Osobiste

Dlaczego poszłam do psychiatry?

8 December 2014

Poniedziałek: Leżę w łóżku i myślę o tym, czy znajdę siłę, że zrobić sobie kawę. Czy chce mi się wstać i zejść po schodach na dół do kuchni? Czy chce mi się czekać 3 minuty, aż zagotuje się woda? Co będę robić w tym czasie? Stać i patrzeć na stertę naczyń w zlewie? Chyba mi się nie chce, zostaję w łóżku.

Wtorek: Włączam komputer i zastanawiam się czy sprawdzić pocztę. Nie lubię tego robić, bo zaraz okaże się, że miałam coś zrobić, a tego nie zrobiłam. Nie chciało mi się, zapomniałam, nie mogłam się zebrać, nie umiałam zacząć. Ktoś będzie coś ode mnie chciał. Lepiej nie sprawdzać. Może lepiej położę się na drugim boku. Może prześpię się jeszcze trochę.

Środa: Muszę pójść na pocztę. Muszę wysłać dokumenty. Jeśli tego nie zrobię, nie zarobię pieniędzy. Jak ich nie zarobię, to nie będę miała jak zapłacić rachunków. Czy rachunki są ważne w tej chwili? Może jednak poczekam z tym do jutra. Przecież nic się nie stanie jak pójdę na pocztę jutro, ewentualnie pojutrze. Jakoś to będzie. Albo nie będzie.

Czwartek: Pisze do mnie koleżanka. Znowu pyta czemu się nie odzywam. Co mam jej powiedzieć? Że mam gorszy dzień? Gorszy tydzień? Gorszy miesiąc? Że nie umiem ułożyć myśli? Że chce mi się płakać, bo wyglądam jak gówno? Nie odpisuję.

Piątek: Uwielbiam piątki. Już jutro nikt nie będzie niczego ode mnie chciał. Nikt nie zadzwoni, ani nie napisze maila. Nikt nie napisze mi wiadomości – dlaczego nie odpisujesz, dlaczego się nie odzywasz, dlaczego, dlaczego, dlaczego? Nie wiem dlaczego, nie mogę odpisać, bo po prostu nie wiem. Przecież nie napiszę Ci, że czuję się jakbym była z kamienia i nie wiem co się ze mną dzieje.

Sobota: Budzę się około 10 rano. Proszę chłopaka – “zrób mi kawę i przynieś do sypialni”. Nie chce mi się wstawać, ale jak wypiję kawę to na pewno mi się zechce. Leżę do 14, a potem próbuję wstać. Myślę o tym, że muszę posprzątać. Boli mnie głowa, więc zostaję w łóżku.

Niedziela: Ten dzień zawsze nadchodzi zdecydowanie za szybko. Niedziela oznacza, że jutro znowu rozpoczyna się nowy tydzień i znowu ktoś coś będzie ode mnie chciał. W niedzielę czuję ścisk w żołądku i dziwne napięcie mięśni. Czuję niepokój. Myślę o tym co miałam zrobić i czy dam radę się zebrać. Ok, dam radę. Wstanę wcześnie, zrobię sobie kawę i wezmę się do pracy.

Poniedziałek: Leżę w łóżku i myślę o tym, czy znajdę siłę, że zrobić sobie kawę…

/ tak było osiem miesięcy temu, krótko przed tym jak pierwszy raz poszłam do psychiatry. Teraz mój tydzień wygląda całkiem inaczej. Zdecydowanie lepiej. 

AKTUALIZACJA:

W żadnym miejscu nie napisałam, że chorowałam na depresję. Nie chorowałam na nią. Poszłam do psychiatry, a nie do psychologa z wielu powodów. Nigdzie nie piszę jak przebiegała moja choroba, jak się leczyłam, ile trwała moja terapia, ani jakie leki brałam. Bardzo proszę wszystkich “specjalistów” o nie wygłaszanie diagnoz, ani swoich teorii. To o czym napisałam, to tylko pewien schemat, który powtarzał się przez wiele tygodni. Nie miało to nic wspólnego z lenistwem. Zapewniam, że potrafię być wobec siebie krytyczna, a to, że nie stoję po 10 godzin dziennie w kopalni, to nie znaczy, że nie pracuję ciężko. I choć nigdy tego nie robiłam, to teraz informuję, iż jeśli pojawią się pod tym wpisem kolejne “mądre” komentarze od domorosłych psychologów, to będę je kasować.

 

You Might Also Like