Browsing Category

Sport

Babskie sprawy, Lifestyle, Sport, Zdrowie

Halo świecie, jestem na diecie! (od miesiąca)

19 October 2016

Od zawsze powtarzam, że to mój wewnętrzny pech, czarny kot przebiegający mi drogę i te lusterko zbite kilka lat temu. Może jeszcze fatum i przekleństwo jakieś – to wszystko powoduje moje nieszczęścia. Wszystko co powiem na głos, każdy największy plan upada, gdy tylko podzielę się nim ze światem. I zawsze tak sobie tłumaczyłam moje dietetyczne porażki, to że na diecie potrafiłam wytrzymać tydzień, no góra dwa i kończyłam niepowodzeniem. Z łyżką w słoiku nutelli i ręką w paczce czipsów…

…na kilka miesięcy, po których miałam kolejny zryw, że oto ja, Paulina Wnuk, uroczyście oświadczam, że teraz będę odchudzać się tak na serio. SERIO, SERIO. Biorę się w garść, dietka, wszystko fit, hasztagi #healthyeating na Instagramie, nowe dresy, nastawienie, wizualizacja, że już zaraz będę mogła pokazać przed i po i wszystkim opadną szczęki.

0b1c5813d4443332a34fde2aa17c14dc_original

No ale nie. Góra dwa tygodnie i przychodzi kryzys. Czipsy, pizza, dwa drinki. A nie, dwa to za mało, jeszcze dwa. Czekolada w promocji? Żal nie skorzystać. Ptasie mleczko? Dawno nie jadłam, zjem rządek, albo pięterko. Dieta? Jaka dieta? Po co mi dieta? Przecież jestem fajna, ładna, lubię siebie, inni mnie lubią, na co mi ta dieta?

pizza

fdfsdf

Nie tędy droga

Ostatni zryw miałam ponad rok temu. Wtedy napisałam na blogu, że będę się odchudzać, zrobiłam podsumowanie dwóch tygodni, założyłam grupę motywacyjną (pozdrawiam moje Duperki z grupy! :* ). Naprawdę myślałam, że może mi się udać, ale poddałam się. Nie walczyłam. Po prostu wzruszyłam ramionami i stwierdziłam – no trudno, już nigdy nie schudnę i do końca życia będę smutną grubaską z buzią brudną od nutelli.

W grudniu zachorował Tymek, a to przeorganizowało nam trochę życie i jedzenie, choć też nie całkiem. Już pod koniec grudnia wiedziałam, że w styczniu chcę zrobić Detoks Cukrowy. Od dłuższego czasu byłam na grupie Czystożerców i nawet nie chodziło mi wtedy o schudnięcie, a o uregulowanie się, o odstawienie śmieciowego jedzenia i wywalenia cukru. Wtedy udało mi się przez 21 dni utrzymać założenia detoksu. Poczułam się super. Potem to zawaliłam, bo znowu rzuciłam się na pizze, słodycze i inne, ale jednak trochę zostało mi w głowie i wiedziałam już więcej na temat tego co mi szkodzi i bez czego czuję się lepiej.

Zaczęłam też trochę biegać, w sumie to maszerować i biegać. Nie traktowałam tego poważnie, raczej chciałam dzięki temu poprawić trochę kondycję, nabrać więcej energii, poczuć się lepiej. Dalej bez żadnej diety i ciśnienia.

W czerwcu przebadałam się od A do Z, zaczęłam nową dietę, która niestety zupełnie mi nie podpasowała, a że był wakacje, to już odpuściłam do końca sierpnia, a we wrześniu stwierdziłam, że teraz to ja już mam dosyć eksperymentów i pójdę do specjalisty.

tumblr_inline_mi162nuqzx1qz4rgp

I tak trafiłam do Przemysława Kozaka (którego większość zna z ksywki Koniu151) już od dawna obserwowałam na FB, a od mojego chłopaka, Karola,  dowiedziałam się, że to kozak nie tylko z nazwiska, więc stwierdziłam – spróbujmy.

Karol wie, jaka jestem marudna. Byłam już na wielu dietach i nigdy nie było tak, żeby wszystko mi pasowało. W zasadzie to każda z diet zawsze nie pasowała mi tak w około 60-70%. Dietą od Konia byłam zachwycona, bo była naprawdę DOPASOWANA. Nie wciskał mi owsianek, omletów z wheyem, obrzydliwych shake’ów i stosu suplementów. Poprosiłam o takie przepisy, które nie zajmą mi dużo czasu, które będę mogła powtarzać dwa dni pod rząd no i z tych produktów, które lubię. I żeby to były normalne posiłki, nie żadne cuda na kiju. I wszystko, zgodnie z moją prośbą, było takie normalne, jakbym wcale nie była na diecie, a niektórych posiłków to wręcz nie możemy się z Karolem doczekać (bo oboje jesteśmy na tej samej diecie, z innymi ilościami). Pierwszy dietetyk-trener, który naprawdę ogarnia, jest na bieżąco, nie wciska kitów, nie jest szalonym fitnesiakiem i ma normalne podejście.

giphy

Zawsze mi się wydawało, że dieta to musi być taka super wypasiona, co tydzień inny zestaw posiłków, zupki, owsianki, budynie jaglane i inne super hipsterskie rzeczy, ale podświadomie miałam już dosyć komplikacji, trudnych przepisów, przez które spędzałam przy garach cały dzień. I to tylko po to, żeby zjeść tego fikuśnego liścia sałaty z grillowaną piersią indyka w glazurze z powietrza. I tak 5 razy dziennie.

Teraz jem 3 razy dziennie i mam wszystko w nosie. Zdarzają mi się słabsze dni, gdy nie chce mi się pójść na trening, czy gdy mam ochotę zjeść coś czego nie powinnam. Ale mówię sobie, no trudno, zdarzyło się. Nie padam na kolana, nie płaczę, że to już koniec. Zawaliłam, ale lecę dalej.  Jestem zaangażowana, bo chcę schudnąć, czuć się lepiej. A przede wszystkim, nie chcę za 20 lat trafić na oddział diabetologii, albo skończyć z zawałem. Bo otyłość to choroba, a choroby się leczy.

A więc leczę się już od miesiąca. Jest nieźle.


 Zobacz też:


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Sport, Zdrowie

Odchudzanie w wersji beta (testy trwają)

29 September 2016

Od dwóch tygodni jestem testerką siebie i swojej wytrzymałości. Tak, jestem na diecie. Znowu. Nie jest to żadną rewelacją, a kto jest na mojej fejsbukowej grupie, ten wie, że ja przecież odchudzam się cały czas (z przerwami na jedzenie). Pomyślałam sobie jednak, że idzie jesień i już coraz trudniej ruszyć tyłek, lato minęło, a ja znowu nie w formie, więc lepiej się do aktualnego odchudzania przyłożyć.

tumblr_monfp0b76p1su7sauo1_500

Wiem, wiem, że to już kolejny raz, a z każdym kolejnym razem jest coraz trudniej, ale powiedzmy, że postanowiłam podejść do siebie na luzie, dzięki temu przeżyłam ostatnie dwa tygodnie całkiem bezboleśnie i choć nie obyło się bez kilku maleńkich czitów, to cały ten czas oceniam na plus dla siebie.

Postanowiłam pocisnąć, bo o ile kocham siebie miłością absolutną, to mam też w sobie dużo krytyki. Wiem, kiedy muszę powiedzieć stop, zamknąć lodówkę na cztery spusty i wywiesić swoją podobiznę w okolicznych sklepach z podpisem – tej pani słodyczy nie sprzedajemy.

Od jakiegoś czasu usilnie próbuję znaleźć swoje dawne rysy twarzy, bezskutecznie, gdyż moja twarz bardziej przypomina purchawkę, aniżeli lico. Nie wspominając o dupie, która mieści się jedynie w ciuchy uszyte z plandeki na samochód. Mogę sobie pogratulować tego osiągnięcia, ale jak to mówią: widziały gały co brały (a raczej co żarły).

2006-09-07_1157631230kkk

Pan Jan Tomczak z Kijewa prezentuje purchawkę-giganta nazwaną moim imieniem. Jestem wzruszona. / fot. Konrad Wojtyła

Nie ma niczego, na co mogłabym zrzucić winę za swoją wagę.

  • zbadałam swoją tarczycę od A do Z
  • zbadałam siebie całą od A do Z
  • już nie mogę mówić: przytyłam po ciąży! (to był mój ulubiony argument, ale minęło od niej ponad 7 lat)
  • nie mam żadnych hormonalnych problemów
  • nie mam też grubych kości

Niestety, jestem po prostu gruba. W zasadzie to otyła, a otyłość jak wiemy nie jest czymś naturalnym i prowadzi do wielu chorób m.in. cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia, niektórych nowotworów i innych cholerstw. Przede wszystkim jednak, otyłość prowadzi do wieczornych płaczów w poduszkę, wyrzutów sumienia po jedzeniu, złego samopoczucia i ogólnego rozbicia. Czy chwilowa przyjemność z żarcia jest tego warta? Fuck no. Czy chudnięcie jest prostym procesem? Nie.

no

Po przetestowaniu chyba wszystkich możliwych sposobów na odchudzanie, od natur house zaczynając, na magicznych chińskich tabletkach kończąc, stwierdziłam, że muszę oddać się w ręce niekwestionowanego specjalisty (kim jest owy specjalista i co to właściwie oznacza napiszę później). Mam za sobą tyle diet i odchudzającego doświadczenia, że już oczywiście nie dam sobie wcisnąć kitu w stylu: nie jedz po 18, kupuj tylko produkty light itd, a nawet mam wrażenie, że mogłabym założyć swój fanpejdż Paulina Wnuk Personal Trainer and Diet Coach, bo doradzanie innym szło mi lepiej, niż stosowanie się do własnych wszystkich porad.

Co ma być (mam schudnąć), to będzie. Tak czuję! Tak więc spodziewajcie się tony motywacyjno-żalących wpisów. Będzie o czitach, słabościach, mocy, treningach, grubej dupie, jedzeniu zajebistym i mniej dobrym. Będę przelewać tu hektolitry potu i tłuszczu.

No to heja!

go


Klasycznie – zapraszam na grupę wszystkich, którzy potrzebują dawki motywacji, kopniaków i pomysłów na to jak ruszyć tyłek.

hey-holets-go-1