Emigracja, Na co dzień

Tęsknota na emigracji.

17 August 2019
 

Codziennie śnię o mieście, z którego pochodzę. To nie jest tak, że wracam do Polski, że śnię o podróży, o powrocie. Ja po prostu tam jestem. Od pewnego czasu miejsce akcji moich snów to Gdańsk. Raz tylko śniłam, że kupuję bilety i wracam. O matko, jaka ja byłam w tym śnie szczęśliwa. Już zaraz miałam wsiadać do samolotu, już prawie poleciałam i byłam z powrotem w miejscu, które zostawiłam ponad rok temu.


Myślę o Polsce, oczywiście. Tęsknię i czasami brakuje mi tego co znajome. Tutaj czas płynie wolniej i szybciej jednocześnie. Wszystko jest piękniejsze i brzydsze zarazem. Tam znałam każdy kąt, wiedziałam co jest za zakrętem i czego mogę się spodziewać, gdy skręcę w tamtą ulicę. Tu jest inaczej. Nie wiem gdzie trafię, gdy pójdę w prawo, nie wiem na który fragment drogi uważać, żeby się nie potknąć, nie wiem co jest za rogiem, ani gdzie rosną najpiękniejsze kasztany. Nie wiem dokąd idę, czy ta droga prowadzi na skróty, czy może wręcz przeciwnie.

I wcale nie twierdzę, że to złe uczucie. Nie jest mi smutno, nie czuję się samotnie i wcale nie chcę do Polski wracać. Tęsknie za tym co znałam i za tym co miałam pod nosem. Za morzem, za miejscami, za ludźmi. Za targiem, na którym mogłam kupić gruntowe ogórki i najlepsze polskie wiśnie, za ulubionym, bezludnym miejscem na plaży, gdzie najlepiej układało mi się myśli, za tym, że mogłam napisać do przyjaciółki “to co, wpadniesz dziś wieczorem?” i ona po pracy była u mnie z butelką wina.

Nie szukam na siłę Polski w Anglii, nie szukam wszystkiego co wiąże się z moim krajem i narodowością. Nie interesują mnie polskie imprezy z polskim disco polo. Nie muszę jadać tylko polskich obiadów, robić zakupów tylko w polskich sklepach i nie chcę mieć w domu polskiej telewizji.

Poznaję ludzi o różnych narodowościach, jadam potrawy z kuchni całego świata, mój chłopak jest brytyjczykiem i odkąd jestem a urlopie macierzyńskim, to nawet po polsku nie rozmawiam już tak często jak po angielsku. Tak, tęsknie za Polską, ale zdecydowanie żyje mi się lepiej, niż żyło się tam. Mój dom zawsze będzie tam, tu i gdziekolwiek, gdzie postanowię mieszkać, bo dom nie jest tylko miejscem, gdzie się urodziliśmy, to miejsce, w którym stajemy i czujemy się sobą. Poczucie domu łączy się z rodziną, miejscem pobytu, miejscem marzeń i wieloma innymi pojęciami. Można spędzić całe życie na poznawaniu wielu rożnych miejsc, a potem z powodzeniem łączyć je w całość.

Myślenie o emigracji, gdy jeszcze jest się w rodzinnym mieście/kraju, to trochę jak bycie we śnie. Co myślałam o Anglii, zanim tu przyleciałam? W głowie miałam piękne widoki, Robin Hood’s Bay z serialu Doc Martin, kryminalne historie Agaty Christie, Harry’ego Pottera, Szekspira, wspaniałe zamki, tajemnicze uliczki… Co zastałam? Cóż, ten obraz był daleki od mojej Anglii z wyobraźni, mimo, że byłam tu już kiedyś kilka lat temu i mniej więcej wiedziałam co mnie czeka.

Nadal wiele rzeczy tutaj mnie dziwi, a codzienne życie budzi ze snu, nic nie jest stałe. Buduję swoje życie codziennie, po prostu jestem tu i teraz. Podróż jest jak bycie zakochanym, nagle włączają się wszystkie zmysły i dostrzegamy inne formy świata. Podróż odkrywcza nie polega na szukaniu wciąż nowych lądów, ale na nowym spojrzeniu.

Osobiste

Dzień, w którym spakowałam walizkę i wyjechałam.

23 March 2019
 

Wczesnym latem, gdy oglądałam jeden z ostatnich wschodów słońca w moim mieście, pomyślałam, że chciałabym stać się niewidzialna. Przezroczysta dla ludzi, którzy mijają mnie na ulicy, jak i dla tych, z którymi przebywałam na co dzień. Chciałam, żeby ktoś wręczył mi czystą kartkę i pozwolił napisać moją historię od nowa. Zrozumiałam dlaczego tak bardzo lubię wschody słońca. Kiedyś wydawało mi się, że moją ulubioną porą jest noc, jednak ona przynosiła tylko smutne myśli, tony przemyśleń, dręczące wyrzuty sumienia i tysiące pytań, na które nie umiałam znaleźć odpowiedzi. Wpadałam w pułapkę nadmiernego myślenia.

Gdzie była ta dziewczyna pełna sił, ciekawa świata z apetytem na życie, entuzjazmem i siłą? Zniknęła. Zamiast jej pojawiła się pusta sylwetka bez wyrazu. Miałam dwa wyjścia – poddać się albo jeszcze spróbować. I spróbowałam.

Nastawiłam się na długą i ciężką drogę. Wiedziałam, że będzie mi niewygodnie, że muszę przepracować pewne sprawy, a niektóre zbudować zupełnie od nowa. Muszę być cierpliwa, nieugięta i muszę nastawić swój umysł na tryb leczenia. Gdzieś na świecie musiało być miejsce, w którym poczuję się jak w domu. Byłam zmęczona chodzeniem tymi samymi ulicami, uwięziona pośród nocy, które wyglądały tak samo. Wyczerpana udawaniem, że wszystko jest dobrze i że w końcu, niespodziewanie coś się samo zmieni. Samo, to się może najwyżej rozpaść, tak jak wszystko w moim życiu nad czym traciłam kontrolę.

Sprzedałam co mogłam, spakowałam swoje życie do jednej walizki, przygotowałam bilety. Płakałam ze strachu, uśmiechałam się na myśl, że w końcu odnajdę siebie. Myślałam godzinami, a potem wyłączałam myślenie i działałam automatycznie. Pożegnałam przyjaciół, moje ukochane miasto, złapałam mojego syna mocno za rękę i zrobiłam krok do przodu.

Ubrałam na oczy opaskę i ruszyłam przed siebie, błądząc po omacku. Mam drogę do przejścia, muszę iść do przodu, szukać, pukać od drzwi do drzwi i pytać:

– dzień dobry, czy to tu jest miejsce dla mnie?

– niestety, proszę iść dalej, to jeszcze nie tutaj.

Nie szkodzi, idę dalej. Może zatrzymam się tu na chwilę. Nie mogę zawrócić.

W dniu, w którym wyjechałam zmieniło się całe moje życie. Zmieniło się wszystko i nic się nie zmieniło. Czekałam na to, aż znajdę drzwi, przez które będę mogła uciec, a znalazłam takie, do których mogę wejść.

Czekałam na moment, w którym moje życie będzie stabilne, gdzie nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. A jest całkiem odwrotnie – codziennie coś mnie zaskakuje, codziennie trafiam na coś nowego, tylko teraz rozumiem ten proces. A może wcale nie rozumiem. Nawet się nad tym nie zastanawiam, po prostu żyję.

Staram się nie czekać na lepsze czasy, na rozwiązane sprawy, na zamknięte tematy na lepszą pogodę i korzystniejszy biomet. Czasami jest tak, że gdzie nie spojrzę, to nędza, nieporządek, wszystko nie tak. Trudno, gorsze momenty przesypiam i czekam, a potem zbieram się do kupy i idę dalej.

Ostatnie lata był latami zaciskania zębów, robienia dobrej miny do złej gry, gryzienia się w język, ocierania łez, trzymania w sobie żalu.

“To, co teraz powiedziałem, wygląda, jakbym miał coś strasznego dalej do wyjawienia. Coś straszliwego: wielką katastrofę, nieszczęście jakieś ogromne, zbrodnię nieludzką, o której gdy się słucha tylko albo czyta, cierpnie skóra i włosy na głowie zaczynają kłuć jak szpilki. Jak nieraz od zimna. Tak wygląda to, co napisałem. Jakby to był wstęp do. Jakby to byłby słowa dla wysokiego sądu w sali, gdzie proces. Więc nie. Nie tyle co.

Zanim doszedłem do wzgórza, gdzie odpoczywałem, leżąc bez pamięci, zanim doszedłem do tego wzgórza, gdzie się zwaliłem bez sił, spoczywając bez pamięci, patrząc w niebo niebieskimi moimi oczami, zanim tam doszedłem, szedłem długo. Jeszcze dłużej. Za mną nic nie było. Nie uciekałem przed nikim ani przed niczym. Żadna panika mnie nie ścigała ani sfora, ani ktoś pojedynczy. Przede mną też nic nie było w normalnym rozumieniu, w normalnym oczekiwaniu. Żaden punkt. Nie szedłem, żeby gdzieś dojść w normalnym rozumieniu. Żeby kogoś zobaczyć i ucałować ani żeby się na kimś zemścić. Bóg mnie też nie prowadził. Nic. Nie szedłem do celu. Szedłem nigdzie. Szedłem długo. Jeszcze dłużej. Mówię, co wiem.

Więc mówiąc prawdę i tylko prawdę, całej prawdy powiedzieć nie mogę, bo jej nie znam. I chyba nigdy się nie dowiem, dlaczego i po co przeszedłem dzisiaj ładne trzydzieści pięć, czterdzieści albo czterdzieści pięć, nie wiem, kilometrów, bo nie wiem, ile zrobiłem, na słupy nie patrzyłem, czasu nie mierzyłem. Nie to miałem w głowie. W głowie miałem lekki szum. Na pewno. Na pewno nigdy się nie dowiem, dlaczego dzisiaj nie skończyłem śniadania, nie dopiłem kawy, tylko wstałem i powiedziałem do gospodarza, żeby mnie obliczył i żeby mi wypłacił, ile się należy, bo odchodzę. Bo muszę iść. (…)

Uznałem dzisiaj idąc, że przecież nigdy się na to nie zgodzę, żeby być tym, czym nie jestem, a od czego się roją półkule. Ani na to, ani tak samo na to, że: jakoś to będzie, jak pan Bóg da zdrowie, a Matka Boska pieniądze, coś się musi zmienić, byle do wiosny. Uznałem, że tysiąc razy wolę przeminąć jak kometa. Tysiąc razy wolę mignąć tylko jak meteor i wsiąknąć w niezgłębione mgły. Całej prawdy nie znam. Mówię, co wiem.

Uznałem to i uznałem, że najlepsza dla mnie rzecz i jedyny sens jest usiąść. Usiąść gdzieś na uboczu, oprzeć się o drzewo albo o skałę, albo położyć się na trawie, na liściach, walnąć się na ziemię i już tak zostać bez ruchu, leżeć nieruchomo i przypomnieć sobie wszystko, wszystko co tylko, zebrać, przywołać ze wszystkich stron zakątków, wielki apel pamięci zrobić, aż urośnie jak balon i uleci w powietrze. I wtedy już spokojnie, cicho, tak jak przystało, godnie wsiąknąć w glebę, jak majowy deszcz.”

– Edward Stachura, Falując na wietrze

Zmieniło się wszystko i nic się nie zmieniło. Było jak było, jest jak jest i będzie jak będzie. Ja po prostu idę, a czasami się zatrzymuję. Czasami idę sama, a niekiedy ktoś mi towarzyszy. Czasami idę przez sztorm i burze, a czasami słońce grzeje moją twarz.

Nawet jeśli nie masz pewności dokąd doprowadzi Twoja droga i nawet jeśli nie potrafisz określić, gdzie chcesz teraz być, wciąż możesz spróbować podróży, ucząc się po drodze i idąc łagodnym, stałym tempem.

Psychologia

Pułapka nadmiernego myślenia

10 January 2018
 

Mielenie w głowie wciąż tych samych tematów, wracanie myślami do spraw, które wywołują negatywne myśli i ciągłe analizowanie wydawało mi się kiedyś moją zaletą. Sądziłam, że jestem po prostu bardzo refleksyjna, a myślenie w kółko o tych samych sprawach choć najczęściej bywa męczące, to jednak da mi odpowiedzi na dręczące pytania.

Utknęłam w pułapce zdarzeń, które nie dawały mi spokoju i nie pozwalały pójść do przodu. Nie zawsze były to sprawy warte rozważań i zastanawiania się wielokrotnie.

Czasami szukanie wyjaśnienia jest nic nie warte, bo istota nie leży w sytuacji, ale w podejściu do niej. 

Usłyszałam ostatnio o sobie kilka wniosków. Po pierwsze, że moje ciągłe wracanie do pewnych spraw i sytuacji, to tak naprawdę wywoływanie negatywnych rzeczy, a po drugie, że najzdrowszym podejściem byłoby nie robienie tego, co te negatywne rzeczy wywołuje, w domyśle: przetwarzania, wracania wciąż do problemów, analizowania ich i myślenia. Stworzyłam sobie w głowie algorytm, który polegał na tym, że jeśli poświęcę dostatecznie dużo czasu na analizę, to z pewnością w końcu spłynie na mnie jakiś wniosek, sprawy zostaną odpowiednio przepracowane, a lekcje wyciągnięte = sukces, doświadczenie i umiejętność radzenia sobie z podobnymi sprawami w przyszłości. Tak naprawdę było to przeżywanie różnych zdarzeń, rozdrabnianie ich, ciągłe powracanie do problemów, jednak bez realnego ich rozwiązania.

 

Okazuje się jednak, że ta refleksyjność, którą sądziłam, że posiadam, nie ma nic wspólnego ze zdrową refleksyjnością, gdyż w rzeczywistości podszyta jest dużym stopniem lęku nieproporcjonalnym do zagrożenia. A refleksyjność polega na byciu cierpliwym, spokojnym, zdystansowanym. Polega na tym, że widzisz negatywne rzeczy, ale się do nich nie przywiązujesz. Za lękiem idzie irracjonalność, która jest ciężka do zniesienia. I z jednej strony wiem,że jest to sprzeczne, a z drugiej irracjonalność oznacza, że coś jest nie tak i to coś trzeba naprawić. Ale jak naprawić coś, gdy się człowiek zaplącze w sieć własnych lęków i mechanizmów obronnych?

Bo lęk związany z czymś konkretnym może uniemożliwiać zadowolenie z wykonywania różnych czynności, ale też dawać bolesne poczucie, że nie potrafimy zrobić niczego dobrze. Nawet tych pozornie prostych rzeczy.

Dostałam cenną wskazówkę, która polegała na uświadomieniu mi, że często po prostu szukam dziury w całym i znajduje problemy tam, gdzie ich nie ma. Jednak dla mnie te problemy istniały, więc dlaczego było to tak odbierane? Ponieważ moje nieustanne przemyślenia podszyte niepokojem i lękiem były zupełnie bezużyteczne.

I co teraz? Jak żyć, gdy ma się w sobie tyle neurotycznych cech, które są męczące nie tylko dla mnie samej, ale również dla ludzi dookoła mnie. Jak to zwalczyć i jak sobie z tym poradzić? Może znowu powinnam coś przemyśleć?

Doszłam do wniosku, że niepokój i analizowanie wszystkiego nie musi być stałym elementem mojego życia, a mój niespokojny mózg potrafi jednak czasami dojść do jakichś dobrych wniosków, które zamiast generować kolejny strach, dają poczucie ulgi.

Jak to zrobić? Przestań wierzyć we wszystko co myślisz. 

“Świat w XXI w. to cywilizacja podlegająca nieustannym zmianom, które są zaskakujące i wymagają ciągłego przystosowania się na nowo. Nakłada to na człowieka konieczność rozwijania cech, które do niedawna nie były istotne. W rzeczywistości niezbędna jest umiejętność dostrzegania i definiowania problemów, zdolność przetwarzania informacji, a nawet transformacji naszego myślenia.”

Nadmierne myślenie może nas spowalniać, hamować, ograniczać zdolność do dobrych uczuć, ograniczać spontaniczność, elastyczność, a także wywoływać poczucie stałego nienasycenia. Z kolei to powoduje, że wzmagają się faktyczne niepowodzenia i zwiększa się rozdźwięk między osiągnięciami, a możliwościami. Życiem kierują skrajności – raz pojawia się poczucie wspaniałości, a następnego dnia totalnej bezwartościowości i w każdej chwili można wpaść z jednej skrajności w drugą.

Ruminacje (termin używany w psychologii) – roztrząsanie, uporczywe myślenie o nieprzyjemnych wydarzeniach, rodzaj myśli charakteryzujących się towarzystwem wątpliwości i generowaniem lęku i niepokoju

Ruminujemy, gdy czujemy się źle, ponieważ sądzimy, że objawi nam to sposób rozwiązania problemów. Jednak daje to całkiem przeciwny skutek: zdolność rozwiązywania wyraźnie słabnie, a przeżywanie w kółko i od nowa tych samych, nieprzyjemnych zdarzeń nie prowadzi do ich lepszego zrozumienia. Myślenie staje się częścią problemu, a nie rozwiązaniem. Do tego pojawia się niecierpliwość – chcemy wszystko natychmiast naprawić, nie zdając sobie sprawy, że ten wytężony wysiłek tylko pogarsza sprawę. Nasze przemyślenia prowadzą donikąd i okazują się być tylko jałowym filozofowaniem, którego dopuszczamy się, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Szukamy rozwiązania przez godzinę, dwie, a potem przez całą noc, dzień, a nawet tydzień. I nie prowadzi to do niczego.

Myślenie i analizowanie samo w sobie nie jest złe, o ile prowadzi do jakichś wniosków, a nie jest jedynie zjawiskiem, które męczy i obciąża nas psychicznie (a często również fizycznie – nadmierne myślenie w nocy = brak snu = zmęczenie). Mózg, który szaleje od nadmiaru scenariuszy po prostu wpada w pułapkę. Zamiast stale pytać dlaczego coś się stało, trzeba zadać sobie pytanie – co można z tym zrobić.

Świadomość jest pierwszym krokiem, aby zakończyć nadmierne myślenie. Należy zacząć zwracać uwagę na sposób analizowania, być czujnym. Za każdym razem, gdy w głowie pojawi się znajomy niepokój warto zatrzymać się i powiedzieć sobie – oho, znowu to robisz, stój. Kontrola myśli i niepokojów może zacząć się od segregacji na te produktywne, za którymi stoi jakieś rozwiązanie i na te, które potęgują strach.

Zmiana myślenia, osiągnięcie wewnętrznego spokoju i poczucie, że myśli są pod kontrolą, to proces który jest czasochłonny. Nie da się tak z dnia na dzień przestawić na inny tryb, ale z pewnością można próbować nad sobą panować i próbować skupiać się na konkretach. Zamiast stale rozmyślać co by było gdyby/a jeśli, trzeba spróbować skierować myśli w stronę rozwiązania.

Można to zrobić poprzez zajęcie się czymś innym, czasami wręcz trzeba zmusić umysł do skupienia się na innych rzeczach. Przekuć energię w coś pożytecznego. Posprzątać biurko, spotkać się z kimś, posegregować ubrania – cokolwiek co da widoczny efekt. A po złapaniu dystansu wrócić do sprawy z konkretnym celem: znalezieniem drogi wyjścia. Przekształcenie niepokojących myśli w wysiłek i podejmowanie działań naprawdę potrafi oczyścić umysł.

Nadmierne myślenie jest świetną drogą do odebrania sobie radości z życia, kochania i przeżywania. Doprowadza do skrajnych emocji, powoduje niezdolność w podejmowaniu decyzji, racjonalnym myśleniu, znalezieniu motywacji.

To nic złego raz na jakiś czas poczuć się człowiekiem, któremu przydarzyła się porażka. Ważne, żeby umieć z tego skorzystać, naprawić błędy i wykorzystać zdobytą wiedzę, a nie tylko jej szukać. Uporczywe myśli będą się pojawiały, ale najważniejsze, to się na nich nie skupiać i nie wdawać z nimi w dyskusje. Trzeba lubić siebie, nawet wtedy, gdy jest się słabym. Później dużo łatwiej jest korzystać ze wszystkich swoich dobrych cech – pogody ducha, błyskotliwości, pomysłowości, twórczości, pewności siebie czy empatii.

 

Osobliwości

35 totalnie życiowych i motywacyjnych cytatów z piosenek Bajmu

3 January 2018
 

Ten wpis jest zupełną przeciwnością mojego obecnego stanu ducha. Jestem jedną nogą w starym roku, a już nowy rok dał mi popalić. I nie pomaga mi spanie, sprzątanie, ani nawet nie pomógłby mi kołcz Majk wyskakujący z szafy i pytający kto mi ukradł marzenia. W tej całej beznadziejności mojego nastroju, nie pozostało mi nic innego jak odwrócić trochę tok myślenia.

Dlatego, gdyby właśnie teraz zadzwonił do mnie Michał Karmowski i zapytał:

– no hejka wnusia, co tam się z tobą dzieje, skąd to zwątpienie?

to zamiast powiedzieć mu, żeby się nie wydurniał powiedziałabym po prostu:

– panie jaglak, smutno mi. co robić, jak żyć i czy warto było szaleć tak?

A ja już znam odpowiedź. Bajm i kasza jaglana. A konkretnie kotlety z kaszy jaglanej. Czy to absurdalne połączenie? No raczej, ale najpierw trochę jeszcze pouciekam od odpowiedzialności i zajmę się czymś całkiem niedorzecznym, a później ewentualnie zabiorę się za rozwój osobisty, medytację, jogę i sesje u psychoterapeuty.

A więc bierzcie, motywujcie się i odnajdujcie sens istnienia. I miłości! Bo nasza polska Beyonce, jak mało kto potrafi śpiewać o miłości.

“Okej, okej. Nic nie wiem, nic nie wiem.”

“Po dniu przychodzi noc. Po złym dobry rok. I tak i nie.”

“Nigdy nie będziesz już sam. Możesz wreszcie zachłysnąć się powietrzem. I unieść do góry jak ptak, he-hej.”

“Letni ranek, budzę się. Swemu życiu stawić czoła. Zaplanować dzień.”

“Powiedzmy, że miłość jest tak jak lawa, sparzyłeś się, czujesz ból, lecz to nie dramat.”

“Życie tak jak film – szczęścia parę chwil, najtrudniejsza z ról.”

“Upór i złość nie pomoże, gdy ktoś jeszcze mleko pod nosem ma. Powiedz, powiedz co ci to da?”

“Kilka starych szmat, bym na tyłku siadł. I czy warto, czy nie warto, mocną wódę leję w gardło, by ukoić żal”

“Kogo diabeł opęta, człowiek nigdy nie zmieni już. Kochany, pamiętaj, nie pomoże ci żaden cud.”

“Hej, obudź się, daj swemu sercu tlen. Jest tyle wspaniałych miejsc. La – la – la – la. Muzyka w uszach gra warto się odbić od dna.”

“Nowy nieznany szlak nad twoją głową. Może jest tylko snem, a może koroną.”

“Więc całuj mnie częściej, bo nie wiem jak będzie.”

“Kiedy opada mgła poszukaj w sobie jasnych barw. Rodzi się nowy dzień – niewinny tak, jak dziecka sen. Życie upokarza cię, jak hazard swoją grą. Uczysz się każdego dnia przyswajać zło. Spróbuj zatrzymać czas, przypomnieć sobie jeszcze raz jej oczy pełne łez – w ostatnią noc rozpaloną dniem.”

“Chcę być znów samotnym drzewem, rosnąć aż do gwiazd. Zrobić sobie dziurę w niebie, zacząć wszystko jeszcze raz.”

“To nic, że zakpił ze mnie los, bo to co mam tak wiele znaczy, już nie wypuszczę szczęścia z rąk.”

“Jeśli tylko chcesz, to drugiemu coś od siebie daj, bo prawdziwy życia sens, dawać innym to, co dostać sam byś chciał.”

“Nie pytam jak jest. Nie pytasz skąd wiem. Cisza jest jak lek. Cisza jest jak sen.”

“Kiedy wszystko idzie źle. Kiedy noc przytula dzień. Nie porzucaj marzeń. Zostaw chociaż je. Są gdzieś łąki pełne snów.”

“Miałeś rację, zachowuję się jak trochę stuknięta. Przez ten długi czas, mylą mi się dni powszednie i Święta.”

“Mądre słowa, długie hasła. Uczą, uczą dzieci. Nóż do chleba, gwóźdź do ciasta. Bolą, bolą plecy.”

“Jesteś młody. Głodny jeszcze. Pewny siebie niebezpiecznie.”

“Żyj, po prostu prawdziwie żyj, dla ludzi życzliwość miej, i jedną tę samą twarz.”

“Nie uciekaj od słów, najprostszych tych – wiesz, które płyną, lecz nie z Tobą. Nie uciekaj od miejsc, najpiękniejszych tych – wiesz, które zawsze są gdzieś obok. Zachłanna jest ta gwiazda, dla której gubisz radość chwil. Liczy się wciąż niepewność, którą przynoszą dni.”

“Musisz wiedzieć, że nic nie powtórzy się już. Otwórz oczy i patrz, każdy dzień jest jak cud.”

“I białą sukienkę sprzedałam w komisie. Mam czego żałować na całe życie.”

“Otulam się różową kołdrą, myślę o czym chcę. Co będzie jutro – chyba już wiem. Twoje i moje czasu powoje, praca i sen.”

“Co tam sława i pieniądze, ważne że znów pragnę i błądzę.”

“Dzień podobny do dnia – rano praca wieczorem do dna.”

“Do diabła z żalem tym i z nadzieją, że gdzieś jest kieszeń dla naszych dóbr.”

“Mów – niech Twoje słowa zbudzą krew. Niech wszystko będzie już okej. Jest tyle miejsc, do których powrócimy. Mów – niech Twoje słowa zburzą mur. Niech Twoje dłonie zniszczą chłód. Ten nagły chłód, co sercu przyniósł zimę.”

“Nie chcesz mówić o miłości już nie wierzysz w nic . Skąd jest w Tobie tyle złości wypij jeszcze jeden łyk.”

“Jest za rogiem mały bar, utopimy smutki w nim. W końcu nam należy się, tych kilka wspólnych chwil.”

“Nie wiem, co sprawia że szukam słońca tam gdzie cień, wiedząc, że szczęścia blask jest zawsze blisko mnie. Powiedz, czy uda się wyznać prawdę jednym tchem, żebyś taką jaka jestem kochał mnie?”

“Ludzie jak rzeka, lecz płyną tam, gdzie chcę. Do serca najskrytszych miejsc. Miłość poczeka, ta dobra czy zła, na swój czas.”

“A kiedy słońce Cię obudzi to idź. Krakersy, bułka z masłem, powietrza łyk. To na spacerze zjesz najsmaczniej i przestaniesz tyć.”

I na koniec smaczek. Jaka jest recepta Beaty Kozidrak na piękną figurę?

– Poza tym, że śpiewam, również kocham, uprawiam dużo seksu i jem mało mięsa. Swoją dietę nazywam dietą miłosną.

Zatem, kochajcie się! Dużo miłości w nowym roku!

Kuchnia filmowa

Love Actually: Banoffee pie

18 December 2017
 

Komedie romantyczne to gatunek, który najlepiej ogląda mi się zimą. Ta pora roku daje najlepszy nastrój do oglądania wesołych historii o miłości. Kakao najlepiej smakuje wypijane, gdy leży się na kanapie pod kocem. Do tego zestawu dołożyłabym jeszcze jakiś ciepły, świąteczny sweter i najlepiej fajnego chłopaka u boku, na którego można popatrzeć, uśmiechnąć się i pomyśleć o tym jak spoko, że takie uczucia, to nie tylko  w filmach. A przynajmniej pewne momenty naszego życia mogą być równie romantyczne i miłe, jak te filmowe. W życiu raczej nie zobaczymy takich scen jak ta, w której Mark przychodzi w Święta do Juliet, aby w nietypowy sposób wyznać jej miłość:

Albo ta, w której premier Wielkiej Brytanii całuje się na szkolnej scenie ze swoją pracownicą, w której się zakochał:

Życie w ogóle mało ma wspólnego z filmem i w tym jest całe piękno. Żeby codziennie uczyć się od siebie czegoś nowego, dostrzegać zmiany, wspólnie tworzyć wspomnienia, dbać o siebie, a pod koniec dnia móc pomyśleć o tym, jakie to cudowne, że ta druga osoba jest obok. A nad tym się nieustannie pracuje i choć czasami to nie jest bułka z masłem, jeśli obie strony chcą tego równie mocno, to myślę, że warto jak cholera. Czasami boli i piecze jak kolano zdarte na chodniku, ale wtedy trzeba wstać, nakleić plaster, poczekać aż się zagoi, a następnym razem uważać bardziej.

W Love Actually przewija się, aż 10 miłosnych historii. Każda z nich, choć dotyczy ludzi z różnych sfer, w różnym wieku i momencie życia, to jednak opiera się na podobnych schematach. Te wszystkie historie dają świetną całość i tak śmiało mogę powiedzieć, że Love Actually, to obecnie chyba najpopularniejszy świąteczny film. Dla mnie idealnymi filmami na ten czas są jeszcze “Ja cię kocham, a ty śpisz”, “Holiday” i “Powrót Batmana”. Ten ostatni ma szczególne miejsce w moim serduszku – przez Tima Burtona i specyficzny klimat.

A dziś, w związku z tym, że idą Święta i to naprawdę najlepszy czas na oglądanie Love Actually (co pewnie zrobiliście już przynajmniej kilka razy w tym miesiącu), to mam dla was przepis na banoffee pie – ciasto, które pojawia się tam dosłownie epizodycznie, ale jest mega pyszne i proste w przygotowaniu.

Składniki:

  • 200 g kruchych ciastek
  • 80 g masła
  • 2 banany
  • 200 g masy kajmakowej
  • 200 ml śmietany kremówki
  • 2 łyżki cukru pudru
  • kawałek gorzkiej czekolady startej na wiórki

Przygotowanie:

  1. Masło roztop, ciastka pokrusz i umieść w blenderze albo malakserze. Dodaj roztopione masło i zmiksuj dokładnie.
  2. Zmiksowane ciastka z masłem wysyp na formę wyłożoną folią spożywczą. Ugnieć jakimś naczyniem lub dłońmi. Schowaj do lodówki na 30 minut.
  3. Na schłodzony spód wyłóż masę kajmakową. Na to ułóż pokrojone w plasterki banany.
  4. Śmietanę ubij na sztywną z dwiema łyżkami cukru pudru, włóż na banany, a wierzch posyp wiórkami z gorzkiej czekolady.
  5. Ciasto włóż do lodówki na min. godzinę.

Na co dzień, Osobliwości

A w październiku…

16 October 2017
 

Zawsze jest trochę melancholijnie, trochę wesoło, trochę smutno, trochę tęskni się za latem, a trochę wygląda się zimy i świąt. Jaki jest ten miesiąc? Wyjątkowy. Dużo układam, przestawiam i porządkuję. W środku, w głowie, w sercu.

Wyławiam ze śmietnika codzienności pojedyncze doznania.

Ta jesień jest inna. Nie widzę jej w standardowych barwach. Kolorem października jest fioletowy. Ostatnio jest on moim ukochanym kolorem i teraz chyba nawet strącił z podium niebieski, który do tej pory był top of the top. Internet mówi, że osoby lubiące fiolet cechuje tajemniczość, intuicja i zamiłowanie do piękna. Podobno fiolet jest symbolem poszukiwania, wolności, doskonałej miłości i młodości. I ja właśnie czuję się młodo, jak nigdy.

Fiolet idealnie oddaje wszystko co najlepsze w kulinarnej jesieni – kapustę, bakłażana, fioletowe ziemniaki, czosnek, buraki, śliwki. Pisząc ten tekst, całe mieszkanie wypełnione jest zapachem boczku z powidłami śliwkowymi. Jutro zrobię fioletową kiszoną kapustę. I może kopytka z fioletowych ziemniaków?

1 | 2 | 3 | 4


Ostatnio lubię też neony. Te mówiące do mnie fioletowym światłem. Chciałabym mieć na ścianie taki neon i wieczorem siedzieć z kubkiem herbaty, słuchać jesiennej muzyki i wpatrywać się w niego. Zwłaszcza w ten, który mówi stay wild. 

1 | 2 | 3 | 4


W październiku jestem pełna (nie)poprawnego romantyzmu. I wcale nie czuję się z tego powodu słaba czy zawstydzona. Twardy tyłek i szczypta racjonalizmu nadal mi towarzyszą, może nawet bardziej, niż zwykle. Jednak pozwalam sobie na dobre uczucia i nie jest to moją słabością. I szukam słów, które odzwierciedlą mój nastrój.

 

 

i najważniejsze:

 


Muzyka w październiku jest spokojna, lekka i ciężka zarazem. Uspokajająca i rozpalająca od środka. Usypiająca, wprowadzająca w stan 3K: kanapa-kakao-koc.


Książki jakie czytam, są różne. Czasami sięgam po jakąś z zaciekawienia tytułem, czasami okładką, a niekiedy opisem. Sama nie wiem, jak trafiłam na te trzy tytuły. Każda z tych książek jest inna. Ale najbardziej mogę polecić wam 52 tygodnie. To taki książkowy “podlotek”, może zbyt pozytywny i pełen banałów, ale całkiem fajny. Główna bohaterka postanawia, że przez kolejne 52 tygodnie będzie robiła coś nowego i tak pojawiają się takie pomysły jak pisanie listów do najbliższych, gotowanie potraw związanych ze wspomnieniami, spanie na balkonie. Sama zachciałam zrobić taki eksperyment, kto wie co nowego mogłabym odkryć?


Ten miesiąc, a przynajmniej kolejną połowę poświęcę na dbanie o siebie. Chcę się wysypiać, zdrowiej jadać, co wieczór wklepywać krem w twarz powtarzając w głowie “loreal, jesteś tego warta” i pozwalać sobie na wiele przyjemności. Najlepiej idzie mi z jedzeniem, więc uzbrojona w pudełko z pyszną sałatką (z awokado i kurczakiem), jadę do pracy. A jaki jest wasz październik?

Udanego dnia!

P.

Festiwale

Restaurant Week – Vertigo (Trójmiasto, Gdynia)

11 October 2017
 

“Jestem święcie przekonana, że jedzenie jest dobre na każde zmartwienie”.

To mogłyby być moje słowa. Jedzenie koi, łączy, daje siły i wzmacnia. Wspólny posiłek, to świetna okazja do spędzenia razem czasu, rozmowy i wymiany myśli.

20 października rozpoczyna się trzecia już edycja Restaurant Week, ogólnopolskiego kulinarnego festiwalu, podczas którego w wybranych restauracjach dostępne będzie specjalnie przygotowane menu składające się z przystawki, dania głównego i deseru, a to wszystko w cenie 49 zł.

W samym Trójmieście udział bierze ponad 30 restauracji, a w ich ofercie znajdują się takie motywy przewodnie jak: owoce morza, kuchnia azjatycka, śródziemnomorska, europejska, włoska i wiele innych.

 

Jako ambasadorka festiwalu wybrałam się do jednego z miejsc biorących udział w RW. Wybrałam Vertigo – restaurację znajdującą się w Centrum Filmowym w Gdyni. Miejsce w kinowym klimacie, z niezwykle ciekawą kartą, miłą obsługą i świetną atmosferą.

Czym uraczy nas Vertigo podczas Festiwalu?

Jak zwykle, podczas Restaurant Weeku dostępne są dwa menu do wyboru – w tym przypadku jest to opcja mięsna i wege. Wypróbowałam obie i jako zadekralowana mięsarianka, moje serce skradło menu numer 1 – boczek i jagnięcina!

Na przystawkę otrzymacie boczek konfitowany w kaczym tłuszczu, podany z sosem i ciekawym dodatkiem jakim jest sfermentowany seler. Boczek chrupie tak jak powinien, nie jest go ani za mało, ani za dużo. Smakuje pysznie.

Mój faworyt ze wszystkich propozycji, to danie główne w menu 1 – burger jagnięcy. To było duże wyzwanie, bo ja za burgerami po prostu nie przepadam. Znudziły mi się już, a może zbyt wiele razy rozczarowałam się, czy to mięsem, czy pieczywem. Tu było idealnie. Chrupiąca brioszka, idealnie soczyste mięso, odpowiednia ilość dodatków i co najważniejsze, dająca spójną całość – suszone pomidory, ser feta, konfitura z czerwonej cebuli i miętowy sos. Do tego solidna porcja frytek i pyszny ketchup (zapomniałam dopytać, ale jestem na 99% pewna, że jest przygotowywany w restauracji).

Deser to ciasto czekoladowe z płynnym wnętrzem, podane z gałką lodów. Po przystawce i daniu głównym ciężko było mi znaleźć miejsce na to rozkoszne ciastko. I jedno czego mi zabrakło – może odrobiny więcej owoców, na przykład wiśni. Jednak i bez nich było dobrze.

W drugim menu, bardzo ciekawym zaskoczeniem było tofu w sosie słodko kwaśnym, z orzechami laskowymi, warzywami i makaronem chow mein. Nie spodziewałam się, że to powiem, ale tofu było mega dobre. Wcale nie FU! 🙂 Warzywa były idealne – nie rozpadające się, chrupiące, dobrze doprawione. Całość super. Gdybym była wegetarianką, to zdecydowanie ta opcja dania głównego zadowoliłaby mnie.

Moim towarzyszem podczas tego tastingu był Robert, zwany także Czarkiem. Na co dzień pracujemy razem z Socialove, wieczorami Robert polewa szoty ze smacznych nalewek w pubie Red Light, a gdy jeszcze uda mu się rozciągnąć dobę, to zajmuje się różnymi kosmicznymi i artystycznymi rzeczami, między innymi w duecie Melonur Collective. 

Przystawką była zupa krem z pieczonych batatów, dyni, z kolendrą, chili i kozim serem. Bardzo smaczna zupa, ser zrobił dużą robotę. Jednak taka przystawka to nie mój klimat. Ja lubię konkrety i tu zdecydowanie stawiam na boczek. Jednak serio, nic tej zupie nie mogę zarzucić, a porcja była naprawdę solidna i po zjedzeniu połowy czułam się, jakbym miała za sobą już danie główne.

Tymek też daje okejkę – zjadł chrupiącego kurczaka i frytki z tym boskim ketchupem. Był zadowolony, a musicie wiedzieć, że to wymagający krytyk kulinarny. Czasami sama się boję jego oceny…

Tak kiedyś ocenił frytki z halloumi 😀

Czy warto odwiedzić Vertigo w ramach Restaurant Week? Zdecydowanie! Warto tam zajrzeć także poza Festiwalem. Miejsce jest świetnie nie tylko dla fanów dobrego jedzenia, ale też dla wielbicieli kina, niepospiesznego relaksu przy kawie czy lampce wina. A po obiedzie obowiązkowym elementem będzie spacer po plaży, do której jest dosłownie rzut beretem!

Tymczasem zajrzyjcie na stronę Restaurant Week i rezerwujcie miejsca, bo rozchodzą się jak ciepłe bułeczki! Festiwal trwa 20.10-31.10 do zobaczenia i nie spóźnijcie się z rezerwacją!

Lifestyle

Było jak było. Jest jak jest. Będzie jak będzie.

10 October 2017
 

Myślisz sobie – o boże, żeby było warto, bo jak nie to dupa blada. I zastanawiasz się, czy wchodzić w ten związek, czy zmienić pracę, czy powiedzieć tej koleżance, że w sumie to Cię wkurwia i nie interesuje Cie, to czy już w tym tygodniu zrobiła sobie rzęsy, a może chciałabyś powiedzieć byłemu (wykrzyczeć nawet), że jest palantem jak stąd do kosmosu i masz sraczkę jak go widzisz.

Nie potrafisz postawić sprawy jasno. Trochę chcesz, ale się boisz albo nie wiadomo co.

Coś Cię trzyma w napięciu, coś Cię powstrzymuje, ciągle ktoś stawia przed Tobą jakieś kolejne wybory. A życie to nie sejm, nie można wstrzymać się od głosu i czekać, aż ktoś inny podejmie decyzję za Ciebie.

Chcę, ale się boję.

Ale ja nie wiem, a jak to będzie, olaboga.

A co jak wybiorę źle?

Dupa zbita, piwo nawarzone, trzeba wypić, trudno. Wiem, że nic nie wiem. Gówno wiem. Halo, przepraszam, gdzie się składa reklamacje? Przemyślałam sobie i chciałabym cofnąć decyzję. Najlepiej o kilka lat, to po drodze jeszcze parę rzeczy zmienię. 

Figa z makiem, nie ma lekko. Bierz co masz, wytrzyj zasmarkany nos, otrzyj kolana i idź dalej. Prosimy o przemyślane zakupy, ponieważ zwrotów nie przyjmujemy.

Musisz wybierać tu i teraz. I wypić to piwo, którego się nawarzyło. Coś z tego wyjdzie. Albo sraczka albo spoko, nie wiadomo.

I wiesz co ja Ci na to powiem? Będzie jak będzie. 

Możesz mieć takie chwile, że będzie chciało Ci się wyć, płakać, krzyczeć i wciskać głowę w poduszkę ze wściekłości. Myślisz, że tylko Ty tak masz? Że tylko Tobie życie rzuca kłody pod nogi? Każdy ma takie chwile, że chce się wszystko pierdolnąć w kąt, spakować i wyjechać w Bieszczady. Wywiesić na drzwiach karteczkę – nieczynne, nikogo nie ma w domu. Każdy tak ma, rozumiesz? I tak musi być.

Nigdy nie wiadomo, że podjęta decyzja będzie dobra. Że facet, którego wybrałaś to ten jedyny i na zawsze, że praca którą masz, to ta najlepsza i że warto było jednak się ugryźć w język, zamiast powiedzieć co myślisz. Możesz sobie robić kalkulacje, bilanse, prognozować potencjalne zyski i straty, ale to i tak jest loteria. Najpierw jest Twoja decyzja, a później efekt.

Ile razy sobie myślałam – a chuj, wchodzę w to. Na przypale albo wcale. Kochaj albo rzuć. Wszystko albo nic. Ja idę w sam środek pożaru, a Ty odpalasz zimne ognie przez rękawiczki. I co z tego mam?

Ile ja głupot w życiu narobiłam, ile razy dałam plamy, ile razy palnęłam coś niemądrego, złamałam zasady, poszłam w tango, zgubiłam godność, a w zamian znalazłam tylko wyrzuty sumienia, odrazę do siebie, kaca moralnego i zaskoczenie, że coś takiego mogło mi przyjść do głowy. Nie zliczę ile razy. No i co? Było jak było.

Ale nigdy nie było tak, żebym z błędu nie wyciągnęła wniosków. I choć łzy leciały po policzkach, czułam się jak gówno, myślałam że już nic dobrego mnie nie spotka, to jestem wdzięczna za każdy popełniony błąd. Bardzo często z tych porażek wyrastało coś dobrego, a wszystkie klęski działały w większości motywująco. Bo co, ja nie dam rady? No to potrzymaj mi piwo.

Pomyśl sobie o jakiejś najgorszej sytuacji, z której ostatecznie wynikło coś dobrego. Nie ważne, czy to rozwalony związek, przyjaźń czy pieniądze. Nie ma takiej sytuacji, która działaby się po nic. Jeśli zrozumiesz po co i dlaczego tak się stało, to później będzie Ci lepiej i łatwiej.

Nigdy nie wiadomo, czy nie jesteś właśnie w tym kluczowym momencie życia. Może właśnie siedzisz i rozpaczasz nad rozstaniem, a jutro zza rogu wyskoczy na Ciebie wysoki brunet, obleje Cię kawą i to będzie początek czegoś nowego. Może właśnie to otworzy Ci drogę, do tych miejsc, które wcześniej były poza Twoim zasięgiem.

I zapamiętaj. Będzie jak będzie. 

 

 

Życie

Droga pani, nie ma na to leku.

16 September 2017
 

Pomyśl o uczuciu wstydu. To uczucie, które w nadmiernym nasileniu niszczy Ci życie. Wstyd sprawia, że ciągle porównujesz się do innych. Wciąż czujesz się gorsza, zawstydzona i podatna na zranienia. Wtedy zaczynasz szukać sposobu na to, żeby poczuć się kimś wyjątkowym. Szukasz aprobaty, wewnętrznej gratyfikacji i czegoś co sprawi, że poczujesz się ponadprzeciętnie. Chcesz być dostrzegana, chcesz poczuć troskę, chcesz uwagi.

Niszczysz się. Próbujesz nowych związków, nowych doznań, nowej pracy, nowego hobby. Wszystkiego co podniesie cię na duchu choć na moment. Wszystkiego co sprawi, że dostaniesz zastrzyku adrenaliny. Wszystkiego co zadziała jak uszczypnięcie. Wszystkiego co mogłoby sprawić, że będziesz czuła się jak ktoś lepszy i ważny.

Czujesz, że jest w tobie coś złego. Coś destrukcyjnego. Czujesz, że nie potrafisz sprostać własnym standardom. Chciałabyś już przestać myśleć, że jesteś do niczego, że nikt cię nie pokocha, że nic ci się nie uda, że jeśli pozwolisz się komuś zbliżyć do siebie, to na pewno cię opuści. Nie opuszczasz gardy.

Nie troszczysz się o siebie.

Oczekujesz samych niepowodzeń, bezwiednie je prowokujesz by potrzymać uczucie spójności.

Jesteś bezradna. Ignorujesz zagrożenia. Brakuje ci samoochrony. Redukujesz myślenie do “tu i teraz” i nie dostrzegasz konsekwencji ryzykownych zachowań. Szukasz sytuacji, które potwierdzą to wszystko co o sobie myślisz. Masz w środku wewnętrznego zdrajcę. Żyjesz źle, jadasz źle, sypiasz źle. Powtarzasz wciąż te same błędy.

Robisz tak nie dlatego, że tak wybierasz, chcesz, planujesz i dobrze ci z tym. Robisz tak, bo uważasz, że to dla ciebie jedyna możliwa droga. Najlepsza droga. Na tę drogę zasługujesz.

Potrafisz wyciągnąć z kieszeni wachlarz racjonalnych uzasadnień, które odpowiadają na wszystkie trudne pytania – dlaczego żyjesz tak jak żyjesz, dlaczego nie uczysz się na błędach, dlaczego nie masz do siebie zaufania, dlaczego nie pozwalasz nikomu się do siebie zbliżyć.

“W tym momencie, w którym rodzisz się na nowo, jest zarówno radość narodzin, jak i smutek umierania. Różne strategie obronne, które gwarantują nam bezpieczeństwo w dzieciństwie, budują naszą samotność w dorosłości. I te strategie muszą umrzeć, jeśli mamy sobie pozwolić na to aby dotykała nas miłość. Kiedy ten moment następuje, kiedy czujesz się kochany, powracają wszystkie bolesne wspomnienia sytuacji, w których te obronne strategie były ci niezbędne, za tymi wspomnieniami podąża żałoba po wszystkim, co utraciłeś.” – Jon Frederickson

Wiem, że znasz wszystkie manewry obronne na pamięć. Wiem, że sądzisz, że nie zasługujesz na więcej, że jest ci dobrze i bezpiecznie. Pozornie. Wiem, że udajesz, że nie dostrzegasz tego, że sama się niszczysz. Sama robisz sobie krzywdę. Nie dopuszczasz do siebie innych, nie dopuszczasz dobrych myśli. Masz na twarzy przyklejony uśmiech. Ludzie mają cię za wesołą, pogodną, pozytywną. Jesteś tą zabawną, która zawsze czuje się dobrze w towarzystwie, która ma coś do powiedzenia na wiele tematów, która wydaje się “spoko”. A co masz w środku? Czujesz się jak zgniłe jabłko, piękne z zewnątrz, ale obrzydliwe w środku.

Szukasz lekarstwa. W ludziach, w chwilach, w sytuacjach, w alkoholu, u psychiatry. Żyjesz skrajnościami. Jesteś albo na szczycie albo na dnie. Nigdy nie ma nic pomiędzy.

Chcesz innego życia, ale nie dajesz sobie szansy. Szukasz jej u innych, ale wciąż z tyłu głowy myślisz – nie stać mnie na ciebie, zobacz jaka jestem beznadziejna. Myślisz, że nie zasługujesz na spokój i stale czekasz, aż coś się spieprzy. Milion osób mówi ci, że jesteś piękna, dobra, mądra. Te słowa są tylko chwilowym pogłaskaniem. Ty tego nie widzisz i nie zobaczysz, dopóki sama w sobie tego nie odkryjesz. Sama musisz poczuć się ze sobą dobrze i dopiero wtedy ktoś inny będzie mógł poczuć się tak z tobą.

 

Nie chcę już niczego, tylko być w zupełnej zgodzie ze sobą. Nie pragnę żadnych nadzwyczajności. Być sobą, tylko tym, czym się jest naprawdę. Nie tworzyć tych kłamliwych sobowtórów w obcych sobie sferach ducha.

Nic się samo nie zmieni. Nie możesz czekać, aż świat dostosuje się do ciebie. Nie możesz myśleć, że jakoś to będzie i jesteś skazana na życie w zawieszeniu między tym kim jesteś, a kim chciałabyś być. Musisz wszystko uporządkować. Musisz zdecydować się, czego chcesz się trzymać. Musisz wiedzieć, co trwa, a co przeminęło, a czego nigdy nie było. I musisz sobie pewne rzeczy odpuścić. W każdej chwili możesz wyciągnąć wnioski. W każdej chwili możesz zacząć uczyć się na błędach. W każdej chwili możesz przepracować to, czego w sobie nie lubisz. W każdej chwili możesz otworzyć się na siebie, ludzi i dobre doświadczenia.

 

W każdej chwili możesz zacząć od nowa.

 

 


z dedykacją dla Mani, najlepszej krawcowej myśli.

Kuchnia filmowa

Anne with an “E” i Sheperd’s pie

27 May 2017
 

W dzieciństwie uwielbiałam tą dziewczynkę o rudych włosach. Z książkowych bohaterek, Ania byłą moją idolką chyba na równi z Pollyanną. Rezolutna, szczera, wrażliwa, z wielkim sercem i jeszcze większą wyobraźnią. Jednak książka wydawała mi się o wiele łagodniejsza w odbiorze, niż serial. Może to kwestia obrazu i nadania Ani realnego obrazu, a może kwestia perspektywy czasu i spojrzenia na pewne wątki dorosłym okiem.

W każdym razie, jeśli zastanawiacie się, czy warto obejrzeć Netflixową wersję Ani z Zielonego Wzgórza, czyli Anne with an “E”, to ja odpowiem Wam, że warto. Pierwszy sezon zleciał mi tak szybko, że czułam trochę niedosyt, ale czekam na kolejny. I mam nadzieję, że będzie równie wypełniony kulinarnymi momentami, jak ten pierwszy.

Maryla:  Nic nie zjadłaś.
Ania: Nie mogę, przepraszam. Wpadłam w otchłań rozpaczy. Pani je w takich sytuacjach?
Maryla: Nie znam tego uczucia.
Ania: Wyobrażała sobie Pani rozpacz?
Maryla: Nie.
Ania: To bardzo nieprzyjemnie uczucie. Podczas jedzenia w gardle staje gula i nie można przełykać, nawet czekoladek. Jadłam czekoladki dwa lata temu. Były przepyszne. Proszę nie brać tego do siebie, kolacja wygląda wspaniale.

W tym sezonie pojawiało się sporo placków, chleba, ciast i bułeczek. Jednak tym co przyciągnęło moją uwagę najbardziej była zapiekanka pasterska, czyli Sheperd’s Pie. Oryginalnie jest angielska to zapiekanka przygotowywana z jagnięciny. Na wersje z innym mięsem mówi się chyba cottage pie, czyli po prostu zapiekanka wiejska. Przygotowuje się ją prosto, smakuje pysznie, ale jak każde wiejskie jedzenie, zawiera dużą ilość kalorii.

Ruby: Skoro przez żołądek do serca, to musi być to najlepsza zapiekanka pasterska jaką kiedykolwiek jadł Gilbert.
Ania: Uważam, że serca nie powinno się zdobywać kucharzeniem. Jeśli zaprzątałabym sobie tym głowę, a tak nie jest, wolałabym żeby chwalono mnie, a nie mój obiad.
Diana: To jak zdobyć czyjeś serce?
Ania: Umysłem i osobowością.

Składniki:

  • 1/2 kg jagnięciny (możesz użyć innego mięsa – wieprzowiny, wołowiny lub drobiu)
  • 2-3 łodygi selera naciowego
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 1 szklanka świeżego groszku (może być mrożony)
  • 6 łyżek sosu Worcestershire
  • 1 ząbek czosnku
  • pieprz czarny mielony, sól, suszony tymianek, papryka słodka, papryka ostra – wg uznania

Warstwa ziemniaczana:

  • 1 kg ziemniaków
  • 1 żółtko
  • 4 łyżki śmietany kremówki
  • 2 łyżeczki masła
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 0,5 łyżeczki soli
  • szczypta czarnego pieprzu mielonego

Przygotowanie:

  1. Obierz i pokrój wszystkie warzywa – seler w mniejsze kawałki, cebulę posiekaj drobno, a marchew w kostkę
  2. Na patelni rozgrzej trochę oleju. Dodaj pokrojoną cebulę, podsmażaj przez chwilę, a następnie dodaj marchew i seler naciowy. Polej sosem Worcestershire. Gdy warzywa będą już prawie miękkie, to zdejmij je z patelni.
  3. Na tę samą patelnię dodaj odrobinę oleju i wrzuć mięso. Dodaj przyprawy i wymieszaj. Smaż mięso aż będzie zarumienione, od czasu do czasu mieszając. Następnie dodaj wcześniej usmażone warzywa i groszek, zalej całość bulionem oraz sosem  i duś, aż połowa bulionu odparuje.
  4. W między czasie, w osolonej wodzie ugotuj ziemniaki do miękkości. Ugnieć je na gładkie puree, dodaj masło, śmietankę i przyprawy. Wymieszaj dokładnie.
  5. Do naczynia żaroodpornego wyłóż mięso z warzywami, a na wierzchu ułóż warstwę ziemniaczaną. Zapiekankę piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni, do momentu, aż ziemniaki z wierzchu będą zarumienione.

A jak Wam podobała się nowa Ania? I czy jedliście kiedyś zapiekankę pasterską? 🙂

Kuchnia filmowa

3 arabskie desery inspirowane serialem 4 Blocks

5 May 2017
 

Gdy myślę o mafii, to pierwsze przychodzi mi na myśl – Sycylia, pomarańcze i Vito Corleone. Jednak gangsterskie rodziny funkcjonują nie tylko we Włoszech, a właściwie pewnie w każdym kraju żyje jakaś gangsterska familia. Przykładów w popkulturze jest mnóstwo, dwa pierwsze z brzegu to rodzina Soprano, amerykańsko-włoska fikcyjna rodzina gangsterów, czy choćby prawdziwa historia kolumbijskiej mafii, na czele której stał Pablo Escobar. W Polsce również takich przykładów nie brakuje. Pewnie każdy słyszał coś o słynnej mafii z Pruszkowa czy gangsterach z Wybrzeża. Może nie są to tak rodzinne historie, ale świat przestępczy pojawia się zapewne w każdej społeczności.

W czołówce światowych królujących w kulturze i popkulturze jest mafia japońska, chińska, włoska i kolumbijska – na ich temat można znaleźć wiele seriali i filmów. Stacja telewizyjna TNT postanowiła wyjść trochę z tych ram i wyprodukować serial o mafii arabskiej w Niemczech. Serial 4 Blocks, który swoją premierę będzie miał 8 maja, opowiada o arabskim rodzie, który rządzi w jednej z berlińskich dzielnic – Neukolln. Miałam przyjemność obejrzeć pierwszy odcinek już jakiś czas temu i muszę przyznać, że jako wielka fanka wszystkich kryminalnych produkcji, jestem pod dużym wrażeniem, bo serial trzyma w napięciu i pozostawia widza z ogromną chęcią na więcej.

Główny bohater serialu, Tony Hamady ma niebawem stanąć na czele całego arabskiego rodu, jednak ten plan nie do końca pokrywa się z tym czego naprawdę chce Ali. Jego pragnieniem jest porzucenie kryminalnej przeszłości i ucieczka z Berlina. Niestety sprawy się komplikują, gdy zostaje zabity jeden z policjantów, a brat Tony’ego, Latif trafia do więzienia.

Żoną Latifa jest Amara i to właśnie ta bohaterka zainspirowała mnie do stworzenia trzech arabskich deserów. Amara prowadzi małą cukiernię z arabskimi słodyczami. Można w niej kupić różnego rodzaju wypieki i ciastka. Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki serialu, żeby zobaczyć odrobinę więcej tego co sprzedaje Amara.

O samym serialu, obsadzie i odcinkach, więcej możecie przeczytać na specjalnej stronie serialu – http://4-blocks.pl. Znajdziecie tam informacje m.in. o Latifie, którego gra niemiecki raper arabskiego pochodzenia – Massiv (Wasiem Taha), a samym serialu pojawia się też polski akcent – jedną z bohaterek gra Karolina Lodyga.


 

Om Ali

Jest to arabski deser, który swoją formą przypomina trochę angielski pudding chlebowy. Do jego przygotowania użyłam kruchych ciastek z ciasta francuskiego, ale zamiast nich, można użyć croissantów albo po prostu upieczonych i pokruszonych płatów ciasta francuskiego.

Składniki

  • 1 opakowanie ciastek z ciasta francuskiego
  • szklanka mleka
  •  1 jajko
  • 2 łyżeczki miodu
  • 2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • szczypta cynamonu
  • 1 pomarańcza
  • 2-3 łyżki płatków migdałów
  • łyżeczka masła

Przygotowanie

  1. Formę wysmaruj masłem, ciastka pokrusz i wysyp na formę.
  2. Do mleka dodaj dwie łyżeczki miodu oraz żółtko z jajka. Białko ubij na pianę z łyżeczką cukru.
  3. Do pokruszonych ciastek dodaj posiekane orzechy włoskie.
  4. Pomarańczę obierz i pokrój na mniejsze kawałki, a następnie ułóż na ciastkach i orzechach.
  5. Całość zalej mlekiem, a na wierzchu rozłóż pianę z białka. Posyp cynamonem.
  6. Piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez około 20 minut.

Namura 

Arabskie ciasto, które w oryginalnej recepturze przygotowywane jest z semoliny. Tutaj jednak zastąpiłam ją kaszą manną, a całość nasączyłam syropem z soku z pomarańczy. Całość wyszła słodka, lekko lepka, ale z pewną lekkością. Trochę jak kokosanki, ale o bardziej mięsistej strukturze.

Składniki

  • 2 szklanki kaszy manny
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 1 szklanka jogurtu naturalnego
  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 pomarańcze
  • 1 szklanka wody
  • 3/4 szklanki cukru

Przygotowanie

  1. Składniki podziel na dwie części: suche i mokre. Do jednej miski włóż wszystkie suche, czyli kaszę mannę, cukier puder, proszek do pieczenia oraz wiórki kokosowe.
  2. Masło rozpuść, wymieszaj z mlekiem i jogurtem, a następnie dodaj do suchych składników.
  3. Masę wylej do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 30-40 minut.
  4. W czasie, gdy ciasto się piecze, przygotuj syrop. Do garnka wlej wodę, dodaj sok wyciśnięty z pomarańczy oraz cukier. Gotuj, aż płyny trochę odparują, a syrop zrobi się lekko gęsty.
  5. Upieczone ciasto, najlepiej jeszcze gorące polej syropem.

 

Trufle pistacjowe

Pistacje to moje ulubione orzechy, a pistacjowe trufle właśnie trafili do czołówki moich ulubionych słodyczy. Miękkie i intensywnie pistacjowe.

Składniki

  • 250 g pistacji niesolonych (w skorupkach)
  • 2 łyżki serka mascarpone
  • 1 łyżka wody różanej
  • 1 tabliczka białej czekolady
  • 1 łyżka cukru pudru
  • odrobina suszonych płatków róż

Przygotowanie

  1. Pistacje obierz ze skorupek, oczyść z suchych błonek, a następnie zmiksuj na drobny pył
  2. W małym garnuszku rozpuść połowę białej czekolady. Dodaj ją do pistacji.
  3. Dodaj również serek mascarpone, łyżkę wody różanej i cukier puder. Wymieszaj wszystko dokładnie.
  4. Masę włóż do zamrażalnika na 20 minut, a następnie wyciągnij i uformuj kulki.
  5. Włóż do lodówki na min. 2 godziny. Po tym czasie rozpuść drugą połowę czekolady i polej nią ulepione trufle.
  6. Wierzch posyp suszonymi płatkami róż.
Uncategorized

Najlepsze kanapki z filmów i seriali

18 April 2017
 

Kanapka, to mój ulubiony rodzaj jedzenia. Z bułką, z chlebem, chałką albo w bagietce. W środku może być wszystko o czym tylko można zamarzyć. Pasztetowa i ogórek kiszony, grillowany kurczak i majonez, klopsiki i sos pomidorowy – sky is the limit! Zebrałam osiem moich przepisów na filmowe i serialowe kanapki, które pojawiły się kiedyś na blogu. W planach – dużo więcej! Kanapka z krewetkami, z indykiem i czerwoną kapustą, PBJ, Hoagie i wiele więcej. Kanapki to zdecydowanie temat numer jeden w moim życiu i gdyby można było, to chciałabym w przyszłości zostać kanapkowym profesorem.


To skomplikowane – Croque Monsier

[kliknij po przepis]

Ser, dużo sera i jeszcze więcej sera. Tłusto i na bogato jak u Janusza Tracza. Tylko, że to nie kanapka z Hrubieszowa, a z Francji, a tam sobie niczego nie żałują. A już na pewno nie wina i sera.

Spanglish – kanapka BLT

[kliknij po przepis]

Jedna z najbardziej klasycznych kanapek – BLT, czyli bacon, lettuce, tomato. Jej nazwa wskazuje na główne składniki, a dodatki to już tylko kwestia wyobraźni i preferencji.

Kiedy Harry poznał Sally – kanapka z peklowaną wołowiną

[kliknij po przepis]

Przygotowanie peklowanej wołowiny wymaga czasu, ale jej smak jest wart oczekiwania. Krucha, soczysta i wypełniona smakiem! Kanapka z takim mięsem to szczyt marzeń każdego fana kanapek.

Agenci TARCZY – kanapka z prosciutto i mozzarellą

[kliknij po przepis]

Jeśli lubisz pesto, to ta kanapka powinna znaleźć się wysoko na liście Twoich kanapek do wypróbowania. W zasadzie nie ma w niej nic takiego co bardzo zaskakuje, ale pesto, prosciutto i mozzarellą tworzą bardzo dobrą kombinację.

True Detective – wietnamska kanpka Bánh mì

[kliknij po przepis]

Gdy kilka lat temu, oglądając jeden z programów Jamiego Olivera natknęłam się na kanapkę o dźwięcznej nazwie “bań mi”, to wiedziałam, że będzie ona moją najulubieńszą z ulubionych. Próbowałam już wielu wersji, teraz moim planem jest spróbować wietnamskiej kanapki w Wietnamie 🙂

Pora na przygodę – kanapka Jake’a

[kliknij po przepis]

O tej kanapce można pisać wiersze, nagrywać piosenki i układać do nich choreografie. Kanapka-matka. Z całego bochenka, ze wszystkim co w życiu najważniejsze – rostbefem,  cebulą, duszą homara i łzami zamiast soli. No kto by się oparł?

Chef – kanapka kubańska

[kliknij po przepis]

Gdy myślę o tej kanapce, to chce mi się tańczyć. Wszystko tam działa i współgra tak jak powinno.

Czy to ty, czy to ja – Sloppy Joe

[kliknij po przepis]

Kanapka, która bardziej przypomina burgera, ale jednak dla mnie nadal stoi w kategorii kanapko-bułek. Nie jedzcie jej w eleganckim i czystym ubraniu, bo Jasia flejtucha nie da się zjeść bez pobrudzenia.

 

Kuchnia filmowa

CHILI CHEESE FRIES z serialu Ben 10

2 April 2017
 

Chili cheese fries, to nic innego jak frytki polane sosem chili i posypane serem. W serialu Ben 10 (można go obejrzeć na Cartoon Network) pojawiają się wiele razy i są jedną z pozycji menu w Burger Chacie, czyli miejscu gdzie spotykają się Ben i jego przyjaciele. Można tam zjeść takie podstawowe dania jak burgery, ale głównym daniem, które zjada tam Ben są właśnie frytki chili.

Jest to pozycja wysoko postawiona w moim osobistym rankingu fast foodów, szczególnie tych, które najlepiej smakują na imprezie. Oczywiście nie jest to danie dietetyczne, ale raz na jakiś czas warto odstawić na bok liczenie kalorii.

Jako fanka bardzo pikantnych dań dodam, że moją ulubioną wersją jest ta z dużą ilością papryczek na wierzchu. Jestem prawie pewna, że moje DNA wygląda tak jak poniżej.

Frytki chili, to jedno z takich dań, które kiedyś wydawało mi się przesadzone i bardzo “amerykańskie”, ale jeśli miałabym wybór – burger albo te frytki, to zdecydowanie wybrałabym to drugie. Po pierwsze – burgery są problematyczne w jedzeniu i mimo tego, że bardzo je lubię, to jednak lubię też komfort jedzenia. A po drugie – uwielbiam ziemniaki w każdej postaci.

SKŁADNIKI NA SOS

  • 1/2 kg mięsa mielonego
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 cebula
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 2 puszki krojonych pomidorów
  • 1 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżeczka czarnego, mielonego pieprzu
  • 3 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka chili mielonego
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • olej do smażenia

Dodatkowo:

  • 200 g sera żółtego
  • ostre papryczki (np. jalapenos)

PRZYGOTOWANIE

  1. W garnku rozgrzej 2-3 łyżki oleju. Wrzuć pokrojoną w kostkę cebulę i podsmażaj przez kilka minut. Dodaj pieprz, 2 łyżeczki słodkiej papryki, 1 łyżeczkę chili oraz drobno posiekany ząbek czosnku. Podsmażaj, aż cebula będzie lekko brązowa.
  2. Dodaj mięso i resztę przypraw, smaż na dużym ogniu, aż mięso będzie dobrze przysmażone, a następnie dodaj pomidory i koncentrat pomidorowy.
  3. Zmniejsz ognień i duś całość przez około 30 minut, aż sok z pomidorów odparuje, sos zgęstnieje i zrobi się ciemno czerwony. Pod koniec gotowania dodaj fasolę odsączoną z zalewy.

FRYTKI

  1. Opcje są dwie: możesz je kupić albo zrobić samemu. Próbowałam dwóch wersji i ta druga wygrywała, ale wydaje mi się tez, że przy pierwszym podejściu wybrałam kiepskie frytki i dlatego wyszło słabiej.
  2. Jeśli zdecydujesz się na frytki sklepowe, to najlepsze będą takie grubsze i raczej dobrej jakości.
  3. Jeśli zaś wolisz przygotować frytki samemu, to mam na nie dwa patenty: po pokrojeniu ziemniaków w słupki, wypłucz je bardzo dokładnie w chłodnej wodzie (tak porządnie przez 2-3 minuty, żeby wypłukać jak najwięcej skrobi). Po drugie: gotowe frytki namocz przez godzinę w wodzie z 2-3 łyżkami cukru. Rozpuść cukier w małej ilości ciepłej wody, dodaj do frytek, a następnie zalej je jeszcze zimną wodą, tak żeby wszystkie były zanurzone.
  4. Później przed pieczeniem odcedź je tylko i piecz w piekarniku nagrzanym do około 200 stopni. Frytki wychodzą chrupiące i pięknie przypieczone.

Uncategorized

Big Belly Burger z Flasha – przepis na domowe bułki do burgerów

7 March 2017
 

Uwielbiam domowe pieczywo i za każdym razem, gdy mam przygotować coś z jakimś wypiekiem, to dwa razy zastanowię się, zanim kupie go w sklepie. Przygotowywałam już chleby, domowe tortille do shoarmy, bułki “szwedki”, robiłam już setki razy, a pieczenie chałek było kiedyś moim ulubionym odprężającym zajęciem. O ile prawie każde pieczywo można znaleźć w sklepie i mieć pewność, że będzie całkiem niezłe, to z burgerami jest tak, że znaleźć dobre bułki do nich jest mega trudno. Wszystkie są napompowane, nadmuchane, mega słodkie i wypchane spulchniaczami. Odkąd pierwszy raz upiekłam domowe bułki do burgerów, to ciężko jest zastąpić ten smak bułką ze sklepu. Domowe bułki są miękkie w środku, lekko chrupiące na zewnątrz i mają delikatnie słodki, maślany smak. Przepis nie jest trudny, a efekt wart poświęcenia czasu 🙂

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie jeden z moich młodszych czytelników. Oskar napisał do mnie jakiś czas temu z pytaniem czy oglądam Flasha i czy chciałabym coś dla niego przygotować z tego serialu. Trochę to trwało, zanim spełniłam jego prośbę, ale mam nadzieję, że będzie zadowolony z efektu i może zdecyduje się przygotować moje burgery.

Big Belly Burger jest to fikcyjna restauracja z uniwersum DC Comics. Po raz pierwszy pojawiła się w komiksie Superman, ale teraz można  także w serialach Arrow i Flash. I to właśnie Flash, a w zasadzie Flash i mój czytelnik Oskar, byli powodem powstania tego wpisu.

Muszę przyznać, że jestem większą fanką Marvela, niż DC Comics i jedyna postać, do której mam słabość to mroczny Batman, jednak nie mogłam odmówić przygotowania pysznego burgera z najbardziej znanej komiksowej restauracji.

Flash, jak pewnie wiecie jest spin-offem Arrowa i to właśnie w ósmym odcinku pierwszego sezonu tego serialu możemy po raz pierwszy Flasha zobaczyć. W zasadzie to po raz drugi, ponieważ pierwszy serial o przygodach Flasha pojawił się na ekranach telewizorów już na początku lat dziewięćdziesiątych. Mam wrażenie, że wszystkie seriale o superbohaterach DC są takie bardziej młodzieżowe, niż te Marvelowskie, stąd jakoś bardziej ciągnie mnie do tych drugich. Ale burgery to burgery, ponadczasowe danie i dla Batmana i dla Wolverina 😉

Składniki na bułki:

  • 500 g mąki pszennej (może być ciut więcej do podsypania)
  • szklanka ciepłego mleka (nie gorącego, żeby nie zabiło drożdży)
  • 30 g świeżych drożdży
  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 60 g masła
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka sezamu
  • 1 jajko wymieszane z 3 łyżkami mleka (do posmarowania bułek)

Składniki na kotlety:

  • 800 g wołowiny (może być już zmielona)
  • sól, pieprz czarny, kmin rzymski mielony, pieprz ziołowy
  • odrobina wody

Dodatki:

  • sosy: dobry ketchup, majonez, musztarda
  • warzywa: czerwona cebula, sałata, ogórki konserwowe
  • ser: żółty tostowy/chedar/mimolette

Przygotowanie:

  1. Ciasto na bułki można zrobić w robocie kuchennym, ja zrobiłam je w Thermomixie, ale wytrwali i zdeterminowani mogą spróbować wyrabiać ciasto ręcznie.
  2. Do ciepłego mleka dodaj drożdże oraz cukier. Wymieszaj do rozpuszczenia składników i odstaw na chwilę.
  3. Rozpuść masło i ostudź, aby nie było zbyt gorące.
  4. Mąkę wsyp do miski (lub misy miksera), dodaj jajko, żółtka, sól, rozpuszczone masło oraz mleko z drożdżami.
  5. Wyrabiaj ciasto przez kilka minut, aż będzie gładkie. Staraj się nie podsypywać go zbyt dużą ilością mąki, żeby z bułek nie wyszły gnioty.
  6. Gdy będzie już gładkie, to włóż je do miski, przykryj ściereczką i odstaw na 30 minut w ciepłe miejsce. Pamiętaj, że drożdże nie lubią chłodu i przeciągów, więc na czas robienia bułek lepiej jest zamknąć kuchenne okna.
  7. Gdy ciasto wyrośnie, podziel je na 4-5 części. Z każdej uformuj lekko spłaszczoną kulę, a następnie ułóż na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
  8. Gotowe bułki przykryj ścierką i odstaw na kolejne 30 minut.
  9. W tym czasie nagrzej piekarnik do 180 stopni i gdy bułki wyrosną, to posmaruj je jajkiem wymieszanym z mlekiem, posyp sezamem i włóż do piekarnika i piecz przez około 25-30 minut. Jak będą dość przypieczone z wierzchu, to powinny być już gotowe.

Przygotowanie mięsa:

  1. Do zmielonego mięsa dodaj niecałą łyżeczkę soli, 1/2 łyżeczki pieprzu czarnego mielonego, 1/3 łyżeczki kminu oraz 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego.
  2. Wymieszaj dokładnie, najlepiej dłońmi zwilżonymi wodą.
  3. Z mięsa uformuj kotlety, każdy z nich powinien ważyć około 180-200 g.
  4. Mięso można wyrabiać tak jak ciasto, zwilżonymi dłońmi – kotlety będą się bez problemu formowały i nie popękają podczas smażenia.
  5. Smaż je na patelni bez tłuszczu, do dowolnego stopnia wysmażenia.

Całość:

  1. Upieczone bułki przekrój na pół i zanim posmarujesz je sosem, to połóż je wewnętrzną stroną na rozgrzanej patelni, żeby je chwilę podpiec. Dzięki temu sos nie wsiąknie zbyt szybko w środek bułki i nie zrobi się rozmiękła.
  2. Podpieczoną bułkę posmaruj sosem (np. spód ketchupem, a górę majonezem), na to połóż sałatę, kotlet, ser, ogórka oraz cebulkę. I na wierzch druga połówka bułki.

 

Babskie sprawy, Zdrowie

Jak wytrzymać na diecie?

27 February 2017
 

Zacznijmy od tego, że dieta to nie tortury. Nie trzeba jeść liścia sałaty na obiad i pół pomidora na śniadanie. Nie trzeba nawet liczyć kalorii i zmuszać się do jedzenia owsianki na wodzie. Znalezienie informacji odnośnie tego jak schudnąć, co i ile jeść, a także co ćwiczyć nie jest teraz trudne. Często jednak można trafić też na takie, które mogą być szkodliwe. Dieta Dukana, Kopenhaska i inne, które polegają na wykluczeniu wielu składników albo na bardzo drastycznym obcięciu kalorii nigdy nie przyniosą dobrego skutku. Osobnym tematem są posty zdrowotne (np. post dr Dąbrowskiej), ale o nich nie tym razem. Najlepszym sposobem, jest traktowanie diety jako nowego stylu odżywiania, który będzie nam towarzyszył przez resztę życia.

Powoli, małymi krokami można wprowadzać zmiany, wykluczać produkty, które nam szkodzą albo takie, które po prostu nic do naszego żywienia nie wnoszą. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy może od czasu do czasu zjeść coś mniej zdrowego, niż zakłada dieta, ale umówmy się – umiar to słowo klucz. Jeśli czipsy, to raz na jakiś czas, a nie co drugi dzień do serialu.

Na diecie jestem już od dłuższego czasu, z sukcesami i porażkami, ale z wszystkiego wyciągam wnioski. Mam już też kilka sprawdzonych patentów na to jak sobie pomóc ułatwić bycie na diecie.


1.  Wyrób sobie nowe, zdrowe nawyki. 

Kiedyś, moje pierwsze kroki po przebudzeniu kierowałam w stronę czajnika. Kawa to była podstawa. Teraz dzień zaczynam ciepłą wodą z cytryną i imbirem. Jeśli macie rowerek stacjonarny albo orbitreka, a do tego lubicie oglądać seriale, to możecie połączyć jedno i drugie i jeżdżąc na rowerku oglądać. Netflix + rowerek to ostatnio moje ulubione połączenie i staram się oglądać seriale tylko wtedy gdy coś robię i tym sposobem wyszłam z serialami z łóżka, a oglądam jeżdżąc, gotując i myjąc naczynia. Innym zdrowym nawykiem może być też pójście do pracy na piechotę, a jeśli jeździcie komunikacją miejską, to możecie wyjść przystanek wcześniej i przejść się.

2. Pozbądź się wszystkiego, czego nie chcesz jeść na diecie`

Opróżnij szafki z czipsów, czekolad, przekąsek i wszystkich innych produktów, których nie chcesz jeść. Ja funkcjonuję tak, że jak mam, to zjem, a jak nie mam, to jest mi dużo łatwiej przezwyciężyć pragnienie zjedzenia czegoś czego raczej nie powinnam i co mi nie służy. Jest małe prawdopodobieństwo, że jeśli zachce mi się czipsów, to pójdę do sklepu je kupić.

3. Plan posiłków

To jest w zasadzie podstawa. Dobry plan pozwala wytrwać i jest bardzo dużym ułatwieniem. Dzięki temu, że mam plan, to wiem co zjem jutro, pojutrze i za kilka dni. Teoretycznie nic nie powinno mnie zaskoczyć, bo wszystko można sobie przygotować wcześniej. Jak jest plan, to nie ma miejsca na jakieś przypadkowe posiłki. Po dobry plan, najlepiej zgłosić się do dietetyka. Zwłaszcza, jeśli nie mamy wiedzy odnośnie odżywiania i do tej pory było ono bardzo przypadkowe.

4. Lista zakupów

Ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim. Robienie zakupów “na pałę” nigdy się nie opłaca. Zawsze do sklepowego koszyka wpadają rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć. A tu dodatkowa paczka kiełbasy, czekolada w promocji, dwie cukinie więcej, a bo może w końcu zrobię te ciasto z cukinii, które zawsze chciałam zrobić itp itd. Lista zakupów może nie jest jakimś magicznym łańcuchem, który zatrzymuje nas, gdy chcemy sięgnąć po coś co nie znajduje się na liście, ale naprawdę bardzo pomaga ograniczyć nieplanowane zakupy. A co za tym idzie – pomaga ograniczyć dodatkowe produkty, których na diecie chcemy uniknąć.

5. Pij wodę

Na diecie, a przynajmniej na początku zmiany nawyków trzeba się troszkę oszukiwać. Woda, oprócz tego, że jest niezbędna przy wszystkich procesach naszego organizmu, to pozwala też trochę zmylić nasz mózg i żołądek. Nie jest to sposób idealny, ale w przypadku dużej chęci zjedzenia czegoś (nie mylić z głodem) szklanka wody z cytryną robi dużą robotę. Jeśli macie problem z pamiętaniem o piciu wody, to mogą w tym pomóc aplikacje na telefon. Kiedyś sama takiej używałam, ale z czasem już po prostu przestałam jej potrzebować. Najbardziej lubię pić wodę ze szklanki. Gdy pracuję, to stawiam sobie przy komputerze 1,5 l dzbanek z wodą (np. z imbirem i cytryną) i napełniam szklankę. A jak już ją opróżniam, to napełniam znowu. I tak w ciągu dnia, wypijam przynajmniej 2 litry wody, a w przypadku dnia treningowego, to ponad 3 litry, bo cały jeden litr wypijam w trakcie ćwiczeń. Woda jest ważna i nie można o niej zapominać.

6. Prowadź szczery dziennik żywienia

Dziennik, to nie tylko pamiętniczek, któremu możesz się zwierzyć, że zjadłaś nadprogramowy kawałek sernika. To coś, co może Cię uświadomić gdzie i jakie błędy w żywieniu popełniasz. Kiedyś, gdy nie zwracałam uwagi na to co i ile jem, wydawało mi się, że w sumie to jem całkiem niewiele. Mój mózg jakoś usuwał wszystkie drobiazgi, które zjadłam takie jak garść czipsów, kawałek kiełbasy z lodówki, niedokończony obiad mojego syna, cukierek i inne tego typu rzeczy. Ale jak to się mówi – ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Jeśli nie pilnujesz tego co zjadasz w ciągu dnia, to spróbuj przez najbliższe 3 dni zapisywać wszystko co wkładasz do ust. Każdego cukierka, ziemniaczka, kanapkę, jabłko, dwie kostki czekolady – dosłownie wszystko (w takich podsumowaniach szczególnie szokujące bywają weekendy). Po tych trzech dniach zrób podsumowanie, oszacuj kaloryczność, zastanów się czy jesz zdrowo czy raczej śmieciowo. Takie podsumowanie może otworzyć oczy i być dobrym startem.

7. Motywuj się wraz z innymi. 

Kilka lat temu byłam dość aktywna na forum jednego z dietetycznych portali. Miałam tam moje odchudzające się koleżanki i sama prowadziłam dziennik odchudzania. Teraz najbardziej aktywna jestem na grupie I wish I was Beyonce, którą założyłam 1,5 roku temu. Zebrało się tam całkiem niezłe grono świetnych babek. Motywujemy się, gadamy o babskich sprawach, dzielimy pomysłami na zdrowe posiłki i robimy wszystko to, co robią koleżanki. Jeśli potrzebujesz motywacji – zajrzyj! Bijonski przyjmują wszystkich z otwartymi ramionami!

8. Zrób sobie cheat meal

Czasami trzeba dać sobie na luz. Dziś wyrwiesz sobie wszystkie włosy z głowy, ale nie zjesz kawałka sernika, a jutro ta chęć będzie tak silna, że zjesz pięć kawałków. I po co? Masz ochotę na ten sernik, to go zjedz. Od kawałka ciasta jeszcze nikt nie przytył. Za to od kawałka ciasta codziennie już raczej tak.

9. Czy o niczym nie zapomniałaś?

Pamiętaj, że sukces diety, to nie tylko zrzucone kilogramy. To także dobre nawyki, które mogą zostać z Tobą na dłużej, to więcej energii, lepsze samopoczucie, ładniejsza cera i wiele innych pozytywów. Nie traktuj diety, jak wojny przeciwko sobie. Z doświadczenia wiem, że z nienawiści do siebie nie może przyjść nic dobrego. Najważniejsze, to uświadomić sobie swoje potrzeby, a jedną z tych potrzeb może być po prostu chęć zdrowszego życia. Zadbaj o siebie na wszystkich płaszczyznach – przebadaj się, sprawdź czy za Twoją wagą nie stoi jakaś choroba albo inny zdrowotny problem. A może to nie kwestia funkcjonowania organizmu, a głowy? Psycholog to też dobry pomysł na wsparcie na drodze odchudzania.


Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone patenty na przetrwanie na diecie, to chętnie je poznam, piszcie śmiało!

Babskie sprawy, Osobliwości, Rozwój

Nie mam wykształcenia, czy jestem głupia i gorsza?

20 February 2017
 

Czy znajdę pracę bez wykształcenia? Czy inni ludzie mają mnie za głupią, bo nie studiowałam? Takie i inne pytania zadawałam sobie ostatnie kilka lat. Kompleks intelektualny towarzyszył mi odkąd przerwałam liceum. Czułam się głupsza, gorsza, wstydziłam się rozmawiać o szkole. W wieku policealnym, gdy słyszałam pytanie “co studiujesz?”, to miałam ochotę schować głowę w piasek, albo wrzasnąć, że nie wszyscy muszą studiować i prawidłowo te pytanie powinno brzmieć – CZY STUDIUJESZ? 

Wiedziałam, że nie jestem głupia. Nie miałam problemów z przyswajaniem wiedzy, uwielbiałam pisać wypracowania i nawet oceny dostawałam bardzo dobre. Zawsze gorzej szło mi z przedmiotami ścisłymi, ale nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam co chcę robić i czego się uczyć. Nauczyciele twierdzili, że mam potencjał, ale jestem leniwa – chociaż to akurat mówi się większości uczniów 😉

W każdym razie, było mi potwornie przykro, że nie skończyłam szkoły, a w dodatku czułam się głupia, pusta i bez wartości. Zwłaszcza, że zostawiłam szkołę nie dlatego, że źle się uczyłam, ale dlatego, że musiałam pójść do pracy. I chociaż to nie samej pracy się wstydziłam, to moje kompleksy były bardzo głębokie, a poczucie wartości tak niskie, że wydawało mi się, że to co było w tamtej chwili, to jedyne co mnie w życiu czeka.


Żadna praca nie hańbi. Twierdziłam tak zawsze i twierdzę również teraz. Nigdy nie wstydziłam się tego co robię, ale chciałam więcej. Moją pierwszą pracą było rozdawanie ulotek (miałam wtedy 13-14 lat). Później, już w wieku licealnym pracowałam w kebabie, sklepie, opiekowałam się dziećmi, myłam okna i sprzątałam. Wszystko to, żeby mieć choć namiastkę samodzielności, z chęci i przymusu zarazem. Jednak coś za coś. W wieku 20 lat, czułam się jakbym miała tak naprawdę 40 lat i całe bezwartościowe życie za sobą, bo przecież, ani nie skończyłam szkoły, ani nie mam świetnej pracy, ani swojego mieszkania, ani samochodu, ani nie byłam nigdy za granicą, nie wiem nic o świecie i w ogóle to już czułam, że po prostu się cofam i jestem coraz głupsza.

Byłam zamknięta w sobie, czułam się też nieatrakcyjna towarzysko, bo wszyscy moi znajomi rówieśnicy byli zajęci studiami, a główne tematy rozmów to wszystkie okołostudiowe rzeczy, których ja zupełnie nie rozumiałam. Zatem do kompleksów spowodowanych brakiem wykształcenia możemy dorzucić samotność i ogólne poczucie niskiej wartości.

Poza tym, na swojej drodze nie zawsze spotykałam samych miłych ludzi. Niektórzy za wszelką cenę chcieli mi udowodnić, że faktycznie jestem głupsza i gorsza, bo nie mam szkoły. I nie ważne było to jakim jestem człowiekiem i co mam w głowie.

I mimo tego wszystkiego co myślałam o sobie wtedy, teraz jestem z siebie dumna. Starałam się i walczyłam o swoje życie jak mogłam. Gdy tylko trzeba było, to pracowałam najciężej jak można było, a jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek ocenił mnie przez to co robiłam, to trudno. Teraz znam swoją wartość i nikt mi nie wmówi, że jestem przegrańcem, bo nie mam studiów. W ogóle, jeśli ktokolwiek ocenia drugą osobę w ten sposób, to bardzo prawdopodobne, że sam ma ze sobą duży problem.


Ludzie spieszą się ocenić innych, bo boją się oceniać siebie.

Łatwo jest oceniać innych. Oj, bardzo łatwo. A najłatwiej patrząc na wszystko tylko ze swojej perspektywy i poprzez własne doświadczenia, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś nie ma wykształcenia czy dobrej pracy nie dlatego, że jest głupi, ale dlatego, że np. tak potoczyło się życie, miał trudną sytuacje, rodzinne problemy. I niezależnie od starań i chęci, na ten moment nie może mieć więcej, niż ma.

Niestety, to właśnie ocena innych często dobijała mnie najbardziej. Często myślałam tylko o tym, że muszę jakoś udowodnić innym, że mnie stać na więcej, że mogę i chcę czegoś innego, że nie jestem głupia i wcale nie jestem jakaś wybrakowana, bo pracuję w sklepie.

I chyba każdy chciałby w życiu więcej, ale czasami po prostu nie można, a dobrze jest też mieć co do garnka włożyć. Niezależnie czy masz wykształcenie czy nie – musisz zapłacić za mieszkanie, mieć co jeść, co ubrać, a często nie myślisz tylko o sobie, ale też o dzieciach. Praca, jak chociażby osoby pracującej na kasie w markecie nie dość, że jest fizycznie ciężka, to jeszcze stresująca. Takie osoby codziennie muszą spotykać się z kąśliwymi uwagami, złośliwymi klientami, a do tego dochodzi stres związany z pomyłkami, długie godziny pracy i pensja nieadekwatna do wykonanej pracy. Pracowałam w sklepie kilka lat i choć nigdy nie był to duże sklepy, to i tak bywało różnie, a na pewno nie było lekko.

I nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, bez wartości albo wasze życie nie ma sensu, bo nie robicie w życiu tego co zawsze chcieliście robić. A jeśli to Ty jesteś jednym z tych naśmiewających się, to pamiętaj, że życie pisze różne scenariusze i zawsze może postawić Cię w kryzysowej sytuacji, bez uprzedzenia.


Nikt nie zabroni Ci marzyć, a marzenia to pierwszy krok do zmian. Zawsze można mieć cele, mniejsze lub większe, ale to one sprawią, że możesz pójść do przodu. Chciałam skończyć szkołę? Skończyłam ją. Chciałam nauczyć się gotować i blogować? Robię to i cały czas się uczę. Nie potrzebowałam do tego dyplomu, wielkich pieniędzy i wielkich zasobów czasu. Małe cele, które zostają spełnione, dają motywacje do robienia większych rzeczy. I wiem, że nie wszystko da się zrobić bez wykształcenia, ale jest wiele możliwości, po które można sięgnąć.

Czy można coś osiągnąć nie mając nawet matury? Można, a wiele przykładów możecie znaleźć wśród szanowanych i znanych ludzi pracujących w wielu dziedzinach. Mogłabym tu wymieniać aktorów, dziennikarzy, pisarzy, a także wielu artystów. Naprawdę daleko szukać nie trzeba i zapewniam, że właśnie te osoby nie posiadające wykształcenia widujecie codziennie w telewizji.  Co spowodowało, że im się udało? Może szczęście, może znajomości, a może ciężka praca i umiejętności? Wiem, że nie każdy ma takie same szanse, a życie ogólnie rzadko kiedy bywa fair, ale trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Mówię to ja – wydałam książkę, a nie mam matury, znajomości, ani kasy 😀

Widujecie też osoby wykształcone, które pracują niekoniecznie tam gdzie by chciały. Ale pracują i starają się, aby mieć za co żyć i aby utrzymać rodzinę. Na tym polega życie. I jak komuś przeszkadza wasz standard życia czy pracy, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Nie pozwólcie, żeby cudze kompleksy obniżały waszą pewność siebie.

Życzę wam, żebyście niezależnie od wszystkiego zawsze szli przez życie z podniesioną głową.

 

Kuchnia filmowa

Pizza z brokułami na białym sosie (z filmu W głowie się nie mieści)

17 February 2017
 

Pizza z brokułami raczej nie będzie marzeniem dziecka, a przynajmniej nie mojego 😉 Chociaż podobno nawet nie wszyscy dorośli przepadają za tym pysznym warzywem, co bardzo mnie dziwi, bo brokuły są zdrowe, smaczne i mają wiele zastosowań w kuchni. Ale to mówię ja – osoba, która raczej na niewiele produktów kręci nosem, a warzywa i to przede wszystkim surowe uwielbiam. Nigdy nie miałam żadnego problemu z jedzeniem surówek, sałatek czy warzyw gotowanych, ale może to dlatego, że od dziecka jeździłam na działkę babci i dziadka, a tam warzyw było mnóstwo.

Jeśli należysz, do tej części osób, które nienawidzą brokułów, to możesz sobie przybić piątkę z bohaterką filmu “W głowie się nie mieści”, w którym to znalazłam inspirację do przygotowania brokułowej pizzy. Brokuł sam w sobie pojawia się w scenie wczesnego dzieciństwa Riley, oraz w scenie, w której jej mama zabiera ją na pizzę (brokułową!).

Ciekawostką jest, że akurat scena z wczesnego dzieciństwa była inaczej przedstawiona w Japonii, a inaczej w innych krajach. Podobno w Japonii wcale nie ma tego syndromu nienawidzenia brokułów, ale za to podobne odczucie Japończycy mają w stosunku do papryki i dlatego też w filmie dystybutowanym w Japonii, w tej scenie zamiast brokułów przedstawiono paprykę.

Twórcy filmu tłumaczyli tę zmianę chęcią faktycznego przekazania emocji, w podobnym stopniu na całym świecie. I jeśli faktycznie Japończycy nie mają nic do brokułów, to jest to bardzo słuszny i ciekawy zabieg.

Jak dla mnie, pizza z brokułami na sosie śmietanowym jest mega, ale zdaję sobie sprawę, że wasze dzieciaki mogą jej nie polubić. Mój syn nie chciał nawet być z nią sfotografowany 😀 Jeśli zaś chodzi o film, to bardzo polecam i dużym i małym. Świetnie przedstawia funkcjonowanie poszczególnych emocji, co może pomóc dziecku zrozumieć, co dzieje się w jego głowie.

SKŁADNIKI

  • ciasto na pizzę (np. z tego przepisu)
  • 300 ml śmietanki 18%
  • 1 cebula
  • 1/2 łyżeczki soli
  • szczypta pieprzu
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1/2 kulki mozzarelli
  • kilka różyczek brokuła ugotowanych al dente

PRZYGOTOWANIE

  1. Przygotuj ciasto na pizzę
  2. Do niedużego garnuszka wlej oliwę, gdy będzie rozgrzana, to dodaj cebulę pokrojoną w kostkę.
  3. Smaż cebulę mieszając od czasu do czasu, aż będzie zeszklona. Następnie dodaj śmietankę.
  4. Dopraw solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
  5. Gotuj mieszając, aż sos zgęstnieje.
  6. Przed nałożeniem go na ciasto, ostudź go trochę, nie powinien być gorący.
  7. Na blat ciasta wyłóż sos, na to rozłóż brokuł, a wierzch posyp startą mozzarellą.
  8. Piecz w piekarniku nagrzanym do 220 stopni, przed około 12 minut (lub do momentu, w którym brzegi i ser będą zarumienione)

PRO TIP: Jeśli naprawdę nie lubicie brokułów, to możecie je po prostu zastąpić czymś innym. Do takie pizzy i sosu śmietanowego idealnie będzie pasował kurczak, papryka, szpinak lub np. łosoś. 

Osobliwości

10 pomysłów na randkę (inspirowanych filmami)

3 February 2017
 

Randka, to wydarzenie bardzo emocjonujące pod wieloma względami. Chcemy zaimponować wybrance lub wybrankowi naszego serca i zorganizować coś interesującego, a jednocześnie czasami również nie obciążającego zbytnio portfela. Gdzie zabrać dziewczynę lub chłopaka na randkę? To proste – inspiracji szukaj w filmach.

Nie mówię, że masz zabrać swoją dziewczynę na rejs Titanikiem albo niczym Edward Nożycoręki wyrzeźbić jej figurę z lodu. Nie polecam też brać kredytu po to, żeby na godzinę wynająć helikopter i jak Christian Gray z Anatazją, przelecieć się ze swoją dziewczyną nad miastem. Jest kilka opcji, które często pojawiają się w filmach, są bardzo spoko i mogą być idealną odpowiedzią na pytanie: jak spędzić randkę?


1. Inspiracja: Twin Peaks | Pomysł na randkę: Piknik

Jeden z najprostszych i najbardziej efektownych pomysłów. Zorganizujcie piknik. Przygotuj koc, muffiny, winogrona, jakieś wino i ogólnie coś smacznego. Zapakuj to do piknikowego kosza i zabierz swoją walentynkę na jakąś cichą łąkę, do lasu albo nad jezioro. Zupełnie tak jak Audrey Horne i John Wheeler w Twin Peaks.

2. Inspiracja: Grease | Pomysł na randkę: Kino w plenerze

Kino samochodowe to miejsce, o którym sama skrycie marzę. Zawsze chciałam spędzić randkę na świeżym powietrzu, w oldschoolowym cabrio tak jak Sandy i Danny z musicalu Grease. Oczywiście bez kabrioletu też można! Latem bardzo popularne są kina np. przy plaży, a nawet jeśli w Twoim mieście takie kina nie działają, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wypożyczyć projektor, rozwiesić prześcieradło na garażu i samemu zrobić takie kino 🙂

3. Inspiracja: Pulp Fiction | Pomysł na randkę: Obiad w retro barze

Żadna porządna dziewczyna nie pogardzi dobrym burgerem na obiad. A chłopak tym bardziej. Teraz już w każdym mieście jest cała masa burgerowni czy innych ekstra barów, więc jest w czym wybierać. Polecam jednak przed pójściem do lokalu popytać znajomych i poczytać opinię. Vincent i Mia akurat na randce nie byli, ale ja zdecydowanie chciałabym, żeby mój chłopak zabrał mnie na burgera do jakiejś fancy knajpki w oldschoolowym stylu.

4. Inspiracja: Pamiętnik | Pomysł na randkę: Pływanie łódką na jeziorze

A może randka na łódce jak Allie z Pamiętnika? Najlepiej, żeby tą łódką kierował Ryan Gosling, ale wiadomo – nie można mieć wszystkiego. Recytowanie wierszy i karmienie łabędzi na pewno zrobi wrażenie na niejednej foczce. 😀

5. Inspiracja: Zanim się pojawiłeś | Pomysł na randkę: Opera, Teatr, Filharmonia

Może niewielu facetów lubi chodzić do takich miejsc, ale chyba warto się przemęczyć chociażby po to, żeby zobaczyć swoją dziewczynę w pięknej sukience (albo odwrotnie – swojego faceta w garniturze). Weźcie przykład z Lou i Willa z filmu Zanim się pojawiłeś. On swoim zaproszeniem ewidentnie skradł jej serce. Podobną inspirację możecie znaleźć w filmie Pretty Woman.

6. Inspiracja: Dirty Dancing | Pomysł na randkę: Lekcje tańca

Nie potrafię tańczyć. I zapewne dopóki nie zostanę zaproszona do Tańca z gwiazdami albo jeśli nie zacznę przygotowywać się do własnego ślubu, to prędko się nie nauczę. Nigdy nie próbowałam i choć po dwóch drinkach jestem królową parkietu, to szczerze mówiąc nie pogardziłabym kilkoma profesjonalnymi lekcjami tańca. Oczywiście w moim przypadku skok z finałowej sceny raczej nie wchodzi w grę 😀

7. Inspiracja: To tylko seks | Pomysł na randkę: Wieczór przed TV

Czasami naprawdę nie potrzeba żadnych wyszukanych pomysłów, drogich prezentów i zaproszeń do topowych miejsc. Wystarczy wielka miska popcornu, butelka dobrego piwa, wygodna kanapa i ulubiony film. To jest recepta na najbardziej komfortową randkę ever.

8. Inspiracja: Ratując pana Banksa | Pomysł na randkę: Dzień w wesołym miasteczku

Wspólna jazda samochodzikami, diabelski młyn, strzelanie do puszek, żeby zdobyć misia, jedzenie waty cukrowej – randka ideał. Najlepiej, gdyby to było jakieś wesołe miasteczko w strasznym stylu, jak z Silent Hill albo “Joyland” Stephena Kinga.

9. Inspiracja: Chef | Pomysł: Ugotuj coś dla swojej dziewczyny/swojego chłopaka

Jeśli jesteś jedyną gotującą osobą w domu, to z pewnością docenisz nawet własnoręcznie przygotowanie kanapki z keczupem i kotletem mielonym. A co dopiero takie spaghetti aglio e olio, które przygotował Casper dla Molly w filmie Chef. Ostatecznie można też po prostu coś zamówić i udawać, że zrobiło się samemu.

10. Inspiracja: 500 dni miłości | Pomysł na randkę: Popołudnie w IKEA

Czy może być coś lepszego od wspólnego spaceru między ekspozycjami mebli i dekoracji, pośród tych wszystkich lampek, poduszek i kieliszków w promocyjnych cenach oraz mając w nozdrzach zapach najlepszych na świecie klopsików? Jeśli facet zabierze Cię do IKEA, tak jak Tom zabrał Summer w filmie 500 dni miłości, i jeśli do tego nie będzie marudził, ale za to będzie z uśmiechem reagował na każdą rzecz włożoną przez Ciebie do koszyka, to wiedz, że to TEN JEDYNY.

Straight to hell ? #ikea #hell #instagood #loveit #likeit #couple #shoping #hello #goodmorning #polishgirl #blondehair #blonde #girl

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paulina Wnuk (@pauwnuk)

11. Inspiracja: Dziennik Bridget Jones | Pomysł na randkę samotny wieczór:  wino, lody, smutny melodramat

Jeszcze na koniec opcja dodatkowa. Biorę też pod uwagę to, że część z Was to członkowie klubu #ForeverAlone, a w takim wypadku najlepszym pomysłem na wieczór, jest randka z samym sobą. Do wyboru jest wiele opcji: drinki z koleżankami, piwo na mieście, impreza w klubie lub moja ulubiona – kołdra, film, wino, pudełko lodów i piosenki o miłości albo jej braku.


Jeśli znacie jakieś inne filmowe inspiracje, to koniecznie dajcie znać w komentarzu! 🙂

Babskie sprawy

Dlaczego nie jestem włosomaniaczką…

30 January 2017
 

Długie włosy miałam odkąd pamiętam. Były one oczywiście wielką chlubą i wszystkie koleżanki mojej mamy zawsze dotykały moich włosów, żeby zobaczyć jak grube są. “Och, jakie ona ma grube włosy. A jakie piękne. Och i ach!” – nie ukrywam, że dotykanie moich włosów przez każdą napotkaną osobę wkurzało mnie niesamowicie i w zasadzie od dziecka marzyłam, żeby włosy obciąć, chociaż troszkę.

Z jednej strony nie mam co narzekać. Lepsze grube i mocne, niż słabe i przerzedzone, ale mimo wszystko, jest to ogromny ciężar. Latem jest bardzo gorąco z takimi włosami, ciężko jest je dokładnie umyć i opłukać, dokładne suszenie trwa minimum 30 minut, robią się kołtuny (mój koszmar z dzieciństwa) i grube włosy niestety nie chcą się układać w żaden sensowny sposób.

Ale żeby nie było, że tylko jęczę, że te moje włosy są takie okropne, to poza tym, że w dzieciństwie było mi z nimi ciężko, to później w nastoletnich latach czułam się już o wiele lepiej. To wszystko za sprawą eksperymentów – samodzielnego obcinania grzywki, farbowania na różne kolory (szczególnie upodobałam sobie odcienie czerwieni) i prostowania, dzięki któremu przestałam wyglądać jak król lew. Nie bałam się robić z moimi włosami różnych cudów, bo wiedziałam, że zawsze szybko mi odrastają, a poza tym są mocne i na pewno się nie zniszczą.

Z wiekiem poszłam po rozum do głowy i stwierdziłam, że “balejaż” to ja już sobie odpuszczę, tak samo jak samodzielne obcinanie grzywki, które i tak za każdym razem kończyło się wizytą u fryzjera. Przez długi, długi czas moje włosy były po prostu brązowe. Mój naturalny kolor to taki ciemno-mysi brąz, więc zazwyczaj dopieszczałam go trochę farbą – mokka, kasztan albo coś w tym stylu. W końcu jednak przyszedł moment, gdy stwierdziłam, że skoro mam tak długie, mocne, grube włosy, to wręcz powinnam zrobić z nich pożytek. I tak oddałam ponad 30 cm moich włosów dla fundacji Rak’n’Roll. Tym sposobem po raz pierwszy w życiu miałam włosy takiej długości, że nie mogłam ich nawet związać, ale na głowie czułam cudowną lekkość.

Ciężko było przywyknąć do tak krótkich włosów, gdy moja ulubiona i najwygodniejsza fryzura to było związanie ich w kok na czubku głowy. Mimo wszystko, wiedziałam, że za rok moje włosy będą już idealnej długości, a myśl, że mogę nimi sprawić komuś radość rekompensowała wszystko. Włosy przekazywane w ramach akcji Daj Włos powinny mieć przynajmniej 25 cm długości. Nie mogą być zniszczone, ani rozjaśniane. Farbowanie włosów na ciemniejsze kolory nie jest przeszkodą.

Po tym, jak straciłam taką ilość włosów, na nowo przekonywałam się jak to fajnie jest mieć długie włosy. I teraz, dokładnie 1,5 roku po ich ścięciu znowu są w miarę długie. Bez problemu mogę związać je w kucyk, upleść warkocz, czy zakręcić loki.

Nie stosuję żadnej wyszukanej pielęgnacji. Często miałam problemy ze skórą głowy, więc przetestowałam już chyba wszystkie możliwe szampony przeciwłupieżowe (najdłużej stosowałam Nizoral, Pirolam i Pharmaceris), po czym zaczęłam jeść więcej zdrowych rzeczy, pić więcej wody i brać witaminy, a problem zmalał. Od czasu do czasu posmaruję skórę głowy i włosy olejem kokosowym, raczej nie męczę ich suszarką i prostowaniem, a czeszczę tangle teezerem.

Niestety nie jestem włosomaniaczką (zazdroszę K. z MDCB <3 ), ani nie znalazłam jeszcze kanału na YT z tutorialami, które byłabym w stanie wykonać sama na swoich grubych włosach. Muszę dodać, że jestem takim przypadkiem, że nawet opaska z warkocza mi się nie udaje. Te wszystkie włosowe porażki trochę mnie zniechęciły, dlatego ciągle czuję, że nie wykorzystuję potencjału moich włosów, ale z drugiej strony trochę nie mam do tego cierpliwości. Z awokado wolę zrobić guacamole, a nie maseczkę, a poza tym chyba szkoda mi czasu na te wszystkie domowe zabiegi. Za to bardzo chcialabym umieć zrobić z włosami coś więcej, niż zwykłego warkocza 😉

Dlatego chętnie przyjmę wszystkie rady i sposoby na grube włosy, które zupełnie nie chcą współgrać z ich właścicielką 😀

Filmy

Najlepsze filmy lat 90. | Zestawienie 100 filmów

20 January 2017
 

Lata 90. do których mam ogromny sentyment gdzieś ciągle pojawiają się w moim życiu, a ja uwielbiam do nich wracać. Czy to we wspomnieniach, czy to bardziej realnie np. poprzez muzykę i filmy. Przygotowałam zestawienie najlepszych (moim zdaniem) filmów od 1990 do 1999 roku. Wszystkie z tych filmów widziałam i każdy z nich w jakiś sposób zrobił na mnie wrażenie. Niektóre z nich wypożyczałam z rodzicami z wypożyczalni kaset video, niektóre oglądałam dopiero niedawno, a jeszcze inne pamiętam z telewizji. Nie wszystkie z nich są wybitne i oskarowe, ale nie o to chodzi, bo ja lubię też te kiczowate kino i niesie ono ze sobą jakieś wspomnienia.


AKCJA/FILMY SENSACYJNE

1. Bodyguard (1992)

2. Długi pocałunek na dobranoc | The Long Kiss Goodnight (1996)

3. W sieci zła | Fallen (1998)

4. Ostry poker w małym Tokio | Showdown in Little Tokyo (1991)

5. Ognisty podmuch | Backdraft (1991)

6. Pulp Fiction (1996)

7. Uliczny wojownik | Street Fighter (1994)

8. Szybcy i martwi | The Quick and the Dead (1995)

DRAMAT

9. Buntownik z wyboru | Good Will Hunting (1997)

10. Edward Nożycoręki | Edward Scissorhands (1990)

11. Dom Dusz | The house of the spirits (1993)

12. Podziemny krąg | Fight Club (1999)

13. Filadelfia | Philadelphia (1993)

14. Forrest Gump (1994)

15. Uwierz w ducha | Ghost (1990)

16. G.I. Jane (1997)

17. Joe Black | Meet Joe Black (1998)

18. Lolita (1997)

19. Młodzi gniewni | Dangerous Minds (1995)

20. Urodzeni mordercy | Natural born killers (1994)

21. Przekleństwa niewinności | Virgin suicides (1999)

22. Przerwana lekcja muzyki | Girl, Interrupted (1999)

23. Romeo i Julia | Romeo + Juliet (1996)

24. Skandalista Larry Flint | The People vs. Larry Flynt (1996)

25. Skazani na Shawshank | The Shawshank Redemption (1994)

26. Uśpieni | Sleepers (1996)

27. Smażone zielone pomidory | Fried green tomatoes (1991)

28. Thelma & Luise (1991)

29. Titanic (1997)

30. Trainspotting (1996)

31. Zakochany Szekspir | Shakespeare in Love (1998)

32. Zielona mila | Green Mile (1999)


FAMILIJNE

33. Flubber (1997)

34. Uwolnić orkę | Free Willy (1993)

35. Hocus pocus (1993)

36. Hook (1991)

37. Czy to ty, czy to ja | It takes two (1995)

38. Jumanji (1995)

39. Kosmiczny mecz | Space Jam (1996)

40. Ostatni smok | Dragon Heart (1996)

41. Richie Milioner | Richie Rich (1994)

42. Rodzina Adamsów | The Addams Family (1991)

43. Tajemniczy ogród | The Secret Garden (1993)

44. Zakonnica w przebraniu | Sister Act (1992)


HORROR

45. Cube (1997)

46. Dracula (1992)

47. Dziewiąte wrota | The Ninth Gate (1999)

48. Oczy szeroko zamknięte | Eyes wide shut (1999)

49. Frankenstein (1994)

50. Funny Games (1997)

51. Koszmar minionego lata | I Know What You Did Last Summer (1997)

52. Kruk | The Crow (1994)

53. Krzyk | Scream (1996)

54. Misery (1990)

55. Wilk | Wolf (1994)

56. Wywiad z wampirem | Interview with the vampire (1994)

57. Ze śmiercią jej do twarzy | Death Becomes Her (1992)


KOMEDIA

58. Ace Ventura (1994)

59. Big Lebowski (1998)

60. Clerks (1994)

61. Głupi i głupszy | Dumb and dumber (1994)

62. Gruby i grubszy | The Nutty Professor (1996)

63. Dwaj zgryźliwi tetrycy | The grumpy old men (1993)

64. Kevin sam w domu | Home Alone (1990)

65. Marsjanie akatują | Mars Attacks! (1996)

66. Maska | The Mask (1994)


KOMEDIE ROMANTYCZNE

67. Cztery wesela i pogrzeb | Four weddings and a funeral (1994)

68. Dzień Świstaka | Groundhog Day (1993)

69. Ja cię kocham, a ty śpisz | While you were sleeping (1995)

70. Masz wiadomość | You’ve got mail (1998)

71. Pani Doubtfire (1993)

72. Pretty Woman (1990)

73. Syreny | Mermaids (1990)

74. Totalna Magia | Practical Magic (1998)


MŁODZIEŻOWE

75. Słodkie zmartwienia | Clueless (1995)

76. Koniec niewinności | Now and Then (1995)

77. Moja dziewczyna | My girl (1991)

78. Szkoła czarownic | The Craft (1996)


SCI-FI

79. Dzień Niepodległości | Independence Day (1996)

80. Faceci w czerni | Men in black (1997)

81. Johnny Mnemonic (1995)

82. Kontakt (1997)

83. Mortal Kombat (1995)

84. Sędzia Dredd | Judge Dredd (1995)

85. Gwiezdne Wrota | Stargate (1994)

86. Stożkogłowi | Coneheads (1993)

87. Wodny świat | Waterworld (1995)

88. Żołnierze kosmosu | Starship Troopers (1997)


THRILLER

89. Adwokat Diabła | Devil’s Advocate (1997)

90. Szkoła uwodzenia | Cruel Intentions (1999)

91. Fargo (1996)

92. Kolekcjoner | Kiss the Girls (1997)

93. Kolekcjoner kości | The Bone Collector (1999)

94. Leon Zawodowiec | Leon (1994)

95. Lęk pierwotny | Primal Fear (1996)

96. Upadek | Falling Down (1993)

97. Milczenie Owiec | The Silence Of The Lambs (1991)

98. Nagi instynkt | Basic Instinct (1992)

99. Siedem | Se7en (1995)

100. Szósty zmysł | The Sixth Sense