Babskie sprawy, Lifestyle, Osobiste, Życie

Ideał da­ny jest człowieko­wi po to, aby wy­raźnie widział swą niedoskonałość.

19 November 2015

Zarzucę teraz banałem, że wiecie, ludzie są różni. Fizycznie i mentalnie. Nie zawsze to co ładne z zewnątrz, w środku również emanuje pięknem. Jak w tym powiedzonku: ‘gówno zawinęło się  w papierek i udaje, że cukierek’. To nie zasada, broń borze. I nawet ciężko mi to w jakąś jedną ramę włożyć, bo staram się przenigdy nie wyłączać mojej tarczy anty-stereotypowej, a jak słyszę takie pierdoły typu “wszystkie grubaski, to sympatyczne laski” (przykład nie ma znaczenia, możesz tam wkleić stereotyp blondynki-idiotki), to wtedy mam ochotę zrobić fatality z Mortal Kombat i wyrwać takiemu osobnikowi serce.

fatality

Nie o stereotypach, a przynajmniej nie dosłownie, chciałam dziś napisać. Czasami mam wrażenie, że są we mnie dwie osobowości. Z jednej strony czuję, jak wychodzi taki mały szyderca. Paskudny gremlin, który lubi kogoś obgadać, poplotkować na brzydkie tematy, powiedzieć coś niemiłego o tym i o tamtym, a z drugiej strony mam później kaca moralnego i wielką ochotę przywalić sobie z liścia. Bo nie jestem zła, a przynajmniej lubię myśleć o sobie jak o dobrym człowieku, ale takim, który popełnia błędy i potrafi w odpowiednim momencie dać sobie kopa.

Mój stan emocjonalny i to wszystko co ostatnio się ze mną dzieje psychicznie kazało mi mocno przewartościować wszystko co jest wokół mnie. Widzę tysiące moich błędów, zachowania, które nie są moje i widzę też “siebie”, chociaż to tak naprawdę nie jestem ja. Nie ta “ja”, którą chcę być.

W każdym razie, dotknął mnie ostatnio, i to nawet dwukrotnie, taki stereotyp “szczęśliwej osoby”. Z jednej strony to ja oceniłam kogoś błędnie, a z drugiej strony to ktoś błędnie ocenił mnie.

Pierwsza sytuacja: Jakiś czas temu napisała do mnie koleżanka. Taka koleżanka, z którą nigdy nie miałam jakiegoś głębszego kontaktu. Jednak z tego co widziałam “na fejsie”, to żyła dobrze. I ABSOLUTNIE nie ma dla mnie żadnego znaczenia jej sytuacja materialna czy życiowa. Po prostu, to co widziałam z zewnątrz, sprawiło, że myślałam o niej, jak o kobiecie spełnionej na każdym poziomie. Co się okazało? Że ma wiele problemów i że z wieloma sobie nie radzi,a przynajmniej jeszcze nie wie jak sobie poradzić. Przez moją głowę nie przebiegł nawet cień myśli, że gdzieś tam jej świat się zawalił. Sądziłam, że jej życie jest idealnie zaprojektowane. Myliłam się jak cholera.

Druga sytuacja: To do mnie napisała jedna z czytelniczek. To była krótka wiadomość, ale bardzo dała mi do myślenia. Napisała, a właściwie to zapytała skąd we mnie tyle radości i szczęścia. Widzi to na moich zdjęciach i chce wiedzieć skąd. Nie mogłam jej odpisać “Spoko, odetchnij, u mnie chujowo”, ale jej pytanie spowodowało, że zaczęłam myśleć o tym, dlaczego tak ochoczo pokazujemy szczęśliwe chwile ze swojego życia, a nie potrafimy równie łatwo napisać czy powiedzieć:  jest mi źle/jestem nieszczęśliwa/mam problemy/mój świat się wali.

Na pewno słyszeliście o młodej modelce z Australii, która postanowiła usunąć prawie wszystkie zdjęcia ze swojego instagramowego konta. Jak sama stwierdziła, miała dosyć kolorowania rzeczywistości. Essena O’Neil pokazywała zdjęcia swojego ciała, kosmetyków, ubrań. Patrząc na nią i na jej zdjęcia można by pomyśleć, że to chodzący ideał, ale jednak okazało się, że granica między prawdziwym życiem, a życiem w internecie zatarła się, a ona w duchu była po prostu bardzo nieszczęśliwą dziewczyną pragnącą społecznej akceptacji.

Obejrzyjcie film, w którym Essena opowiada o tym jak wyglądało jej życie i dlaczego chce opuścić świat social media.

Problem jest taki, że widząc te wszystkie ślicznie wyglądające owsianki, mieszkania a’la Pinterest, smukłe sylwetki i zawsze idealne loki, wiele ludzi po prostu ulega tym złudzeniom i porównuje siebie do zdjęć, do tych nierealnych widoków. Myślimy – wtf, gdzie popełniłam błąd? Patrzysz na swoją stertę naczyń w zlewie, na nieuprasowane ubrania, na męża co siedzi w dresach przed komputerem i na dziecko, które znowu wylało kakao na dywan. Zaraz, zaraz. Jeszcze pozostałaś Ty. Piłaś dziś kawę z fusami, nie latte ze starbucksa. Twój makijaż pozostawia wiele do życzenia i wcale nie masz ochoty przebiec dziś 5 km i przeczytać inteligentną książkę.

Zapewniam Was, że nie wszyscy ludzie są idealni i szczęśliwi. Ja nie jestem. I wcale się tego nie wstydzę. Są dni, gdy nie mam ochoty sprzątać i nawet nie spoglądam w stronę zlewu, żeby sobie nie podnosić ciśnienia. Czasami nie maluję się wcale, a moim komfortowym strojem są wyciągnięte dresy i stara koszulka. Czasami też nie mam ochoty się uśmiechać i po prostu dużo płaczę. Czasami nie mogę zasnąć, bo myślę o wszystkich swoich problemach i o tym co mogłam w życiu zrobić inaczej. Czasami czuję się ze sobą tak źle, że jedynym wyjściem jest przykrycie się kołdrą i niewychodzenie z łóżka przez tydzień.

A czasami czuję, że muszę wziąć się w garść, bo życie to coś więcej, niż ładne obrazki na instagramie. Życie to więcej, niż smukłe uda i jędrne piersi. Życie to więcej, niż idealnie ułożone włosy i duża zawartość portfela. Spróbuj spojrzeć w lustro i powiedzieć: “Popełniam błędy, nie jestem idealna/y, ale pracuję nad sobą”. Nie warto gonić za byciem NAJLEPSZYM. We wszystkim trzeba odnaleźć balans. I w byciu najlepszym i w byciu najgorszym.

Nie bójcie się być nieidealni.  Bądźcie tacy, jacy chcecie być, w zgodzie ze sobą.

 

You Might Also Like