Codziennie śnię o mieście, z którego pochodzę. To nie jest tak, że wracam do Polski, że śnię o podróży, o powrocie. Ja po prostu tam jestem. Od pewnego czasu miejsce akcji moich snów to Gdańsk. Raz tylko śniłam, że kupuję bilety i wracam. O matko, jaka ja byłam w tym śnie szczęśliwa. Już zaraz miałam wsiadać do samolotu, już prawie poleciałam i byłam z powrotem w miejscu, które zostawiłam ponad rok temu.


Myślę o Polsce, oczywiście. Tęsknię i czasami brakuje mi tego co znajome. Tutaj czas płynie wolniej i szybciej jednocześnie. Wszystko jest piękniejsze i brzydsze zarazem. Tam znałam każdy kąt, wiedziałam co jest za zakrętem i czego mogę się spodziewać, gdy skręcę w tamtą ulicę. Tu jest inaczej. Nie wiem gdzie trafię, gdy pójdę w prawo, nie wiem na który fragment drogi uważać, żeby się nie potknąć, nie wiem co jest za rogiem, ani gdzie rosną najpiękniejsze kasztany. Nie wiem dokąd idę, czy ta droga prowadzi na skróty, czy może wręcz przeciwnie.

I wcale nie twierdzę, że to złe uczucie. Nie jest mi smutno, nie czuję się samotnie i wcale nie chcę do Polski wracać. Tęsknie za tym co znałam i za tym co miałam pod nosem. Za morzem, za miejscami, za ludźmi. Za targiem, na którym mogłam kupić gruntowe ogórki i najlepsze polskie wiśnie, za ulubionym, bezludnym miejscem na plaży, gdzie najlepiej układało mi się myśli, za tym, że mogłam napisać do przyjaciółki “to co, wpadniesz dziś wieczorem?” i ona po pracy była u mnie z butelką wina.

Nie szukam na siłę Polski w Anglii, nie szukam wszystkiego co wiąże się z moim krajem i narodowością. Nie interesują mnie polskie imprezy z polskim disco polo. Nie muszę jadać tylko polskich obiadów, robić zakupów tylko w polskich sklepach i nie chcę mieć w domu polskiej telewizji.

Poznaję ludzi o różnych narodowościach, jadam potrawy z kuchni całego świata, mój chłopak jest brytyjczykiem i odkąd jestem a urlopie macierzyńskim, to nawet po polsku nie rozmawiam już tak często jak po angielsku. Tak, tęsknie za Polską, ale zdecydowanie żyje mi się lepiej, niż żyło się tam. Mój dom zawsze będzie tam, tu i gdziekolwiek, gdzie postanowię mieszkać, bo dom nie jest tylko miejscem, gdzie się urodziliśmy, to miejsce, w którym stajemy i czujemy się sobą. Poczucie domu łączy się z rodziną, miejscem pobytu, miejscem marzeń i wieloma innymi pojęciami. Można spędzić całe życie na poznawaniu wielu rożnych miejsc, a potem z powodzeniem łączyć je w całość.

Myślenie o emigracji, gdy jeszcze jest się w rodzinnym mieście/kraju, to trochę jak bycie we śnie. Co myślałam o Anglii, zanim tu przyleciałam? W głowie miałam piękne widoki, Robin Hood’s Bay z serialu Doc Martin, kryminalne historie Agaty Christie, Harry’ego Pottera, Szekspira, wspaniałe zamki, tajemnicze uliczki… Co zastałam? Cóż, ten obraz był daleki od mojej Anglii z wyobraźni, mimo, że byłam tu już kiedyś kilka lat temu i mniej więcej wiedziałam co mnie czeka.

Nadal wiele rzeczy tutaj mnie dziwi, a codzienne życie budzi ze snu, nic nie jest stałe. Buduję swoje życie codziennie, po prostu jestem tu i teraz. Podróż jest jak bycie zakochanym, nagle włączają się wszystkie zmysły i dostrzegamy inne formy świata. Podróż odkrywcza nie polega na szukaniu wciąż nowych lądów, ale na nowym spojrzeniu.