Archives

Na co dzień, Osobliwości

A w październiku…

16 October 2017

Zawsze jest trochę melancholijnie, trochę wesoło, trochę smutno, trochę tęskni się za latem, a trochę wygląda się zimy i świąt. Jaki jest ten miesiąc? Wyjątkowy. Dużo układam, przestawiam i porządkuję. W środku, w głowie, w sercu.

Wyławiam ze śmietnika codzienności pojedyncze doznania.

Ta jesień jest inna. Nie widzę jej w standardowych barwach. Kolorem października jest fioletowy. Ostatnio jest on moim ukochanym kolorem i teraz chyba nawet strącił z podium niebieski, który do tej pory był top of the top. Internet mówi, że osoby lubiące fiolet cechuje tajemniczość, intuicja i zamiłowanie do piękna. Podobno fiolet jest symbolem poszukiwania, wolności, doskonałej miłości i młodości. I ja właśnie czuję się młodo, jak nigdy.

Fiolet idealnie oddaje wszystko co najlepsze w kulinarnej jesieni – kapustę, bakłażana, fioletowe ziemniaki, czosnek, buraki, śliwki. Pisząc ten tekst, całe mieszkanie wypełnione jest zapachem boczku z powidłami śliwkowymi. Jutro zrobię fioletową kiszoną kapustę. I może kopytka z fioletowych ziemniaków?

1 | 2 | 3 | 4


Ostatnio lubię też neony. Te mówiące do mnie fioletowym światłem. Chciałabym mieć na ścianie taki neon i wieczorem siedzieć z kubkiem herbaty, słuchać jesiennej muzyki i wpatrywać się w niego. Zwłaszcza w ten, który mówi stay wild. 

1 | 2 | 3 | 4


W październiku jestem pełna (nie)poprawnego romantyzmu. I wcale nie czuję się z tego powodu słaba czy zawstydzona. Twardy tyłek i szczypta racjonalizmu nadal mi towarzyszą, może nawet bardziej, niż zwykle. Jednak pozwalam sobie na dobre uczucia i nie jest to moją słabością. I szukam słów, które odzwierciedlą mój nastrój.

 

 

i najważniejsze:

 


Muzyka w październiku jest spokojna, lekka i ciężka zarazem. Uspokajająca i rozpalająca od środka. Usypiająca, wprowadzająca w stan 3K: kanapa-kakao-koc.


Książki jakie czytam, są różne. Czasami sięgam po jakąś z zaciekawienia tytułem, czasami okładką, a niekiedy opisem. Sama nie wiem, jak trafiłam na te trzy tytuły. Każda z tych książek jest inna. Ale najbardziej mogę polecić wam 52 tygodnie. To taki książkowy “podlotek”, może zbyt pozytywny i pełen banałów, ale całkiem fajny. Główna bohaterka postanawia, że przez kolejne 52 tygodnie będzie robiła coś nowego i tak pojawiają się takie pomysły jak pisanie listów do najbliższych, gotowanie potraw związanych ze wspomnieniami, spanie na balkonie. Sama zachciałam zrobić taki eksperyment, kto wie co nowego mogłabym odkryć?


Ten miesiąc, a przynajmniej kolejną połowę poświęcę na dbanie o siebie. Chcę się wysypiać, zdrowiej jadać, co wieczór wklepywać krem w twarz powtarzając w głowie “loreal, jesteś tego warta” i pozwalać sobie na wiele przyjemności. Najlepiej idzie mi z jedzeniem, więc uzbrojona w pudełko z pyszną sałatką (z awokado i kurczakiem), jadę do pracy. A jaki jest wasz październik?

Udanego dnia!

P.

 
Festiwale

Restaurant Week – Vertigo (Trójmiasto, Gdynia)

11 October 2017

“Jestem święcie przekonana, że jedzenie jest dobre na każde zmartwienie”.

To mogłyby być moje słowa. Jedzenie koi, łączy, daje siły i wzmacnia. Wspólny posiłek, to świetna okazja do spędzenia razem czasu, rozmowy i wymiany myśli.

20 października rozpoczyna się trzecia już edycja Restaurant Week, ogólnopolskiego kulinarnego festiwalu, podczas którego w wybranych restauracjach dostępne będzie specjalnie przygotowane menu składające się z przystawki, dania głównego i deseru, a to wszystko w cenie 49 zł.

W samym Trójmieście udział bierze ponad 30 restauracji, a w ich ofercie znajdują się takie motywy przewodnie jak: owoce morza, kuchnia azjatycka, śródziemnomorska, europejska, włoska i wiele innych.

 

Jako ambasadorka festiwalu wybrałam się do jednego z miejsc biorących udział w RW. Wybrałam Vertigo – restaurację znajdującą się w Centrum Filmowym w Gdyni. Miejsce w kinowym klimacie, z niezwykle ciekawą kartą, miłą obsługą i świetną atmosferą.

Czym uraczy nas Vertigo podczas Festiwalu?

Jak zwykle, podczas Restaurant Weeku dostępne są dwa menu do wyboru – w tym przypadku jest to opcja mięsna i wege. Wypróbowałam obie i jako zadekralowana mięsarianka, moje serce skradło menu numer 1 – boczek i jagnięcina!

Na przystawkę otrzymacie boczek konfitowany w kaczym tłuszczu, podany z sosem i ciekawym dodatkiem jakim jest sfermentowany seler. Boczek chrupie tak jak powinien, nie jest go ani za mało, ani za dużo. Smakuje pysznie.

Mój faworyt ze wszystkich propozycji, to danie główne w menu 1 – burger jagnięcy. To było duże wyzwanie, bo ja za burgerami po prostu nie przepadam. Znudziły mi się już, a może zbyt wiele razy rozczarowałam się, czy to mięsem, czy pieczywem. Tu było idealnie. Chrupiąca brioszka, idealnie soczyste mięso, odpowiednia ilość dodatków i co najważniejsze, dająca spójną całość – suszone pomidory, ser feta, konfitura z czerwonej cebuli i miętowy sos. Do tego solidna porcja frytek i pyszny ketchup (zapomniałam dopytać, ale jestem na 99% pewna, że jest przygotowywany w restauracji).

Deser to ciasto czekoladowe z płynnym wnętrzem, podane z gałką lodów. Po przystawce i daniu głównym ciężko było mi znaleźć miejsce na to rozkoszne ciastko. I jedno czego mi zabrakło – może odrobiny więcej owoców, na przykład wiśni. Jednak i bez nich było dobrze.

W drugim menu, bardzo ciekawym zaskoczeniem było tofu w sosie słodko kwaśnym, z orzechami laskowymi, warzywami i makaronem chow mein. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale tofu było mega dobre. Wcale nie FU! 🙂 Warzywa były idealne – nie rozpadające się, chrupiące, dobrze doprawione. Całość super. Gdybym była wegetarianką, to zdecydowanie ta opcja dania głównego zadowoliłaby mnie.

Moim towarzyszem podczas tego tastingu był Robert, zwany także Czarkiem. Na co dzień pracujemy razem z Socialove, wieczorami Robert polewa szoty ze smacznych nalewek w pubie Red Light, a gdy jeszcze uda mu się rozciągnąć dobę, to zajmuje się różnymi kosmicznymi i artystycznymi rzeczami, między innymi w duecie Melonur Collective. 

Przystawką była zupa krem z pieczonych batatów, dyni, z kolendrą, chili i kozim serem. Bardzo smaczna zupa, ser zrobił dużą robotę. Jednak taka przystawka to nie mój klimat. Ja lubię konkrety i tu zdecydowanie stawiam na boczek. Jednak serio, nic tej zupie nie mogę zarzucić, a porcja była naprawdę solidna i po zjedzeniu połowy czułam się, jakbym miała za sobą już danie główne.

Tymek też daje okejkę – zjadł chrupiącego kurczaka i frytki z tym boskim ketchupem. Był zadowolony, a musicie wiedzieć, że to wymagający krytyk kulinarny. Czasami sama się boję jego oceny…

Tak kiedyś ocenił frytki z halloumi 😀

Czy warto odwiedzić Vertigo w ramach Restaurant Week? Zdecydowanie! Warto tam zajrzeć także poza Festiwalem. Miejsce jest świetnie nie tylko dla fanów dobrego jedzenia, ale też dla wielbicieli kina, niepospiesznego relaksu przy kawie czy lampce wina. A po obiedzie obowiązkowym elementem będzie spacer po plaży, do której jest dosłownie rzut beretem!

Tymczasem zajrzyjcie na stronę Restaurant Week i rezerwujcie miejsca, bo rozchodzą się jak ciepłe bułeczki! Festiwal trwa 20.10-31.10 do zobaczenia i nie spóźnijcie się z rezerwacją!

 
Lifestyle

Było jak było. Jest jak jest. Będzie jak będzie.

10 October 2017

Myślisz sobie – o boże, żeby było warto, bo jak nie to dupa blada. I zastanawiasz się, czy wchodzić w ten związek, czy zmienić pracę, czy powiedzieć tej koleżance, że w sumie to Cię wkurwia i nie interesuje Cie, to czy już w tym tygodniu zrobiła sobie rzęsy, a może chciałabyś powiedzieć byłemu (wykrzyczeć nawet), że jest palantem jak stąd do kosmosu i masz sraczkę jak go widzisz.

Nie potrafisz postawić sprawy jasno. Trochę chcesz, ale się boisz albo nie wiadomo co.

Coś Cię trzyma w napięciu, coś Cię powstrzymuje, ciągle ktoś stawia przed Tobą jakieś kolejne wybory. A życie to nie sejm, nie można wstrzymać się od głosu i czekać, aż ktoś inny podejmie decyzję za Ciebie.

Chcę, ale się boję.

Ale ja nie wiem, a jak to będzie, olaboga.

A co jak wybiorę źle?

Dupa zbita, piwo nawarzone, trzeba wypić, trudno. Wiem, że nic nie wiem. Gówno wiem. Halo, przepraszam, gdzie się składa reklamacje? Przemyślałam sobie i chciałabym cofnąć decyzję. Najlepiej o kilka lat, to po drodze jeszcze parę rzeczy zmienię. 

Figa z makiem, nie ma lekko. Bierz co masz, wytrzyj zasmarkany nos, otrzyj kolana i idź dalej. Prosimy o przemyślane zakupy, ponieważ zwrotów nie przyjmujemy.

Musisz wybierać tu i teraz. I wypić to piwo, którego się nawarzyło. Coś z tego wyjdzie. Albo sraczka albo spoko, nie wiadomo.

I wiesz co ja Ci na to powiem? Będzie jak będzie. 

Możesz mieć takie chwile, że będzie chciało Ci się wyć, płakać, krzyczeć i wciskać głowę w poduszkę ze wściekłości. Myślisz, że tylko Ty tak masz? Że tylko Tobie życie rzuca kłody pod nogi? Każdy ma takie chwile, że chce się wszystko pierdolnąć w kąt, spakować i wyjechać w Bieszczady. Wywiesić na drzwiach karteczkę – nieczynne, nikogo nie ma w domu. Każdy tak ma, rozumiesz? I tak musi być.

Nigdy nie wiadomo, że podjęta decyzja będzie dobra. Że facet, którego wybrałaś to ten jedyny i na zawsze, że praca którą masz, to ta najlepsza i że warto było jednak się ugryźć w język, zamiast powiedzieć co myślisz. Możesz sobie robić kalkulacje, bilanse, prognozować potencjalne zyski i straty, ale to i tak jest loteria. Najpierw jest Twoja decyzja, a później efekt.

Ile razy sobie myślałam – a chuj, wchodzę w to. Na przypale albo wcale. Kochaj albo rzuć. Wszystko albo nic. Ja idę w sam środek pożaru, a Ty odpalasz zimne ognie przez rękawiczki. I co z tego mam?

Ile ja głupot w życiu narobiłam, ile razy dałam plamy, ile razy palnęłam coś niemądrego, złamałam zasady, poszłam w tango, zgubiłam godność, a w zamian znalazłam tylko wyrzuty sumienia, odrazę do siebie, kaca moralnego i zaskoczenie, że coś takiego mogło mi przyjść do głowy. Nie zliczę ile razy. No i co? Było jak było.

Ale nigdy nie było tak, żebym z błędu nie wyciągnęła wniosków. I choć łzy leciały po policzkach, czułam się jak gówno, myślałam że już nic dobrego mnie nie spotka, to jestem wdzięczna za każdy popełniony błąd. Bardzo często z tych porażek wyrastało coś dobrego, a wszystkie klęski działały w większości motywująco. Bo co, ja nie dam rady? No to potrzymaj mi piwo.

Pomyśl sobie o jakiejś najgorszej sytuacji, z której ostatecznie wynikło coś dobrego. Nie ważne, czy to rozwalony związek, przyjaźń czy pieniądze. Nie ma takiej sytuacji, która działaby się po nic. Jeśli zrozumiesz po co i dlaczego tak się stało, to później będzie Ci lepiej i łatwiej.

Nigdy nie wiadomo, czy nie jesteś właśnie w tym kluczowym momencie życia. Może właśnie siedzisz i rozpaczasz nad rozstaniem, a jutro zza rogu wyskoczy na Ciebie wysoki brunet, obleje Cię kawą i to będzie początek czegoś nowego. Może właśnie to otworzy Ci drogę, do tych miejsc, które wcześniej były poza Twoim zasięgiem.

I zapamiętaj. Będzie jak będzie. 

 

 

 
Życie

Droga pani, nie ma na to leku.

16 September 2017

Pomyśl o uczuciu wstydu. To uczucie, które w nadmiernym nasileniu niszczy Ci życie. Wstyd sprawia, że ciągle porównujesz się do innych. Wciąż czujesz się gorsza, zawstydzona i podatna na zranienia. Wtedy zaczynasz szukać sposobu na to, żeby poczuć się kimś wyjątkowym. Szukasz aprobaty, wewnętrznej gratyfikacji i czegoś co sprawi, że poczujesz się ponadprzeciętnie. Chcesz być dostrzegana, chcesz poczuć troskę, chcesz uwagi.

Niszczysz się. Próbujesz nowych związków, nowych doznań, nowej pracy, nowego hobby. Wszystkiego co podniesie cię na duchu choć na moment. Wszystkiego co sprawi, że dostaniesz zastrzyku adrenaliny. Wszystkiego co zadziała jak uszczypnięcie. Wszystkiego co mogłoby sprawić, że będziesz czuła się jak ktoś lepszy i ważny.

Czujesz, że jest w tobie coś złego. Coś destrukcyjnego. Czujesz, że nie potrafisz sprostać własnym standardom. Chciałabyś już przestać myśleć, że jesteś do niczego, że nikt cię nie pokocha, że nic ci się nie uda, że jeśli pozwolisz się komuś zbliżyć do siebie, to na pewno cię opuści. Nie opuszczasz gardy.

Nie troszczysz się o siebie.

Oczekujesz samych niepowodzeń, bezwiednie je prowokujesz by potrzymać uczucie spójności.

Jesteś bezradna. Ignorujesz zagrożenia. Brakuje ci samoochrony. Redukujesz myślenie do “tu i teraz” i nie dostrzegasz konsekwencji ryzykownych zachowań. Szukasz sytuacji, które potwierdzą to wszystko co o sobie myślisz. Masz w środku wewnętrznego zdrajcę. Żyjesz źle, jadasz źle, sypiasz źle. Powtarzasz wciąż te same błędy.

Robisz tak nie dlatego, że tak wybierasz, chcesz, planujesz i dobrze ci z tym. Robisz tak, bo uważasz, że to dla ciebie jedyna możliwa droga. Najlepsza droga. Na tę drogę zasługujesz.

Potrafisz wyciągnąć z kieszeni wachlarz racjonalnych uzasadnień, które odpowiadają na wszystkie trudne pytania – dlaczego żyjesz tak jak żyjesz, dlaczego nie uczysz się na błędach, dlaczego nie masz do siebie zaufania, dlaczego nie pozwalasz nikomu się do siebie zbliżyć.

“W tym momencie, w którym rodzisz się na nowo, jest zarówno radość narodzin, jak i smutek umierania. Różne strategie obronne, które gwarantują nam bezpieczeństwo w dzieciństwie, budują naszą samotność w dorosłości. I te strategie muszą umrzeć, jeśli mamy sobie pozwolić na to aby dotykała nas miłość. Kiedy ten moment następuje, kiedy czujesz się kochany, powracają wszystkie bolesne wspomnienia sytuacji, w których te obronne strategie były ci niezbędne, za tymi wspomnieniami podąża żałoba po wszystkim, co utraciłeś.” – Jon Frederickson

Wiem, że znasz wszystkie manewry obronne na pamięć. Wiem, że sądzisz, że nie zasługujesz na więcej, że jest ci dobrze i bezpiecznie. Pozornie. Wiem, że udajesz, że nie dostrzegasz tego, że sama się niszczysz. Sama robisz sobie krzywdę. Nie dopuszczasz do siebie innych, nie dopuszczasz dobrych myśli. Masz na twarzy przyklejony uśmiech. Ludzie mają cię za wesołą, pogodną, pozytywną. Jesteś tą zabawną, która zawsze czuje się dobrze w towarzystwie, która ma coś do powiedzenia na wiele tematów, która wydaje się “spoko”. A co masz w środku? Czujesz się jak zgniłe jabłko, piękne z zewnątrz, ale obrzydliwe w środku.

Szukasz lekarstwa. W ludziach, w chwilach, w sytuacjach, w alkoholu, u psychiatry. Żyjesz skrajnościami. Jesteś albo na szczycie albo na dnie. Nigdy nie ma nic pomiędzy.

Chcesz innego życia, ale nie dajesz sobie szansy. Szukasz jej u innych, ale wciąż z tyłu głowy myślisz – nie stać mnie na ciebie, zobacz jaka jestem beznadziejna. Myślisz, że nie zasługujesz na spokój i stale czekasz, aż coś się spieprzy. Milion osób mówi ci, że jesteś piękna, dobra, mądra. Te słowa są tylko chwilowym pogłaskaniem. Ty tego nie widzisz i nie zobaczysz, dopóki sama w sobie tego nie odkryjesz. Sama musisz poczuć się ze sobą dobrze i dopiero wtedy ktoś inny będzie mógł poczuć się tak z tobą.

 

Nie chcę już niczego, tylko być w zupełnej zgodzie ze sobą. Nie pragnę żadnych nadzwyczajności. Być sobą, tylko tym, czym się jest naprawdę. Nie tworzyć tych kłamliwych sobowtórów w obcych sobie sferach ducha.

Nic się samo nie zmieni. Nie możesz czekać, aż świat dostosuje się do ciebie. Nie możesz myśleć, że jakoś to będzie i jesteś skazana na życie w zawieszeniu między tym kim jesteś, a kim chciałabyś być. Musisz wszystko uporządkować. Musisz zdecydować się, czego chcesz się trzymać. Musisz wiedzieć, co trwa, a co przeminęło, a czego nigdy nie było. I musisz sobie pewne rzeczy odpuścić. W każdej chwili możesz wyciągnąć wnioski. W każdej chwili możesz zacząć uczyć się na błędach. W każdej chwili możesz przepracować to, czego w sobie nie lubisz. W każdej chwili możesz otworzyć się na siebie, ludzi i dobre doświadczenia.

 

W każdej chwili możesz zacząć od nowa.

 

 


z dedykacją dla Mani, najlepszej krawcowej myśli.

 
Kuchnia filmowa

Anne with an “E” i Sheperd’s pie

27 May 2017

W dzieciństwie uwielbiałam tą dziewczynkę o rudych włosach. Z książkowych bohaterek, Ania byłą moją idolką chyba na równi z Pollyanną. Rezolutna, szczera, wrażliwa, z wielkim sercem i jeszcze większą wyobraźnią. Jednak książka wydawała mi się o wiele łagodniejsza w odbiorze, niż serial. Może to kwestia obrazu i nadania Ani realnego obrazu, a może kwestia perspektywy czasu i spojrzenia na pewne wątki dorosłym okiem.

W każdym razie, jeśli zastanawiacie się, czy warto obejrzeć Netflixową wersję Ani z Zielonego Wzgórza, czyli Anne with an “E”, to ja odpowiem Wam, że warto. Pierwszy sezon zleciał mi tak szybko, że czułam trochę niedosyt, ale czekam na kolejny. I mam nadzieję, że będzie równie wypełniony kulinarnymi momentami, jak ten pierwszy.

Maryla:  Nic nie zjadłaś.
Ania: Nie mogę, przepraszam. Wpadłam w otchłań rozpaczy. Pani je w takich sytuacjach?
Maryla: Nie znam tego uczucia.
Ania: Wyobrażała sobie Pani rozpacz?
Maryla: Nie.
Ania: To bardzo nieprzyjemnie uczucie. Podczas jedzenia w gardle staje gula i nie można przełykać, nawet czekoladek. Jadłam czekoladki dwa lata temu. Były przepyszne. Proszę nie brać tego do siebie, kolacja wygląda wspaniale.

W tym sezonie pojawiało się sporo placków, chleba, ciast i bułeczek. Jednak tym co przyciągnęło moją uwagę najbardziej była zapiekanka pasterska, czyli Sheperd’s Pie. Oryginalnie jest angielska to zapiekanka przygotowywana z jagnięciny. Na wersje z innym mięsem mówi się chyba cottage pie, czyli po prostu zapiekanka wiejska. Przygotowuje się ją prosto, smakuje pysznie, ale jak każde wiejskie jedzenie, zawiera dużą ilość kalorii.

Ruby: Skoro przez żołądek do serca, to musi być to najlepsza zapiekanka pasterska jaką kiedykolwiek jadł Gilbert.
Ania: Uważam, że serca nie powinno się zdobywać kucharzeniem. Jeśli zaprzątałabym sobie tym głowę, a tak nie jest, wolałabym żeby chwalono mnie, a nie mój obiad.
Diana: To jak zdobyć czyjeś serce?
Ania: Umysłem i osobowością.

Składniki:

  • 1/2 kg jagnięciny (możesz użyć innego mięsa – wieprzowiny, wołowiny lub drobiu)
  • 2-3 łodygi selera naciowego
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 1 szklanka świeżego groszku (może być mrożony)
  • 6 łyżek sosu Worcestershire
  • 1 ząbek czosnku
  • pieprz czarny mielony, sól, suszony tymianek, papryka słodka, papryka ostra – wg uznania

Warstwa ziemniaczana:

  • 1 kg ziemniaków
  • 1 żółtko
  • 4 łyżki śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki masła
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 0,5 łyżeczki soli
  • szczypta czarnego pieprzu mielonego

Przygotowanie:

  1. Obierz i pokrój wszystkie warzywa – seler w mniejsze kawałki, cebulę posiekaj drobno, a marchew w kostkę
  2. Na patelni rozgrzej trochę oleju. Dodaj pokrojoną cebulę, podsmażaj przez chwilę, a następnie dodaj marchew i seler naciowy. Polej sosem Worcestershire. Gdy warzywa będą już prawie miękkie, to zdejmij je z patelni.
  3. Na tę samą patelnię dodaj odrobinę oleju i wrzuć mięso. Dodaj przyprawy i wymieszaj. Smaż mięso aż będzie zarumienione, od czasu do czasu mieszając. Następnie dodaj wcześniej usmażone warzywa i groszek, zalej całość bulionem oraz sosem  i duś, aż połowa bulionu odparuje.
  4. W między czasie, w osolonej wodzie ugotuj ziemniaki do miękkości. Ugnieć je na gładkie puree, dodaj masło, śmietankę i przyprawy. Wymieszaj dokładnie.
  5. Do naczynia żaroodpornego wyłóż mięso z warzywami, a na wierzchu ułóż warstwę ziemniaczaną. Zapiekankę piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni, do momentu, aż ziemniaki z wierzchu będą zarumienione.

A jak Wam podobała się nowa Ania? I czy jedliście kiedyś zapiekankę pasterską? 🙂

 
Kuchnia filmowa

3 arabskie desery inspirowane serialem 4 Blocks

5 May 2017

Gdy myślę o mafii, to pierwsze przychodzi mi na myśl – Sycylia, pomarańcze i Vito Corleone. Jednak gangsterskie rodziny funkcjonują nie tylko we Włoszech, a właściwie pewnie w każdym kraju żyje jakaś gangsterska familia. Przykładów w popkulturze jest mnóstwo, dwa pierwsze z brzegu to rodzina Soprano, amerykańsko-włoska fikcyjna rodzina gangsterów, czy choćby prawdziwa historia kolumbijskiej mafii, na czele której stał Pablo Escobar. W Polsce również takich przykładów nie brakuje. Pewnie każdy słyszał coś o słynnej mafii z Pruszkowa czy gangsterach z Wybrzeża. Może nie są to tak rodzinne historie, ale świat przestępczy pojawia się zapewne w każdej społeczności.

W czołówce światowych królujących w kulturze i popkulturze jest mafia japońska, chińska, włoska i kolumbijska – na ich temat można znaleźć wiele seriali i filmów. Stacja telewizyjna TNT postanowiła wyjść trochę z tych ram i wyprodukować serial o mafii arabskiej w Niemczech. Serial 4 Blocks, który swoją premierę będzie miał 8 maja, opowiada o arabskim rodzie, który rządzi w jednej z berlińskich dzielnic – Neukolln. Miałam przyjemność obejrzeć pierwszy odcinek już jakiś czas temu i muszę przyznać, że jako wielka fanka wszystkich kryminalnych produkcji, jestem pod dużym wrażeniem, bo serial trzyma w napięciu i pozostawia widza z ogromną chęcią na więcej.

Główny bohater serialu, Tony Hamady ma niebawem stanąć na czele całego arabskiego rodu, jednak ten plan nie do końca pokrywa się z tym czego naprawdę chce Ali. Jego pragnieniem jest porzucenie kryminalnej przeszłości i ucieczka z Berlina. Niestety sprawy się komplikują, gdy zostaje zabity jeden z policjantów, a brat Tony’ego, Latif trafia do więzienia.

Żoną Latifa jest Amara i to właśnie ta bohaterka zainspirowała mnie do stworzenia trzech arabskich deserów. Amara prowadzi małą cukiernię z arabskimi słodyczami. Można w niej kupić różnego rodzaju wypieki i ciastka. Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki serialu, żeby zobaczyć odrobinę więcej tego co sprzedaje Amara.

O samym serialu, obsadzie i odcinkach, więcej możecie przeczytać na specjalnej stronie serialu – http://4-blocks.pl. Znajdziecie tam informacje m.in. o Latifie, którego gra niemiecki raper arabskiego pochodzenia – Massiv (Wasiem Taha), a samym serialu pojawia się też polski akcent – jedną z bohaterek gra Karolina Lodyga.


 

Om Ali

Jest to arabski deser, który swoją formą przypomina trochę angielski pudding chlebowy. Do jego przygotowania użyłam kruchych ciastek z ciasta francuskiego, ale zamiast nich, można użyć croissantów albo po prostu upieczonych i pokruszonych płatów ciasta francuskiego.

Składniki

  • 1 opakowanie ciastek z ciasta francuskiego
  • szklanka mleka
  •  1 jajko
  • 2 łyżeczki miodu
  • 2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • szczypta cynamonu
  • 1 pomarańcza
  • 2-3 łyżki płatków migdałów
  • łyżeczka masła

Przygotowanie

  1. Formę wysmaruj masłem, ciastka pokrusz i wysyp na formę.
  2. Do mleka dodaj dwie łyżeczki miodu oraz żółtko z jajka. Białko ubij na pianę z łyżeczką cukru.
  3. Do pokruszonych ciastek dodaj posiekane orzechy włoskie.
  4. Pomarańczę obierz i pokrój na mniejsze kawałki, a następnie ułóż na ciastkach i orzechach.
  5. Całość zalej mlekiem, a na wierzchu rozłóż pianę z białka. Posyp cynamonem.
  6. Piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez około 20 minut.

Namura 

Arabskie ciasto, które w oryginalnej recepturze przygotowywane jest z semoliny. Tutaj jednak zastąpiłam ją kaszą manną, a całość nasączyłam syropem z soku z pomarańczy. Całość wyszła słodka, lekko lepka, ale z pewną lekkością. Trochę jak kokosanki, ale o bardziej mięsistej strukturze.

Składniki

  • 2 szklanki kaszy manny
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 1 szklanka jogurtu naturalnego
  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 pomarańcze
  • 1 szklanka wody
  • 3/4 szklanki cukru

Przygotowanie

  1. Składniki podziel na dwie części: suche i mokre. Do jednej miski włóż wszystkie suche, czyli kaszę mannę, cukier puder, proszek do pieczenia oraz wiórki kokosowe.
  2. Masło rozpuść, wymieszaj z mlekiem i jogurtem, a następnie dodaj do suchych składników.
  3. Masę wylej do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 30-40 minut.
  4. W czasie, gdy ciasto się piecze, przygotuj syrop. Do garnka wlej wodę, dodaj sok wyciśnięty z pomarańczy oraz cukier. Gotuj, aż płyny trochę odparują, a syrop zrobi się lekko gęsty.
  5. Upieczone ciasto, najlepiej jeszcze gorące polej syropem.

 

Trufle pistacjowe

Pistacje to moje ulubione orzechy, a pistacjowe trufle właśnie trafili do czołówki moich ulubionych słodyczy. Miękkie i intensywnie pistacjowe.

Składniki

  • 250 g pistacji niesolonych (w skorupkach)
  • 2 łyżki serka mascarpone
  • 1 łyżka wody różanej
  • 1 tabliczka białej czekolady
  • 1 łyżka cukru pudru
  • odrobina suszonych płatków róż

Przygotowanie

  1. Pistacje obierz ze skorupek, oczyść z suchych błonek, a następnie zmiksuj na drobny pył
  2. W małym garnuszku rozpuść połowę białej czekolady. Dodaj ją do pistacji.
  3. Dodaj również serek mascarpone, łyżkę wody różanej i cukier puder. Wymieszaj wszystko dokładnie.
  4. Masę włóż do zamrażalnika na 20 minut, a następnie wyciągnij i uformuj kulki.
  5. Włóż do lodówki na min. 2 godziny. Po tym czasie rozpuść drugą połowę czekolady i polej nią ulepione trufle.
  6. Wierzch posyp suszonymi płatkami róż.
 
Uncategorized

Najlepsze kanapki z filmów i seriali

18 April 2017

Kanapka, to mój ulubiony rodzaj jedzenia. Z bułką, z chlebem, chałką albo w bagietce. W środku może być wszystko o czym tylko można zamarzyć. Pasztetowa i ogórek kiszony, grillowany kurczak i majonez, klopsiki i sos pomidorowy – sky is the limit! Zebrałam osiem moich przepisów na filmowe i serialowe kanapki, które pojawiły się kiedyś na blogu. W planach – dużo więcej! Kanapka z krewetkami, z indykiem i czerwoną kapustą, PBJ, Hoagie i wiele więcej. Kanapki to zdecydowanie temat numer jeden w moim życiu i gdyby można było, to chciałabym w przyszłości zostać kanapkowym profesorem.


To skomplikowane – Croque Monsier

[kliknij po przepis]

Ser, dużo sera i jeszcze więcej sera. Tłusto i na bogato jak u Janusza Tracza. Tylko, że to nie kanapka z Hrubieszowa, a z Francji, a tam sobie niczego nie żałują. A już na pewno nie wina i sera.

Spanglish – kanapka BLT

[kliknij po przepis]

Jedna z najbardziej klasycznych kanapek – BLT, czyli bacon, lettuce, tomato. Jej nazwa wskazuje na główne składniki, a dodatki to już tylko kwestia wyobraźni i preferencji.

Kiedy Harry poznał Sally – kanapka z peklowaną wołowiną

[kliknij po przepis]

Przygotowanie peklowanej wołowiny wymaga czasu, ale jej smak jest wart oczekiwania. Krucha, soczysta i wypełniona smakiem! Kanapka z takim mięsem to szczyt marzeń każdego fana kanapek.

Agenci TARCZY – kanapka z prosciutto i mozzarellą

[kliknij po przepis]

Jeśli lubisz pesto, to ta kanapka powinna znaleźć się wysoko na liście Twoich kanapek do wypróbowania. W zasadzie nie ma w niej nic takiego co bardzo zaskakuje, ale pesto, prosciutto i mozzarellą tworzą bardzo dobrą kombinację.

True Detective – wietnamska kanpka Bánh mì

[kliknij po przepis]

Gdy kilka lat temu, oglądając jeden z programów Jamiego Olivera natknęłam się na kanapkę o dźwięcznej nazwie “bań mi”, to wiedziałam, że będzie ona moją najulubieńszą z ulubionych. Próbowałam już wielu wersji, teraz moim planem jest spróbować wietnamskiej kanapki w Wietnamie 🙂

Pora na przygodę – kanapka Jake’a

[kliknij po przepis]

O tej kanapce można pisać wiersze, nagrywać piosenki i układać do nich choreografie. Kanapka-matka. Z całego bochenka, ze wszystkim co w życiu najważniejsze – rostbefem,  cebulą, duszą homara i łzami zamiast soli. No kto by się oparł?

Chef – kanapka kubańska

[kliknij po przepis]

Gdy myślę o tej kanapce, to chce mi się tańczyć. Wszystko tam działa i współgra tak jak powinno.

Czy to ty, czy to ja – Sloppy Joe

[kliknij po przepis]

Kanapka, która bardziej przypomina burgera, ale jednak dla mnie nadal stoi w kategorii kanapko-bułek. Nie jedzcie jej w eleganckim i czystym ubraniu, bo Jasia flejtucha nie da się zjeść bez pobrudzenia.

 

 
Kuchnia filmowa

CHILI CHEESE FRIES z serialu Ben 10

2 April 2017

Chili cheese fries, to nic innego jak frytki polane sosem chili i posypane serem. W serialu Ben 10 (można go obejrzeć na Cartoon Network) pojawiają się wiele razy i są jedną z pozycji menu w Burger Chacie, czyli miejscu gdzie spotykają się Ben i jego przyjaciele. Można tam zjeść takie podstawowe dania jak burgery, ale głównym daniem, które zjada tam Ben są właśnie frytki chili.

Jest to pozycja wysoko postawiona w moim osobistym rankingu fast foodów, szczególnie tych, które najlepiej smakują na imprezie. Oczywiście nie jest to danie dietetyczne, ale raz na jakiś czas warto odstawić na bok liczenie kalorii.

Jako fanka bardzo pikantnych dań dodam, że moją ulubioną wersją jest ta z dużą ilością papryczek na wierzchu. Jestem prawie pewna, że moje DNA wygląda tak jak poniżej.

Frytki chili, to jedno z takich dań, które kiedyś wydawało mi się przesadzone i bardzo “amerykańskie”, ale jeśli miałabym wybór – burger albo te frytki, to zdecydowanie wybrałabym to drugie. Po pierwsze – burgery są problematyczne w jedzeniu i mimo tego, że bardzo je lubię, to jednak lubię też komfort jedzenia. A po drugie – uwielbiam ziemniaki w każdej postaci.

SKŁADNIKI NA SOS

  • 1/2 kg mięsa mielonego
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 cebula
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 2 puszki krojonych pomidorów
  • 1 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka czarnego, mielonego pieprzu
  • 3 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka chili mielonego
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • olej do smażenia

Dodatkowo:

  • 200 g sera żółtego
  • ostre papryczki (np. jalapenos)

PRZYGOTOWANIE

  1. W garnku rozgrzej 2-3 łyżki oleju. Wrzuć pokrojoną w kostkę cebulę i podsmażaj przez kilka minut. Dodaj pieprz, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 1 łyżeczkę chili oraz drobno posiekany ząbek czosnku. Podsmażaj, aż cebula będzie lekko brązowa.
  2. Dodaj mięso i resztę przypraw, smaż na dużym ogniu, aż mięso będzie dobrze przysmażone, a następnie dodaj pomidory i koncentrat pomidorowy.
  3. Zmniejsz ognień i duś całość przez około 30 minut, aż sok z pomidorów odparuje, sos zgęstnieje i zrobi się ciemno czerwony. Pod koniec gotowania dodaj fasolę odsączoną z zalewy.

FRYTKI

  1. Opcje są dwie: możesz je kupić albo zrobić samemu. Próbowałam dwóch wersji i ta druga wygrywała, ale wydaje mi się tez, że przy pierwszym podejściu wybrałam kiepskie frytki i dlatego wyszło słabiej.
  2. Jeśli zdecydujesz się na frytki sklepowe, to najlepsze będą takie grubsze i raczej dobrej jakości.
  3. Jeśli zaś wolisz przygotować frytki samemu, to mam na nie dwa patenty: po pokrojeniu ziemniaków w słupki, wypłucz je bardzo dokładnie w chłodnej wodzie (tak porządnie przez 2-3 minuty, żeby wypłukać jak najwięcej skrobi). Po drugie: gotowe frytki namocz przez godzinę w wodzie z 2-3 łyżkami cukru. Rozpuść cukier w małej ilości ciepłej wody, dodaj do frytek, a następnie zalej je jeszcze zimną wodą, tak żeby wszystkie były zanurzone.
  4. Później przed pieczeniem odcedź je tylko i piecz w piekarniku nagrzanym do około 200 stopni. Frytki wychodzą chrupiące i pięknie przypieczone.

 
Uncategorized

Big Belly Burger z Flasha – przepis na domowe bułki do burgerów

7 March 2017

Uwielbiam domowe pieczywo i za każdym razem, gdy mam przygotować coś z jakimś wypiekiem, to dwa razy zastanowię się, zanim kupie go w sklepie. Przygotowywałam już chleby, domowe tortille do shoarmy, bułki “szwedki”, robiłam już setki razy, a pieczenie chałek było kiedyś moim ulubionym odprężającym zajęciem. O ile prawie każde pieczywo można znaleźć w sklepie i mieć pewność, że będzie całkiem niezłe, to z burgerami jest tak, że znaleźć dobre bułki do nich jest mega trudno. Wszystkie są napompowane, nadmuchane, mega słodkie i wypchane spulchniaczami. Odkąd pierwszy raz upiekłam domowe bułki do burgerów, to ciężko jest zastąpić ten smak bułką ze sklepu. Domowe bułki są miękkie w środku, lekko chrupiące na zewnątrz i mają delikatnie słodki, maślany smak. Przepis nie jest trudny, a efekt wart poświęcenia czasu 🙂

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie jeden z moich młodszych czytelników. Oskar napisał do mnie jakiś czas temu z pytaniem czy oglądam Flasha i czy chciałabym coś dla niego przygotować z tego serialu. Trochę to trwało, zanim spełniłam jego prośbę, ale mam nadzieję, że będzie zadowolony z efektu i może zdecyduje się przygotować moje burgery.

Big Belly Burger jest to fikcyjna restauracja z uniwersum DC Comics. Po raz pierwszy pojawiła się w komiksie Superman, ale teraz można  także w serialach Arrow i Flash. I to właśnie Flash, a w zasadzie Flash i mój czytelnik Oskar, byli powodem powstania tego wpisu.

Muszę przyznać, że jestem większą fanką Marvela, niż DC Comics i jedyna postać, do której mam słabość to mroczny Batman, jednak nie mogłam odmówić przygotowania pysznego burgera z najbardziej znanej komiksowej restauracji.

Flash, jak pewnie wiecie jest spin-offem Arrowa i to właśnie w ósmym odcinku pierwszego sezonu tego serialu możemy po raz pierwszy Flasha zobaczyć. W zasadzie to po raz drugi, ponieważ pierwszy serial o przygodach Flasha pojawił się na ekranach telewizorów już na początku lat dziewięćdziesiątych. Mam wrażenie, że wszystkie seriale o superbohaterach DC są takie bardziej młodzieżowe, niż te Marvelowskie, stąd jakoś bardziej ciągnie mnie do tych drugich. Ale burgery to burgery, ponadczasowe danie i dla Batmana i dla Wolverina 😉

Składniki na bułki:

  • 500 g mąki pszennej (może być ciut więcej do podsypania)
  • szklanka ciepłego mleka (nie gorącego, żeby nie zabiło drożdży)
  • 30 g świeżych drożdży
  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 60 g masła
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka sezamu
  • 1 jajko wymieszane z 3 łyżkami mleka (do posmarowania bułek)

Składniki na kotlety:

  • 800 g wołowiny (może być już zmielona)
  • sól, pieprz czarny, kmin rzymski mielony, pieprz ziołowy
  • odrobina wody

Dodatki:

  • sosy: dobry ketchup, majonez, musztarda
  • warzywa: czerwona cebula, sałata, ogórki konserwowe
  • ser: żółty tostowy/chedar/mimolette

Przygotowanie:

  1. Ciasto na bułki można zrobić w robocie kuchennym, ja zrobiłam je w Thermomixie, ale wytrwali i zdeterminowani mogą spróbować wyrabiać ciasto ręcznie.
  2. Do ciepłego mleka dodaj drożdże oraz cukier. Wymieszaj do rozpuszczenia składników i odstaw na chwilę.
  3. Rozpuść masło i ostudź, aby nie było zbyt gorące.
  4. Mąkę wsyp do miski (lub misy miksera), dodaj jajko, żółtka, sól, rozpuszczone masło oraz mleko z drożdżami.
  5. Wyrabiaj ciasto przez kilka minut, aż będzie gładkie. Staraj się nie podsypywać go zbyt dużą ilością mąki, żeby z bułek nie wyszły gnioty.
  6. Gdy będzie już gładkie, to włóż je do miski, przykryj ściereczką i odstaw na 30 minut w ciepłe miejsce. Pamiętaj, że drożdże nie lubią chłodu i przeciągów, więc na czas robienia bułek lepiej jest zamknąć kuchenne okna.
  7. Gdy ciasto wyrośnie, podziel je na 4-5 części. Z każdej uformuj lekko spłaszczoną kulę, a następnie ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
  8. Gotowe bułki przykryj ścierką i odstaw na kolejne 30 minut.
  9. W tym czasie nagrzej piekarnik do 180 stopni i gdy bułki wyrosną, to posmaruj je jajkiem wymieszanym z mlekiem, posyp sezamem i włóż do piekarnika i piecz przez około 25-30 minut. Jak będą dość przypieczone z wierzchu, to powinny być już gotowe.

Przygotowanie mięsa:

  1. Do zmielonego mięsa dodaj niecałą łyżeczkę soli, 1/2 łyżeczki pieprzu czarnego mielonego, 1/3 łyżeczki kminu oraz 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego.
  2. Wymieszaj dokładnie, najlepiej dłońmi zwilżonymi wodą.
  3. Z mięsa uformuj kotlety, każdy z nich powinien ważyć około 180-200 g.
  4. Mięso można wyrabiać tak jak ciasto, zwilżonymi dłońmi – kotlety będą się bez problemu formowały i nie popękają podczas smażenia.
  5. Smaż je na patelni bez tłuszczu, do dowolnego stopnia wysmażenia.

Całość:

  1. Upieczone bułki przekrój na pół i zanim posmarujesz je sosem, to połóż je wewnętrzną stroną na rozgrzanej patelni, żeby je chwilę podpiec. Dzięki temu sos nie wsiąknie zbyt szybko w środek bułki i nie zrobi się rozmiękła.
  2. Podpieczoną bułkę posmaruj sosem (np. spód ketchupem, a górę majonezem), na to połóż sałatę, kotlet, ser, ogórka oraz cebulkę. I na wierzch druga połówka bułki.

 

 
Babskie sprawy, Zdrowie

Jak wytrzymać na diecie?

27 February 2017

Zacznijmy od tego, że dieta to nie tortury. Nie trzeba jeść liścia sałaty na obiad i pół pomidora na śniadanie. Nie trzeba nawet liczyć kalorii i zmuszać się do jedzenia owsianki na wodzie. Znalezienie informacji odnośnie tego jak schudnąć, co i ile jeść, a także co ćwiczyć nie jest teraz trudne. Często jednak można trafić też na takie, które mogą być szkodliwe. Dieta Dukana, Kopenhaska i inne, które polegają na wykluczeniu wielu składników albo na bardzo drastycznym obcięciu kalorii nigdy nie przyniosą dobrego skutku. Osobnym tematem są posty zdrowotne (np. post dr Dąbrowskiej), ale o nich nie tym razem. Najlepszym sposobem, jest traktowanie diety jako nowego stylu odżywiania, który będzie nam towarzyszył przez resztę życia.

Powoli, małymi krokami można wprowadzać zmiany, wykluczać produkty, które nam szkodzą albo takie, które po prostu nic do naszego żywienia nie wnoszą. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy może od czasu do czasu zjeść coś mniej zdrowego, niż zakłada dieta, ale umówmy się – umiar to słowo klucz. Jeśli czipsy, to raz na jakiś czas, a nie co drugi dzień do serialu.

Na diecie jestem już od dłuższego czasu, z sukcesami i porażkami, ale z wszystkiego wyciągam wnioski. Mam już też kilka sprawdzonych patentów na to jak sobie pomóc ułatwić bycie na diecie.


1.  Wyrób sobie nowe, zdrowe nawyki. 

Kiedyś, moje pierwsze kroki po przebudzeniu kierowałam w stronę czajnika. Kawa to była podstawa. Teraz dzień zaczynam ciepłą wodą z cytryną i imbirem. Jeśli macie rowerek stacjonarny albo orbitreka, a do tego lubicie oglądać seriale, to możecie połączyć jedno i drugie i jeżdżąc na rowerku oglądać. Netflix + rowerek to ostatnio moje ulubione połączenie i staram się oglądać seriale tylko wtedy gdy coś robię i tym sposobem wyszłam z serialami z łóżka, a oglądam jeżdżąc, gotując i myjąc naczynia. Innym zdrowym nawykiem może być też pójście do pracy na piechotę, a jeśli jeździcie komunikacją miejską, to możecie wyjść przystanek wcześniej i przejść się.

2. Pozbądź się wszystkiego, czego nie chcesz jeść na diecie`

Opróżnij szafki z czipsów, czekolad, przekąsek i wszystkich innych produktów, których nie chcesz jeść. Ja funkcjonuję tak, że jak mam, to zjem, a jak nie mam, to jest mi dużo łatwiej przezwyciężyć pragnienie zjedzenia czegoś czego raczej nie powinnam i co mi nie służy. Jest małe prawdopodobieństwo, że jeśli zachce mi się czipsów, to pójdę do sklepu je kupić.

3. Plan posiłków

To jest w zasadzie podstawa. Dobry plan pozwala wytrwać i jest bardzo dużym ułatwieniem. Dzięki temu, że mam plan, to wiem co zjem jutro, pojutrze i za kilka dni. Teoretycznie nic nie powinno mnie zaskoczyć, bo wszystko można sobie przygotować wcześniej. Jak jest plan, to nie ma miejsca na jakieś przypadkowe posiłki. Po dobry plan, najlepiej zgłosić się do dietetyka. Zwłaszcza, jeśli nie mamy wiedzy odnośnie odżywiania i do tej pory było ono bardzo przypadkowe.

4. Lista zakupów

Ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim. Robienie zakupów “na pałę” nigdy się nie opłaca. Zawsze do sklepowego koszyka wpadają rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć. A tu dodatkowa paczka kiełbasy, czekolada w promocji, dwie cukinie więcej, a bo może w końcu zrobię te ciasto z cukinii, które zawsze chciałam zrobić itp itd. Lista zakupów może nie jest jakimś magicznym łańcuchem, który zatrzymuje nas, gdy chcemy sięgnąć po coś co nie znajduje się na liście, ale naprawdę bardzo pomaga ograniczyć nieplanowane zakupy. A co za tym idzie – pomaga ograniczyć dodatkowe produkty, których na diecie chcemy uniknąć.

5. Pij wodę

Na diecie, a przynajmniej na początku zmiany nawyków trzeba się troszkę oszukiwać. Woda, oprócz tego, że jest niezbędna przy wszystkich procesach naszego organizmu, to pozwala też trochę zmylić nasz mózg i żołądek. Nie jest to sposób idealny, ale w przypadku dużej chęci zjedzenia czegoś (nie mylić z głodem) szklanka wody z cytryną robi dużą robotę. Jeśli macie problem z pamiętaniem o piciu wody, to mogą w tym pomóc aplikacje na telefon. Kiedyś sama takiej używałam, ale z czasem już po prostu przestałam jej potrzebować. Najbardziej lubię pić wodę ze szklanki. Gdy pracuję, to stawiam sobie przy komputerze 1,5 l dzbanek z wodą (np. z imbirem i cytryną) i napełniam szklankę. A jak już ją opróżniam, to napełniam znowu. I tak w ciągu dnia, wypijam przynajmniej 2 litry wody, a w przypadku dnia treningowego, to ponad 3 litry, bo cały jeden litr wypijam w trakcie ćwiczeń. Woda jest ważna i nie można o niej zapominać.

6. Prowadź szczery dziennik żywienia

Dziennik, to nie tylko pamiętniczek, któremu możesz się zwierzyć, że zjadłaś nadprogramowy kawałek sernika. To coś, co może Cię uświadomić gdzie i jakie błędy w żywieniu popełniasz. Kiedyś, gdy nie zwracałam uwagi na to co i ile jem, wydawało mi się, że w sumie to jem całkiem niewiele. Mój mózg jakoś usuwał wszystkie drobiazgi, które zjadłam takie jak garść czipsów, kawałek kiełbasy z lodówki, niedokończony obiad mojego syna, cukierek i inne tego typu rzeczy. Ale jak to się mówi – ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Jeśli nie pilnujesz tego co zjadasz w ciągu dnia, to spróbuj przez najbliższe 3 dni zapisywać wszystko co wkładasz do ust. Każdego cukierka, ziemniaczka, kanapkę, jabłko, dwie kostki czekolady – dosłownie wszystko (w takich podsumowaniach szczególnie szokujące bywają weekendy). Po tych trzech dniach zrób podsumowanie, oszacuj kaloryczność, zastanów się czy jesz zdrowo czy raczej śmieciowo. Takie podsumowanie może otworzyć oczy i być dobrym startem.

7. Motywuj się wraz z innymi. 

Kilka lat temu byłam dość aktywna na forum jednego z dietetycznych portali. Miałam tam moje odchudzające się koleżanki i sama prowadziłam dziennik odchudzania. Teraz najbardziej aktywna jestem na grupie I wish I was Beyonce, którą założyłam 1,5 roku temu. Zebrało się tam całkiem niezłe grono świetnych babek. Motywujemy się, gadamy o babskich sprawach, dzielimy pomysłami na zdrowe posiłki i robimy wszystko to, co robią koleżanki. Jeśli potrzebujesz motywacji – zajrzyj! Bijonski przyjmują wszystkich z otwartymi ramionami!

8. Zrób sobie cheat meal

Czasami trzeba dać sobie na luz. Dziś wyrwiesz sobie wszystkie włosy z głowy, ale nie zjesz kawałka sernika, a jutro ta chęć będzie tak silna, że zjesz pięć kawałków. I po co? Masz ochotę na ten sernik, to go zjedz. Od kawałka ciasta jeszcze nikt nie przytył. Za to od kawałka ciasta codziennie już raczej tak.

9. Czy o niczym nie zapomniałaś?

Pamiętaj, że sukces diety, to nie tylko zrzucone kilogramy. To także dobre nawyki, które mogą zostać z Tobą na dłużej, to więcej energii, lepsze samopoczucie, ładniejsza cera i wiele innych pozytywów. Nie traktuj diety, jak wojny przeciwko sobie. Z doświadczenia wiem, że z nienawiści do siebie nie może przyjść nic dobrego. Najważniejsze, to uświadomić sobie swoje potrzeby, a jedną z tych potrzeb może być po prostu chęć zdrowszego życia. Zadbaj o siebie na wszystkich płaszczyznach – przebadaj się, sprawdź czy za Twoją wagą nie stoi jakaś choroba albo inny zdrowotny problem. A może to nie kwestia funkcjonowania organizmu, a głowy? Psycholog to też dobry pomysł na wsparcie na drodze odchudzania.


Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone patenty na przetrwanie na diecie, to chętnie je poznam, piszcie śmiało!

 
Babskie sprawy, Osobliwości, Rozwój

Nie mam wykształcenia, czy jestem głupia i gorsza?

20 February 2017

Czy znajdę pracę bez wykształcenia? Czy inni ludzie mają mnie za głupią, bo nie studiowałam? Takie i inne pytania zadawałam sobie ostatnie kilka lat. Kompleks intelektualny towarzyszył mi odkąd przerwałam liceum. Czułam się głupsza, gorsza, wstydziłam się rozmawiać o szkole. W wieku policealnym, gdy słyszałam pytanie “co studiujesz?”, to miałam ochotę schować głowę w piasek, albo wrzasnąć, że nie wszyscy muszą studiować i prawidłowo te pytanie powinno brzmieć – CZY STUDIUJESZ? 

Wiedziałam, że nie jestem głupia. Nie miałam problemów z przyswajaniem wiedzy, uwielbiałam pisać wypracowania i nawet oceny dostawałam bardzo dobre. Zawsze gorzej szło mi z przedmiotami ścisłymi, ale nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam co chcę robić i czego się uczyć. Nauczyciele twierdzili, że mam potencjał, ale jestem leniwa – chociaż to akurat mówi się większości uczniów 😉

W każdym razie, było mi potwornie przykro, że nie skończyłam szkoły, a w dodatku czułam się głupia, pusta i bez wartości. Zwłaszcza, że zostawiłam szkołę nie dlatego, że źle się uczyłam, ale dlatego, że musiałam pójść do pracy. I chociaż to nie samej pracy się wstydziłam, to moje kompleksy były bardzo głębokie, a poczucie wartości tak niskie, że wydawało mi się, że to co było w tamtej chwili, to jedyne co mnie w życiu czeka.


Żadna praca nie hańbi. Twierdziłam tak zawsze i twierdzę również teraz. Nigdy nie wstydziłam się tego co robię, ale chciałam więcej. Moją pierwszą pracą było rozdawanie ulotek (miałam wtedy 13-14 lat). Później, już w wieku licealnym pracowałam w kebabie, sklepie, opiekowałam się dziećmi, myłam okna i sprzątałam. Wszystko to, żeby mieć choć namiastkę samodzielności, z chęci i przymusu zarazem. Jednak coś za coś. W wieku 20 lat, czułam się jakbym miała tak naprawdę 40 lat i całe bezwartościowe życie za sobą, bo przecież, ani nie skończyłam szkoły, ani nie mam świetnej pracy, ani swojego mieszkania, ani samochodu, ani nie byłam nigdy za granicą, nie wiem nic o świecie i w ogóle to już czułam, że po prostu się cofam i jestem coraz głupsza.

Byłam zamknięta w sobie, czułam się też nieatrakcyjna towarzysko, bo wszyscy moi znajomi rówieśnicy byli zajęci studiami, a główne tematy rozmów to wszystkie okołostudiowe rzeczy, których ja zupełnie nie rozumiałam. Zatem do kompleksów spowodowanych brakiem wykształcenia możemy dorzucić samotność i ogólne poczucie niskiej wartości.

Poza tym, na swojej drodze nie zawsze spotykałam samych miłych ludzi. Niektórzy za wszelką cenę chcieli mi udowodnić, że faktycznie jestem głupsza i gorsza, bo nie mam szkoły. I nie ważne było to jakim jestem człowiekiem i co mam w głowie.

I mimo tego wszystkiego co myślałam o sobie wtedy, teraz jestem z siebie dumna. Starałam się i walczyłam o swoje życie jak mogłam. Gdy tylko trzeba było, to pracowałam najciężej jak można było, a jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek ocenił mnie przez to co robiłam, to trudno. Teraz znam swoją wartość i nikt mi nie wmówi, że jestem przegrańcem, bo nie mam studiów. W ogóle, jeśli ktokolwiek ocenia drugą osobę w ten sposób, to bardzo prawdopodobne, że sam ma ze sobą duży problem.


Ludzie spieszą się ocenić innych, bo boją się oceniać siebie.

Łatwo jest oceniać innych. Oj, bardzo łatwo. A najłatwiej patrząc na wszystko tylko ze swojej perspektywy i poprzez własne doświadczenia, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś nie ma wykształcenia czy dobrej pracy nie dlatego, że jest głupi, ale dlatego, że np. tak potoczyło się życie, miał trudną sytuacje, rodzinne problemy. I niezależnie od starań i chęci, na ten moment nie może mieć więcej, niż ma.

Niestety, to właśnie ocena innych często dobijała mnie najbardziej. Często myślałam tylko o tym, że muszę jakoś udowodnić innym, że mnie stać na więcej, że mogę i chcę czegoś innego, że nie jestem głupia i wcale nie jestem jakaś wybrakowana, bo pracuję w sklepie.

I chyba każdy chciałby w życiu więcej, ale czasami po prostu nie można, a dobrze jest też mieć co do garnka włożyć. Niezależnie czy masz wykształcenie czy nie – musisz zapłacić za mieszkanie, mieć co jeść, co ubrać, a często nie myślisz tylko o sobie, ale też o dzieciach. Praca, jak chociażby osoby pracującej na kasie w markecie nie dość, że jest fizycznie ciężka, to jeszcze stresująca. Takie osoby codziennie muszą spotykać się z kąśliwymi uwagami, złośliwymi klientami, a do tego dochodzi stres związany z pomyłkami, długie godziny pracy i pensja nieadekwatna do wykonanej pracy. Pracowałam w sklepie kilka lat i choć nigdy nie był to duże sklepy, to i tak bywało różnie, a na pewno nie było lekko.

I nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, bez wartości albo wasze życie nie ma sensu, bo nie robicie w życiu tego co zawsze chcieliście robić. A jeśli to Ty jesteś jednym z tych naśmiewających się, to pamiętaj, że życie pisze różne scenariusze i zawsze może postawić Cię w kryzysowej sytuacji, bez uprzedzenia.


Nikt nie zabroni Ci marzyć, a marzenia to pierwszy krok do zmian. Zawsze można mieć cele, mniejsze lub większe, ale to one sprawią, że możesz pójść do przodu. Chciałam skończyć szkołę? Skończyłam ją. Chciałam nauczyć się gotować i blogować? Robię to i cały czas się uczę. Nie potrzebowałam do tego dyplomu, wielkich pieniędzy i wielkich zasobów czasu. Małe cele, które zostają spełnione, dają motywacje do robienia większych rzeczy. I wiem, że nie wszystko da się zrobić bez wykształcenia, ale jest wiele możliwości, po które można sięgnąć.

Czy można coś osiągnąć nie mając nawet matury? Można, a wiele przykładów możecie znaleźć wśród szanowanych i znanych ludzi pracujących w wielu dziedzinach. Mogłabym tu wymieniać aktorów, dziennikarzy, pisarzy, a także wielu artystów. Naprawdę daleko szukać nie trzeba i zapewniam, że właśnie te osoby nie posiadające wykształcenia widujecie codziennie w telewizji.  Co spowodowało, że im się udało? Może szczęście, może znajomości, a może ciężka praca i umiejętności? Wiem, że nie każdy ma takie same szanse, a życie ogólnie rzadko kiedy bywa fair, ale trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Mówię to ja – wydałam książkę, a nie mam matury, znajomości, ani kasy 😀

Widujecie też osoby wykształcone, które pracują niekoniecznie tam gdzie by chciały. Ale pracują i starają się, aby mieć za co żyć i aby utrzymać rodzinę. Na tym polega życie. I jak komuś przeszkadza wasz standard życia czy pracy, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Nie pozwólcie, żeby cudze kompleksy obniżały waszą pewność siebie.

Życzę wam, żebyście niezależnie od wszystkiego zawsze szli przez życie z podniesioną głową.

 

 
Kuchnia filmowa

Pizza z brokułami na białym sosie (z filmu W głowie się nie mieści)

17 February 2017

Pizza z brokułami raczej nie będzie marzeniem dziecka, a przynajmniej nie mojego 😉 Chociaż podobno nawet nie wszyscy dorośli przepadają za tym pysznym warzywem, co bardzo mnie dziwi, bo brokuły są zdrowe, smaczne i mają wiele zastosowań w kuchni. Ale to mówię ja – osoba, która raczej na niewiele produktów kręci nosem, a warzywa i to przede wszystkim surowe uwielbiam. Nigdy nie miałam żadnego problemu z jedzeniem surówek, sałatek czy warzyw gotowanych, ale może to dlatego, że od dziecka jeździłam na działkę babci i dziadka, a tam warzyw było mnóstwo.

Jeśli należysz, do tej części osób, które nienawidzą brokułów, to możesz sobie przybić piątkę z bohaterką filmu “W głowie się nie mieści”, w którym to znalazłam inspirację do przygotowania brokułowej pizzy. Brokuł sam w sobie pojawia się w scenie wczesnego dzieciństwa Riley, oraz w scenie, w której jej mama zabiera ją na pizzę (brokułową!).

Ciekawostką jest, że akurat scena z wczesnego dzieciństwa była inaczej przedstawiona w Japonii, a inaczej w innych krajach. Podobno w Japonii wcale nie ma tego syndromu nienawidzenia brokułów, ale za to podobne odczucie Japończycy mają w stosunku do papryki i dlatego też w filmie dystybutowanym w Japonii, w tej scenie zamiast brokułów przedstawiono paprykę.

Twórcy filmu tłumaczyli tę zmianę chęcią faktycznego przekazania emocji, w podobnym stopniu na całym świecie. I jeśli faktycznie Japończycy nie mają nic do brokułów, to jest to bardzo słuszny i ciekawy zabieg.

Jak dla mnie, pizza z brokułami na sosie śmietanowym jest mega, ale zdaję sobie sprawę, że wasze dzieciaki mogą jej nie polubić. Mój syn nie chciał nawet być z nią sfotografowany 😀 Jeśli zaś chodzi o film, to bardzo polecam i dużym i małym. Świetnie przedstawia funkcjonowanie poszczególnych emocji, co może pomóc dziecku zrozumieć, co dzieje się w jego głowie.

SKŁADNIKI

  • ciasto na pizzę (np. z tego przepisu)
  • 300 ml śmietanki 18%
  • 1 cebula
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta pieprzu
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1/2 kulki mozzarelli
  • kilka różyczek brokuła ugotowanych al dente

PRZYGOTOWANIE

  1. Przygotuj ciasto na pizzę
  2. Do niedużego garnuszka wlej oliwę, gdy będzie rozgrzana, to dodaj cebulę pokrojoną w kostkę.
  3. Smaż cebulę mieszając od czasu do czasu, aż będzie zeszklona. Następnie dodaj śmietankę.
  4. Dopraw solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
  5. Gotuj mieszając, aż sos zgęstnieje.
  6. Przed nałożeniem go na ciasto, ostudź go trochę, nie powinien być gorący.
  7. Na blat ciasta wyłóż sos, na to rozłóż brokuł, a wierzch posyp startą mozzarellą.
  8. Piecz w piekarniku nagrzanym do 220 stopni, przed około 12 minut (lub do momentu, w którym brzegi i ser będą zarumienione)

PRO TIP: Jeśli naprawdę nie lubicie brokułów, to możecie je po prostu zastąpić czymś innym. Do takie pizzy i sosu śmietanowego idealnie będzie pasował kurczak, papryka, szpinak lub np. łosoś. 

 
Osobliwości

10 pomysłów na randkę (inspirowanych filmami)

3 February 2017

Randka, to wydarzenie bardzo emocjonujące pod wieloma względami. Chcemy zaimponować wybrance lub wybrankowi naszego serca i zorganizować coś interesującego, a jednocześnie czasami również nie obciążającego zbytnio portfela. Gdzie zabrać dziewczynę lub chłopaka na randkę? To proste – inspiracji szukaj w filmach.

Nie mówię, że masz zabrać swoją dziewczynę na rejs Titanikiem albo niczym Edward Nożycoręki wyrzeźbić jej figurę z lodu. Nie polecam też brać kredytu po to, żeby na godzinę wynająć helikopter i jak Christian Gray z Anatazją, przelecieć się ze swoją dziewczyną nad miastem. Jest kilka opcji, które często pojawiają się w filmach, są bardzo spoko i mogą być idealną odpowiedzią na pytanie: jak spędzić randkę?


1. Inspiracja: Twin Peaks | Pomysł na randkę: Piknik

Jeden z najprostszych i najbardziej efektownych pomysłów. Zorganizujcie piknik. Przygotuj koc, muffiny, winogrona, jakieś wino i ogólnie coś smacznego. Zapakuj to do piknikowego kosza i zabierz swoją walentynkę na jakąś cichą łąkę, do lasu albo nad jezioro. Zupełnie tak jak Audrey Horne i John Wheeler w Twin Peaks.

2. Inspiracja: Grease | Pomysł na randkę: Kino w plenerze

Kino samochodowe to miejsce, o którym sama skrycie marzę. Zawsze chciałam spędzić randkę na świeżym powietrzu, w oldschoolowym cabrio tak jak Sandy i Danny z musicalu Grease. Oczywiście bez kabrioletu też można! Latem bardzo popularne są kina np. przy plaży, a nawet jeśli w Twoim mieście takie kina nie działają, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wypożyczyć projektor, rozwiesić prześcieradło na garażu i samemu zrobić takie kino 🙂

3. Inspiracja: Pulp Fiction | Pomysł na randkę: Obiad w retro barze

Żadna porządna dziewczyna nie pogardzi dobrym burgerem na obiad. A chłopak tym bardziej. Teraz już w każdym mieście jest cała masa burgerowni czy innych ekstra barów, więc jest w czym wybierać. Polecam jednak przed pójściem do lokalu popytać znajomych i poczytać opinię. Vincent i Mia akurat na randce nie byli, ale ja zdecydowanie chciałabym, żeby mój chłopak zabrał mnie na burgera do jakiejś fancy knajpki w oldschoolowym stylu.

4. Inspiracja: Pamiętnik | Pomysł na randkę: Pływanie łódką na jeziorze

A może randka na łódce jak Allie z Pamiętnika? Najlepiej, żeby tą łódką kierował Ryan Gosling, ale wiadomo – nie można mieć wszystkiego. Recytowanie wierszy i karmienie łabędzi na pewno zrobi wrażenie na niejednej foczce. 😀

5. Inspiracja: Zanim się pojawiłeś | Pomysł na randkę: Opera, Teatr, Filharmonia

Może niewielu facetów lubi chodzić do takich miejsc, ale chyba warto się przemęczyć chociażby po to, żeby zobaczyć swoją dziewczynę w pięknej sukience (albo odwrotnie – swojego faceta w garniturze). Weźcie przykład z Lou i Willa z filmu Zanim się pojawiłeś. On swoim zaproszeniem ewidentnie skradł jej serce. Podobną inspirację możecie znaleźć w filmie Pretty Woman.

6. Inspiracja: Dirty Dancing | Pomysł na randkę: Lekcje tańca

Nie potrafię tańczyć. I zapewne dopóki nie zostanę zaproszona do Tańca z gwiazdami albo jeśli nie zacznę przygotowywać się do własnego ślubu, to prędko się nie nauczę. Nigdy nie próbowałam i choć po dwóch drinkach jestem królową parkietu, to szczerze mówiąc nie pogardziłabym kilkoma profesjonalnymi lekcjami tańca. Oczywiście w moim przypadku skok z finałowej sceny raczej nie wchodzi w grę 😀

7. Inspiracja: To tylko seks | Pomysł na randkę: Wieczór przed TV

Czasami naprawdę nie potrzeba żadnych wyszukanych pomysłów, drogich prezentów i zaproszeń do topowych miejsc. Wystarczy wielka miska popcornu, butelka dobrego piwa, wygodna kanapa i ulubiony film. To jest recepta na najbardziej komfortową randkę ever.

8. Inspiracja: Ratując pana Banksa | Pomysł na randkę: Dzień w wesołym miasteczku

Wspólna jazda samochodzikami, diabelski młyn, strzelanie do puszek, żeby zdobyć misia, jedzenie waty cukrowej – randka ideał. Najlepiej, gdyby to było jakieś wesołe miasteczko w strasznym stylu, jak z Silent Hill albo “Joyland” Stephena Kinga.

9. Inspiracja: Chef | Pomysł: Ugotuj coś dla swojej dziewczyny/swojego chłopaka

Jeśli jesteś jedyną gotującą osobą w domu, to z pewnością docenisz nawet własnoręcznie przygotowanie kanapki z keczupem i kotletem mielonym. A co dopiero takie spaghetti aglio e olio, które przygotował Casper dla Molly w filmie Chef. Ostatecznie można też po prostu coś zamówić i udawać, że zrobiło się samemu.

10. Inspiracja: 500 dni miłości | Pomysł na randkę: Popołudnie w IKEA

Czy może być coś lepszego od wspólnego spaceru między ekspozycjami mebli i dekoracji, pośród tych wszystkich lampek, poduszek i kieliszków w promocyjnych cenach oraz mając w nozdrzach zapach najlepszych na świecie klopsików? Jeśli facet zabierze Cię do IKEA, tak jak Tom zabrał Summer w filmie 500 dni miłości, i jeśli do tego nie będzie marudził, ale za to będzie z uśmiechem reagował na każdą rzecz włożoną przez Ciebie do koszyka, to wiedz, że to TEN JEDYNY.

Straight to hell ? #ikea #hell #instagood #loveit #likeit #couple #shoping #hello #goodmorning #polishgirl #blondehair #blonde #girl

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paulina Wnuk (@pauwnuk)

11. Inspiracja: Dziennik Bridget Jones | Pomysł na randkę samotny wieczór:  wino, lody, smutny melodramat

Jeszcze na koniec opcja dodatkowa. Biorę też pod uwagę to, że część z Was to członkowie klubu #ForeverAlone, a w takim wypadku najlepszym pomysłem na wieczór, jest randka z samym sobą. Do wyboru jest wiele opcji: drinki z koleżankami, piwo na mieście, impreza w klubie lub moja ulubiona – kołdra, film, wino, pudełko lodów i piosenki o miłości albo jej braku.


Jeśli znacie jakieś inne filmowe inspiracje, to koniecznie dajcie znać w komentarzu! 🙂

 
Babskie sprawy

Dlaczego nie jestem włosomaniaczką…

30 January 2017

Długie włosy miałam odkąd pamiętam. Były one oczywiście wielką chlubą i wszystkie koleżanki mojej mamy zawsze dotykały moich włosów, żeby zobaczyć jak grube są. “Och, jakie ona ma grube włosy. A jakie piękne. Och i ach!” – nie ukrywam, że dotykanie moich włosów przez każdą napotkaną osobę wkurzało mnie niesamowicie i w zasadzie od dziecka marzyłam, żeby włosy obciąć, chociaż troszkę.

Z jednej strony nie mam co narzekać. Lepsze grube i mocne, niż słabe i przerzedzone, ale mimo wszystko, jest to ogromny ciężar. Latem jest bardzo gorąco z takimi włosami, ciężko jest je dokładnie umyć i opłukać, dokładne suszenie trwa minimum 30 minut, robią się kołtuny (mój koszmar z dzieciństwa) i grube włosy niestety nie chcą się układać w żaden sensowny sposób.

Ale żeby nie było, że tylko jęczę, że te moje włosy są takie okropne, to poza tym, że w dzieciństwie było mi z nimi ciężko, to później w nastoletnich latach czułam się już o wiele lepiej. To wszystko za sprawą eksperymentów – samodzielnego obcinania grzywki, farbowania na różne kolory (szczególnie upodobałam sobie odcienie czerwieni) i prostowania, dzięki któremu przestałam wyglądać jak król lew. Nie bałam się robić z moimi włosami różnych cudów, bo wiedziałam, że zawsze szybko mi odrastają, a poza tym są mocne i na pewno się nie zniszczą.

Z wiekiem poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że “balejaż” to ja już sobie odpuszczę, tak samo jak samodzielne obcinanie grzywki, które i tak za każdym razem kończyło się wizytą u fryzjera. Przez długi, długi czas moje włosy były po prostu brązowe. Mój naturalny kolor to taki ciemno-mysi brąz, więc zazwyczaj dopieszczałam go trochę farbą – mokka, kasztan albo coś w tym stylu. W końcu jednak przyszedł moment, gdy stwierdziłam, że skoro mam tak długie, mocne, grube włosy, to wręcz powinnam zrobić z nich pożytek. I tak oddałam ponad 30 cm moich włosów dla fundacji Rak’n’Roll. Tym sposobem po raz pierwszy w życiu miałam włosy takiej długości, że nie mogłam ich nawet związać, ale na głowie czułam cudowną lekkość.

Ciężko było przywyknąć do tak krótkich włosów, gdy moja ulubiona i najwygodniejsza fryzura to było związanie ich w kok na czubku głowy. Mimo wszystko, wiedziałam, że za rok moje włosy będą już idealnej długości, a myśl, że mogę nimi sprawić komuś radość rekompensowała wszystko. Włosy przekazywane w ramach akcji Daj Włos powinny mieć przynajmniej 25 cm długości. Nie mogą być zniszczone, ani rozjaśniane. Farbowanie włosów na ciemniejsze kolory nie jest przeszkodą.

Po tym, jak straciłam taką ilość włosów, na nowo przekonywałam się jak to fajnie jest mieć długie włosy. I teraz, dokładnie 1,5 roku po ich ścięciu znowu są w miarę długie. Bez problemu mogę związać je w kucyk, upleść warkocz, czy zakręcić loki.

Nie stosuję żadnej wyszukanej pielęgnacji. Często miałam problemy ze skórą głowy, więc przetestowałam już chyba wszystkie możliwe szampony przeciwłupieżowe (najdłużej stosowałam Nizoral, Pirolam i Pharmaceris), po czym zaczęłam jeść więcej zdrowych rzeczy, pić więcej wody i brać witaminy, a problem zmalał. Od czasu do czasu posmaruję skórę głowy i włosy olejem kokosowym, raczej nie męczę ich suszarką i prostowaniem, a czeszczę tangle teezerem.

Niestety nie jestem włosomaniaczką (zazdroszę K. z MDCB <3 ), ani nie znalazłam jeszcze kanału na YT z tutorialami, które byłabym w stanie wykonać sama na swoich grubych włosach. Muszę dodać, że jestem takim przypadkiem, że nawet opaska z warkocza mi się nie udaje. Te wszystkie włosowe porażki trochę mnie zniechęciły, dlatego ciągle czuję, że nie wykorzystuję potencjału moich włosów, ale z drugiej strony trochę nie mam do tego cierpliwości. Z awokado wolę zrobić guacamole, a nie maseczkę, a poza tym chyba szkoda mi czasu na te wszystkie domowe zabiegi. Za to bardzo chcialabym umieć zrobić z włosami coś więcej, niż zwykłego warkocza 😉

Dlatego chętnie przyjmę wszystkie rady i sposoby na grube włosy, które zupełnie nie chcą współgrać z ich właścicielką 😀

 
Filmy

Najlepsze filmy lat 90. | Zestawienie 100 filmów

20 January 2017

Lata 90. do których mam ogromny sentyment gdzieś ciągle pojawiają się w moim życiu, a ja uwielbiam do nich wracać. Czy to we wspomnieniach, czy to bardziej realnie np. poprzez muzykę i filmy. Przygotowałam zestawienie najlepszych (moim zdaniem) filmów od 1990 do 1999 roku. Wszystkie z tych filmów widziałam i każdy z nich w jakiś sposób zrobił na mnie wrażenie. Niektóre z nich wypożyczałam z rodzicami z wypożyczalni kaset video, niektóre oglądałam dopiero niedawno, a jeszcze inne pamiętam z telewizji. Nie wszystkie z nich są wybitne i oskarowe, ale nie o to chodzi, bo ja lubię też te kiczowate kino i niesie ono ze sobą jakieś wspomnienia.


AKCJA/FILMY SENSACYJNE

1. Bodyguard (1992)

2. Długi pocałunek na dobranoc | The Long Kiss Goodnight (1996)

3. W sieci zła | Fallen (1998)

4. Ostry poker w małym Tokio | Showdown in Little Tokyo (1991)

5. Ognisty podmuch | Backdraft (1991)

6. Pulp Fiction (1996)

7. Uliczny wojownik | Street Fighter (1994)

8. Szybcy i martwi | The Quick and the Dead (1995)

DRAMAT

9. Buntownik z wyboru | Good Will Hunting (1997)

10. Edward Nożycoręki | Edward Scissorhands (1990)

11. Dom Dusz | The house of the spirits (1993)

12. Podziemny krąg | Fight Club (1999)

13. Filadelfia | Philadelphia (1993)

14. Forrest Gump (1994)

15. Uwierz w ducha | Ghost (1990)

16. G.I. Jane (1997)

17. Joe Black | Meet Joe Black (1998)

18. Lolita (1997)

19. Młodzi gniewni | Dangerous Minds (1995)

20. Urodzeni mordercy | Natural born killers (1994)

21. Przekleństwa niewinności | Virgin suicides (1999)

22. Przerwana lekcja muzyki | Girl, Interrupted (1999)

23. Romeo i Julia | Romeo + Juliet (1996)

24. Skandalista Larry Flint | The People vs. Larry Flynt (1996)

25. Skazani na Shawshank | The Shawshank Redemption (1994)

26. Uśpieni | Sleepers (1996)

27. Smażone zielone pomidory | Fried green tomatoes (1991)

28. Thelma & Luise (1991)

29. Titanic (1997)

30. Trainspotting (1996)

31. Zakochany Szekspir | Shakespeare in Love (1998)

32. Zielona mila | Green Mile (1999)


FAMILIJNE

33. Flubber (1997)

34. Uwolnić orkę | Free Willy (1993)

35. Hocus pocus (1993)

36. Hook (1991)

37. Czy to ty, czy to ja | It takes two (1995)

38. Jumanji (1995)

39. Kosmiczny mecz | Space Jam (1996)

40. Ostatni smok | Dragon Heart (1996)

41. Richie Milioner | Richie Rich (1994)

42. Rodzina Adamsów | The Addams Family (1991)

43. Tajemniczy ogród | The Secret Garden (1993)

44. Zakonnica w przebraniu | Sister Act (1992)


HORROR

45. Cube (1997)

46. Dracula (1992)

47. Dziewiąte wrota | The Ninth Gate (1999)

48. Oczy szeroko zamknięte | Eyes wide shut (1999)

49. Frankenstein (1994)

50. Funny Games (1997)

51. Koszmar minionego lata | I Know What You Did Last Summer (1997)

52. Kruk | The Crow (1994)

53. Krzyk | Scream (1996)

54. Misery (1990)

55. Wilk | Wolf (1994)

56. Wywiad z wampirem | Interview with the vampire (1994)

57. Ze śmiercią jej do twarzy | Death Becomes Her (1992)


KOMEDIA

58. Ace Ventura (1994)

59. Big Lebowski (1998)

60. Clerks (1994)

61. Głupi i głupszy | Dumb and dumber (1994)

62. Gruby i grubszy | The Nutty Professor (1996)

63. Dwaj zgryźliwi tetrycy | The grumpy old men (1993)

64. Kevin sam w domu | Home Alone (1990)

65. Marsjanie akatują | Mars Attacks! (1996)

66. Maska | The Mask (1994)


KOMEDIE ROMANTYCZNE

67. Cztery wesela i pogrzeb | Four weddings and a funeral (1994)

68. Dzień Świstaka | Groundhog Day (1993)

69. Ja cię kocham, a ty śpisz | While you were sleeping (1995)

70. Masz wiadomość | You’ve got mail (1998)

71. Pani Doubtfire (1993)

72. Pretty Woman (1990)

73. Syreny | Mermaids (1990)

74. Totalna Magia | Practical Magic (1998)


MŁODZIEŻOWE

75. Słodkie zmartwienia | Clueless (1995)

76. Koniec niewinności | Now and Then (1995)

77. Moja dziewczyna | My girl (1991)

78. Szkoła czarownic | The Craft (1996)


SCI-FI

79. Dzień Niepodległości | Independence Day (1996)

80. Faceci w czerni | Men in black (1997)

81. Johnny Mnemonic (1995)

82. Kontakt (1997)

83. Mortal Kombat (1995)

84. Sędzia Dredd | Judge Dredd (1995)

85. Gwiezdne Wrota | Stargate (1994)

86. Stożkogłowi | Coneheads (1993)

87. Wodny świat | Waterworld (1995)

88. Żołnierze kosmosu | Starship Troopers (1997)


THRILLER

89. Adwokat Diabła | Devil’s Advocate (1997)

90. Szkoła uwodzenia | Cruel Intentions (1999)

91. Fargo (1996)

92. Kolekcjoner | Kiss the Girls (1997)

93. Kolekcjoner kości | The Bone Collector (1999)

94. Leon Zawodowiec | Leon (1994)

95. Lęk pierwotny | Primal Fear (1996)

96. Upadek | Falling Down (1993)

97. Milczenie Owiec | The Silence Of The Lambs (1991)

98. Nagi instynkt | Basic Instinct (1992)

99. Siedem | Se7en (1995)

100. Szósty zmysł | The Sixth Sense

 

 
Osobliwości

Smaki dzieciństwa – najlepsze słodycze z lat 90-tych

19 January 2017

Ciągnący się karmel, chrupiące kulki w czekoladzie, kruche wafelki… Mogłabym wymieniać do jutra, bo uwielbiam słodycze. Może już teraz nie jadam ich tak dużo jak kiedyś, ale nadal mam słabość do pewnych smaków. Nie każdy batonik smakuje teraz, jak smakował dawniej, ale to chyba dzieje się tak jak ze wszystkimi innymi smakami. Często potrawy z dzieciństwa w  dorosłym życiu bledną i wydaje się, że to już nie jest ten sam smak, że czegoś brakuje… Wspominając ostatnio pyszności z dzieciństwa, stworzyłam dziesiątkę moich ulubionych.


1.  No Name

Nie da się go porównać z żadnym innym batonem. Był czekoladowy i lekko chrupiący – miał w środku coś takiego niespotykanego. Smak nie do podrobienia. I niestety nie do kupienia obecnie.

2. Alibi

Powiedziałabym, że to taki Lion. Z batonów tego rodzaju był jeszcze kiedyś Picnic produkowany przez Cadbury, ale nie przepadałam za nim z jednego powodu – zawierał rodzynki 😀

3. Maltesers

Najlepsze i jedyne w swoim rodzaju chrupiące kulki w czekoladzie. Nie była to tania przyjemność, a niestety kończyła się w mgnieniu oka.

4. Cukierki lodowe

Czekoladki w kolorowych papierkach, zazwyczaj sprzedawane w takich foliowych rożkach. Lodowe, bo czekolada, z której były zrobione zostawiała w ustach taki śmiesznie chłodny smak. Sama nie wiem jak to opisać. Widuję je w sklepach, więc musicie spróbować sami 😉

5. Krem Snickers

Nie wiem kto wycofał go ze sklepów, ale mam nadzieję, że bardzo tego żałuje. To był najlepszy słodki krem do chleba jaki kiedykolwiek zobaczył świat. Próbowałam wielu kremów – toffi, czekoladowych, karmelowych i niestety żaden nie jest nawet odrobinę podobny w smaku. Wielka strata dla ludzkości [*]

6. Kocie języczki

Sama nie wiem, co było w nich takiego ciekawego. Ot, czekoladka. Jednak jak sobie o nich pomyślę, to mam w pamięci taki bardzo delikatny smak. Niby nic, ale jednak miło je wspominam.

7. Draże Korsarz

Ze wszystkich draży, to właśnie Korsarze były moimi ulubionymi. Jakieś inne waniliowe, pomarańczowe albo czekoladowe w ogóle mi nie smakowały. Za to te kokosowe były najlepsze. Są dostępne do tej pory.

8. Dove

To przez pewien czas był mój ukochany baton. Powiedziałabym, że lubiłam go na równi z No Name’m, a może nawet bardziej. Na jakiś czas zniknął z półek sklepowych, a później wrócił już jakiś inny. Dawno go nie jadłam, ale pamiętam, że około 4 lata temu smak Dove mnie rozczarował.

9. Ciepłe lody

Uwielbiam je do dziś, na równi z ptysiami. Zawsze gdy mam do wyboru ptysia albo eklera, to zawsze wybieram ptysia. I nigdy nie rozumiałam zachwytu nad bajaderkami. Jak byłam mała to dowiedziałam się, że są robione ze wszystkich resztek z ciast. Wyobraziłam sobie wtedy, że piekarz zbiera wielką miotłą zbiera wszystkie okruchy z podłogi i z tego powstają bajaderki. Dlatego nigdy nawet nie chciałam ich spróbować 😀

10. Za zwykłymi Delicjami jakoś nigdy nie szalałam, ale te biszkopty z musem uwielbiam – najlepsze były te o smaku toffi. 


Oczywiście mogę wspomnieć też o galaretce w cukrze, z mieszanki wedlowskiej najlepsze był bajeczne i pieroty, lody to rożki czekoladowe, Zappy i kredki, a z wafelków Grzesiek bez czekolady podbijał moje serce. Nie mówiąc już o Magic Starsach – chociaż te w dorosłości mnie rozczarowały. I dlatego pewne smaki najlepiej pozostawić tylko w pamięci 🙂

 
Uncategorized

Pasztet wieprzowy z wątróbką (paleo, bezglutenowy)

8 January 2017

Z pasztetami jest podobnie jak z wątróbką – albo się je kocha albo nienawidzi. Ja uwielbiam i choć sama nie robię ich zbyt często, to doceniam, gdy ktoś robi je samemu. Jest z tym trochę pracy, ale trzeba też mieć doświadczenie w znalezieniu odpowiednich proporcji między mięsem i jego rodzajem, a dodatkami.

Mój pasztet jest dość pikantny, ale dla mnie wyrazisty smak to podstawa. Możecie sami kombinować z przyprawami i ich ilością. Jeśli lubicie bardziej orientalny smak to polecam kmin rzymski i kolendrę, a jeśli coś łagodnego, to może po prostu zioła – tymianek, cząber, majeranek? Można też pasztet przyprawić samą solą i pieprzem. Dobre mięso nie powinno potrzebować niczego więcej.

SKŁADNIKI

  • 1 kg łopatki wieprzowej
  • 600 g wątróbki drobiowej
  • 8-10 plastrów boczku wędzonego lub parzonego
  • 100 g słoniny lub 2 łyżki smalcu
  • 3 cebule
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 2 łyżki masła klarowanego
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa, chili

PRZYGOTOWANIE

  1. Słoninę pokrój w drobną kostkę, umieść na rozgrzanej patelni i smaż do wytopienia tłuszczu.
  2. Cebulę pokrój w kostkę, a łopatkę pokrój na nieduże kawałki i dodaj do słoniny. Podsmaż przez około 10 minut na dużym ogniu bez przykrycia, następnie przykryj, zmniejsz trochę płomień/moc kuchenki i duś pod przykryciem przed 1-1,5 godziny, aż mięso zmięknie.
  3. Po usmażeniu mięsa zdejmij je z patelni, dodaj 2 łyżki masła i usmaż wątróbkę, uprzednio umytą i oczyszczoną. Smaż ją około 3-4 minuty z obu stron, a następnie dodaj do usmażonej łopatki.
  4. Zmiksuj wszystko dokładnie w malakserze lub blenderem. Ja zmiksowałam całe mięso w Thermomixie.
  5. Do zmiksowanej masy dodaj 2 jajka, posiekaną drobno natkę pietruszki, 1,5 płaskiej łyżeczki soli, sporo pieprzu, 0,5 łyżeczki chili oraz 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej. Spróbuj odrobinę masy i jeśli wyda Ci się mało doprawiona, to dodaj jeszcze trochę przypraw. Pasztet powinien mieć wyraźny, lekko pikantny smak.
  6. Plastrami boczki wyłóż boki i spód formy keksówki, a w środku umieść pasztetową masę.
  7. Piecz pasztet przez godzinę w temperaturze około 180 stopni. Najlepiej kroić go, gdy już całkiem wystygnie.

Przepis jest zgodny z zasadami Detoksu Cukrowego.

 
Uncategorized

Bulion z pieczonego mięsa i warzyw

7 January 2017

Bulion jest podstawą mojej diety i nie wyobrażam sobie tygodnia bez ugotowania wielkiego garnka intensywnego bulionu, bądź też rosołu. Właściwie wywar, rosół i bulion to dla mnie to samo, a różnią się jedynie intensywnością. Bulion jest tym najmocniejszym i najbardziej intensywnym wywarem, dlatego do przygotowania go używam różnego rodzaju mięs, warzyw oraz dodatków. Czasami też przed ugotowaniem opiekam wszystkie składniki w piekarniku, żeby wyciągnąć z nich jeszcze więcej smaku.

Ten bulion z pieczonymi warzywami i mięsem jest chyba moim ulubionym. Dzięki opiekaniu, warzywa i mięso oddają swój lekko spalony smak. Porównałabym go chyba do takiej delikatnej wędzonki. Taki bulion jest idealny do picia na co dzień. W czasie Detoksu Cukrowego piję taki bulion prawie codziennie.

SKŁADNIKI

  • 300 g pręgi wołowej
  • 5 skrzydełek drobiowych
  • 1 główka czosnku
  • 3 marchewki
  • 1/2 bulwy kopru włoskiego
  • 3 pietruszki
  • 1 por
  • 1 mały seler
  • 4 łodygi selera naciowego
  • 2 cebule
  • 3 liście laurowe
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • opcjonalnie: 1 papryczka chili
  • 3 grzybki shitake
  • sól

PRZYGOTOWANIE

  1. Mięso i warzywa umyj dokładnie. Jeśli chcesz, możesz je obrać, ja piekę i gotuję ze skórą. Obieram ewentualnie tylko seler.
  2. Wszystkie warzywa poukładaj na blasze. Możesz część z nich przekroić na pół, a jeśli nie mieszczą się w całości, to pokrój je na mniejsze kawałki.
  3. Całość oprósz lekko solą.
  4. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180-200 stopni, do momentu, w którym warzywa i mięso będą już mocno przypieczone.
  5. Po upieczeniu przełóż je do garnka, dodaj grzybki i zalej zimną wodą, tak aby przykryła wszystkie składniki, ale raczej nie więcej, niż 4-5 cm ponad.
  6. Gotuj pod przykryciem na niedużym ogniu przez około 4 godziny.

Jeśli lubicie ramen, to taki bulion będzie dla niego świetną podstawą. 

 
Lifestyle

Jesteś marudą? Nawet do mnie nie podchodź.

5 January 2017

Na nic nie mam tak ogromnego uczulenia, jak na narzekanie. Sfrustrowane i wiecznie niezadowolone osoby wywołują we mnie ogromny stres, a wręcz wściekłość. Sama nienawidzę narzekać i nie cierpię marudzić. I choć też miewam bardzo trudne momenty, smucę się, a nawet narzekam to zawsze staram się wewnętrznie doprowadzić do pionu i po prostu znaleźć rozwiązanie na to co mi przeszkadza. Ale marudzenie jest zaraźliwe. To działa jak wirus i gdy tylko znajduję się w towarzystwie marudzących, to czuję się, jakby coś mnie uwierało w tyłek i jakby ktoś po prostu coś ze mnie wysysał.

Gra w radość

Gdy miałam około 10 lat, dostałam od mojej babci książkę – Pollyanna. Przez wiele lat była to moja ulubiona lektura i zawsze chętnie do niej wracałam, bo była bardzo pozytywna, a podejście głównej bohaterki do życia było takim podejściem, które sama chciałam osiągnąć. Pollyanna była pogodną dziewczynką, która w każdej, najwet najbardziej smutnej sytuacji potrafiła odnaleźć coś pozytywnego. W dzieciństwie jej taka nauczył jej gry w radość. Polegała ona na znajdywaniu dobrej strony złych wydarzeń, a zaczęło się to wtedy, gdy Polly otrzymała w prezencie kule inwalidzkie, a bardzo chciała dostać lalkę. Wtedy tata Polly powiedział jej, że radosną stroną tego wydarzenia jest to, że nie musi z tych kul korzystać. Wiadomo, że na mnie, jako na 10-letnią dziewczynkę ta historia zadziałała inaczej, niż gdybym przeczytała tę książkę teraz, jednak przesłanie szukania pozytywów w trudnych chwilach mimo swojej banalności działa bardzo skutecznie.

A co jeśli powiem Ci, że wszyscy mamy problemy?

I czasami, jak widzę takiego malkontenta, który poświęca 3/4 swojej życiowej energii na marudzenie, to mam ochotę wrzasnąć i zapytać się go: SERIO, TAK CI DOBRZE Z TYM NARZEKANIEM? A może poszukasz w końcu czegoś pozytywnego w swoim życiu i przestaniesz truć?

Zauważyłam też, że wraz z marudzeniem w parze idzie też krytyka innych, wyśmiewanie, obrażanie lub porównywanie siebie do innych, co moim zdaniem jest już równią pochyłą do frustracji i jeszcze większej kuli śniegowej zbudowanej z marudzenia, złych emocji, zazdrości i smutku. Wiecie ile razy zazdrość doprowadzała mnie do skraju nerwów i złości? Ile razy miałam żal do siebie, że ktoś coś zrobił lepiej, że ktoś wpadł na jakiś pomysł lepszy od mojego albo że komuś wiedzie się lepiej? Piszę to szczerze, choć nie jest to łatwe – wiele razy zazdrościłam i byłam zła. Na innych i na siebie. Ale wyleczyłam się z tej złości, po prostu postawiłam sprawę jasno. Nie patrzę na innych, nie patrzę w przeszłość, nie rozpamiętuję tego co było, skupiam się na tym co jest tu i teraz oraz na tym co mogę poprawić w przyszłości.

Drogi Marudo, jeśli wydaje Ci się, że:

-> Tylko ty jeden na świecie masz ciężko, to walnij się w łeb. Myślisz, że twoi przyjaciele, rodzina, sąsiedzi nie mają problemów? A skąd ten wniosek? Bo nie widzisz problemów na ich uśmiechniętych twarzach? Nie wiesz wszystkiego o wszystkich i zapewne nigdy nie będziesz wiedział, ale to że twój sąsiad ma lepszy samochód od Ciebie, nie oznacza, że jego życie jest usłane różami.

-> Mało zarabiasz? To smutne. Ale pomyśl o Panu Zenku, który mieszka bez prądu. Ten to dopiero ma przejebane. Może wyłączysz sobie prąd na tydzień, a potem zastanowisz się czy lepiej mieć jeden zaległy rachunek, prąd i szansę na zapłacenie rachunku, czy nie mieć prądu wcale?

-> Nic ci w życiu nie wychodzi? A pomyślałeś kiedyś, że to ty sam odpowiadasz za siebie i swoje życie, a skoro jesteś już dorosły, masz rozum, mózg, sprawne ciało, to już możesz coś tam zdziałać w swoim życiu? Tak tylko mówię, gdybyś zapomniał, że poza rozważaniem nad swoim nieszczęśliwym losem i torpedowaniem każdego pomysłu są też inne sposoby na życie.

-> Nie musisz nikomu za nic dziękować, bo przecież ogólnie to jesteś fantastyczny i najlepszy, tylko inni dają ciała i to przez nich tobie się nie układa. Ogarnij się, serio. Jeśli nie poczujesz choć odrobiny pokory i wdzięczności wobec kogokolwiek, to nie wiem czy jest dla ciebie jakaś nadzieja. Zawsze warto szukać w swoim życiu rzeczy, za które możesz być wdzięczny.

-> Twoje życie to pasmo nieszczęść i nic już się nigdy nie zmieni, to odpowiem ci najprościej i najbardziej banalnie jak potrafię. Wyobraź sobie najprostsze zjawisko meteorologiczne jakim jest deszcz. Deszcz pada, a potem przestaje padać. Tak to już w życiu jest.

-> Wszyscy powinni słuchać twojego użalania, każdy powinien cię pocieszać, klepać po główce i przytakiwać na twoje smutne rozważania. Otóż powiem Ci, że nie. Nikomu nie chce się słuchać jak jęczysz w kółko o tym samym. Spróbuj lepiej wysilić się na jakiś komplement lub w ogóle coś miłego na jakikolwiek temat. Wiem, że to gorzej, niż miałbyś się przyznać do morderstwa, ale warto próbować.

-> Jesteś jeszcze dzieckiem, które może wszystko i nic nie musi, to muszę cię rozczarować. Czas wreszcie wyskoczyć z tych ogrodniczek z dziurą na kolanie i przestać być rozwydrzonym bachorem. Nikt nie zaspokoi twoich potrzeb, nikt nie przyjdzie i nie pocałuje cię w czółko, bo masz taki kaprys. Dorosłe życie, to nie rurki z kremem, owszem, ale poza piaskownicą też jest fajnie. Możesz zjeść tyle farszu do pierogów ruskich ile chcesz, możesz wracać późno do domu, możesz wychodzić zimną bez rajstop i nikt Ci nic nie zrobi. Jesteś dorosły, ciesz się tym!


Tak, wszyscy narzekamy. Wszyscy boimy się, smucimy, złościmy. Jeśli Ci ciężko, to postaraj się być obiektywny wobec siebie. Szukaj rozwiązań, rozłóż problem na czynniki pierwsze, spójrz na siebie z dystansu, poproś kogoś o pomoc, daj sobie chwilę, odetchnij, powstrzymaj złość, weź kąpiel, policz do dziesięciu. Z każdej sytuacji jest wyjście, a nawet jeśli wydaje się, że nie ma, to jest. Może nie być lekko, łatwo i przyjemnie, ale wszystko zawsze i wszędzie można zmienić. Samo narzekanie nic nie zmieni , ale spokój, dystans i plan może pomóc. I zadaj sobie jedno pytanie:

CO SIĘ STANIE, GDY PRZESTANĘ NARZEKAĆ?

 

 
Kuchnia, Lifestyle, Zdrowie

Detoks Cukrowy 2017

4 January 2017

Przyszedł styczeń, a wraz z nim Noworoczny Detoks Cukrowy organizowany przez Kasię z Cook It Lean. Po ostatniej, zeszłorocznej próbie, którą przeszłam w całości bez większych problemów i z sukcesem, postanowiłam w tym roku również spróbować swoich sił i ograniczyć węgle do końca tego miesiąca, aby jeszcze bardziej poprawić swoje nawyki.

Podsumowanie zeszłorocznego Detoksu możecie znaleźć pod tym wpisem, ale przypomnę jeszcze raz co nie co. Detoks służy po to, aby spróbować odzwyczaić się od słodyczy, dlatego przez ten czas odrzucamy nie tylko cukier, którym słodzimy herbatę, ale również nie zastępujemy go żadnymi innymi słodzikami, ksylitolem, miodem itd. Nie jadamy też zdrowych słodyczy, ani innych nadmiernie węglowodanowych przekąsek po prostu staramy się odciągnąć nasze myśli od słodkiego, a także uczymy się odróżniać prawdziwy głód od zwykłej chęci na zjedzenie czegokolwiek.

Ubiegły detoks bardzo postawił mnie na nogi, bo gdy w grudniu 2015 ważyłam już prawie 110 kg, to stwierdziłam, że to jest jakaś koszmarna farsa. Czułam się opuchnięta, zmęczona, moja skóra była bardzo przesuszona, brzuch ciągle wzdęty, a w dodatku wyglądałam na kilka lat więcej.

Co się zmieniło przez ostatni rok od Detoksu?

1. Kiedyś nie wyobrażałam sobie śniadania bez chleba, teraz praktycznie go nie jem. Są miesiące, gdy nie jem chleba wcale, a gdy już zjadam, to raczej tylko wtedy, gdy są u nas chlebożerni znajomi lub gdy jestem u rodziny. Tylko czasami nachodzi mnie ochota na chleb z pasztetem 😉 Moje śniadania to głównie dużo warzyw i jajka albo mięso i warzywa, czasami jakieś węgle. Najczęściej jem jajecznicę, omlety, jajka z duszonymi warzywami (np. szakszuka). Lubię też śniadania, które nazywam roboczo “japońskimi”, bo jest to zazwyczaj ryż + jajko/łosoś + rzodkiewka/kiełki/awokado/marchewka/szpinak lub inne warzywa. Do tego czarna kawa i przed śniadaniem szklanka wody z sokiem z cytryny. Uwielbiam ten śniadaniowy styl.

2. Nauczyłam się zwracać większą uwagę na składy produktów. Nie jestem w tym idealna i nie robię tego zawsze, ale w większości zastanawiam się nad tym co kupuję i bardzo ograniczyłam zjadanie śmieciowych produktów. Dzięki detoksowi zauważyłam, że nie służy mi gluten i niestety za każdym razem jak sobie poluzuję, to potem cierpi moja skóra. Niestety nie umiem całkowicie z niego zrezygnować, ale staram się go mocno ograniczać. Czasami daję na luz i ze smakiem zjadam pizzę czy kanapkę Drwala z Maka.

3. Pokochałam domowe mleko kokosowe i robię je regularnie, a gdy potrzebuję na “już”, to po prostu podgrzewam wiórki, mielę i od razu odciskam. Nauczyłam się też jadać takie zdrowsze wersje deserów (to już po detoksie). Przez cały ostatni detoks chodziło za mną brownie z batatów z wiśniami. O dziwo, to właśnie na taki zdrowszy wypiek miałam najbardziej ochotę, a nie na sklepowe słodycze, ciastka, czy wafelki.

jestem paleo, elo.

Czy teraz już jestem paleo i jem mięso mamutów? No nie, nie jem paleo w 100%, ale ten styl żywienia jest mi bardzo bliski i jak do tej pory najbardziej podoba mi się ze wszystkich diet, z którymi miałam w życiu styczność. Detoks mnie wiele nauczył, w tym roku jestem już bogatsza o wolnowar, więc mam zamiar trochę poszaleć z mięsiwami i jakimiś fajnymi gulaszami. No i mam nadzieję, że wytrzymam cały ten czas, który sobie założyłam, bo pełną parą zaczęłam już wczoraj, a skończyć chcę ostatniego dnia miesiąca, więc to trochę ponad 3 tygodnie.

Tak jak w zeszłym roku zachęcam was do wzięcia udziału, o ile czujecie, że to coś dla was, bo wiem, że nie każdy jest w stanie zrezygnować ze wszystkich produktów. Ale jeśli tylko dokładnie przeczytacie zasady, zapoznacie się z listą produktów, które można jeść, przejrzycie blogi, poczytacie wpisy, to na serio okaże się, że to nie jest takie straszne i trudne jak się wydaje. Bo tak naprawdę w detoksie chodzi o to, żeby po prostu jeść zdrowo, dobrze i nie zapychać się węglami. Odsyłam was do bloga Cook It Lean – tam znajdziecie wszystkie ważne informacje i odpowiedzi na pytania.

WYDARZENIE NA FB: