabym ugotować i według tego co akurat wpadło mi do głowy pakowałam produkty do wózka. Ten sposób generował nie tylko większy koszt zakupów, gdyż często brałam produkty, które nie były mi potrzebne, ale również większe marnowanie jedzenia, bo kupowałam rzeczy, których nie zdążyłam ugotować – np. mięso traciło termin ważności, warzywa gniły itd.

Odkąd jestem na diecie, wiem z wyprzedzeniem co będę jadła jutro, pojutrze, za 3 dni, a nawet za tydzień. Od Przemka, mojego trenera dostałam tylko jeden tygodniowy jadłospis, który stosuję już prawie 7 tygodni. Mimo tego, moje obiady prawie zawsze wyglądają inaczej (poza tymi, które z wygody robię na większą ilość dni). Bo tak naprawdę na diecie nie potrzeba konkretnych przepisów na skomplikowane dania, wystarczą komponenty, które można wymieniać i dowolnie dobierać między sobą.  Te 7 tygodni, to jest mój dietetyczy rekord – jeszcze tak długo na diecie nie byłam nigdy. Nigdy też nie czułam się tak świetnie jak teraz, w stosunku do mojego jadłospisu, który jest prosty i rozsądny zarazem, a do tego budzący we mnie kreatywność.

The most successful diet plan is the one you’ll actually follow.

To jedno powyższe zdanie doskonale opisuje mój obecny sposób odżywiania. Sukces odchudzania, to nie tylko chęci i motywacja, ale także podejście, wiedza i doświadczenie dietetyka, do którego trafiacie. A zatem chciałabym się z Wami podzielić uniwersalnym sposobem na tworzenie obiadów. Dzięki niemu możecie sami stworzyć sobie idealny dla siebie plan na cały tydzień – sprawdzi się on nie tylko na diecie, ale także dla każdego, komu brakuje pomysłów na posiłki, a także regularności i planowania jadłospisu.

Po pierwsze: wybierz mięso i metodę przygotowania go.

meat

Mięso dzielimy na 3 kategorie: chude, średnio tłuste i tłuste. W zależności od tego, czego potrzebujecie czy na co macie akurat ochotę. W niektórych rodzajach mięsa, ilość tłuszczu można ocenić od razu przy zakupie – widać, czy szynka jest bardzo obrośnięta w tłuszcz czy nie. Przed przygotowaniem go, można również niektóre tłuste kawałki po prostu wyciąć, ale to już zależy od potrzeb i preferencji.

Pierwszy krok przy przygotowywaniu obiadu, to wybór mięsa, a do wyboru mamy m.in:

  1. Mięsa chude: pierś z kurczaka, pierś z indyka, polędwica wieprzowa, polędwica wołowa, szynka wieprzowa (jeśli nie ma dużo tłuszczu), ale także ryby takie jak pstrąg, dorsz, morszczuk, sandacz. Odnośnie ryb polecam przeczytać poradnik, które ryby i w jakim okresie powinno się kupować.
  2. Mięsa średnio tłuste: udka i nóżki z kurczaka, mniej tłusta wieprzowina: np. schab
  3. Mięsa tłuste: boczek, karkówka wieprzowa, łopatka wieprzowa, antrykot wołowy, a także mięso kaczki i gęsi. Z ryb tłusty będzie łosoś, makrela, halibut, karp.

Gdy już wybierzesz mięso, to dopasuj do niego metodę przygotowania. Praktycznie każdy rodzaj mięsa można przygotować na wiele różnych sposobów. Najzdrowsze metody to pieczenie, gotowanie zwykłe oraz na parze. Smażenie również będzie dobrym wyborem, o ile ograniczymy panierki i nie będziemy smażyć na ogromnej ilości tłuszczu. Ja zazwyczaj gotuję w garnku albo w wolnowarze, piekę lub smażę na suchej patelni.

Po drugie: dobierz warzywa

vegetables

Po wybraniu mięsa na obiad, czas na dobranie warzyw, bo wiadomo, że rozsądnie skomponowany obiad, to ten, w którym znajdują się wszystkie potrzebne nam składniki odżywcze, a warzywa mają ich dość sporo. Dobierając warzywa warto pamiętać o sezonowości, czyli o tych warzywach, które pojawiają się w konkretnych porach roku. Jesienią najsmaczniejsze będą warzywa kapustne i korzeniowe, zimą kiszonki, latem będą to np. pomidory i świeże ogórki, a późną wiosną nowalijki. Znam takich, co w ogóle nie chcą jeść warzyw, dlatego też najlepiej jeść po prostu te, które się lubi, choćby był z mrożonki – ale jeśli już mrożone, to niech to będzie jakaś dobra firma, albo warzywa, które sami zamroziliśmy.

Gdy przygotowuję obiad, to staram się dobierać nie więcej jak 2-3 rodzaje warzyw. Najwięcej w moich obiadach jest warzyw surowych i kiszonych, a później pojawiają się warzywa gotowane, duszone oraz pieczone. Prawie każde warzywo można zamienić w surówkę lub ugotować. Niektóre warzywa świetnie sprawdzą się w potrawach jednogarnkowych np. gulaszach, tak samo mięsa pieczone na jednej blaszce razem z warzywami. A jeśli wolisz warzywa surowe, to zrób surówkę lub sałatkę, albo podaj warzywa kiszone w całości np. ogórki.

Po trzecie: dodatki do warzyw

sos

Każdej surówce, surowym warzywom, czy gotowanym możemy dodać smaku poprzez dodanie jakiegoś sosu albo dressingu. Jeśli nie chcemy dodawać do dania zbędnych kalorii, to proponuję omijać tłuste majonezy czy mączne zagęszczacze. Do surówek polecam dressing musztardowo-cytrynowy, do sałatek sos na bazie jogurtu, a aby zagęścić gulasz wystarczy dodać trochę zmiksowanych ugotowanych lub upieczonych warzyw i trochę przecieru pomidorowego. Jeśli chodzi o jogurty, to nigdy nie wybieram tych “fit”, każdy odtłuszczony produkt będzie zawsze bardziej przetworzony, niż pełnotłusty.

Moje ulubione sosy:

  • do surówek: musztarda + sok z cytryny+ oliwa lub woda + świeży czosnek, sól i pieprz
  • do sałatek: jogurt naturalny + świeży koperek + sól i pieprz
  • do gulaszów: pomidor, papryka, cebula, czosnek + zioła i przyprawy – upieczone i zmiksowane

Po czwarte: “zjedz chociaż mięsko, ziemniaczki zostaw”, czyli węglowodany

carbs

Na koniec procedury obiadowej dobieramy węglowodany. Ja zazwyczaj jem ziemniaki (zwykłe lub słodkie), ryż lub makaron ryżowy. Ostatnio rzadziej jem kaszę, a z pszenicy zrezygnowałam w ogóle. Dobrze jest pamiętać o tym, że np. ziemniaki lub makaron im bardziej są rozgotowane, tym większy mają indeks glikemiczny, a wysoki IG wiąże się z gwałtownym skokiem glikemii (poziomu cukru) oraz dużym wyrzutem insuliny. To powoduje, że cukier obniża się równie gwałtownie, a my znowu stajemy się głodni – to jest często powodem podjadania między posiłkami, albo takiego uczucia ponownego głodu niedługo po zjedzeniu solidnego obiadu.

Dlatego z węglami tak jak ze wszystkim – z umiarem i bez przesady. Lepiej będzie zjeść upieczone ziemniaki, niż puree, makaron al dente, niż rozgotowany itd.

Rodzaj węgli można dobierać do reszty intencjonalnie, czyli według gustu i upodobań. Są takie połączenia, które zawsze świetnie się sprawdzają np.

gulasz + kasza

kurczak na ostro + ryż

mielone w sosie pomidorowym + makaron

pieczone udka + pieczone ziemniaki

Możliwości jest wiele i warto próbować różnych połączeń. Tak samo jeśli chodzi o mięso czy warzywne dodatki.

PODSUMOWUJĄC – TL;DR

  1. Zrób listę ulubionych mięs, układając plan obiadów na tydzień wybierz 2-4 z nich i metody, w jaki przygotujesz wybrane mięso.
  2. Dobierz do nich warzywa, bez kombinowania. Obiad nie musi być trudny, wykwintny i zajmujący dużo czasu – zwłaszcza jeśli na co dzień dużo pracujesz albo po prostu nie masz ochoty spędzać całego dnia w kuchni.
  3. Do tego co powstanie dodaj ziemniaki, kaszę albo makaron – co tylko lubisz.

Przykład:

Mięso + metoda:

  • Pieczone udka – 2 dni
  • Smażona pierś – 2 dni
  • Duszona łopatka – 3 dni

Dodatki:

  • Do udek: surówka ze świeżej kapusty
  • Do piersi: gotowany brokuł z marchewką i porem
  • Do łopatki: kiszona kapusta

Węgle:

  • Do udek: pieczone ziemniaki
  • Do piersi: makaron ryżowy
  • Do łopatki: kasza gryczana

I tyle – plan obiadów gotowy. Wystarczy zamienić to na listę zakupów, wprowadzić w życie i skończyć z przypadkowymi posiłkami.

Kuchnia filmowa

Ciastka z filmu “Kwiaty na poddaszu”

26 October 2016
 

Kwiaty na poddaszu, to książka z 1979 roku autorstwa V.C. Andrews. Została zekranizowana po raz pierwszy 1987 roku, a później kolejny raz w roku 2014. Nie mogę odnieść się do książki, ponieważ jej nie czytałam, ale widziałam oba filmy i moim zdanie, oba nie są wybitnym kinem, ale jeśli macie od któregoś zacząć, to polecam ten starszy – ma dużo lepszy, bardziej mroczny klimat.

fita-9

W ekranizacji z 2014 ciastka wyglądały bardziej jak pączki.

flowers10

Ciastka z ekranizacji z 1987 r.

Cała historia zawarta w tym filmie jest dla mnie trochę nie do zrozumienia. Nie dlatego, że są to rzeczy, które wydarzyć się nie mogły, ale dlatego, że jestem bardzo wrażliwa (może nawet nadwrażliwa) na filmy, w których krzywdzone są dzieci. Cała historia kręci się wokół rodziny Dollangangerów. Gdy umiera głowa rodziny, matka wraz z czwórką swoich pociech jest zmuszona wrócić do rodzinnego domu, w którym niestety mile widziana jest tylko ona. Wszystko dlatego, że wiele lat temu związała się z osobą, z którą według jej rodziców wiązać się nie powinna. Ci postanowili wydziedziczyć ją, a także całkowicie zerwać kontakt z córką. Rodzice, a w zasadzie tylko matka zgodziła się przyjąć swoją córkę razem z jej dziećmi, pod warunkiem, że dzieci będą mieszkać zamknięte na poddaszu.

10592_5

Sytuacja co najmniej przerażająca – oglądając ten film tylko się denerwowałam. Matka zamyka swoje dzieci na strychu, odwiedza je raz na kilka-kilkanaście dni, a pozbawiona “problemu” w postaci dzieci wyraźnie odżywa. A one? Bezbronne, smutne i coraz bardziej przerażone całą sytuacją.

Ten film, to naprawdę smutna i brutalna historia. Tak bardzo, że oglądając go ma się dreszcze i przeżywa się cały kalejdoskop emocji – od głębokiego smutku, po ogromny gniew. Na pozytywne emocje niestety nie ma tu miejsca. Matka, która zachłysnęła się życiem na garnuszku bogatych rodziców, zapomniała o czwórce swoich dzieci, które z dnia na dzień coraz bardziej odczuwały niesprawiedliwość ze strony swojej babci. Osoba, która powinna być kojarzona z opieką, ciepłem i dobrocią, w tym filmie okazała się człowiekiem pozbawionym serca. Nie tylko z powodu surowej opieki, ale przede wszystkim z powodu najgorszej możliwej krzywdy wyrządzonej tym dzieciom.

Nie zdradzę Wam głównego sekretu tej rodziny, obejrzyjcie film. Jednak uprzedzam, nie ma w nim nic przyjemnego, a finał tej historii jest straszniejszy, niż niejeden horror. Przyczynią się do tego ciastka. Takie piękne, posypane cukrem pudrem ciasteczka, które dzieci z przyjemnością jedzą. Z wierzchu kruche, a w środku delikatnie miękkie. Smakują idealnie, gdy są jeszcze lekko ciepłe.

img_8985

Składniki:

  • około 2 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 jajka
  • 100 g miękkiego masła
  • 1 cukier waniliowy
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • szczypta soli

Przygotowanie:

  1. W misce umieść jajka oraz cukier. Wymieszaj trzepaczką, aż masa będzie lekko puszysta. Następnie dodaj masło i wymieszaj ponownie do połączenia składników – najlepiej to wszystko robić mikserem.
  2. Dodaj mąkę, proszek do pieczenia, cukier waniliowy oraz szczyptę soli. Ponownie zmiksuj do połączenia składników. Masa nie powinna być bardzo gęsta, ale na tyle, aby można było zwilżonymi dłońmi formować ciastka.
  3. Łyżką nabieraj porcję ciasta, formuj w kulkę, a następnie ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i spłaszcz trochę.
  4. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, przez około 20 minut (lub do momentu, w którym będą odpowiednio zarumienione).

img_8965


Jesteśmy już prawie w połowie Tygodnia Halloween – jutro na blogu pojawi się czwarty wpis z tego cyklu. Jakie są Wasze ulubione straszne filmy? Czy jest jakiś film, który przeraził Was w wyjątkowy sposób? Dajcie znać!

Kuchnia filmowa

Spaghetti z filmu Siedem

25 October 2016
 

Seven, to chyba mój ulubiony klasyk z lat 90 tych, a przynajmniej kiedyś nim był. Coś pomiędzy mocnym kryminałem a thrillerem z bardzo ciekawym motywem przewodnim – morderstwami dokonywanymi według siedmiu bożych przykazań. Mocnym plusem filmu jest obsada – w rolach głównych bohaterów wystąpili Brad Pitt i Morgan Freeman.

Pierwszym z grzechów w formie morderstwa jest obżarstwo, czy jak to się elegancko mówi – nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. To w zasadzie bardzo delikatne określenie na osobę, która jadła tak długo, aż umarła. A dokładniej pękła z przejedzenia lądując głową w misce spaghetti.

seven_016pyxurz

wybuch za 3,2,1…

Klimat filmu jest szary, mroczny, trzymający w napięciu cały czas. Tak jak w napięciu trzyma brzuch powyższego mężczyzny. Nie wiadomo – wybuchnie, czy nie wybuchnie… 😉

img_8935

Przepis na ten sos jest bardzo prosty i sama przygotowuję tego typu spaghetti bardzo często, czasami dodając jeszcze seler naciowy, pietruszkę lub korzeń selera.

Składniki:

  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 średniej cukinii
  • 1 puszka pomidorów
  • 200 ml przecieru pomidorowego
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 szklanki bulionu mięsnego
  • sól, pieprz, cukier, tymianek, oregano
  • oliwa z oliwek
  • parmezan do posypania na wierzch

Przygotowanie sosy:

  1. Cebulę oraz cukinię pokrój w drobną kostkę. Marchew zetrzyj na tarce, a czosnek przeciśnij przez praskę.
  2. Na patelni rozgrzej trochę oliwy, dodaj cebulę i podsmaż ją przez chwilę. Następnie dodaj czosnek, cukinię oraz marchew. Podsmażaj przez 3-4 minuty, a następnie zalej bulionem.
  3. Po około 10 minutach dodaj pomidory z puszki i przecier pomidorowy. Dopraw solą, pieprzem, cukrem, tymiankiem i innymi przeprawami, które lubisz.
  4. Możesz całość zmiksować blenderem na gładki sos.

Przygotowanie klopsików:

  1. Mięso mielone dopraw przyprawami. Ja używam soli, pieprzu, suszonej bazylii, tymianku. Dodaj jajko i wymieszaj dokładnie z mięsem.
  2. Uformuj małe klopsiki i usmaż je na oleju lub oliwie, a następnie dodaj do sosu.

img_8940


To już drugi w ramach Tygodnia Halloween przepis. Jeśli jesteście ciekawi co strasznego, obrzydliwego i przerażającego przygotowałam jeszcze, to zapraszam na blog jutro 🙂

Kuchnia filmowa

Pizza Freddy’ego Kruegera

24 October 2016
 

Tydzień Halloween, to kolejny po Tygodniu Harry’ego Pottera tydzień tematyczny, który postanowiłam zrealizować na blogu. Przez 7 dni będę przedstawiać na blogu przepisy inspirowane moimi ulubionymi horrorami i thrillerami. A zaczynam od mojej ulubionej serii horrorów z dzieciństwa – Koszmaru z ulicy Wiązów.

Historię Freddy’ego Kruegera pierwszy raz poznałam mając około 10-11 lat. Wtedy też obejrzałam pierwszą część filmu, a zaraz później przeczytałam wszystkie części książki. Pisałam już kiedyś we wpisie o książce S.Kinga “Chudszy”, że jestem wielką fanką horrorów, a w wywiadzie dla Dominika Stankiewicza (Filmy, które ryją banię zbyt mocno) możecie przeczytać więcej o mojej miłości do filmów grozy i do Freddy’ego 😉

Horrory zawsze wywoływały we mnie pewien rodzaj strachu, ale wymieszanego z ciekawością. Takie połączenie daje chyba dużo adrenaliny, bo mimo tego, że się bałam, to jednak chciałam oglądać horrory dalej. Nigdy jednak nie lubiłam oglądać horrorów sama, wolę jednak mieć kogoś przy sobie oglądając straszne filmy 😉

e6c2e892ed173a121f15b03670694ce49ebaa633ffe3baadc47d9cbab4185a4e

Jeśli jeszcze nie znacie Freddy’ego, to koniecznie musicie go poznać! Jest to postać stworzona przez mistrza horrorów, Wesa Cravena w latach 80 tych, a w rolę FK wcielił się genialny Robert Englund. Historia Freddy’ego nie jest zbyt przyjemna, zaczynając od jego narodzin, na śmierci kończąc. Nie jest jednak tajemnicą, że Freddy był mordercą dzieci, a zabity został przez mieszkańców miasteczka, w którym żył. Dokonali oni na nim samosądu i spalili go w kotłowni, która wielokrotnie pojawia się w serii o ulicy Wiązów. Jednak Freddy okazał się sprytniejszy i przed śmiercią zwarł pakt ze złymi siłami. Stał się dzięki temu nieśmiertelny, a w akcie zemsty zaczął nawiedzać w snach dzieci ludzi, którzy go zamordowali. Nie muszę chyba dodawać, że te sny, w których się pojawiał nie należały do najprzyjemniejszych.

hh

Wygląd Freddy’ego jest bardzo charakterystyczny. Jego twarz jest pełna blizn po oparzeniach, na głowie nosi stary kapelusz, ubrany jest zawsze w ten sam zielono-czerwony sweter, a na prawej dłoni nosi skórzaną rękawicę z ostrzami, które często służą za narzędzie zbrodni. Jednak moim zdaniem najgorszy jest uśmiech. Ten przerażający uśmiech, który wyraża tylko jedną myśl – na pewno nie przeżyjesz.

W jednej z części serii, pojawia się pizza, której jednym ze składników są głowy ofiar Freddy’ego. Tę scenę możecie zobaczyć na YT – Freddy nabija takiego mięsnego klopsika na ostrze swojej rękawicy i zjada ze smakiem. Mniam mniam. Ja oczywiście nie polecam tego typu wariacji kulinarnych, za to  polecam pizzę przygotowaną przeze mnie – nikt nie ucierpiał w czasie jej przygotowywania.

4

Jeśli macie ochotę przebrać się na Freddy’ego na halloweenową imprezę, to polecam Wam również przygotowanie bardzo prostej rękawicy Freddy’ego. Dokładny tutorial znajdziecie na kanale Fools with Tools, prowadzonym przez moich znajomych, Zuzę i Doriana.

Koniecznie zajrzyjcie na ich kanał, dopiero się rozkręcają, ale jeśli lubicie geekowe klimaty i ciekawi Was jak można samemu zrobić filmowe gadżety, to dajcie suba, lajka na FB i zachęćcie do częstszego nagrywania filmów 🙂

PIZZA Z ULICY WIĄZÓW

img_20161024_201110

Składniki na ciasto:

  • 350-400 g mąki pszennej
  • 200 ml ciepłej wody
  • 20 g świeżych drożdży
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru

Dodatki:

  • 200 g dowolnego mięsa mielonego
  • 100 g salami
  • 1 kulka mozzarelli
  • 100 g żółtego sera
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek

Sos pomidorowy:

  • 1 puszka pomidorów
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 mała cebula
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  1. Zacznij od ciasta: w dużej misce wymieszaj wszystkie składniki (muszą mieć temperaturę pokojową, a woda musi być lekko ciepła). Wyrób je na gładkie ciasto ręcznie lub w robocie kuchennym – ja robię to w Thermomixie. Schowaj je do miski, przykryj ściereczką i odstaw na czas przygotowywania reszty składników.
  2. Przygotuj sos pomidorowy: na patelni rozgrzej oliwę, dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek  i cebulkę pokrojoną w drobną kostkę. Smaż kilka minut, a następnie dodaj pomidory. Duś, aż z pomidorów odparuje sok. Na końcu dopraw solą i pieprzem.
  3. Mięso dopraw solą i pieprzem, uformuj w kulki, a następnie podsmaż je na rozgrzanej patelni z odrobiną oliwy z oliwek.
  4. Ciasto na pizzę rozwałkuj lub uformuj dłońmi w cienki placek. Najlepiej jest rozrobić na papierze do pieczenia już rozłożonym na blaszce. Rozsmaruj na cieście sos pomidorowy, ułóż salami, klopsiki mięsne, a na wierzchu ułóż mozzarellę pokrojoną w plasterki oraz wysyp żółty ser starty na tarce o grubych oczkach.
  5. Pizzę piecz w piekarniku nagrzanym do maksymalnej temperatury przez około 8-12 minut.

Tydzień Halloween uważam za otwarty! Zajrzyjcie jutro po kolejny przepis inspirowany horrorem! 🙂

Babskie sprawy, Lifestyle, Sport, Zdrowie

Halo świecie, jestem na diecie! (od miesiąca)

19 October 2016
 

Od zawsze powtarzam, że to mój wewnętrzny pech, czarny kot przebiegający mi drogę i te lusterko zbite kilka lat temu. Może jeszcze fatum i przekleństwo jakieś – to wszystko powoduje moje nieszczęścia. Wszystko co powiem na głos, każdy największy plan upada, gdy tylko podzielę się nim ze światem. I zawsze tak sobie tłumaczyłam moje dietetyczne porażki, to że na diecie potrafiłam wytrzymać tydzień, no góra dwa i kończyłam niepowodzeniem. Z łyżką w słoiku nutelli i ręką w paczce czipsów…

…na kilka miesięcy, po których miałam kolejny zryw, że oto ja, Paulina Wnuk, uroczyście oświadczam, że teraz będę odchudzać się tak na serio. SERIO, SERIO. Biorę się w garść, dietka, wszystko fit, hasztagi #healthyeating na Instagramie, nowe dresy, nastawienie, wizualizacja, że już zaraz będę mogła pokazać przed i po i wszystkim opadną szczęki.

0b1c5813d4443332a34fde2aa17c14dc_original

No ale nie. Góra dwa tygodnie i przychodzi kryzys. Czipsy, pizza, dwa drinki. A nie, dwa to za mało, jeszcze dwa. Czekolada w promocji? Żal nie skorzystać. Ptasie mleczko? Dawno nie jadłam, zjem rządek, albo pięterko. Dieta? Jaka dieta? Po co mi dieta? Przecież jestem fajna, ładna, lubię siebie, inni mnie lubią, na co mi ta dieta?

pizza

fdfsdf

Nie tędy droga

Ostatni zryw miałam ponad rok temu. Wtedy napisałam na blogu, że będę się odchudzać, zrobiłam podsumowanie dwóch tygodni, założyłam grupę motywacyjną (pozdrawiam moje Duperki z grupy! :* ). Naprawdę myślałam, że może mi się udać, ale poddałam się. Nie walczyłam. Po prostu wzruszyłam ramionami i stwierdziłam – no trudno, już nigdy nie schudnę i do końca życia będę smutną grubaską z buzią brudną od nutelli.

W grudniu zachorował Tymek, a to przeorganizowało nam trochę życie i jedzenie, choć też nie całkiem. Już pod koniec grudnia wiedziałam, że w styczniu chcę zrobić Detoks Cukrowy. Od dłuższego czasu byłam na grupie Czystożerców i nawet nie chodziło mi wtedy o schudnięcie, a o uregulowanie się, o odstawienie śmieciowego jedzenia i wywalenia cukru. Wtedy udało mi się przez 21 dni utrzymać założenia detoksu. Poczułam się super. Potem to zawaliłam, bo znowu rzuciłam się na pizze, słodycze i inne, ale jednak trochę zostało mi w głowie i wiedziałam już więcej na temat tego co mi szkodzi i bez czego czuję się lepiej.

Zaczęłam też trochę biegać, w sumie to maszerować i biegać. Nie traktowałam tego poważnie, raczej chciałam dzięki temu poprawić trochę kondycję, nabrać więcej energii, poczuć się lepiej. Dalej bez żadnej diety i ciśnienia.

W czerwcu przebadałam się od A do Z, zaczęłam nową dietę, która niestety zupełnie mi nie podpasowała, a że był wakacje, to już odpuściłam do końca sierpnia, a we wrześniu stwierdziłam, że teraz to ja już mam dosyć eksperymentów i pójdę do specjalisty.

tumblr_inline_mi162nuqzx1qz4rgp

I tak trafiłam do Przemysława Kozaka (którego większość zna z ksywki Koniu151) już od dawna obserwowałam na FB, a od mojego chłopaka, Karola,  dowiedziałam się, że to kozak nie tylko z nazwiska, więc stwierdziłam – spróbujmy.

Karol wie, jaka jestem marudna. Byłam już na wielu dietach i nigdy nie było tak, żeby wszystko mi pasowało. W zasadzie to każda z diet zawsze nie pasowała mi tak w około 60-70%. Dietą od Konia byłam zachwycona, bo była naprawdę DOPASOWANA. Nie wciskał mi owsianek, omletów z wheyem, obrzydliwych shake’ów i stosu suplementów. Poprosiłam o takie przepisy, które nie zajmą mi dużo czasu, które będę mogła powtarzać dwa dni pod rząd no i z tych produktów, które lubię. I żeby to były normalne posiłki, nie żadne cuda na kiju. I wszystko, zgodnie z moją prośbą, było takie normalne, jakbym wcale nie była na diecie, a niektórych posiłków to wręcz nie możemy się z Karolem doczekać (bo oboje jesteśmy na tej samej diecie, z innymi ilościami). Pierwszy dietetyk-trener, który naprawdę ogarnia, jest na bieżąco, nie wciska kitów, nie jest szalonym fitnesiakiem i ma normalne podejście.

giphy

Zawsze mi się wydawało, że dieta to musi być taka super wypasiona, co tydzień inny zestaw posiłków, zupki, owsianki, budynie jaglane i inne super hipsterskie rzeczy, ale podświadomie miałam już dosyć komplikacji, trudnych przepisów, przez które spędzałam przy garach cały dzień. I to tylko po to, żeby zjeść tego fikuśnego liścia sałaty z grillowaną piersią indyka w glazurze z powietrza. I tak 5 razy dziennie.

Teraz jem 3 razy dziennie i mam wszystko w nosie. Zdarzają mi się słabsze dni, gdy nie chce mi się pójść na trening, czy gdy mam ochotę zjeść coś czego nie powinnam. Ale mówię sobie, no trudno, zdarzyło się. Nie padam na kolana, nie płaczę, że to już koniec. Zawaliłam, ale lecę dalej.  Jestem zaangażowana, bo chcę schudnąć, czuć się lepiej. A przede wszystkim, nie chcę za 20 lat trafić na oddział diabetologii, albo skończyć z zawałem. Bo otyłość to choroba, a choroby się leczy.

A więc leczę się już od miesiąca. Jest nieźle.


 Zobacz też:


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

Kuchnia filmowa

Słodycze z Miodowego Królestwa

16 October 2016
 

Pamiętam, gdy pierwszy raz przeczytałam Harry’ego Pottera To jest jedna z tych książek “na jeden wieczór”. Strony uciekają jedna po drugiej, historia nabiera tempa i niestety nie chce się wydłużyć. Nadchodzi koniec. Podobnie było z filmem. Pamiętam, że gdy HP pojawił się w kinie to było pewne, że muszę go zobaczyć jak najszybciej, a światowa premiera miała miejsce dokładnie w moje urodziny – to nie był przypadek! Jako dziecko czułam się związana z postacią Harry’ego, a w dodatku miałam prawie tyle samo lat co młodzi czarodzieje zaczynający naukę w Hogwarcie. Wtedy uważałam to za magiczne. Pamiętam dokładnie ten wieczór, gdy wybrałam się z koleżanką do kina na I część. Rodzice pozwolili nam pójść same, a gdy wracałyśmy było już ciemno i chłodno. Pamiętam aurę tego wieczoru do dziś.

Lektury i filmy, które wywierają na nas jakiś wpływ zawsze wiążą się z silnymi wspomnieniami. Mam tak tylko z kilkoma filmami. Jednym z nich był właśnie HP i choć w dzieciństwie dużo czytałam i wielu bohaterów książek było moimi ulubionymi, to do historii Harry’ego lubiłam wracać najbardziej.

Teraz widzę tę samą fascynację u Tymka. Gdy rzucam hasło “oglądamy Harry’ego?”, to on nawet się nie zastanawia, tylko siada koło mnie na kanapie i wpatruje się w ekran. Po filmie łapie patyczki do sushi i udając, że to różdżki, rzuca zaklęcia. Gotowanie tych wszystkich filmowych potraw jest dla mnie bardzo satysfakcjonujące, bo po pierwsze uwielbiam to robić – wyciągać z ekranu wszystkie smaczki, a potem odtwarzać je w kuchni, a po drugie to jest naprawdę fajna zabawa. Nagle zwykłe babeczki w kształcie żab, nie są już tylko zwykłymi żabami, tylko wiecie, TYMI czekoladowymi żabami, a słone paluszki oblane czekoladą nie są zwykłą przekąską tylko najprawdziwszą różdżką Harry’ego Pottera.

img_8667

img_8682

img_8695

img_8697

img_8723

img_8761

Kończąc już ten tydzień dedykowany Harry’emu chciałam stworzyć dla Was i dla siebie coś fajnego. Mam nadzieję, że mi się udało, bo oto przed Wami 6 magicznych przepisów na wyjątkowe słodycze prosto z Honeydukes. Teraz każdy z Was może stworzyć własną wytwórnię słodyczy z Miodowego Królestwa – czekoladowe, różowe kokosowe kostki, kandyzowane ananasy (te, które uwielbiał Profesor Slughorne), klejące tofee, kwaśne lizaki, a także czekoladowe różdżki.

Aby przejść do strony z przepisem kliknij w zdjęcie. 


  CZEKOLADOWE ŻABY

sniadanie-w-hogwarcie-10


ACID POPS

sniadanie-w-hogwarcie-13


 KOKOSOWE KOSTKI

sniadanie-w-hogwarcie-9


 TOFFEE

sniadanie-w-hogwarcie-12


 CZEKOLADOWE RÓŻDŻKI

sniadanie-w-hogwarcie-8


 KANDYZOWANE ANANASY

sniadanie-w-hogwarcie-11


Mam nadzieję, że tak jak ja miło spędziliście ten tydzień. Stworzenie tylu przepisów było dla mnie wyzwaniem, ale i ogromną przyjemnością. Dziękuję za wszystkie przemiłe wiadomości i komentarze! Cieszę się, że to co robię podoba się Wam, to daje mi kopa do realizowania kolejnych pomysłów! Pamiętajcie, aby zawsze znaleźć miejsce w swoim życiu na odrobinę magii 🙂

 

Kuchnia filmowa

Świąteczne babeczki (mince pies) od Ginny Weasley

15 October 2016
 

Nie wiem, czy też macie takie wrażenie, ale ja dzielę Harry’ego na dwie części – radosną i trochę przerażającą. Pierwsza to części od I do III, gdy przygoda dopiero się rozkręca, nie dzieje się jeszcze nic strasznego, a całą historię ogląda się lekko. Przerażająca część zaczyna się od śmierci Cedrika Diggory’ego, a później jest już tylko coraz straszniej. Klimat jest inny, kolory bardziej szare, smutne, a filmy ogląda się jak dobre thrillery i w niczym nie przypominają one radosnych filmów o wesołych czarodziejach. Harry, Ron i Hermiona dorastają, stają się dojrzalsi, na ich drogach pojawiają się coraz to większe problemy, ale też także prozaiczne sprawy jak pierwsze zakochania, kłótnie z przyjaciółmi i momenty buntu. Ta historia dojrzewa wraz z czytelnikiem/widzem. I chyba dlatego tak bardzo ją lubię. Poza całym tym magicznym światem, seria o HP jest genialną opowieścią i uwielbiam do niej wracać przynajmniej raz do roku.

Pisałam już chyba, że HP kojarzy mi się przede wszystkim z jesienią, ale jednymi z moich ulubionych momentów w poszczególnych częściach są święta bożonarodzeniowe. I w kilku częściach widać dokładnie jak wyglądają rodzinne święta u Weasleyów.

4

kadr z filmu “Harry Potter i Książe Półkrwi”

5

kadr z filmu “Harry Potter i Książe Półkrwi”

bez-tytulu

kadr z filmu “Harry Potter i Zakon Feniksa”

 W Harry Potterze i Księciu Półkrwi, w czasie świąt, które Harry spędza z Weasleyami pojawia się scena, w której podchodzi do niego Ginny i częstuje, a w zasadzie to karmi Harry’ego babeczką. Dokładnie widać, że jest to mince pie, czyli brytyjskie ciastko świąteczne.

HARRY POTTER AND THE HALF-BLOOD PRINCE, from left: Daniel Radcliffe, Rupert Grint, Bonnie Wright, 2009. ©Warner Bros./courtesy Everett Collection

HARRY POTTER AND THE HALF-BLOOD PRINCE, from left: Daniel Radcliffe, Rupert Grint, Bonnie Wright, 2009. ©Warner Bros./courtesy Everett Collection

 MINCE PIES, CZYLI BRYTYJSKIE ŚWIĄTECZNE BABECZKI

Jest to jeden z najbardziej popularnych świątecznych wypieków na wyspach brytyjskich. Babeczki z kruchego ciasta, z nadzieniem z suszonych owoców. W UK takie nadzienie, które nazywa się mincemeat można kupić w praktycznie każdym sklepie, tak jak u nas przed świętami masa makową. Nadzienie zawiera korzenne przyprawy oraz bakalie wcześniej nasączone rumem. Na potrzeby tego wpisu piekłam je po raz pierwszy w życiu, a jestem pewna, że powtórzę ten wypiek przed świętami.

img_86271

Składniki:

na około 24 babeczki

  • 100 g rodzynek
  • 100 g kandyzowanych ananasów
  • 100 g suszonych daktyli
  • 100 g suszonej żurawiny
  • 1 łyżka kandyzowanej skórki z pomarańczy
  • skórka starta z 1 cytryny
  • sok wyciśnięty z 1 cytryny
  • 1 jabłko (starte lub pokrojone w drobną kostkę
  • 2 łyżki mielonych lub drobno posiekanych migdałów
  • około 100 ml rumu (+ do drinka, którego wypijesz robiąc te babeczki 😀 )
  • 2 łyżki miodu
  • 50 ml soku pomarańczowego
  • przyprawy: 1/2 łyżeczki cynamonu, 1/3 łyżeczki mielonych goździków, 1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej,
  • kruche ciasto z tego przepisu (dodaj do ciasta 1 łyżeczkę cynamonu)
  • opcjonalnie: 1 jajko do wysmarowania wierzchu ciasta

Dodatkowo:

  • foremka do muffinów
  • foremka w kształcie gwiazdy

Przygotowanie:

  1. Przygotuj kruche ciasto, włóż je do lodówki do schłodzenia. W tym czasie przygotuj farsz.
  2. Do garnka włóż rodzynki, ananasy, daktyle, żurawinę, skórkę pomarańczową, skórkę z cytryny, sok z cytryny, pokrojone jabłko oraz migdały. Dodaj miód, przyprawy i zalej całość rumem i sokiem pomarańczowym. Gotuj na średnim ogniu, aż wszystkie soki odparują, masa stanie się gęsta, a owoce zmiękną.
  3. Kruche podziel na dwie części – jedna większa druga mniejsza. Obie rozwałkuj. Z mniejszej wycinaj foremką gwiazdki, drugą również rozwałkuj tylko wycinaj kółka szklanką.
  4. Formę do muffinów posmaruj masłem, a każdy otwór wyłóż okrągłym kawałkiem ciasta. Do środka włóż łyżkę lub dwie owocowej masy, a na wierzch połóż gwiazdę z ciasta.
  5. Wierzch możesz posmarować roztrzepanym jajkiem.
  6. Babeczki piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez około 15 minut.
  7. Gotowe posyp cukrem pudrem.

img_8627


Tydzień Harry’ego Pottera powoli dobiega końca. To już przedostatni wpis w tym cyklu. Mam nadzieję, że przepis na mince pies przyda się Wam przed świętami i jedząc te babeczki będziecie ciepło wspominać mnie i myśleć o Harrym 😉
Serdecznie zapraszam Was jutro na ostatni wpis o Harrym. Oczywiście w tym konkretnym tygodniu, bo Harry na pewno jeszcze nie raz pojawi się na moim blogu, więc nie traćcie nadziei! Co przygotowałam dla Was jutro to niespodzianka, ale sądzę, że nie zawiedziecie się, a przynajmniej mam taką nadzieję! Do zobaczenia!