Ciągnący się karmel, chrupiące kulki w czekoladzie, kruche wafelki… Mogłabym wymieniać do jutra, bo uwielbiam słodycze. Może już teraz nie jadam ich tak dużo jak kiedyś, ale nadal mam słabość do pewnych smaków. Nie każdy batonik smakuje teraz, jak smakował dawniej, ale to chyba dzieje się tak jak ze wszystkimi innymi smakami. Często potrawy z dzieciństwa w  dorosłym życiu bledną i wydaje się, że to już nie jest ten sam smak, że czegoś brakuje… Wspominając ostatnio pyszności z dzieciństwa, stworzyłam dziesiątkę moich ulubionych.


1.  No Name

Nie da się go porównać z żadnym innym batonem. Był czekoladowy i lekko chrupiący – miał w środku coś takiego niespotykanego. Smak nie do podrobienia. I niestety nie do kupienia obecnie.

2. Alibi

Powiedziałabym, że to taki Lion. Z batonów tego rodzaju był jeszcze kiedyś Picnic produkowany przez Cadbury, ale nie przepadałam za nim z jednego powodu – zawierał rodzynki 😀

3. Maltesers

Najlepsze i jedyne w swoim rodzaju chrupiące kulki w czekoladzie. Nie była to tania przyjemność, a niestety kończyła się w mgnieniu oka.

4. Cukierki lodowe

Czekoladki w kolorowych papierkach, zazwyczaj sprzedawane w takich foliowych rożkach. Lodowe, bo czekolada, z której były zrobione zostawiała w ustach taki śmiesznie chłodny smak. Sama nie wiem jak to opisać. Widuję je w sklepach, więc musicie spróbować sami 😉

5. Krem Snickers

Nie wiem kto wycofał go ze sklepów, ale mam nadzieję, że bardzo tego żałuje. To był najlepszy słodki krem do chleba jaki kiedykolwiek zobaczył świat. Próbowałam wielu kremów – toffi, czekoladowych, karmelowych i niestety żaden nie jest nawet odrobinę podobny w smaku. Wielka strata dla ludzkości [*]

6. Kocie języczki

Sama nie wiem, co było w nich takiego ciekawego. Ot, czekoladka. Jednak jak sobie o nich pomyślę, to mam w pamięci taki bardzo delikatny smak. Niby nic, ale jednak miło je wspominam.

7. Draże Korsarz

Ze wszystkich draży, to właśnie Korsarze były moimi ulubionymi. Jakieś inne waniliowe, pomarańczowe albo czekoladowe w ogóle mi nie smakowały. Za to te kokosowe były najlepsze. Są dostępne do tej pory.

8. Dove

To przez pewien czas był mój ukochany baton. Powiedziałabym, że lubiłam go na równi z No Name’m, a może nawet bardziej. Na jakiś czas zniknął z półek sklepowych, a później wrócił już jakiś inny. Dawno go nie jadłam, ale pamiętam, że około 4 lata temu smak Dove mnie rozczarował.

9. Ciepłe lody

Uwielbiam je do dziś, na równi z ptysiami. Zawsze gdy mam do wyboru ptysia albo eklera, to zawsze wybieram ptysia. I nigdy nie rozumiałam zachwytu nad bajaderkami. Jak byłam mała to dowiedziałam się, że są robione ze wszystkich resztek z ciast. Wyobraziłam sobie wtedy, że piekarz zbiera wielką miotłą zbiera wszystkie okruchy z podłogi i z tego powstają bajaderki. Dlatego nigdy nawet nie chciałam ich spróbować 😀

10. Za zwykłymi Delicjami jakoś nigdy nie szalałam, ale te biszkopty z musem uwielbiam – najlepsze były te o smaku toffi. 


Oczywiście mogę wspomnieć też o galaretce w cukrze, z mieszanki wedlowskiej najlepsze był bajeczne i pieroty, lody to rożki czekoladowe, Zappy i kredki, a z wafelków Grzesiek bez czekolady podbijał moje serce. Nie mówiąc już o Magic Starsach – chociaż te w dorosłości mnie rozczarowały. I dlatego pewne smaki najlepiej pozostawić tylko w pamięci 🙂