Browsing Category

Osobiste

Osobiste

Dzień, w którym spakowałam walizkę i wyjechałam.

23 March 2019

Wczesnym latem, gdy oglądałam jeden z ostatnich wschodów słońca w moim mieście, pomyślałam, że chciałabym stać się niewidzialna. Przezroczysta dla ludzi, którzy mijają mnie na ulicy, jak i dla tych, z którymi przebywałam na co dzień. Chciałam, żeby ktoś wręczył mi czystą kartkę i pozwolił napisać moją historię od nowa. Zrozumiałam dlaczego tak bardzo lubię wschody słońca. Kiedyś wydawało mi się, że moją ulubioną porą jest noc, jednak ona przynosiła tylko smutne myśli, tony przemyśleń, dręczące wyrzuty sumienia i tysiące pytań, na które nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Wpadałam w pułapkę nadmiernego myślenia.

Gdzie była ta dziewczyna pełna sił, ciekawa świata z apetytem na życie, entuzjazmem i siłą? Zniknęła. Zamiast jej pojawiła się pusta sylwetka bez wyrazu. Miałam dwa wyjścia – poddać się albo jeszcze spróbować. I spróbowałam.

Nastawiłam się na długą i ciężką drogę. Wiedziałam, że będzie mi niewygodnie, że muszę przepracować pewne sprawy, a niektóre zbudować zupełnie od nowa. Muszę być cierpliwa, nieugięta i muszę nastawić swój umysł na tryb leczenia. Gdzieś na świecie musiało być miejsce, w którym poczuję się jak w domu. Byłam zmęczona chodzeniem tymi samymi ulicami, uwięziona pośród nocy, które wyglądały tak samo. Wyczerpana udawaniem, że wszystko jest dobrze i że w końcu, niespodziewanie coś się samo zmieni. Samo, to się może najwyżej rozpaść, tak jak wszystko w moim życiu nad czym traciłam kontrolę.

Sprzedałam co mogłam, spakowałam swoje życie do jednej walizki, przygotowałam bilety. Płakałam ze strachu, uśmiechałam się na myśl, że w końcu odnajdę siebie. Myślałam godzinami, a potem wyłączałam myślenie i działałam automatycznie. Pożegnałam przyjaciół, moje ukochane miasto, złapałam mojego syna mocno za rękę i zrobiłam krok do przodu.

Ubrałam na oczy opaskę i ruszyłam przed siebie, błądząc po omacku. Mam drogę do przejścia, muszę iść do przodu, szukać, pukać od drzwi do drzwi i pytać:

– dzień dobry, czy to tu jest miejsce dla mnie?

– niestety, proszę iść dalej, to jeszcze nie tutaj.

Nie szkodzi, idę dalej. Może zatrzymam się tu na chwilę. Nie mogę zawrócić.

W dniu, w którym wyjechałam zmieniło się całe moje życie. Zmieniło się wszystko i nic się nie zmieniło. Czekałam na to, aż znajdę drzwi, przez które będę mogła uciec, a znalazłam takie, do których mogę wejść.

Czekałam na moment, w którym moje życie będzie stabilne, gdzie nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. A jest całkiem odwrotnie – codziennie coś mnie zaskakuje, codziennie trafiam na coś nowego, tylko teraz rozumiem ten proces. A może wcale nie rozumiem. Nawet się nad tym nie zastanawiam, po prostu żyję.

Staram się nie czekać na lepsze czasy, na rozwiązane sprawy, na zamknięte tematy na lepszą pogodę i korzystniejszy biomet. Czasami jest tak, że gdzie nie spojrzę, to nędza, nieporządek, wszystko nie tak. Trudno, gorsze momenty przesypiam i czekam, a potem zbieram się do kupy i idę dalej.

Ostatnie lata był latami zaciskania zębów, robienia dobrej miny do złej gry, gryzienia się w język, ocierania łez, trzymania w sobie żalu.

“To, co teraz powiedziałem, wygląda, jakbym miał coś strasznego dalej do wyjawienia. Coś straszliwego: wielką katastrofę, nieszczęście jakieś ogromne, zbrodnię nieludzką, o której gdy się słucha tylko albo czyta, cierpnie skóra i włosy na głowie zaczynają kłuć jak szpilki. Jak nieraz od zimna. Tak wygląda to, co napisałem. Jakby to był wstęp do. Jakby to byłby słowa dla wysokiego sądu w sali, gdzie proces. Więc nie. Nie tyle co.

Zanim doszedłem do wzgórza, gdzie odpoczywałem, leżąc bez pamięci, zanim doszedłem do tego wzgórza, gdzie się zwaliłem bez sił, spoczywając bez pamięci, patrząc w niebo niebieskimi moimi oczami, zanim tam doszedłem, szedłem długo. Jeszcze dłużej. Za mną nic nie było. Nie uciekałem przed nikim ani przed niczym. Żadna panika mnie nie ścigała ani sfora, ani ktoś pojedynczy. Przede mną też nic nie było w normalnym rozumieniu, w normalnym oczekiwaniu. Żaden punkt. Nie szedłem, żeby gdzieś dojść w normalnym rozumieniu. Żeby kogoś zobaczyć i ucałować ani żeby się na kimś zemścić. Bóg mnie też nie prowadził. Nic. Nie szedłem do celu. Szedłem nigdzie. Szedłem długo. Jeszcze dłużej. Mówię, co wiem.

Więc mówiąc prawdę i tylko prawdę, całej prawdy powiedzieć nie mogę, bo jej nie znam. I chyba nigdy się nie dowiem, dlaczego i po co przeszedłem dzisiaj ładne trzydzieści pięć, czterdzieści albo czterdzieści pięć, nie wiem, kilometrów, bo nie wiem, ile zrobiłem, na słupy nie patrzyłem, czasu nie mierzyłem. Nie to miałem w głowie. W głowie miałem lekki szum. Na pewno. Na pewno nigdy się nie dowiem, dlaczego dzisiaj nie skończyłem śniadania, nie dopiłem kawy, tylko wstałem i powiedziałem do gospodarza, żeby mnie obliczył i żeby mi wypłacił, ile się należy, bo odchodzę. Bo muszę iść. (…)

Uznałem dzisiaj idąc, że przecież nigdy się na to nie zgodzę, żeby być tym, czym nie jestem, a od czego się roją półkule. Ani na to, ani tak samo na to, że: jakoś to będzie, jak pan Bóg da zdrowie, a Matka Boska pieniądze, coś się musi zmienić, byle do wiosny. Uznałem, że tysiąc razy wolę przeminąć jak kometa. Tysiąc razy wolę mignąć tylko jak meteor i wsiąknąć w niezgłębione mgły. Całej prawdy nie znam. Mówię, co wiem.

Uznałem to i uznałem, że najlepsza dla mnie rzecz i jedyny sens jest usiąść. Usiąść gdzieś na uboczu, oprzeć się o drzewo albo o skałę, albo położyć się na trawie, na liściach, walnąć się na ziemię i już tak zostać bez ruchu, leżeć nieruchomo i przypomnieć sobie wszystko, wszystko co tylko, zebrać, przywołać ze wszystkich stron zakątków, wielki apel pamięci zrobić, aż urośnie jak balon i uleci w powietrze. I wtedy już spokojnie, cicho, tak jak przystało, godnie wsiąknąć w glebę, jak majowy deszcz.”

– Edward Stachura, Falując na wietrze

Zmieniło się wszystko i nic się nie zmieniło. Było jak było, jest jak jest i będzie jak będzie. Ja po prostu idę, a czasami się zatrzymuję. Czasami idę sama, a niekiedy ktoś mi towarzyszy. Czasami idę przez sztorm i burze, a czasami słońce grzeje moją twarz.

Nawet jeśli nie masz pewności dokąd doprowadzi Twoja droga i nawet jeśli nie potrafisz określić, gdzie chcesz teraz być, wciąż możesz spróbować podróży, ucząc się po drodze i idąc łagodnym, stałym tempem.

 
Babskie sprawy, Lifestyle, Osobiste, Życie

Ideał da­ny jest człowieko­wi po to, aby wy­raźnie widział swą niedoskonałość.

19 November 2015

Zarzucę teraz banałem, że wiecie, ludzie są różni. Fizycznie i mentalnie. Nie zawsze to co ładne z zewnątrz, w środku również emanuje pięknem. Jak w tym powiedzonku: ‘gówno zawinęło się  w papierek i udaje, że cukierek’. To nie zasada, broń borze. I nawet ciężko mi to w jakąś jedną ramę włożyć, bo staram się przenigdy nie wyłączać mojej tarczy anty-stereotypowej, a jak słyszę takie pierdoły typu “wszystkie grubaski, to sympatyczne laski” (przykład nie ma znaczenia, możesz tam wkleić stereotyp blondynki-idiotki), to wtedy mam ochotę zrobić fatality z Mortal Kombat i wyrwać takiemu osobnikowi serce.

fatality

Nie o stereotypach, a przynajmniej nie dosłownie, chciałam dziś napisać. Czasami mam wrażenie, że są we mnie dwie osobowości. Z jednej strony czuję, jak wychodzi taki mały szyderca. Paskudny gremlin, który lubi kogoś obgadać, poplotkować na brzydkie tematy, powiedzieć coś niemiłego o tym i o tamtym, a z drugiej strony mam później kaca moralnego i wielką ochotę przywalić sobie z liścia. Bo nie jestem zła, a przynajmniej lubię myśleć o sobie jak o dobrym człowieku, ale takim, który popełnia błędy i potrafi w odpowiednim momencie dać sobie kopa.

Mój stan emocjonalny i to wszystko co ostatnio się ze mną dzieje psychicznie kazało mi mocno przewartościować wszystko co jest wokół mnie. Widzę tysiące moich błędów, zachowania, które nie są moje i widzę też “siebie”, chociaż to tak naprawdę nie jestem ja. Nie ta “ja”, którą chcę być.

W każdym razie, dotknął mnie ostatnio, i to nawet dwukrotnie, taki stereotyp “szczęśliwej osoby”. Z jednej strony to ja oceniłam kogoś błędnie, a z drugiej strony to ktoś błędnie ocenił mnie.

Pierwsza sytuacja: Jakiś czas temu napisała do mnie koleżanka. Taka koleżanka, z którą nigdy nie miałam jakiegoś głębszego kontaktu. Jednak z tego co widziałam “na fejsie”, to żyła dobrze. I ABSOLUTNIE nie ma dla mnie żadnego znaczenia jej sytuacja materialna czy życiowa. Po prostu, to co widziałam z zewnątrz, sprawiło, że myślałam o niej, jak o kobiecie spełnionej na każdym poziomie. Co się okazało? Że ma wiele problemów i że z wieloma sobie nie radzi,a przynajmniej jeszcze nie wie jak sobie poradzić. Przez moją głowę nie przebiegł nawet cień myśli, że gdzieś tam jej świat się zawalił. Sądziłam, że jej życie jest idealnie zaprojektowane. Myliłam się jak cholera.

Druga sytuacja: To do mnie napisała jedna z czytelniczek. To była krótka wiadomość, ale bardzo dała mi do myślenia. Napisała, a właściwie to zapytała skąd we mnie tyle radości i szczęścia. Widzi to na moich zdjęciach i chce wiedzieć skąd. Nie mogłam jej odpisać “Spoko, odetchnij, u mnie chujowo”, ale jej pytanie spowodowało, że zaczęłam myśleć o tym, dlaczego tak ochoczo pokazujemy szczęśliwe chwile ze swojego życia, a nie potrafimy równie łatwo napisać czy powiedzieć:  jest mi źle/jestem nieszczęśliwa/mam problemy/mój świat się wali.

Na pewno słyszeliście o młodej modelce z Australii, która postanowiła usunąć prawie wszystkie zdjęcia ze swojego instagramowego konta. Jak sama stwierdziła, miała dosyć kolorowania rzeczywistości. Essena O’Neil pokazywała zdjęcia swojego ciała, kosmetyków, ubrań. Patrząc na nią i na jej zdjęcia można by pomyśleć, że to chodzący ideał, ale jednak okazało się, że granica między prawdziwym życiem, a życiem w internecie zatarła się, a ona w duchu była po prostu bardzo nieszczęśliwą dziewczyną pragnącą społecznej akceptacji.

Obejrzyjcie film, w którym Essena opowiada o tym jak wyglądało jej życie i dlaczego chce opuścić świat social media.

Problem jest taki, że widząc te wszystkie ślicznie wyglądające owsianki, mieszkania a’la Pinterest, smukłe sylwetki i zawsze idealne loki, wiele ludzi po prostu ulega tym złudzeniom i porównuje siebie do zdjęć, do tych nierealnych widoków. Myślimy – wtf, gdzie popełniłam błąd? Patrzysz na swoją stertę naczyń w zlewie, na nieuprasowane ubrania, na męża co siedzi w dresach przed komputerem i na dziecko, które znowu wylało kakao na dywan. Zaraz, zaraz. Jeszcze pozostałaś Ty. Piłaś dziś kawę z fusami, nie latte ze starbucksa. Twój makijaż pozostawia wiele do życzenia i wcale nie masz ochoty przebiec dziś 5 km i przeczytać inteligentną książkę.

Zapewniam Was, że nie wszyscy ludzie są idealni i szczęśliwi. Ja nie jestem. I wcale się tego nie wstydzę. Są dni, gdy nie mam ochoty sprzątać i nawet nie spoglądam w stronę zlewu, żeby sobie nie podnosić ciśnienia. Czasami nie maluję się wcale, a moim komfortowym strojem są wyciągnięte dresy i stara koszulka. Czasami też nie mam ochoty się uśmiechać i po prostu dużo płaczę. Czasami nie mogę zasnąć, bo myślę o wszystkich swoich problemach i o tym co mogłam w życiu zrobić inaczej. Czasami czuję się ze sobą tak źle, że jedynym wyjściem jest przykrycie się kołdrą i niewychodzenie z łóżka przez tydzień.

A czasami czuję, że muszę wziąć się w garść, bo życie to coś więcej, niż ładne obrazki na instagramie. Życie to więcej, niż smukłe uda i jędrne piersi. Życie to więcej, niż idealnie ułożone włosy i duża zawartość portfela. Spróbuj spojrzeć w lustro i powiedzieć: “Popełniam błędy, nie jestem idealna/y, ale pracuję nad sobą”. Nie warto gonić za byciem NAJLEPSZYM. We wszystkim trzeba odnaleźć balans. I w byciu najlepszym i w byciu najgorszym.

Nie bójcie się być nieidealni.  Bądźcie tacy, jacy chcecie być, w zgodzie ze sobą.

 
Osobiste, Rozwój, Życie

Co mi w życiu nie wyszło i dlaczego mam to gdzieś?

18 August 2015

Mając sześć lat, Twoim największym problemem jest to, że mama nie chciała Ci rzucić przez okno 2 zł na loda. Gdy masz 10 lat, to wydaje Ci się, że koniec świata nastąpi po powrocie rodziców z wywiadówki, a jako 13 latka nie wiesz co gorsze – to, że chłopak, którego darzysz uczuciem Cię olewa czy to, że nie rosną Ci cycki. 

Czytaj więcej…

 
Osobiste

Dlaczego poszłam do psychiatry?

8 December 2014

Poniedziałek: Leżę w łóżku i myślę o tym, czy znajdę siłę, że zrobić sobie kawę. Czy chce mi się wstać i zejść po schodach na dół do kuchni? Czy chce mi się czekać 3 minuty, aż zagotuje się woda? Co będę robić w tym czasie? Stać i patrzeć na stertę naczyń w zlewie? Chyba mi się nie chce, zostaję w łóżku.

Czytaj więcej…