To już drugi tydzień? A mam wrażenie jakby dopiero drugi dzień. Dłużyło mi się w tym tygodniu strasznie. Mam PMS i ogólnie cały świat mnie wkurza. A do tego mam ochotę pochłonąć wszystko, tylko nie słodycze. To mnie akurat zdziwiło, bo zazwyczaj ciągnęło mnie do wszystkiego, a w szczególności do słodyczy, no ale… Zobaczmy jak poszły moje zeszłotygodniowe założenia.


A) jedzenie śniadań – wystawiłabym sobie 5 +, nie pominęłam żadnego śniadanka

B) regularne jedzenie co 2-4 godziny – nie pilnowałam się z zegarkiem w ręku, ale nie dopuszczałam do tego, żeby być bardzo głodną, więc myślę, że można to uznać za zaliczone

C) niezagłuszanie głodu gównianym jedzeniem i przekąskami – głodu nie zagłuszałam, ale dni przed miesiączką są dla mnie wyjątkowo trudne, bo mój apetyt wzrasta podwójnie. Dwa razy pozwoliłam sobie na dodatkowy posiłek (zamieniłam fit obiad na mega tłustą carbonarę –  cheat meal). Nie uznaję tego za porażkę, po prostu potrzebowałam zjeść więcej.

D) ograniczenie słodyczy – oprócz jednego gofra z dżemem u babci Karola i kostki czekolady, to nie zjadłam zupełnie nic nadprogramowego. Nie pilnując się zjadałam o wiele więcej, a teraz czuję, że mam większą kontrolę nad tym co zjadam.

E) picie przynajmniej 1,5 litra wody dziennie – totalna klapa. Nie wiem czy wypijałam nawet litr. Litr płynów – może tak, ale na pewno nie był to litr wody. W tym tygodniu muszę znaleźć na to jakiś patent albo pomóc sobie aplikacją w telefonie.

Jak minął tydzień?


Tak jak w ubiegłym tygodniu, jadłam dużo dobrych rzeczy, ale zapominałam o fotografowaniu ich, dlatego zdjęć z zeszłego tygodnia jest niewiele. W tym tygodniu planuję nadal robić zdjęcia każdego posiłku, bo jak tak na nie patrze to mi lepiej. Nadal nie ograniczam się w ilości warzyw (poza strączkowymi i ziemniakami), ale pilnuję porcji mięsa, kasz, ryżu i ziemniaków.

Moje rozterki i zwiększony apetyt. Taki zestaw kupiłam któregoś wieczoru. Okazało się, że miałam ochotę tylko na buraczki i sok pomidorowy. Jeśli czytaliście 50 faktów o mnie, to wiecie, że ja takie buraczki zjadam na raz. Razem z zalewą.

Fizycznie czuję się dobrze (poza wkurzeniem i lekką ociężałością z powodu PMS). Nie jestem zmęczona, głodna, ani nic z tych rzeczy. Jestem jeszcze trochę zbyt leniwa na aktywność fizyczną, więc w tym tygodniu ani minuty nie poświęciłam na ćwiczenia, jednak skoro dobrze mi idzie z regularnością i ogólnie z posiłkami, to w tym tygodniu chcę dorzucić sobie do listy kilka treningów – spacerów, ćwiczeń, może biegu.

Jako cel numer jeden stawiam sobie picie wody. Czuję, że to jest ten pierwiastek, którego mi brakuje, ale jakoś po prostu nie mogłam się do tego zmusić. Myślę, że najlepszym sposobem będzie jednak użycie aplikacji. Możecie jakąś polecić? Najlepiej nie taką, która straszy dźwiękiem rozlewanej wody 😉

Co jadłam przez ostatni tydzień?


Jak już pisałam wyżej – zdjęć niewiele, bo po prostu zapominałam o tym, żeby je robić. W tym tygodniu chcę bardziej tego pilnować, bo jak widzę fotki, to psychicznie jest mi lepiej. W ogóle taka kontrola jedzenia chyba działa na mnie dobrze. Jakbym robiła zdjęcia (albo zapisywała) wszystkie “złe” rzeczy, które jadłam wcześniej, to prawdopodobnie dałoby mi to do myślenia. A tak, gdy widzę te wszystkie zdrowe posiłki, to po prostu mi lepiej, bo wiem co jadłam, ile jadłam, o której jadłam i to działa mega pozytywnie na moją podświadomość.

Untitled design (9) Untitled design (10) Untitled design (11)

Tygodniowy pro-tip


Wy to pewnie znacie, a dla mnie to sensacja tygodnia – chipsy z jarmużu. Cofam wszystko co kiedykolwiek powiedziałam na ich temat. To wcale nie jest jakaś hipsterska fanaberia, one naprawdę są zajebiste. Mają dużo wapnia, żelaza i witaminy K, do tego są niskokaloryczne, a jak upieczecie je z przyprawami to smakują wybornie. Zrobiłam sobie taką porcyjkę w weekend i jako przekąska do serialu nadawały się wyśmienicie. Mało tego – były chrupkie jeszcze na drugi dzień.

Untitled design (12)

PODSUMOWANIE DRUGIEGO TYGODNIA


Znowu cały tydzień nie myślałam o ważeniu. To chyba kwestia tego co próbuję przestawić sobie w głowie. Nie myślę o utracie wagi jak o czymś priorytetowym, ważniejsze są dla mnie nowe nawyki i zniszczenie tych starych, złych przyzwyczajeń. Jednak nie ukrywam, że to fajne. Kolejny kilogram za mną. Wiem, że to pewnie woda, a nie tłuszcz, ale mimo wszystko jest to bardzo motywujące.

Dziękuję za trzymanie kciuków i wszystkie słowa wsparcia – działam dalej!