Tydzień zmian w odżywianiu za mną! Choć mówię, że to “dieta” i że się “odchudzam”, to tak naprawdę moje główne założenia dotyczą czegoś innego. Jak pisałam, mój największy problem to nieregularne jedzenie. Okazuje się, że ten problem ma bardzo wiele kobiet i nie jest to jakaś moja fanaberia, że sobie rano wstaję i nie jem śniadań. Bo tak. Bo mogę. Bo mam taki kaprys. Nie, to nie tak. Mi się po prostu tych śniadań nie chciało jadać. I robić mi się też nie chciało. Swój głód zapychałam kawą i siadałam do kompa. Popołudniami i wieczorami nadrabiałam. Niby to też jakaś regularność, ale chyba nie o to chodzi w zdrowym podejściu do odżywania.

Zatem tym, na czym mi zależało i zależy najbardziej jest:

A) jedzenie śniadań

B) regularne jedzenie co 2-4 godziny

C) niezagłuszanie głodu gównianym jedzeniem i przekąskami

D) ograniczenie słodyczy (donuty, żegnajcie na chwilę)

E) picie przynajmniej 1,5 litra wody dziennie

Jak na pierwszy tydzień, to wszystko mi całkiem nieźle, ale zdecydowanie muszę popracować nad ogarnianiem sobie jedzenia w sytuacji, gdy jestem poza domem/nie mam czasu/jestem zmęczona/jestem w miejscu gdzie jest ograniczony dostęp do jedzenia. Od poniedziałku do piątku idealnie udawało mi się utrzymać moje założenia, ale niestety w sobotę i w niedzielę, gdy byłam na See Bloggers już nie bardzo.

Jednak zacznę od początku.

Poniedziałek był dniem przełomowym, szczególnie ze względu na to, że napisałam Wam otwarcie, że będę się *odchudzać. Tego dnia wieczorem założyłam też grupę, na której obecnie jest prawie 250 osób. I nagle okazało się, że nie tylko ja potrzebuję motywacji, ale też kilkadziesiąt innych dziewczyn bardzo chce zmienić coś w swoim życiu i zdrowiu. Czytając kolejne posty na grupie pomyślałam wtedy, że już nie mam odwrotu. I nawet nie chcę go mieć.

Przez ostatni tydzień fizycznie czułam się bardzo dobrze, psychicznie tak samo. Dwa razy miałam ochotę na coś słodkiego i na małe podjadanie, ale zamiast tabliczki czekolady sięgnęłam po batonika z ziarnami, a gdy chciałam coś pochrupać, to zjadłam dwie garście nerkowców i suszonych wiśni (taki miks znalazłam w rossmannie i jest mega pyszny!). Z wodą mi się nie udało. Może przez jakieś 3 dni piłam dużo wody, ale niestety wydaje mi się, że to nadal za mało. I średnio to kontrolowałam. W tym tygodniu będę pracować też nad tym.

Weekend niestety muszę całkowicie wyciąć z mojego pierwszego tygodnia diety, bo nie udało mi się utrzymać regularności jedzenia. Nie wybiło mnie to jednak z rytmu, więc dziś wracam już do tego nowego trybu.

Co jadłam przez ostatni tydzień?


Dużo jadłam. I to dużo smacznych rzeczy. Przede wszystkim nie żałowałam sobie warzyw. Jak miałam ochotę na większą porcję, to po prostu jadłam. Nie robiłam sobie też wyrzutów przez dodatkową miseczkę czereśni zjedzoną późnym wieczorem. Ogromną miłością darzę twarożek, więc gościł on dość często, a poza tym były też ryby, sałatki, wołowina i inne. Bardzo cieszę się, że robiłam te wszystkie zdjęcia (co też bardzo polecam), bo jak teraz na to patrzę, to jestem z siebie jeszcze bardziej zadowolona. Zdjęciowy przegląd posiłków (trzech głównych) z wszystkich dni poza weekendem.

ńdjsi (1) ńdjsi (2) ńdjsi Untitled design (3)

ńdjsi (3)

TYGODNIOWY PRO TIP


Ponieważ każdy dzień zaczynam dużą szklanką wody z sokiem z cytryny, to postanowiłam sobie to odrobinę ułatwić i nie wyciskać każdego dnia świeżego soku. Wiem, że trwa to chwilę, ale sok z cytryny w formie kostki lodu jest jeszcze fajniejszy, serio! Zatem wycisnęłam sok z 5 cytryn, to wystarczyło mi na dwie foremki do lodu i codziennie rano, do szklanki wody wrzucam takie 2-3 kostki.

Untitled design (4)

 

PODSUMOWANIE PIERWSZEGO TYGODNIA


Właśnie, może czas na najważniejsze. Dziś rano oczywiście z radością pobiegłam do łazienki, aby się zważyć. Nie robiłam tego przez cały tydzień, choć miałam wielką ochotę, bo sami pewnie wiecie jak jest – jak się zaczyna dietę, to chcielibyśmy, żeby efekty były już i teraz. Regularne spożywanie posiłków, zmniejszenie ich kaloryczności i wielkości poskutkowało nie tylko moim świetnym samopoczuciem, ale też spadkiem wagi. Jestem lżejsza o kilogram!

Jeśli potrzebujecie przepisów, to dajcie znać. Jak będzie zainteresowanie, to rozważę dodanie takiej kategorii i spisywanie ich. Póki co, polecam blog Quchenne Inspiracje. Znajdziecie tam bardzo dużo przepisów wraz z podaną kalorycznością, a nawet całe jadłospisy z opcją obiadu dla osób pracujących poza domem i w domu.

No i zaczynam kolejny tydzień! Nie puszczajcie tych kciuków, które trzymaliście przez ostatnie dni.

so_much_win_meme_0


 *odchudzać

Ponieważ otrzymałam już kilka pytań dotyczących tego co ja właściwie wyprawiam. Bo przecież pisałam, że siebie akceptuję i że jest mi dobrze. Chciałabym poświęcić tej kwestii więcej czasu i trochę bardziej rozwinąć się w temacie akceptacji lub jej braku. Prawdopodobnie tak uczynię, ale na ten moment mam jedną odpowiedź – Ja bardzo lubię siebie i bardzo lubię swoje ciało, ale od momentu, gdy napisałam tekst o byciu grubym przytyłam więcej niż jest to przeze mnie akceptowalne i po prostu zależy mi na tym, żeby być zdrową. Pamiętajcie, że nawet, jeśli ktoś potrafi siebie akceptować to nie oznacza to, że nie powinien już nic więcej ze sobą robić. O zdrowie trzeba dbać, a ja bardzo kocham swoje życie i mam zamiar żyć długo, zdrowo i szczęśliwie. I nie, nie zapragnęłam nagle stać się chuda. Dalej uważam, że najlepiej mi z moimi krągłościami, ale z całym tym “dobrem”, które posiadam chcę również czuć się zdrowo.