Browsing Category

Na co dzień

Emigracja, Na co dzień

Tęsknota na emigracji.

17 August 2019

Codziennie śnię o mieście, z którego pochodzę. To nie jest tak, że wracam do Polski, że śnię o podróży, o powrocie. Ja po prostu tam jestem. Od pewnego czasu miejsce akcji moich snów to Gdańsk. Raz tylko śniłam, że kupuję bilety i wracam. O matko, jaka ja byłam w tym śnie szczęśliwa. Już zaraz miałam wsiadać do samolotu, już prawie poleciałam i byłam z powrotem w miejscu, które zostawiłam ponad rok temu.


Myślę o Polsce, oczywiście. Tęsknię i czasami brakuje mi tego co znajome. Tutaj czas płynie wolniej i szybciej jednocześnie. Wszystko jest piękniejsze i brzydsze zarazem. Tam znałam każdy kąt, wiedziałam co jest za zakrętem i czego mogę się spodziewać, gdy skręcę w tamtą ulicę. Tu jest inaczej. Nie wiem gdzie trafię, gdy pójdę w prawo, nie wiem na który fragment drogi uważać, żeby się nie potknąć, nie wiem co jest za rogiem, ani gdzie rosną najpiękniejsze kasztany. Nie wiem dokąd idę, czy ta droga prowadzi na skróty, czy może wręcz przeciwnie.

I wcale nie twierdzę, że to złe uczucie. Nie jest mi smutno, nie czuję się samotnie i wcale nie chcę do Polski wracać. Tęsknie za tym co znałam i za tym co miałam pod nosem. Za morzem, za miejscami, za ludźmi. Za targiem, na którym mogłam kupić gruntowe ogórki i najlepsze polskie wiśnie, za ulubionym, bezludnym miejscem na plaży, gdzie najlepiej układało mi się myśli, za tym, że mogłam napisać do przyjaciółki “to co, wpadniesz dziś wieczorem?” i ona po pracy była u mnie z butelką wina.

Nie szukam na siłę Polski w Anglii, nie szukam wszystkiego co wiąże się z moim krajem i narodowością. Nie interesują mnie polskie imprezy z polskim disco polo. Nie muszę jadać tylko polskich obiadów, robić zakupów tylko w polskich sklepach i nie chcę mieć w domu polskiej telewizji.

Poznaję ludzi o różnych narodowościach, jadam potrawy z kuchni całego świata, mój chłopak jest brytyjczykiem i odkąd jestem a urlopie macierzyńskim, to nawet po polsku nie rozmawiam już tak często jak po angielsku. Tak, tęsknie za Polską, ale zdecydowanie żyje mi się lepiej, niż żyło się tam. Mój dom zawsze będzie tam, tu i gdziekolwiek, gdzie postanowię mieszkać, bo dom nie jest tylko miejscem, gdzie się urodziliśmy, to miejsce, w którym stajemy i czujemy się sobą. Poczucie domu łączy się z rodziną, miejscem pobytu, miejscem marzeń i wieloma innymi pojęciami. Można spędzić całe życie na poznawaniu wielu rożnych miejsc, a potem z powodzeniem łączyć je w całość.

Myślenie o emigracji, gdy jeszcze jest się w rodzinnym mieście/kraju, to trochę jak bycie we śnie. Co myślałam o Anglii, zanim tu przyleciałam? W głowie miałam piękne widoki, Robin Hood’s Bay z serialu Doc Martin, kryminalne historie Agaty Christie, Harry’ego Pottera, Szekspira, wspaniałe zamki, tajemnicze uliczki… Co zastałam? Cóż, ten obraz był daleki od mojej Anglii z wyobraźni, mimo, że byłam tu już kiedyś kilka lat temu i mniej więcej wiedziałam co mnie czeka.

Nadal wiele rzeczy tutaj mnie dziwi, a codzienne życie budzi ze snu, nic nie jest stałe. Buduję swoje życie codziennie, po prostu jestem tu i teraz. Podróż jest jak bycie zakochanym, nagle włączają się wszystkie zmysły i dostrzegamy inne formy świata. Podróż odkrywcza nie polega na szukaniu wciąż nowych lądów, ale na nowym spojrzeniu.

 
Na co dzień, Osobliwości

A w październiku…

16 October 2017

Zawsze jest trochę melancholijnie, trochę wesoło, trochę smutno, trochę tęskni się za latem, a trochę wygląda się zimy i świąt. Jaki jest ten miesiąc? Wyjątkowy. Dużo układam, przestawiam i porządkuję. W środku, w głowie, w sercu.

Wyławiam ze śmietnika codzienności pojedyncze doznania.

Ta jesień jest inna. Nie widzę jej w standardowych barwach. Kolorem października jest fioletowy. Ostatnio jest on moim ukochanym kolorem i teraz chyba nawet strącił z podium niebieski, który do tej pory był top of the top. Internet mówi, że osoby lubiące fiolet cechuje tajemniczość, intuicja i zamiłowanie do piękna. Podobno fiolet jest symbolem poszukiwania, wolności, doskonałej miłości i młodości. I ja właśnie czuję się młodo, jak nigdy.

Fiolet idealnie oddaje wszystko co najlepsze w kulinarnej jesieni – kapustę, bakłażana, fioletowe ziemniaki, czosnek, buraki, śliwki. Pisząc ten tekst, całe mieszkanie wypełnione jest zapachem boczku z powidłami śliwkowymi. Jutro zrobię fioletową kiszoną kapustę. I może kopytka z fioletowych ziemniaków?

1 | 2 | 3 | 4


Ostatnio lubię też neony. Te mówiące do mnie fioletowym światłem. Chciałabym mieć na ścianie taki neon i wieczorem siedzieć z kubkiem herbaty, słuchać jesiennej muzyki i wpatrywać się w niego. Zwłaszcza w ten, który mówi stay wild. 

1 | 2 | 3 | 4


W październiku jestem pełna (nie)poprawnego romantyzmu. I wcale nie czuję się z tego powodu słaba czy zawstydzona. Twardy tyłek i szczypta racjonalizmu nadal mi towarzyszą, może nawet bardziej, niż zwykle. Jednak pozwalam sobie na dobre uczucia i nie jest to moją słabością. I szukam słów, które odzwierciedlą mój nastrój.

 

 

i najważniejsze:

 


Muzyka w październiku jest spokojna, lekka i ciężka zarazem. Uspokajająca i rozpalająca od środka. Usypiająca, wprowadzająca w stan 3K: kanapa-kakao-koc.


Książki jakie czytam, są różne. Czasami sięgam po jakąś z zaciekawienia tytułem, czasami okładką, a niekiedy opisem. Sama nie wiem, jak trafiłam na te trzy tytuły. Każda z tych książek jest inna. Ale najbardziej mogę polecić wam 52 tygodnie. To taki książkowy “podlotek”, może zbyt pozytywny i pełen banałów, ale całkiem fajny. Główna bohaterka postanawia, że przez kolejne 52 tygodnie będzie robiła coś nowego i tak pojawiają się takie pomysły jak pisanie listów do najbliższych, gotowanie potraw związanych ze wspomnieniami, spanie na balkonie. Sama zachciałam zrobić taki eksperyment, kto wie co nowego mogłabym odkryć?


Ten miesiąc, a przynajmniej kolejną połowę poświęcę na dbanie o siebie. Chcę się wysypiać, zdrowiej jadać, co wieczór wklepywać krem w twarz powtarzając w głowie “loreal, jesteś tego warta” i pozwalać sobie na wiele przyjemności. Najlepiej idzie mi z jedzeniem, więc uzbrojona w pudełko z pyszną sałatką (z awokado i kurczakiem), jadę do pracy. A jaki jest wasz październik?

Udanego dnia!

P.

 
Na co dzień

Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek otrzymałam!

5 December 2014

Pamiętam z dzieciństwa, że dość długo wierzyłam w św. Mikołaja. Bardzo chciałam wierzyć, że jest na świecie ktoś, kto czyta listy, które co rok zostawiam na parapecie okna. Że ten ktoś spełni moje małe marzenia o nowej zabawce, którą widziałam w telewizji. Nigdy nie miałam wielkich pragnień, a przynajmniej tak mi się wydawało. Będąc małym dzieckiem nie wiedziałam, że pragnienie nowej lalki może przerastać możliwości mojego “Mikołaja”. Zrozumiałam to dopiero, gdy pewnego dnia znalazłam w jakiejś starej książce wszystkie listy, które wysyłałam do Mikołaja przez poprzednie lata. Wtedy dotarło do mnie, że nie ma Mikołaja, nie ma magii, nie ma fabryki, w której skrzaty produkują zabawki dla dzieci na całym świecie.

Czytaj więcej…

 
Na co dzień

Księżniczki z filmów Disneya, którym przydałby się odkurzacz

4 December 2014

Sprzątanie… Na nic nie jestem uczulona jak właśnie na to. Lubię porządek, ale nie do tego stopnia, aby ciągle o niego dbać. Bałagan to moje drugie imię i najlepiej odnajduję się w moim własnym chaosie i nieładzie. Są jednak pewne rzeczy, których nawet taka bałaganiara jak ja nie lubi – zakurzonych mebli i śmieci na podłodze. Nie cierpię jak mi się coś do skarpetek przyczepia. Wszelkie okruchy, paprochy działają na mnie bardzo alergicznie.

Czytaj więcej…

 
Filmy, Na co dzień

Prezenty w stylu “Gotowych na wszystko”

14 November 2014

“Desperate Housewives” to jeden z moich ulubionych seriali. Wszystkie sezony pochłonęłam jednym tchem, choć początkowo wydawało mi się, że to serial zupełnie nie w moim stylu i okaże się nudnym gniotem. Jednak okazał się niespodzianką i z sentymentem wracam do perypetii Bree, Susan, Lynette oraz Gabrielle. Najbardziej charakterystyczną postacią i najbardziej kulinarną zarazem okazała się Bree Van De Kamp. Typowa perfekcyjna pani domu. Zawsze nienagannie ubrana i pomalowana, jej dom lśnił czystością, na stole w kuchni zawsze stało świeżo upieczone ciasto, a ona nawet wychodząc pielić ogródek wyglądała, jakby szła na bal. Przepisy z Gotowych na wszystko, które zrobiłam do tej pory: Odwrócone ciasto ananasowe, Brownie, Ciastka owsiane.

Czytaj więcej…

 
Blogowanie, Na co dzień

Bądź kreatywny

19 October 2014

Jakiś czas temu zapowiedziałam Wam blogowe zmiany. Otóż informuję, że nadchodzą one wielkimi krokami. Przenoszę treści, mam już nowe logo, znalazłam ładny szablon, planuję i projektuję moją nową blogową przestrzeń.

Ostatnie dni spędzam na kreatywnym myśleniu i wyciąganiu z siebie rzeczy i umiejętności, które kiedyś sprawiały mi przyjemność. Jestem fanką ładnych obrazków i literek. Lubię słowa, poezję, piosenki. Lubię ładne rzeczy kolory, kształty i wszystko co w jakiś sposób może mnie wyrazić.

Czytaj więcej…

 
Na co dzień

Wyzwanie #10jaków

17 October 2014

Wiecie czym są jaki? Jaki to takie zwierzątka. Są ładne, duże i puchate. 

Istnieje też gatunek jaków, który nie należy do miłych i przyjemnych. Podsuwa on do głowy różne trudne rzeczy. 

Jak będzie wyglądało moje życie?

Jak ja sobie z tym poradzę?

Nie wiem jak to zrobić. 

Jak to możliwe?

Czytaj więcej…

 
Na co dzień

Motywacja do ćwiczeń i diety – to nie takie proste

19 July 2014

Kto jest leniem tak jak ja, ten wie jak ciężko jest znaleźć motywację do regularnych ćwiczeń. Teoretycznie powinno być prościej znaleźć powody do regularnego ćwiczenia, niż do jednorazowego wyjścia na bieganie, czy na siłownię, ale co tu zrobić, gdy nagle znajduje się milion ważniejszych spraw niż ćwiczenia?

Moim największym problemem jest to, że najwięcej robię popołudniami i wieczorami. Czasami, gdy przychodzi czas ćwiczeń okazuje się, że ja akurat umówiłam się z koleżanką/robię obiad/uczę się kaligrafii/maluję reprodukcję Damy z łasiczką. Wymówkę znaleźć bardzo łatwo, gorzej z regularną motywacją.

To nie jest tak, że jak już raz odnajdziesz w sobie ten magiczny powód dla, którego powinieneś zacząć ćwiczyć (gruba dupa/słaba kondycja/wstyd przed znajomymi, że na Twoim Endomondo są pustki) to nagle obrócisz swoje życie do góry nogami i staniesz się drugą Chodakowską. Owszem, są osoby, którym nie trzeba wiele, aby zmotywować się już na zawsze, ale załóżmy, że jesteś taka jak ja, czyli często nad wyraz leniwa i ciągle “zajęta” – co wtedy?

1. Wynajmij sobie trenera-motywatora

Całkiem serio. Nie masz kasy? Nie szkodzi, ja też nie. Niech trenerem będzie Twój chłopak/przyjaciółka/mama. Poproś o codziennego motywacyjnego sms’a. I to nie takiego w stylu “Dziubku, proszę pójdź dziś poćwiczyć”, ale raczej “Ruszaj tyłek z kanapy mała. Czas pokazać jak umiesz wymiatać!”.

2. Ustal konkretną porę, w której będziesz ćwiczyć

Niech to stanie się Twoim rytuałem, czymś tak oczywistym jak wizyta u kosmetyczki, umycie zębów, czy obejrzenie nowego odcinka Gossip Girl. Wyznacz konkretne dni i godziny, w których będziesz ćwiczyć. Kto Ci pomoże trzymać to pod kontrolą? Patrz punkt 1. Pomocny może być plan treningów wydrukowany i przyczepiony do lodówki.

3. Nagradzaj się

Nie mam na myśli nagrody w postaci tabliczki czekolady, która zniknie w ekspresowym tempie, a wraz z nią Twoja motywacja. Może po miesiącu treningów w nagrodę kupisz sobie nową sukienkę? A może będziesz musiała, bo stare ubrania będą na Tobie wisiały?

4. Wizualizuj

W zależności od tego jaki cel chcesz osiągnąć – schudnąć, wyrzeźbić mięśnie, czy po prostu poprawić kondycję to wyobrażaj sobie siebie po tej zmianie. Zamknij oczy i pomyśl jak będziesz wyglądała bez fałdek, albo jak fajnie będzie móc pobiec do autobusu bez zadyszki.

5. Czytaj historie innych osób

To działa bardzo pobudzająco. Szczególnie na mnie. Gdy czytam historie osób, które np. pokonały nadwagę to uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy i wtedy myślę sobie “Jej/jemu też było ciężko, ale poradził/a sobie, może mi też się uda? Muszę spróbować”

I zupełnie bez czarowania… Nie ma co się spodziewać, że po pierwszym treningu będzie lekko i będzie widać zmiany. Nigdy nie jest lekko, a proces metamorfozy to czasochłonny proces. Musisz uzbroić się w cierpliwość i dyscyplinować się. I ja też muszę, na okrągło 🙂