Polska

Podkarpackie Część I – Przez żołądek do serca

14 July 2014

Ponad tydzień temu pisałam Wam, że wybieram się na wycieczkę. Jadąc wtedy autobusem do Warszawy zastanawiałam się co takiego zaskakującego może spotkać mnie na Podkarpaciu. Nigdy wcześniej tam nie byłam, nie znałam tego regionu, nie miałam pojęcia co się tam jada, ani jak się żyje. Przez trzy dni, które tam spędziłam zainteresowałam się tym regionem na tyle, aby chcieć tam wrócić jak najszybciej i zobaczyć jeszcze więcej. 


Propozycję tego wyjazdu przyjęłam z przyjemnością, bo jestem wielką miłośniczką przede wszystkim kuchni regionalnej, a odkrywanie nieznanych mi regionów daje mi wiele radości. Razem ze mną w tej wyprawie wzięli udział: Dorota z bloga Dorota Smakuje, Asia z bloga STYLEDIGGER, Janek z bloga Stay Fly, oraz silna ekipa dziennikarska z różnych magazynów.

Do tej pory miałam wrażenie, że wizyta w Bieszczadach to tylko w stylówce a’la Włóczykij. Ten wyjazd uświadomił mi, jak wiele ma do zaoferowania Podkarpackie i jak różnorodne atrakcje oferuje ten region. Ku mojemu zaskoczeniu – nie są to rozrywki tylko dla wędrowców, ale zacznijmy od początku…

CZĘŚĆ I – PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA… 
 
Pierwsze kulinarne miejsce, w które trafiliśmy to Karczma pod Semaforem w miejscowości Bachórz. Zostaliśmy powitani śniadaniem (choć śniadanie to w tym przypadku zbyt skromne słowo), które składało się przede wszystkim z pysznych proziaków, domowego twarogu, masła czosnkowego, świeżego pieczywa na zakwasie, kulebiaków z kaszą, ale także… żurku, zupy kwasówki, czulentu, oraz pierogów. Proziaki, których nigdy w życiu nie jadłam zaskoczyły mnie niesamowicie, jednak to co poleciłabym Wam bardzo to pierogi z młodą kapustą i twarogiem. Kosmos! Nie wpadłabym na tak pyszne, sezonowe i świeże połączenie. 
W przerwie między jednym proziakiem, a drugim pokazano nam jak te placuszki się przygotowuje. 
 
Obiady na Podkarpaciu to istne weselne uczty. Królują mięsa (głównie dziczyzna), ziemniaki, kasze, potrawy mączne, oraz wyroby z nabiału (twaróg, kozie sery). 
Naliczyłam, że w Karczmie Jadło Karpackie w Sanoku spróbowaliśmy około 14 potraw (w tym 4 różne rodzaje pierogów). Jedna lepsza od drugiej, ale moje hity to zdecydowanie fuczki, czyli placki z kiszonej kapusty i zalewajka na maślance. Fuczki, ku zaskoczeniu wszystkich nie zawierały ziemniaków, mimo że smakowały jak placki ziemniaczane. Podkarpackie czary 😉 

Myślałam, że już nic kulinarnie nie może mnie zaskoczyć… Pani Anna i Pan Krzysztof Antoniszczak, którzy prowadzą Gospodarstwo Agroturystyczne “Szymkówka”  w Cisnej zabrali nas w podróż w czasie. Poznaliśmy sposób na gotowanie w tak zwanej “cegle”, czyli naczyniu wykonanym z gliny. Spróbowaliśmy genialnych wyrobów Pana Krzysztofa takich jak pieczona karkówka, boczek, szynka, kiszona kapusta, ogórki, a nawet brukselka. Rewelacyjnie smakowała “kiełbasa” z fasoli, oraz marynowane rydze. Długo nie zapomnę smaku zupy grzybowej z obłędną ilością borowików. Jednak wisienką na torcie była baranina. Idealnie doprawione mięso, które rozpływało się w ustach. Wśród wszystkich nalewek, których wypróbowałam w tym gospodarstwie (było ich chyba 6) najbardziej smakowała mi nalewka na piwie Porter. Będąc w Cisnej koniecznie zajrzyjcie tam i spróbujcie słynnej “cegły” i tej nalewki 🙂

Nie myślcie, że ten wyjazd to tylko mięcho, ziemniaki i pierogi. Deserek też się znalazł, a jakże 😉 Jedliśmy też szarlotkę, najlepsze ciasto czekoladowe jakie miałam okazję jeść, oraz NALEŚNIKA GIGANTA. Nie bez powodu napisałam to wielkimi literami, gdyż ten naleśnik okazał się być naprawdę ogromny. Razem z Jankiem stwierdziliśmy, że weźmiemy jednego na pół, ale ostatecznie zjedliśmy go w cztery osoby. Chata Wędrowca w Wetlinie powinna pomyśleć o jakichś medalach dla śmiałków, którzy dadzą radę zjeść tego naleśnika w całości 😉

Kulinarne miejsca na Podkarpaciu są tak różnorodne, że zawrót głowy gwarantowany. Z jednej strony mamy tradycje, trzymanie się przeszłości, szczegółowe odtwarzanie historii, a z drugiej strony widzimy nowoczesność, przepiękną stylistykę i idealny balans między tym co było, a tym co jest.
Gdy pod koniec drugiego dnia trafiliśmy do Gospodarstwa Agroturystycznego Wilcza Jama w Smolniku od razu wiedziałam, że będzie to cudowne zwieńczenie tego dnia. Na początek zachwycił mnie wystrój tego miejsca, jego symetria, przestrzeń, oraz to, że wszystko do siebie idealnie pasowało. Pierwszy raz jadłam carpaccio z sarny i wracam pamięcią do tego smaku, tak jak do smaku tego ciasta czekoladowego z malinami. 

“Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi drzwi”
Kulinarną część tej opowieści zakończę wizytą w pięknym i stylowym Dworze Kombornia. Obiad w tym miejscu miał być zakończeniem naszej wycieczki po Podkarpackim. Jest to niewątpliwie miejsce luksusowe, pełne stylu i klasy. Ciekawą atrakcją jest Salon Win Karpackich, który mieści się w XVII-wiecznej piwnicy i zawiera sporą kolekcję win z regionów winiarskich Karpat. 
Muszę pochylić się nad carpaccio z łososia z sosem koperkowym. Ten początek zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Następnie mogłam spróbować kremu porowego z serem pleśniowym, pieczonej kaczki z kluseczkami, oraz musu z białej czekolady z żelką żurawinową i prawdziwym jadalnym złotem. Czułam się jak królowa 😉

Wszystkie kulinarne miejsca, o których napisałam znajdują się na szlaku kulinarnym “Podkarpackie Smaki“. Szlak kulinarny – to brzmi fajnie, prawda? 😉

Wspomnienia smakują pysznie, ale to nie koniec. Za kilka dni pokażę Wam inną stronę Podkarpackiego, oraz będę miała dla Was konkurs, w którym nagroda będzie tak fajna, że aż sama chciałabym ją wygrać, gdybym tylko mogła 😉 

Za to z przyjemnością wybiorę kogoś kto… Więcej zdradzę już niebawem! 🙂

A w bonusie mam dla Was kilka wyjazdowych selfie-incepcji 😉

*Wpis powstał w ramach współpracy z Województwem Podkarpackim.

 

 

You Might Also Like